Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dyskryminacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dyskryminacja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 stycznia 2019

Mały seksizm.

Small sexism. [English version below.]

Nie uważam, żeby dyskryminacja płacowa ze względu na płeć była w Polsce istotnym problemem. Owszem, jak pokazuje raport portalu pracuj.pl za 2017 r., kobiety przeciętnie zarabiają mniej. Tyle, że jest to w dużej mierze efekt tego, że panie często wybierają mniej intratne zawody lub pracują w mniejszym wymiarze godzin niż mężczyźni. Ponadto w przypadku możliwości negocjowania stawki kobiety są bardziej zachowawcze. I tak dalej, i tak dalej. Oczywiście, przypadki ewidentnej dyskryminacji na pewno się zdarzają, ale nie można mówić o ich powszechności.

Inna sprawa: struktura płciowa wszelkich organów wykonawczych, legislacyjnych czy zarządzających. Okej, zapewne istnieje dysproporcja na korzyść mężczyzn i pewnie nawet trzeba z nią walczyć. Tyle tylko, że na przykład parytety nie są żadnym rozwiązaniem. Bzdurą jest odgórne narzucanie procentowego minimalnego udziału poszczególnych płci w strukturze organu. Właśnie to może przekreślić kogoś ze świetnymi kwalifikacjami tylko ze względu na jego płeć. 

Przecież gdyby chcieć kierować się wyłącznie nią, to we wszystkich organach wybieranych demokratycznie kobiety zawsze powinny mieć większość. Jest ich więcej (jakieś 52% populacji naszego kraju). Tak nie jest, więc albo kobiety są mądrzejsze i to one realnie patrzą na kompetencje kandydatów albo ktoś przekonał także panie, że ich płeć mniej nadaje się do tego typu funkcji. Z tym drugim trzeba walczyć. I wydaje mi się, że taka walka trwa, a w dodatku przynosi efekty. Nie trzeba parytetów, bo ludzie zmieniają swoje podejście i patrzą bardziej na kompetencje niż na płeć. 

To może akurat przejaw populizmu, ale widać to nawet po składzie obecnego, nie czarujmy się, mało postępowego rządu. Spośród jego dwudziestu trzech członków sześć to kobiety, w tym kierujące takimi resortami jak ministerstwa finansów czy przedsiębiorczości i technologii. Sześć z dwudziestu trzech to ok. 26%, więc ktoś może powiedzieć, że mało. Niby tak, ale gdy poprzednio ta ekipa była u władzy, w pierwszym jej rządzie znalazły się dwie kobiety na osiemnaście osób, tj. ok. 11%, a w drugim trzy na dwadzieścia dwie, tj. ok. 16%. Widać różnicę.

A jednak seksizm istnieje. I strasznie mnie wku*wia. Manifestuje się pod postacią głupich komentarzy średnio inteligentnych macho przekonanych o swojej zajebistości, ale i poprzez średnio przemyślane ogłoszenia. Takie jak to:


Można byłoby napisać "osób", zamiast "kobiet". Ogłoszenie nic by na tym nie straciło. A jednak tak się nie stało i to pewnie nie dlatego, że ktoś celowo podjął decyzję: "nie, napiszmy jednak: dla kobiet". Nie. Po prostu nikomu nie przyszło do głowy, że mężczyzna też mógłby się zajmować tego typu pracą. Nikt się nie zastanowił. I to, że faktycznie do takiej pracy przyjdą pewnie głównie kobiety, nie ma tu nic do rzeczy.

Podobne, choć dla mnie jeszcze bardziej niezrozumiałe, jest publikowanie na LinkedInie ogłoszeń typu: "poszukiwana księgowa". Okej, w księgowości rzeczywiście kobiety stanowią większość, ale mężczyźni nie są w tym zawodzie jakoś niesamowicie niespotykanym zjawiskiem. Jeżdżę do różnych spółek i widzę jak to wygląda. Księgowy szukający pracy nie zrezygnuje przecież z odpowiedzi na takie ogłoszenie, jeśli go zainteresuje, tylko dlatego, że było napisane "księgowa". Z drugiej strony nie dziwiłbym się takiej osobie, że jednocześnie przy aplikowaniu odczuwałaby pewien dyskomfort. Na etapie tworzenia ogłoszenia można było przecież napisać "księgowa/księgowy" lub "osoba do pracy w księgowości" czy cokolwiek innego i obyłoby się bez pozornego zawężania grupy odbiorców. Ale znów: nikt się na zastanowił. Prawda, że prawdopodobnie ostatecznie zostanie zatrudniona kobieta (taka struktura branży), ale to jeszcze nie powód, żeby zakładać to już na etapie tworzenia ogłoszenia.

Opisane powyżej kwestie to pozornie drobiazgi. Ale właśnie takie małe rzeczy cementują powszechne opinie i utrudniają zmiany. Takie przykłady niezastanowienia się. Nie ma co ukrywać, że są branże zdominowane przez mężczyzn i takie zdominowane przez kobiety. W dużej mierze wynika to ze zwyczaju, który można zmienić i warto to robić. Częściową przyczyną są pewnie też naturalne predyspozycje jednej i drugiej płci. Ogólne trendy są takie, że mężczyźni bardziej nadają się do prac fizycznych, a kobiety lepiej radzą sobie na przykład z inteligencją emocjonalną, zatem i w zawodach z nią związanych. 

Istnieje jednak mnóstwo branż, w których nie widać istotnego znaczenia płci, a poza tym wspomniane predyspozycje to tylko trendy. Można znaleźć kobiety, które odnajdą się na budowie lepiej niż niejeden mężczyzna i panów, którzy doskonale sprawdzą się na przykład jako wychowawcy przedszkolni. To nic, że będą to jednostkowe przypadki. Ważne, żeby mieć głowę otwartą na to, że tak może być. Należy po prostu oceniać człowieka pod kątem jego kompetencji. Nie zakładać z góry, jakiej płci musi być osoba na danym stanowisku. I już.

Ucieszę się, jeśli się wypowiecie na poruszony tu dziś temat. Tymczasem zostawiam Was z utworem, którego macie pełne prawo się tutaj nie spodziewać:


Miłego wieczoru i tygodnia!

ENG:

I do not think that wage discrimination based on sex is a significant problem in Poland. Yes, as the report from the pracuj.pl website for 2017 shows, women earn less on average. However, this is largely due to the fact that ladies often choose less-profitable jobs or work less hours than men. In addition, if women negotiate salary, they are more cautious, so they end up with less. And so on and so forth. Of course, cases of evident discrimination certainly happen, but you cannot say they are so common.

Another matter: the sex structure of all executive, legislative or management bodies. Okay, there is probably a disproportion in favor of men and probably it should be even fought. It's just that, for example, parities are no solution. Nonsense is the top-down imposition of the percentage minimum share of individual sexes in the body's structure. That's why someone with great qualifications could be excluded just because of his/her sex.

After all, if one would like to be guided exclusively by it, women should always have a majority in all democratically elected bodies. There are more of them (about 52% of the population of our country). It is not so, so either women are smarter and they really look at the competences of the candidates or someone also convinced the ladies that their gender is less suitable for this type of function. The latter should be fought. And it seems to me that such a struggle lasts, and, in addition, it brings results. There is no need for parities, because people change their approach and look more on competences than on gender.

It may be a manifestation of populism, but you can see it even after the present, let be honest, not much progressive government. Of its twenty-three members, six are women, including those who manage such ministries as finance or entrepreneurship and technology. Six out of twenty three is around 26%, so someone can say it is few. Seemingly yes, but when this party was in power previously, in its first government there were two women out of eighteen members, i.e. about 11%, and in the second one three out of twenty two, i.e. about 16%. You can see the difference.

And yet sexism exists. And it really pisses me off. It manifests in the form of stupid comments of medium intelligent macho convinced of his awesomeness, but also through poorly thought-out advertisements. Such as this placed above. It says "outwork for women of all ages".

There could be written "people" instead of "women". The announcement would not lose anything. And yet it did not happen, and probably not because someone deliberately made the decision: "no, let's write: for women". No. It just did not occur to anyone that a man could also be involved in this type of work. Nobody thought about it. And the fact that in fact probably mostly women will come to such a job is not important.

Similar, though even more incomprehensible to me, is the putting on LinkedIn job offers like "female bookkeeper wanted". The thing is that that there are two different words in Polish describing female and male bookkeepers. Okay, in fact, women account for the majority in accounting, but men are not an incredible phenomenon in this profession. I visit various companies and see how it looks. After all, male accountant looking for a job will not give up replying to such an job offer if he is interested in it, simply because the "female accountant" was written. On the other hand, I would not be surprised, if such a person at the same would feel some discomfort when applying. At the stage of creating the job offer, it was possible to write an "female/male accountant" or "person to work in accounting" or anything else and it would prevent the seeming narrowing of the group of recipients. But again: nobody thought about it. It is true that probably a woman will be the eventually hired (such a gender structure of the industry), but this is not a reason to assume it at the stage of creating the announcement.

The issues described above are seemingly small things. But such small things cement common opinions and hinder changes. Such examples of nonthinking. It is not to be concealed that there are industries dominated by men and those dominated by women. To a large extent this is due to a tradition that can be changed and it is worth doing. The partial reason is probably the natural predispositions of both sexes. The general trends are that men are more suited to physical work, and women are better at coping with, for example, emotional intelligence, and in related professions.

There are, however, a lot of industries in which you cannot see the significant importance of gender, and besides, these predispositions are just trends. You can find women who find themselves on the construction site better than many men and men who are perfect for example as kindergarten educators. It's nothing that they will be individual cases. It is important to have a mind open that it can be so. One should simply judge a man in terms of his/her competence. Do not assume in advance what gender must be a person in a given position. That's it.

I will be glad if you write something about the topic raised here today. In the meantime, I leave you with a song that you have no right to expect here. However, it is in Polish, so whatever. You can find it above.

Have a nice evening and the week!

niedziela, 11 marca 2018

Damsko-męskie!

Female-male! [English version below].

Ostatnio był dzień kobiet, a potem dzień mężczyzn, więc dziś temat powiązany. Na początek dwie kontrowersyjne tezy Denysa:


  1. Nie jestem zwolennikiem feminizmu, bliżej mi do przeciwnika.
  2. Uważam, że dyskryminacja płacowa ze względu na płeć to bujda.
Zanim się oburzycie i obrzucicie mnie błotem (lub ewentualnie zaczniecie prostacko przytakiwać, co mam nadzieję, że się nie zdarzy), przeczytajcie, dlaczego tak uważam i co w zasadzie mam na myśli. Do dzieła!

Ad. 1. Równości płci to piękna sprawa - popieram. Okej, pełna nie jest możliwa, bo istnieją pewne różnice, choćby biologiczne. Jednakowoż równość w każdym możliwym aspekcie to już inna sprawa, a już w szczególności sensowna jest równość praw. O co mi więc chodzi z tym byciem przeciwnikiem? O samo słowo. Feminizm. Określenie pochodzi  z łaciny, od słowa "femina", oznaczającego kobietę. I tu już bystry człowiek może zrozumie, co właściwie mi się nie podoba. Pytam bowiem jak ruch, którego nazwa wprost bierze się od jednej płci, ma działać na rzecz równości tychże? Przyjęcie nazwy wprost pochodzącej od jednej strony to definitywne wiązanie się z nią, więc traci się wiarygodność w walce o równość między tymi stronami. Do ruchu feministycznego raczej nie dołączę, do ruchu równościowego - już prędzej. 

Uczciwie jednak przyznaję, że to mój główny problem z tym nurtem. Można bowiem czepiać się pewnych absurdalnych czy też radykalnych postaw, tez, poglądów, chęci zaprowadzenia porządku rodem z "Seksmisji" , ale nie warto, bo to ledwie jednostki. W każdej społeczności trafiają się ekstrema oderwane od rzeczywistości, które psują tylko obraz całości i których nawet ich ludzie mają dość.

Czy kwestia nazwy ruchu, "feminizm", ma jakiekolwiek znaczenie? Myślę, że tak. Słowa są ważne. Powinny być spójne z tym, co się rzeczywiście dzieje. Inaczej powstaje niepotrzebne zamieszanie, z którego raczej nie wynika nic dobrego.

Ad. 2. Jak oblicza się różnicę w wynagrodzeniu kobiet i mężczyzn? Mniej więcej tak: sumuje się zarobki wszystkich kobiet i dzieli przez ich liczbę oraz sumuje się zarobki wszystkich mężczyzn i dzieli przez ich liczbę. Tak obliczone średnie wynagrodzenia obu płci porównuje się i wynik wskazuje, że faktycznie kobiety średnio zarabiają mniej. Skandal! Dyskryminacja! Oburzające!

Widzicie na ścieżce kariery pytanie o płeć? 

Trzeba coś z tym zrobić, prawda? Otóż nie. Rzecz w tym, że różnica nie wynika z finansowego faworyzowania mężczyzn, ale raczej z tego, w jakich i jak opłacanych branżach pracują kobiety, a w jakich mężczyźni. Więcej pań należy do grup zarabiających mniej. Zgodnie z raportem "Nauczyciele w roku szkolnym 2014/2015" kobiety stanowiły wówczas ponad 82% wszystkich pracowników tej kategorii w Polsce. To oczywiście tylko przykład. Są i inne branże, które nie zarabiają najlepiej, a w których kobiety stanowią większość. Czy to jest okej? Nie, ale nie chodzi o to, żeby kobiety zarabiały więcej. Chodzi o to, żeby cała grupa zawodowa była lepiej opłacana, w tym pracujące w niej kobiety. Wszyscy nauczyciele powinni zarabiać sporo, bo to od nich zależy los kolejnych pokoleń.

Moim zdaniem problem dyskryminacji płacowej naprawdę nie istnieje. Czy u Was w pracy zdarzają się sytuacje, że na tym samym stanowisku pracują kobieta i mężczyzna i ta pierwsza zarabia mniej, a nie ma innych czynników, które by na to wpływały? Jakoś nie wierzę. U mnie w pracy to nie do pomyślenia. Ewentualne różnice gdziekolwiek powinny wynikać z tego, kto jak jest doceniany czy też jakim doświadczeniem dysponuje i wierzę, że w większości miejsc już tak jest.

Problemem, który faktycznie może istnieć, a w dodatku jest w pewnym stopniu powiązany z powyższym, jest natomiast kwestia awansowania, a także dołączania do różnych organów czy też ciał decyzyjnych. Tu w grę wchodzi subiektywna ocena kandydatów, więc trudno stwierdzić, czy ktoś kto jej dokonuje, nie skupił się na bardzo na tym, z jakimi organami płciowymi kto się urodził. Taka dyskryminacja jest też bardzo trudna do udowodnienia i do zwalczania.

Koncepcja? Kreowanie pozytywnych postaw. Promowanie skupiania się wyłącznie na kompetencjach. Trzeba wierzyć też w dobre intencje osób decyzyjnych. Ostatecznie im powinno zależeć przecież na dobru firmy/organizacji/instytucji, zatem płeć nie powinna mieć żadnego znaczenia. Ważne powinno być tylko to, co kto może dać od siebie.

Tu uśmiecham się pod nosem, bo zgodzenie się z powyższym punktem oznacza jednocześnie odrzucenie pewnego "cudownego" wynalazku mającego walczyć z dyskryminacją. Jakiego? Osławionych parytetów. Przecież stwierdzenie, że gdzieś musi się znaleźć co najmniej ileś procent osób danej płci jest właśnie zaprzeczeniem kierowania się wyłącznie kompetencjami. Przy stosowaniu ich może się okazać, że trzeba odrzucić kandydaturę idealną tylko dlatego, że po jej wybraniu parytet płci nie zostałby zachowany. Bzdura totalna! Tyle tylko, że tak jest łatwiej. Prościej rzucić jakąś liczbą i oczekiwać, że wszyscy będą ślepo się jej trzymali niż aktywnie działać na rzecz rzeczywistej równości.

Nie warto iść tą drogą na skróty.

Piosenka na dziś? Znacie ją pewnie, ja zresztą też, ale dopiero niedawno zacząłem ją naprawdę doceniać:


Trzymajcie się ciepło i równo. Dobrego tygodnia!

ENG:

Recently was the day of women, and then the day of men, so today's topic is related to these days. At the beginning, two controversial theses by Denys:


  1. I am not a supporter of feminism, I am rather the opponent.
  2. I believe that wage discrimination based on gender is a bullshit.


Before you get indignant and dish the dirt on me (or alternatively begin to coarsely nod, which I hope will not happen), read why I think so and what I basically mean. Let's begin!

Ad. 1. Gender equality is a beautiful thing - I support it. Okay, full is not possible, because there are some differences, at least biological ones. However, equality in every possible aspect is another matter, and equality of rights makes sense in particular. So what do I mean with this being an opponent? The word itself. Feminism. The term comes from Latin, from the word "femina", meaning a woman. And here a smart man can understand what I do not like. I am asking how the movement, whose name directly comes from one gender, is supposed to work for the equality of these? The adoption of a name that comes directly from one side is a definitive bond with it, so credibility in the fight for equality between these parties is lost. I would not join the feminist movement, the equality movement - maybe.

I honestly admit that this is my main problem with this trend. One can point certain absurds or radical attitudes, theses, views, the will to bring world's order straight from "Sexmission" movie, but it is not worth it. These are only individuals. In each community, there are extremists that are detached from reality, which only spoil the image of the whole. Even their own people are fed up with these.

Does the question of the name of the movement, "feminism", have any meaning? I think so. Words are important. They should be consistent with what is actually happening. Otherwise unnecessary confusion arises, from which rather nothing good results.


Ad. 2. How is the difference in the remuneration of women and men calculated? More or less: the sum of all women's earnings is divided by their number and the earnings of all men are added up and divided by their number. The average wages of both sexes calculated this way are compared and the result indicates that in fact women earn less on average. Scandal! Discrimination! Outrageous!


We have to do something about it, right? Well, no. The point is that the difference does not result from the financial adventage of men, but rather from the type of industry, in which women and men work. More women belong to groups that earn less. According to the report "Teachers in the 2014/2015 school year", women accounted for over 82% of all employees of this category in Poland. This is of course just an example. There are other industries that do not earn a lot, and in which women make up the majority. Is this okay? No, but it's not about women earning more. The point is that the entire professional group should be better paid, including women working in it. All teachers should earn a lot, because it is up to them the fate of subsequent generations.

In my opinion, the problem of wage discrimination really does not exist. Are there situations in your work that a woman and a man work in the same position and the first one earns less, and there are no other possible reasons? I do not believe. It's unthinkable at my work. Possible differences in the salary could result from how one's  work is evaluated or what experience she or he has and I believe that in most places this is the case.

The problem that can actually exist, and in addition is to some extent related to the above, is the issue of promotion, as well as joining various decision-making bodies. This is where the subjective evaluation of the candidates comes into play, so it is difficult to say whether someone who does it does not focus on with what sexual organs one was born with. Such discrimination is also very difficult to prove and to fight with.

Concept? Creating positive attitudes. Promotion of focusing exclusively on competences. We must also believe in the good intentions of decision-makers. After all, they should care about the good of the company / organization / institution, so gender should not have any meaning. Only what someone can offer is important.

Here I smile, because agreeing with the above point means at the same time rejecting a "miraculous" invention aimed at combating discrimination. What is it exactly? Parity. After all, saying that somewhere at least a fixed percentage of people of a given gender must be present, is just a negation of evaluating purely competences. When applying them, it may turn out that one must reject the ideal candidate only because after choosing him/her the gender parity would not be preserved. Absolute crap! It's just that it's easier this way. It is simpler to cast a number and expect everyone to blindly stick to it than to actively work for real equality.

It is not worth going shortcuts.

Song for today is a bit of polish rock and you can find it above. Enjoy!

Hold on warm and equally! Have a good week!