Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Organek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Organek. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 marca 2019

Wiosna.

Spring. [English version below.]

Dopiero co zaczęła się wiosna. Pojawiło się słońce, świat budzi się do życia i to widać. Krążyłem dzisiaj po mieście, załatwiając różne sprawy: byłem u fryzjera, kupowałem prezenty dla mojej chrześnicy, oglądałem smartfony, rozważając zakup nowego. Przy tym wszystkim jednak obserwowałem ludzi. Co zauważyłem?

Po ulicach spaceruje mnóstwo ludzi. Wszyscy zaczęli się więcej uśmiechać. Wrócili muzycy uliczni, co w Mieście Muzyki UNESCO jest ważne i co uwielbiam. Na katowickim rynku chyba po raz pierwszy w tym roku pojawiły się foodtrucki (ok, to pewnie akurat nie zasługa lepszej pogody, bo rzecz musiała być zaplanowana z wyprzedzeniem, ale wpisuje się ona w ogólny trend). Zaczęła się wiosna, wróciło słońce i świat nabrał kolorów. Jak śpiewa Taco Hemingway w moim ukochanym "Italodisco", "Się okazało, że wystarczy trochę słońca, magia".

Pomyślałem, że to cudne, że taka zupełnie naturalna, w pełni spodziewana rzecz potrafiła odmienić rzeczywistość. Przecież każdy doskonale wiedział, że wiosna przyjdzie. I przyszła, a z dnia na dzień wszyscy zachowują się inaczej. Nie ma znaczenia to, że u większości ludzi nic ważnego nie zmieniło się w tym czasie. Zmiana pory roku nie miała wielkiego wpływu na ich życia. Dalej są tymi ludźmi, z tymi samymi problemami, a jednak przez pojawienie się nowej, radosnej pory roku, jakby nie do końca. To piękne.

W słońcu wszystko wygląda lepiej...


Tak właśnie tkwiłem w rozmyślaniach o tym, jakie to wspaniałe. A potem pomyślałem o tym, że w kolejnym wersie Taco stwierdza "Powrót depresji pewnie po wakacjach". Dotarło do mnie, że tak właśnie jest. To oczywiście pewna przesada, zabieg artystyczny, ale faktem jest, że w miesiącach jesienno-zimowych następuje pogorszenie nastrojów. To czas intensywnego marudzenia, narzekania na pogodę i temperaturę. Jesień bywa malownicza, ale zima? W górach tak, w mieście rzadko kiedy. W mieście to ponura część roku.

To głupie, bo działa tu dokładnie ten sam mechanizm. Wszyscy wiedzą, że szaruga, chłód czy brak słońca kiedyś się skończą. Każdy uczy się tego już w przedszkolu. Mimo to pozwalamy, by pora roku wpływała na nasz nastrój także negatywnie. Nie myślimy o przeszłości i przyszłości. Skupiamy się tylko na teraźniejszości. To często ma sens i tak radzi wielu mędrców, doradców czy coachów, mniej lub bardziej wiarygodnych. Przez takie podejście jednak nie cieszymy się z tego, że wiosna i lato już były i znowu będą. Tęsknimy i wyczekujemy, ale to nie to samo.

Może da się zmienić takie w gruncie rzeczy pesymistyczne podejście? Może da się cieszyć z rzeczy, których nie ma jeszcze w tym momencie, ale są tak w ogóle? Może próbujmy.

Z tym Was zostawiam. Utwór na dziś jest dość oczywisty (ale oprócz niego koniecznie posłuchajcie "Italodisco"):


Dobrego tygodnia! I dobrej wiosny!

ENG:

Spring has just begun. The sun appeared, the world is coming to life and it shows. I was circling the city today, doing things: I got a new haircut, I was buying presents for my goddaughter, I was watching smartphones, considering buying a new one. At the same time, however, I watched people. What did I notice?

There are a lot of people walking around the streets. Everyone began to smile more. Street musicians came back, what is important in the UNESCO City of Music and what I love. Probably for the first time this year foodtrucks appeared on the Katowice market (okay, probably not just because of the better weather, since such a the thing had to be planned in advance, but it fits in the general trend). Spring started, the sun returned and the world took on colors. As Taco Hemingway sings in my beloved "Italodisco", "It turned out that just a little sunshine is enough, magic."

I thought it was wonderful that such a completely natural, fully expected thing could change the reality. Everyone knew perfectly well that spring would come. And it came, and suddenly the day after everybody behave differently. It does not matter that in most people lifes nothing important has changed at this time. The change of the season did not have much impact on their lives. They are still the same people, with the same problems, but by the appearance of a new, joyous season, not so quite. It is beautiful.

That's how I was thinking about how great it is. And then I thought about the next verse , in which Taco says "Return of depression probably after the holidays". It occurred to me that this is how it is. This is, of course, an exaggeration, an artistic move, but the fact is that in the autumn-winter months there is a deterioration in moods. This is a time of intense whining, complaining about the weather and temperature. Autumn can be picturesque, but winter? In the mountains yes, in the city rarely. It's a grim part of the year in the city.

It's stupid because the same mechanism works here. Everyone knows that gray outside, cold and lack of sun will end sometime. Everyone is already learning this in kindergarten. Nevertheless, we allow the season of the year to affect our mood negatively. We do not think about the past and the future. We focus only on the present. This often makes sense and it is advised by so many sages, advisors or coaches, more or less reliable. By this approach, however, we are not happy that spring and summer were there and will be there again. We miss and wait, but it's not the same.

Perhaps it is possible to change such a, to be honest, pessimistic approach? Maybe you can enjoy things that are not yet available at the moment, but they exist at all? Maybe let's try.

I leave you wtih that. The song for today is quite obvious - the title means "Spring" (but besides, listen to "Italodisco"). You can find it above.

Have a good week! And have a good spring!

niedziela, 18 marca 2018

Serce i rozum.

"Zjarłbym szluga". Co w tym dziwnego? To, że nigdy nie paliłem. Nawet nie zamierzam. Szkodliwość tej używki skutecznie mnie zniechęca. Zresztą nie widzę sensu. Poza jednym.

Papierosy są dla mnie w pewien sposób urzekające. Kojarzą mi się z nocą. Z końcówkami imprez o świcie albo tuż przed nim. Z deszczem. Z zadymionymi knajpami. Z koncertami. Z czasami liceum i początków studiów. Przy tylu różnych okazjach wychodziłem z dobrymi przyjaciółmi na fajkę. Sam nigdy nie paliłem, ale to nie miało znaczenia. Chodziło o to, żeby wyjść. Na balkon, na dwór, na klatkę schodową. Na korytarz. Nieważne.

Poza tym: palenie w mediach, teraz już głównie społecznościowych. Kiedyś papieros był filmowym atrybutem macho lub silnej i niezależnej kobiety, która wie, czego chce. Teraz w kulturze prawie tego nie ma. Są za to zdjęcia na Facebooku, Instagramie i innych. Brodacze z papierosami. Śliczne dziewczyny z papierosami. Wszyscy spowici kłębami dymu. Tacy niezależni. Tacy wolni Tacy cool. Wszyscy wspaniali.

I wszyscy umrą na raka. Ok, może nie wszyscy. Na pewno jednak nie zmniejszają swoich szans. Fascynujący jest ten dysonans. Z jednej strony jestem przeciwnikiem papierosów. Może nie fanatycznym, ale zdecydowanym. Z drugiej: w jakiś przedziwny sposób przyciągają mnie i urzekają. To walka rozumu troszczącego się o zdrowie z sercem kierującym się tylko obrazami, które przemawiają do wyobraźni.

Marna imitacja?

Nie zamierzam zaczynać palić. Rozsądek przeważa nad chęciami. Pozostaje trzymać się blisko palaczy. Wychodzić z nimi na zewnątrz, na balkon. Na deszcz. Byle nie za często, żeby nie nawdychać się zbyt wiele dymu.

A co z Wami? Nie chodzi mi o podejście do papierosów. Z tego nie musicie się spowiadać. Pytam o to, czy są rzeczy, którym z jednej strony jesteście stanowczo przeciwni, ale z drugiej w przedziwny sposób urzekają was i przyciągają. Napiszcie. Dajcie znać. Odezwijcie się.

Akcent muzyczny na dziś? Powiązany, przynajmniej tytularnie:


To by było na tyle. Dobrego dnia i tygodnia.

ENG:

I would spark up a square. What's weird about that? That I never smoked. I do not even intend. The harmfulness of it discourages me effectively. I do not see any sense, any reason, anyway. Other than the one following.

Cigarettes are captivating to me in a way. They remind me of the nights. Of the party endings at dawn or just before it. Of the rain. Of the smoky pubs. Of the concerts. Of the times of high school and beginning of studies. Of the so many different moments, when I went out with good friends for a pipe. I never smoked myself, but it did not matter. It was about going out. To the balcony, outside, to the staircase, to the corridor. It didn't matter.

Besides: smoking in the media, now mainly social media. Once a cigarette was a movie attribute of macho or a strong and independent woman who knows what she wants. Now there is almost no such thing in culture. There are photos on Facebook, Instagram and others instead. Bearded men with cigarettes. Cute girls with cigarettes. Everyone is enveloped in smoke. They all are so independent. So free. So cool. So great.

And they will all die of cancer. Ok, maybe not everyone. For sure, however, they do not reduce their chances. This dissonance is fascinating. On the one hand, I am an opponent of cigarettes. Maybe not fanatical, but determined. On the other: they attract and captivate me in some strange way. It is a fight of reason caring for health with a heart guided only by images that appeal to the imagination.
I'm not going to start to smoke. Common sense prevails over the will. The only remaining way is to stay close to smokers. Keep going outside with them to the balcony. For rain. Not too often, not to inhale too much smoke.

And what about you? I do not mean the approach to cigarettes. I am asking you if there are things that on the one hand you are strongly opposed to them, but on the other hand they captivate and attract you in a strange way. Write the comment. Let me know. Do something.

A song for today? Maybe related to this text, polish mix of rock and rap. You can find it above.

That's all for today. Have a good day and  a week.