Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miuosh. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miuosh. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 lutego 2020

Dwie strony medalu.

Two sides of the same coin. [English version may be added if needed - just let me know.]

Zabiegany to weekend. W piątek dopiero około 21 wróciłem do domu z tygodniowej delegacji i od tamtej pory było i nadal jest mnóstwo spraw do załatwienia. Miłych? Uciążliwych? Ha, to zabawne, bo najwyraźniej większość z nich można traktować tak i tak. Nie wierzycie? Sprawdźmy.

Zacznijmy od tego, że trochę czasu w ten weekend zajmuje mi praca. To oczywiście irytujące, bo wolałbym nie pracować w dni wolne. Z drugiej strony pewne rzeczy i tak trzeba dokończyć, więc czemu by nie w spokojnym zaciszu domowym, może w dresie, pijąc dobrą kawkę i ciesząc się spokojem? Poza tym to zawsze dodatkowy pieniądz. Widzicie? Dwie strony medalu.

Co dalej? Jakiś czas temu uszkodził nam się pewien uchwyt w kuchni. Drobiazg, ale irytujacy. Wczoraj wybraliśmy się po nowy do Castoramy i na to straciliśmy chwilkę czasu. Też wkurza. Z drugiej strony mogłem dzięki temu po powrocie sięgnąć po moją ubogą skrzynkę z narzędziami i chwilkę pobawić się z wymianą uchwytu. To dopiero drugi lub trzeci raz jak korzystałem z tej skrzyneczki i póki co każdy sprawia mi frajdę. Zatem znów, usterka, ale w efekcie zabawa przy jej naprawie.

Moja skrzyczneczka.

Co poza tym? Do Castoramy zajrzeliśmy głównie dlatego, że żona zabrała mnie do IKEI. Część panów, zwłaszcza mężów, może w tym momencie poczuć krztynę współczucia wobec mnie, bo wiedzą, że wizyty z żoną w takim sklepie potrafią być męczące. Narzuciłem nam jednak przyzwoite tempo, żona starała się trzymać listy zakupów, którą miała ze sobą i w efekcie było całkiem nieźle. Udało nam się też trochę porozmawiać podczas wymijania innych klientów i ustalić podejście do pewnych tematów. To już coś!

Co później? Obiad, znów praca, a także wizyta kumpla. Trudno jednak doszukiwać się w niej czegoś negatywnego, może poza tym, że dość mocno różnimy się w kwestii serialu "Wiedźmin" Netflixa, ale bądźmy poważni, to nie jest istotna rzecz.

Tym sposobem przeskakujemy do niedzieli. Dziś żona postanowiła wyciągnąć mnie do aquaparku. Sam pomysł super. Super jest też to, że po przyjedzie do Rudy Śląskiej okazało się, że połączone siły Multisportu i OK Systemu sprawiły, że za wejście na basen na 1,5 godziny dla naszej dwójki zapłaciliśmy łącznie 10 zł. Piękna sprawa! Mniej piękne było to, gdy w którymś momencie podczas zjazdu zjeżdżalnią pęd wyrzucił mnie w powietrze, obróciło mną o 180 stopni i spadłem, boleśnie obijając sobie kolana. 2/10, nie polecam. Tak naprawdę natomiast, gdy przestanie mnie boleć, będę pewnie mówił, że świetnie się bawiłem.

A co jeszcze w planach? Pisanie tego tekstu, znów praca i... Prasowanie koszul. Tego bardzo nie lubię, głównie dlatego, że zajmuje mi sporo czasu, a niemal każdego dnia roboczego potrzebuję świeżej koszuli. Znajduję jednak sposoby, żeby nieco sobie osłodzić tę monotonną czynność. Prasowanie to jedna z tych sytuacji, gdy mam czas posłuchać jakiegoś interesującego mnie podcastu. Zazwyczaj to absolutnie rewelacyjne Napisy Końcowe z Łukaszem Stelmachem, Martą Najman, Oskarem Rogowskim i Radkiem Pisulą, a sporadycznie także z Adamem Antolskim. Jeśli nie, to ostatnio czasem wybieram także Dwóch Typów Podcast, podobno najpopularniejszy podcast w Polsce w 2019 r. Tam Gargamel i Generator Frajdy z dużą dawką ironii rozmawiają o popkulturze, twórcach internetowych i wszystkim tym, na co mają ochotę. Choć nie każdemu musi odpowiadać forma ich programu, to jednak jest on inteligentny i często niesie za sobą wartościową treść. A zatem z jednej strony irytuję się, że będę musiał prasować, ale z drugiej przynajmniej posłucham wtedy czegoś interesującego.

Widzicie? Niemal na każdą rzecz mogłem spojrzeć dwojako, pozytywnie lub negatywnie. Biegnijmy jednak dalej: czy coś jeszcze zajmowało mnie w ten weekend? 

Tak, SEX EDUCATION! 

Gwoli ścisłości, mowa o serialu Netflixa o takim tytule. Tu jednak nie ma co wspominać o dwóch stronach medalu, bo ta produkcja to absolutne złoto i kto nie widział, ten powinien nadrobić. Rozbuchana kampania reklamowa drugiego sezonu skłoniła mnie i moją żonę, by sięgnąć do pierwszego i nie żałujemy. Opowieść o nastolatkach, którzy zaczynają udzielać porad seksualnych w swojej szkole jest przezabawna, choć nie stroni od poważnych wątków. Wbrew pozorom nie wszystko kręci się wokół seksu, bo historia opowiada o związkach, przyjaźni, tolerancji, akceptacji, nierównościach społecznych, szykanowaniu słabszych, trudnych relacjach rodzinnych i wielu innych kwestiach. Jednocześnie jest bardzo dobrze zrealizowana. Spotykamy tu wszystkie archetypy szkolnych dzieciaków w serialach: bogate i wredne, przegrywów, zbuntowane, nerdów, sportowców, ale też wiele innych. Przede wszystkim jednak niemal żadna postać nie jest definiowana przez przynależność do którejkolwiek z tych grup. Są dużo bardziej złożone i często lawirują lub chcą lawirować między nimi. Dzięki temu tak naprawdę nie wiadomo, co się za chwilę wydarzy. Nie ma oczywistych rozwiązań, więc każdy moment jest interesujący. A poza tym wszystkim głównych bohaterów naprawdę łatwo jest lubić. Wobec tego wszystkiego powtórzę raz jeszcze: kto nie widział, niech nadrobi.

To chyba tyle. Gdy trzeba się zająć czymś przykrym, warto poszukać dobrych stron sytuacji i obrócić ją na swoją korzyść. Jeśli natomiast planuje się coś dobrego, to chyba warto mieć z tyłu głowy, że coś może pójść nie tak. Po prostu. A utwór na dziś pochodzi z najnowszej płyty Miuosha i jest tym, który zrobił na mnie największe wrażenie:


Trzymajcie się ciepło. Dobrego tygodnia!

niedziela, 27 maja 2018

Dzień sebixów.

Hoodies' day. [English version below.]

Juwenalia Śląskie. Wczoraj zakończyła się tegoroczna edycja. Właśnie tego dnia ja i Moja Luba szliśmy około godziny 21 od autobusu w stronę terenu koncertów. Podczas marszu przez tłum usłyszeliśmy za plecami wypowiedź jakiejś punkówy lub metalówy, brzmiącą mniej więcej następująco:
"Czemu tu jest tyle sebixów?! Ich dzień był wczoraj. Dzisiaj jest nasz dzień!"
Przyznaję, z trudem powstrzymałem się od parsknięcia. Dzień sebixów? Nasz dzień? Serio? Powtórzę jeszcze raz: Juwenalia Śląskie. Juwenalia. Impreza, na której z zasady mieszają się wszyscy studenci, niezależnie od gustów muzycznych, odzieżowych, poglądów na życie itd., ale tak naprawdę po prostu pojawiają się tam wszyscy. Jakiekolwiek jęczenie jest po prostu głupie.

Juwenalia dla relaksu, nie animozji!

Fakt, wcześniejszy dzień, czyli piątek, rzeczywiście był rapowy. Tyle tylko, że to nic nie zmienia. Jestem przekonany, że mnóstwo ludzi doskonale bawiło się i wtedy, i w sobotę, przy bardzo różnych gatunkach muzycznych. Sam pewnie wybrałbym się na piątkowe koncerty, gdyby trafiło na trochę innych raperów. To jednak, jak wspomniałem, nie ma szczególnego znaczenia. Kluczowe jest to, że juwenalia to impreza dla wszystkich. Nie widziałem szczególnych napięć, dresiarzy bijących się z metalami itd.

Poza wszystkim: nawet gdyby nie były to juwenalia, a jakaś impreza typowo rockowa, to co z tego? Ktoś nie miałby prawa się na niej bawić, bo na przykład przyszedł w dresie czy nie założył czarnej koszulki z logo jakiegoś mrocznego zespołu? Nie popadajmy w paranoję i nie oceniajmy po pozorach. Poza tym zawsze jest szansa, że ktoś właśnie poszerza swoje horyzonty, a to sie ceni.

Tylko tyle i aż tyle. I nawet z juwenaliów człowiek może wynieść coś "mądrego".

Piosenka na dziś? Zapewne znacie ją, ale jest świetnym przykładem współpracy rapu i rocka:

Dobrego tygodnia!

ENG:

Silesian yearly student carnival. This year's edition ended yesterday. That day, me and My Love walked around the evening  from the bus towards the concert area. While walking through the crowd, we heard behind us a statement of some punk or metal girl, which sounded more or less the following:
"Why are so many hoodies (chavs) here?! Their day was yesterday. Today is our day!"
I admit, I hardly restrained myself from snorting. The hoodies' day? Our day? Seriously? Let me repeat it again: Silesian yearly student carnival. Yearly student carnival. An event on which all students mix, regardless of their musical tastes, clothes, views on life, etc., but in fact just everyone can appear there. So any groaning is simply stupid.

The fact is that the earlier day, Friday, was really focused on rap music. However, it does not change anything. I am convinced that a lot of people were enjoying themselves for both days, with very different genres of music. I would probably go for Friday's concerts if there were some other rappers. However, as I said, it does not matter. The key is that this is an event for everyone. I did not see any particular tensions, hoodies fighting with metalheads, etc.

After all: even if it were not a student carnival, but a typical rock event, would it change anything? Someone wouldn't have the right to have fun there, because, for example, he came in a tracksuit or he didn't wear a black t-shirt with the logo of a dark band? Let's not get into paranoia and let's not judge by appearance. In addition, there is always a chance that someone is just expanding their horizons, and that is really appreciated.

That's all. Even from students' party a man can take something "wise".

Song for today, which you can find above, is a great example of rap and rock cooperation.

Have a nice week!

niedziela, 18 marca 2018

Serce i rozum.

"Zjarłbym szluga". Co w tym dziwnego? To, że nigdy nie paliłem. Nawet nie zamierzam. Szkodliwość tej używki skutecznie mnie zniechęca. Zresztą nie widzę sensu. Poza jednym.

Papierosy są dla mnie w pewien sposób urzekające. Kojarzą mi się z nocą. Z końcówkami imprez o świcie albo tuż przed nim. Z deszczem. Z zadymionymi knajpami. Z koncertami. Z czasami liceum i początków studiów. Przy tylu różnych okazjach wychodziłem z dobrymi przyjaciółmi na fajkę. Sam nigdy nie paliłem, ale to nie miało znaczenia. Chodziło o to, żeby wyjść. Na balkon, na dwór, na klatkę schodową. Na korytarz. Nieważne.

Poza tym: palenie w mediach, teraz już głównie społecznościowych. Kiedyś papieros był filmowym atrybutem macho lub silnej i niezależnej kobiety, która wie, czego chce. Teraz w kulturze prawie tego nie ma. Są za to zdjęcia na Facebooku, Instagramie i innych. Brodacze z papierosami. Śliczne dziewczyny z papierosami. Wszyscy spowici kłębami dymu. Tacy niezależni. Tacy wolni Tacy cool. Wszyscy wspaniali.

I wszyscy umrą na raka. Ok, może nie wszyscy. Na pewno jednak nie zmniejszają swoich szans. Fascynujący jest ten dysonans. Z jednej strony jestem przeciwnikiem papierosów. Może nie fanatycznym, ale zdecydowanym. Z drugiej: w jakiś przedziwny sposób przyciągają mnie i urzekają. To walka rozumu troszczącego się o zdrowie z sercem kierującym się tylko obrazami, które przemawiają do wyobraźni.

Marna imitacja?

Nie zamierzam zaczynać palić. Rozsądek przeważa nad chęciami. Pozostaje trzymać się blisko palaczy. Wychodzić z nimi na zewnątrz, na balkon. Na deszcz. Byle nie za często, żeby nie nawdychać się zbyt wiele dymu.

A co z Wami? Nie chodzi mi o podejście do papierosów. Z tego nie musicie się spowiadać. Pytam o to, czy są rzeczy, którym z jednej strony jesteście stanowczo przeciwni, ale z drugiej w przedziwny sposób urzekają was i przyciągają. Napiszcie. Dajcie znać. Odezwijcie się.

Akcent muzyczny na dziś? Powiązany, przynajmniej tytularnie:


To by było na tyle. Dobrego dnia i tygodnia.

ENG:

I would spark up a square. What's weird about that? That I never smoked. I do not even intend. The harmfulness of it discourages me effectively. I do not see any sense, any reason, anyway. Other than the one following.

Cigarettes are captivating to me in a way. They remind me of the nights. Of the party endings at dawn or just before it. Of the rain. Of the smoky pubs. Of the concerts. Of the times of high school and beginning of studies. Of the so many different moments, when I went out with good friends for a pipe. I never smoked myself, but it did not matter. It was about going out. To the balcony, outside, to the staircase, to the corridor. It didn't matter.

Besides: smoking in the media, now mainly social media. Once a cigarette was a movie attribute of macho or a strong and independent woman who knows what she wants. Now there is almost no such thing in culture. There are photos on Facebook, Instagram and others instead. Bearded men with cigarettes. Cute girls with cigarettes. Everyone is enveloped in smoke. They all are so independent. So free. So cool. So great.

And they will all die of cancer. Ok, maybe not everyone. For sure, however, they do not reduce their chances. This dissonance is fascinating. On the one hand, I am an opponent of cigarettes. Maybe not fanatical, but determined. On the other: they attract and captivate me in some strange way. It is a fight of reason caring for health with a heart guided only by images that appeal to the imagination.
I'm not going to start to smoke. Common sense prevails over the will. The only remaining way is to stay close to smokers. Keep going outside with them to the balcony. For rain. Not too often, not to inhale too much smoke.

And what about you? I do not mean the approach to cigarettes. I am asking you if there are things that on the one hand you are strongly opposed to them, but on the other hand they captivate and attract you in a strange way. Write the comment. Let me know. Do something.

A song for today? Maybe related to this text, polish mix of rock and rap. You can find it above.

That's all for today. Have a good day and  a week.