Two perspectives. [English version may be added later.]
Wczoraj na zakupach spotkaliśmy znajomą, która pracuje w pewnym sklepie z tzw. home decor, czyli artykułami wyposażenia wnętrz. Pokazała nam różne drobiazgi, a wśród nich miękką i uroczą maskotkę królika. Wskazała nam jednak, że z zabawką tą coś poszło nie tak: mianowicie zwierzak oczy i nos miał na jednej wysokości, co sprawiało, że królik wyglądał na zdeformowanego. Niby wyglądał uroczo, ale trochę głupia sprawa.
Przyjrzałem się jednak maskotce uważniej, spojrzałem na nią pod innym kątem i nagle okazało się, że królik wcale nie jest zdeformowany, a wygląda jak groźny gangster, szef mafii, ktoś, kto mocno się wkurzył i zaraz każe swoim cynglom odstrzelić Twój głupi łeb.
Widzicie?
Ta pozornie głupia angedotka niesie jednak za sobą pewną treść. Jaką? Taką, że czasem obie strony mają rację. Królik jest jednocześnie zdeformowany i ma wygląd groźnego gangusa - wszystko zależy od tego, jak się na niego spojrzy. Perspektywa ma znaczenie. To jak w tej popularnej grafice, w której coś wydaje się kołem lub kwadratem, a tak naprawdę jest walcem z jednej strony rzucającym cień w kształcie koła, a z drugiej w kształcie kwadratu. Obie strony mają rację.
Tyle tylko, że to też nie jest reguła. Odmienne perspektywy odmiennymi perspektywami, ale wcale nie musi być tak, że obie strony mają rację. Ktoś może po prostu się mylić. Na przykład wczoraj w swoich mediach społecznościowych śmiałem się z ogłoszenia, że w pewnym sklepie wykupiono wszystkie środki antybakteryjne. Przyczyną jest oczywiście koronawirus i śmiałem się, z tego, bo przecież bakterie i wirusy to co innego. Tyle tylko, że jak mi szybko uświadomiono, nie oznacza to wcale, że środki antybakteryjne nie mogą zadziałać na wirusa. Wygłupiłem się trochę.
Okazuje się, że środki antybakteryjne to nawet przesadzona reakcja na koronawirusa. Zwykła higiena powinna wystarczyć. W związku z tym paniczne wykupywanie takich środków przez masy nadal jest zabawne, ale już nie jako świadectwo braku wiedzy biologicznej a wyolbrzymienia i braku spokojnej refleksji. To może jednak na tę sprawę też można różnie spojrzeć? Z jednej strony to działania, które można uznać za sensowne, ale z drugiej strony są mocno przesadzone. Gdzie leży prawda? Znowu pośrodku?
Idąc tym tropem można by zmierzać do przekonania, że dosłownie każda rzecz zależy od perspektywy i jest względna, a zatem biec radośnie w stronę relatywizmu. Cóż... Wydaje mi się, że jednak nie na wszystko da się spojrzeć na kilka sposobów. Są poglądy, zachowania czy zbrodnie nie do obronienia z żadnej perspektywy. Zdumiewające jest jednak to, że kwestii, na które można spojrzeć na kilka sposobów, jest całe mnóstwo. Wydaje się nawet, że taka jest zdecydowana większość wszystkiego. Co sądzicie? Napiszcie, jeśli chcecie.
Tymczasem zostawiam Was z bardzo przyjemnym utworem z zeszłego roku:
To chyba tyle. Dobrego tygodnia! Pamiętajcie, że inni mogą patrzeć na rzeczy z innej perspektywy niż wy. To nie znaczy, że mają rację, ale nie znaczy też, że jej nie mają. Rozpatrujcie każdy przypadek osobno. Miejscie otwarte, ale nie puste głowy!
The Witcher and the lack of professionalism. [English version below.]
Pewnie zauważyliście, że w miniony piątek na Netfliksie premierę miał serial "Wiedźmin". Wiele osób zdążyło już obejrzeć większość albo nawet całość i opinie są... Różne.
To było do przewidzenia. Nie każdy musi rozpływać się w zachwytach. Widzowie są generalnie zadowoleni, twierdzą, że serial jest dobry albo bardzo dobry, a jeśli mają krytyczne uwagi, to są one raczej drobne. Jak często bywa, krytycy oceniają produkcję surowiej i bardziej zwracają uwagę na pewne słabsze w ich odczuciu kwestie. W porządku, mają do tego prawo, o ile wiedzą, o czym mówią/piszą.
Tymczasem recenzenci z portalu Entertainment Weekly, Darren Franich i Kristen Baldwin ocenili serial na F (najgorsza możliwa ocena), nie wypowiadając się niemal wcale merytorycznie, a swoją recenzję składając z coraz bardziej wymyślnych obelg dla "Wiedźmina". Poza tym przyznają się, że nie obejrzeli serialu w całości, ani nawet w większości. Jedno z nich obejrzało zdaje się pierwsze dwa, a drugie pierwszy i piąty odcinek. To skrajnie niepoważne. Nie mówimy o serialu dwudziestoodcinkowym, ale składającym się z ośmiu epizodów. Na pewno można potraktować poważnie swoją pracę i poświęcić osiem godzin na produkcję Netflixa, by móc o niej pisać rzetelnie. Tym bardziej, że mówimy o serialu głośny, mocno promowanym i takim, w którym sporo osób pokładało wielkie nadzieje. Najwyraźniej jednak niektórzy ewidentnie celowo starają się wzbudzić kontrowersje, zamiast wykazać się profesjonalizmem. To się udaje. Komentarzy pod recenzją jest mnóstwo, ale nie pozostawiają one wątpliwości: widzowie także uważają takie pisanie tekstów za oburzające. Cóż jednak z tego, skoro liczą się kliknięcia?
Dodatkowym smaczkiem jest to, że przyznana ocena traktowana jest przez portal Metacritic (w założeniu zbierający opinie profesjonalnych recenzentów - jak widać niekoniecznie) jako 0 i uwzględniana w wyliczeniu średniej oceny krytyków. W efekcie ta jest niższa o jakieś 7% (4 p.p.). To skrajnie krzywdzące. Poza tym bądźmy poważni: serial mógłby się nie podobać krytykom, ale żeby dostać zero, musiałby naprawdę być zły. To zupełna bzdura.
Dzięki Bogu to Netflix!
Nie psujmy sobie jednak humoru tym, że ktoś ma najwyraźniej w dupie jakiekolwiek standardy swojej pracy. Może zamiast tego ja podzielę się swoją opinią?
Chyba nie powinienem, bo póki co widziałem tylko jeden odcinek (zamierzam dzisiaj zmienić jeszcze ten stan rzeczy). Powiem jednak tyle, że z tego co słyszałem i czytałem w internecie, pierwszy odcinek odstaje poziomem od kolejnych, jest trochę słabszy. Jeśli prawda, to bardzo dobrze. Skoro bowiem już ten pierwszy całkiem mi się podobał, to znaczy, że będzie tylko lepiej, a to wspaniała wiadomość.
To by było na tyle. Gdy przeczytacie gdzieś negatywną opinię na temat czegoś, to koniecznie skonfrontujcie ją z innymi. Sprawdźcie też, czy autor miał podstawę, by wyrazić opinię. Komentowanie na podstawie skromnego wycinka jest przecież żenujące.
A piosenka na dziś to coś z "Wiedźmina", co dopiero usłyszę w serialu:
To by było na tyle. Wspaniałego oglądania życzę sobie i Wam!
ENG:
You probably noticed that the series "The Witcher" premiered on Netflix last Friday. Many people have already seen the majority or even the whole and opinions are ... Various.
That was easy to predict. Not everyone has to be overjoyed. Audience is generally satisfied, people say that the show is good or very good, and if they have critical comments, those are usually petty things. As often happens, critics assess production more harshly and pay more attention to some issues they regard worse. All right, they have the right to do so, as long as they know what they are talking / writing about.
Meanwhile, reviewers from Entertainment Weekly portal, Darren Franich and Kristen Baldwin rated the series as F (the worst possible rating), not speaking almost at all substantively, and their review consists of increasingly sophisticated insults for "The Witcher". In addition, they admit that they did not watch the series in its entirety or even most. One of them seems to have watched the first two, and the second one the first and fifth episode. This is extremely silly. We are not talking about a twenty-episode series, but consisting of eight episodes. You can definitely take your work seriously and spend eight hours on Netflix production to be able to write honestly about it. The more so because we are talking about a loud, highly promoted series and one in which a lot of people put high hopes. Apparently, however, some are clearly deliberately trying to arouse controversy instead of showing professionalism. It succeeds. There are plenty of comments under the review, but they leave no doubt: viewers also consider such writing to be outrageous. But what of it, if clicks matter?
An additional matter is that the rating awarded is treated by the Metacritic portal (supposed to collect the opinions of professional reviewers - they are not necessarily so professional as you can see) as 0 and included in the calculation of the average critics score. As a result, it is lower by about 7% (4 pp). It's extremely unfair. Besides, let's be serious: the series might not be liked by critics, but to get zero, it would have to be really bad. This is complete nonsense.
However, let's not spoil our mood with the fact that someone apparently gives no shit about any standards of their work. Maybe I will share my opinion instead.
I probably shouldn't, because I have only seen one episode so far (I'm going to change this today). I will say, however, that from what I have heard and read on the internet, the first episode stands out from the next ones, is a bit weaker. If true, that's very good. Since I really liked the first one, it means that it will only be better, and this is great news.
That's it. When you read a negative opinion about something somewhere, be sure to confront it with others. Also check whether the author had the basis to express his opinion. Commenting based on a modest slice is embarrassing.
And the song for today is something from "The Witcher", which I will hear in the series. You can find it above.
That's it. I wish myself and you a wonderful viewing experience!
Taki motyw: wiem, że istnieje jakieś zjawisko czy pogląd, ale sądzę, że to rzecz marginalna. Potem pojawiają się jakieś badania i statystyki i nagle okazuje się, że to coś całkiem popularnego. Ja łapię się za głowę i zastanawiam: gdzie do cholery są Ci wszyscy ludzie?
Tak jest na przykład z antyszczepionkowcami. Wydawałoby się, że to naprawdę marginalna grupa i poniekąd tak jest. Zgodnie z badaniami CBOSu z 2017 r. 7% Polaków uważa, że szczepionki powodują więcej złego niż dobrego. Tylko i aż 7%. To jedna na czternaście osób. To potencjalnie 34 moich znajomych na Facebooku. To teoretycznie ponad jedna osoba spośród tych, które spędzały u mnie ostatniego Sylwestra. To... Bzdura, bo statystyka tak nie działa. O tym też poniekąd jest ten wpis. 7% może cieszyć o tyle, że w analogicznym badaniu z 2013 r. było to 11%. Z drugiej strony oficjalne dane mówią, że coraz więcej ludzi decyduje się na nieszczepienie swoich dzieci. Paradoks. Gdzie są ci ludzie anty? Nie wiem. Nie znam żadnego, a przynajmniej nic o tym nie wiem.
Podobnie miewam po wyborach. Głosujemy, potem publikowane są wyniki, a ja się zastanawiam, gdzie są ci wszyscy ludzie, którzy głosowali na dane partie. Znam pojedyncze osoby, które prawdopodobnie zagłosowały w dany sposób, ale nie spodziewałem się, że uzbierają się z tego aż takie wyniki. Znam jednak wyjaśnienie.
To wszystko dlatego, że żyjemy w bańkach i nie jest żadnym nadzwyczajnym odkryciem. Wolimy spędzać czas w towarzystwie ludzi myślących podobnie do nas. Nie chodzi tu oczywiście o pełną zgodność w każdej kwestii, ale o to, by przynajmniej były pewne punkty wspólne. Można bowiem przecież dyskutować i to jest piękne, ale trudno żyć czy przyjaźnić się z kimś, z kim w żadnej sprawie nie można dojść do konsensusu. Oczywiście, takie relacje też się zdarzają, ale rzadziej. Nie musi to być nawet celowy wybór, ale działanie podświadomości.
Do tego dochodzi druga kwestia. Obracamy się zazwyczaj w towarzystwie ludzi w podobnej sytuacji życiowej do naszej, z podobnymi problemami, a co za tym idzie, ze zbliżonymi do naszych poglądami i oczekiwaniami. Gdy studiujemy, raczej obracamy się w towarzystwie studentów. Gdy podejmujemy pierwsze prace, nasi znajomi są zazwyczaj w podobnym miejscu na drodze życia. Jeśli jesteśmy z miasta, znamy raczej innych ludzi tam żyjących. Jeżeli mieszkamy na południu kraju, mamy więcej wspólnych tematów i problemów z ludźmi z tego samego regionu niż na przykład z północy. To naturalne.
Współczesne technologie jeszcze potęgują ten efekt. Algorytmy Facebooka (ale nie tylko) podsuwają nam te treści, które potencjalnie mogą nas zainteresować i spodobać się nam. Widzimy więc to, co chcemy zobaczyć i utwierdzamy się w przekonaniu, że nasze poglądy są poglądami większości. Przecież widzimy głównie opinie bliskie naszym. To, że za delikatną zasłoną kodu źródłowego kryją się zupełnie inne poglądy, jakoś nam umyka.
Każdy człowiek ze swoją bańką...
Taka sytuacja może być problemem, bo mamy przez nią zniekształcony obraz rzeczywistości. Może nam się wydawać, że coś jest powszechnie obowiązującą opinią, podczas gdy w rzeczywistości wszyscy poza naszą bańką uważają inaczej. Istnieje ryzyko bolesnego rozczarowania. Dlatego właśnie warto dbać o to, by wiedzieć, co jest na zewnątrz i co sądzą inni. Łatwiej jest funkcjonować w świecie, jeśli się zna poglądy społeczeństwa, a do tego wie, dlaczego są akurat takie. Jak to zrobić?
W internecie jest prosto. Wystarczy obserwować choć kilka portali, magazynów czy tygodników opiniotwórczych, o których wiemy, że ich linia jest nie bardzo zgodna z naszym światopoglądem, ale że przynajmniej trzymają poziom. Chodzi o magazyny, w których dziennikarze rzetelnie prezentują swoje stanowisko, nieważne jakie by było. Można przeczytać artykuł i nie zgadzać się z autorem, ale po tym, jak poznało się jego argumenty.
W świecie realnym może być trochę trudniej, ale też da się coś zrobić. Można poznając nowe osoby lub po prostu rozmawiając z kimś, o kim nie wie się, jakie ma poglądy, nie afiszować się od razu z własnymi. Nie chodzi tu o to, żeby je ukrywać, ale po prostu poczekać. Dać się wygadać tej drugiej osobie. Gdyby bowiem od razu zacząć wykrzykiwać, że ma się jakiś pogląd i on jest najlepszy, druga strona może od razu zniechęcić się do dyskusji, uznając, że ta będzie jałowa lub przeciwnie, osoba ta może zacząć rozkręcać nic nie wnoszącą pyskówkę, a przecież nie o to chodzi.
Lepiej więc poczekać, posłuchać i potem ewentualnie zadać merytoryczne pytania. Możemy się przecież nie zgadzać między sobą, ale warto wiedzieć dlaczego. Tego sobie i Wam życzę.
Utwór na dziś ma coś wspólnego z tym tekstem głównie ze względu na tytuł, ale nie dbam o to. Jest piękny:
Dobrego wieczoru i tygodnia!
ENG:
Such a theme: I know that there is some phenomenon or a view, but I think it is marginal. Then some research and statistics appear and suddenly it turns out that it's quite popular. I grab my head and wonder: where the hell are all these people?
This is the case with anti-vaccinationists, for example. It would seem that it is really a marginal group and one can say it is. According to the CBOS (Public Opinion Research Center) studies from 2017, 7% of Poles believe that vaccines cause more harm than good. Only and as much as 7%. It's one in fourteen people. It's potentially 34 of my Facebook friends. It's theoretically more than one of those who spent last New Year's Eve at my place. It's ... Nonsense, because statistics do not work like that. This entry is also somewhat about it. 7% may be considered good, because in the same study from 2013 it was 11%. On the other hand, official figures say that more and more people are choosing to not vaccinate their children. Paradox. Where are these anti people? I do not know. I do not know any, at least I do not know anything about it.
I have similar feelings after the election. We vote, then the results are published, and I wonder where are all these people who voted for particular parties. I know singular people who probably voted in a given way, but I did not expect that it would give such results. However, I know the explanation.
It's all because we live in bubbles and it is not an extraordinary discovery. We prefer to spend time in the company of people who think like us. Of course, this is not a matter of full compatibility in every matter, but of at least some common points. It is possible to discuss then and it is great, but it is difficult to live or be friends with someone with whom no consensus in anything can be reached. Of course, such relationships also happen, but less often. It does not have to be even a deliberate choice, but the action of the subconscious.
There is also another issue. We usually are in the company of people in a similar life situation to ours, with similar problems, and hence, similar views and expectations. When we study, we tend to be in the company of students. When we start our first job, our friends are usually in a similar place on the way of life. If we are from the city, we know mainly people living there. If we live in the south of the country, we have more common themes and problems with people from the same region than, for example, from the north. It's natural.
Modern technologies are even intensifying this effect. Facebook's algorithms (but not only) show us mainly content that can potentially interest us and we can like it. So we see what we want to see and we are convinced that our views are the views of the majority. After all, we see mainly opinions close to ours. The fact that behind the delicate veil of the source code are completely different opinions is somehow overlooked.
Such a situation may be a problem, because we have a distorted picture of reality. It may seem to us that something is a commonly held opinion, whereas in reality everyone else except our bubble think differently. There is a risk of painful disappointment. That is why it is worth taking care to know what is outside and what others think. It is easier to function in the world if you know the views of the society and why they are just like that. How to do it?
It's easy on the internet. It is enough to observe at least a few portals, magazines or opinion-forming weeklies, about which we know that their line is not very consistent with our worldview, but that they at least keep some level of professionalism. It's about magazines where journalists present their views honestly, no matter what they are. You can read the article and disagree with the author, but after you learned his/her arguments.
In the real world it can be a bit harder, but it can also be done. When you meet new people or just talk to someone whom views you do not know, you can wait with exposing your own opinions. It is not about hiding them at all. Just let the other person speak. If you quickly started shouting that you have a certain opinion and it is the best, the other party could immediately discourage itself to discuss, considering that this will be pointless or, on the contrary, the person could start ordinary quarrel and that is not the point.
So it is better to wait, listen and then ask substantive questions. We may not agree with each other, but it is worth knowing why. I wish you this.
The song for today has something to do with this text mainly because of the title, but I do not care. It is beautiful and you can find it above.