Pokazywanie postów oznaczonych etykietą overtime. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą overtime. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 lutego 2019

Zrób sobie przerwę.

Take a break. [English version below.]

Ostatnie tygodnie to dla mnie czas dużej ilości pracy. 8h dziennie u klienta to był raczej wyjątek niż standard, a do tego dochodziły kolejne godziny przepracowane wieczorami w domu, a także dokańczenie różnych rzeczy w weekendy. To utrzyma się zresztą przez kolejne tygodnie, a nawet miesiące. Taka praca i pora roku. 

To konieczność i wszyscy o tym wiedzą. Tyle tylko, że nie można przepracowywać się bez przerwy. Inaczej kiedyś człowieka trafiłby po prostu szlag. Dlatego czasem trzeba odpuścić. Powiedzieć sobie: dziś nie siedzę w nadgodzinach. Wyluzować. Niedawno byłem na delegacji. Każdy z zespołu miał sporo roboty - jedni pracowali nad rzeczami z tego wyjazdu, inni kończyli jakieś sprawy z poprzedniego tygodnia. A jednak stwierdziliśmy, że nie można przez cały tydzień siedzieć w hotelu i pracować. Trzeba się z tego wyrwać choć na moment. Jak pomyśleliśmy, tak zrobiliśmy i dziarsko pomaszerowaliśmy na kręgle. Pozwoliliśmy sobie na godzinny odpoczynek (bardziej dla mózgu niż dla ciała), bo i tak wcześniej i później tego dnia pracowaliśmy.

W zeszłym tygodniu było podobnie. Nadal miałem sporo pracy, choć akurat troszeczkę mniej. Stwierdziłem więc, że życie jest po to, żeby żyć i w środę poszliśmy z Lubą Mą na randkę. Kolacja, kino i światła miasta. Dzień później miałem już dylemat. Byłem umówiony z kumplem na wieczór, na Bitwę Piwowarów w katowickiej Absurdalnej. To impreza, w ramach której 5 browarów domowych prezentuje piwo swojej produkcji w określonym stylu, a publiczność wybiera 2 najlepsze z nich. Bardzo chciałem wziąć w tym udział, ale wracając z pracy do domu stwierdziłem, że nie dam rady, bo mam sporo do zrobienia. Zadzwoniłem więc do kumpla i poinformowałem go o tym. A potem zacząłem myśleć. Zwłaszcza o tym, że praca to nie wszystko. 10 minut później byłem już w domu i znów zadzwoniłem do kumpla, tym razem z informacją, że jednak się spotkamy.

Najlepsza decyzja. Spędziłem w pubie jakieś dwie godziny, odrywając myśli od Excela, dokumentacji i tak dalej. I tak pracowałem w domu tego dnia, godzinę przed wyjściem i godzinę po powrocie. Przynajmniej nie był to jednak ciągły maraton. Dzięki temu po tej przerwie można było na część spraw spojrzeć na świeżo. To pomogło. W ostatecznym rozrachunku i tak musiałem zrezygnować z czegoś innego tego dnia, ale przynajmniej nie było to spotkanie z kumplem.

Różne sposoby na przerwę...

To nieszczególnie odkrywcze, ale nie można tylko pracować. To znaczy: można, ale nic dobrego z tego nie wyniknie. Może osiągnie się sukces, ale okupiony wyczerpaniem nerwowym. Praca nie jest przecież sensem życia. Jest środkiem do osiągania innych rzeczy. Owszem, może być najważniejszą rzeczą, jeśli jest jednocześnie czyjąś pasją. Nie czarujmy się jednak, to rzadkość. I nawet nie chodzi o to, że większość ludzi nie znosi swojej działalności zarobkowej. Ja na przykład bardzo lubię swoją pracę. Lubię:

  • ludzi, którzy ze mną pracują, 
  • to, że cały czas uczę się czegoś nowego, 
  • fakt, że często jest wyzwaniem, wymagając wymyślenia lub zaplanowania czegoś,
  • to, że poznaję mnóstwo ludzi, biznesów, rozwiązań,
a także wiele innych rzeczy. Nie zmienia to jednak faktu, że wolę spędzić czas z przyjaciółmi lub z miłością mojego życia niż dziesiątą czy jedenastą godzinę ślęczeć przed komputerem nad dokumentacją. I rozumiem, że czasem to konieczność. Rozumiem też jednak to, że nie da się tak bez przerwy. 

Dlatego właśnie jestem zdania, że zawsze trzeba sobie stawiać granice. Wiedzieć, kiedy powiedzieć do siebie: "Dość. Dzisiaj/w ten weekend już więcej nie pracuję." Trzeba szanować swój czas, nerwy, zdrowie psychiczne i wiedzieć, kiedy należy sobie pozwolić sobie na odrobinę relaksu. To zwykły zdrowy rozsądek. A wy? Jakie macie podejście do dużej ilości pracy? Wypracowaliście sobie podejście? Dajcie znać!

Utwór na dziś? Chyba nie ma nic wspólnego z tym wpisem. Chyba nie jest w moim stylu. A jednak mnie urzekł:


Dobrego tygodnia!

ENG:


Last weeks were a time of a lot of work for me. 8h a day at the client's was rather an exception than the standard, and this was followed by working hours spent in the evenings at home, as well as the finishing various things on the weekends. This will last for weeks or even months. Such a work and a season.

It's a necessity and everyone knows it. It's just that you cannot overwork yourself without a break. Otherwise, you could just kill yourself. That's why sometimes you have to let it go. To tell yourself: I am not working overtime today. To chill out. Recently I was in a delegation. Each of the team members had a lot of work - some of them were working on things from this delegation, others were finishing some issues from the previous week. And yet we've decided that no one can sit in a hotel and work all week. You have to break out of it for at least a moment. As we thought, we did it and briskly marched on bowling. We allowed ourselves an hour's rest (more for the brain than for the body), because we were working earlier and later that day.

Last week it was similar. I still had a lot of work, although just a little less. So I decided that life is about living and we went on a date with My Darling on Wednesday. Dinner, movie and the city lights. A day later I had a dilemma. I was set with a friend for the evening, for the Battle of Brewers in Absurdalna in Katowice. This is an event in which 5 home brewers present their beer in a specific style, and the audience chooses the 2 best ones. I really wanted to take part in it, but coming home from work I said I could not do it because I had a lot work. So I called my buddy and informed him about it. And then I started thinking. Especially that work is not everything. 10 minutes later I was at home and I called my friend again, this time with the information that we will meet.

The best decision. I spent about two hours in the pub, not thinking about Excel, documentation and so on. I still worked at home that day, an hour before I left and an hour after my return. At least, however, it was not a continuous marathon. Thanks to this, after a break, I could look at some of the issues freshly. It helped. In the final analysis, I had to give up something else that day, but at least it was not a meeting with a friend.

It's not really revealing, but you cannot only work. Well, you can, but nothing good will come of it. Maybe success will be achieved, but it will be burdened with nervous exhaustion. Work is not the meaning of life. It is a means to achieve other things. Yes, it can be the most important thing if it is also someone's passion. However, let's not be deluded, it's a rarity. And it's not even about the fact that most people do not like their gainful activities. For example, I really like my job. I Like: 
  • people who work with me,
  • that I'm learning something new all the time,
  • the fact that it is often a challenge, requiring you to invent or plan something,
  • that I meet a lot of people, businesses, solutions,
and many other things. However, it does not change the fact that I prefer to spend time with friends or with the love of my life than sit with a computer and read over the documentation  for the tenth or eleventh hour. And I understand that sometimes it's a necessity. I also understand that it is impossible to do so without a break.

That is why I am of the opinion that you always have to set limits. you have to know when to say: "Enough. Today / this weekend I do not work anymore." You have to respect your time, nerves, mental health and know when to afford yourself a little relaxation. It's common sense. And you? What is your approach to a large amount of work? Have you worked out an approach? Let me know!

A song for today? I guess it has nothing to do with this entry. I do not think it's in my style. And yet it charmed me. You can find it above.

Have a nice week!

niedziela, 7 października 2018

Work-life balance.

[English version below.]

Jest kiepsko. Tak się złożyło, że mam przed sobą dużo pracy, na którą jest mało czasu. Wczoraj ponad pół dnia poświęciłem na życie zawodowe, a dzisiaj pewnie będzie podobnie. Nie jest to coś, czego jestem fanem. Podobno powinien funkcjonować ten mityczny work-life balance, a tu tego nie widać.


Pociesza mnie myśl, że to jednorazowa sytuacja. To znaczy, pojawią się jeszcze takie w przyszłości, ale mam nadzieję, że dopiero za jakiś czas. Mój mityczny (istniejący tylko w mojej głowie) kalendarz podpowiada mi, że do końca października w każdy weekend czeka mnie przynajmniej jedna impreza. Nie wygląda to źle. Fakt, że listopad i grudzień będą pewnie smutniejsze, ale do nich daleko.

W każdym razie teraz trzeba zacisnąć zęby i dużo pracować, ograniczając inne aktywności. Podtrzymuje mnie na duchu myśl o kolejnym weekendzie i robione czasem przerwy, żeby nie oszaleć. Przy takim natłoku pracy potrzebne są kotwice, które utrzymają Cię w tej części rzeczywistości, która nie dotyczy życia zawodowego.

Warto o nie zadbać. Widzę na przykład teraz pewien dobry omen i to dosłownie:


Otóż pojawił się zwiastun serialu Good Omens na podstawie powieści Dobry omen  autorstwa Neila Gaimana i Terry’ego Pratchetta. Kto czytał tę książkę albo inne dzieła wspomnianych twórców, wie, że jest szansa na coś wspaniałego. Kto nie czytał, niech wierzy na słowo. W końcu nie codziennie demon i anioł współpracują, próbując powstrzymać koniec świata. 

Właśnie takie wiadomości podtrzymują mnie przy życiu, gdy praca przytłacza. Przypominają o tym, że obowiązki służbowe to nie wszystko i poza nimi jest wspaniały świat. Przecież kiedyś zamknie się tego laptopa i zajmie czymś przyjemnym, choćby miał to być dobry serial. 

A wy, jak się ratujecie, gdy dopada Was nawał roboty? Macie jakieś sposoby na zadbanie o zdrowie psychiczne? A może z zasady nigdy nie pozwalacie sobie na pracę w nadgodzinach? Tak się w ogóle da? Dajcie znać w komentarzach.

Z mojej strony to w zasadzie tyle, bo nie mam dziś czasu na więcej. Zostawiam Was z czymś przyjemnym dla uszu (przynajmniej moich):


Życzę Wam dobrego dnia i tygodnia! I nigdy nie załamujcie się tak całkiem:


ENG:

There is a bit bad. The thing is, I have a lot of work ahead of me these days and there is not enough time for this. Yesterday, I spent more than half a day on professional life, and today probably will be similar. This is not something that I am a fan of. Apparently, this mythical work-life balance should work, but I can't see it here.

I am comforted by the thought that this is a one-off situation. I mean, there will be more of them in the future, but I hope it isn't so close future. My mythical (existing only in my head) calendar tells me that by the end of October for every weekend I have at least one party planned. It does not look bad. Well, November and December will be probably sadder, but there is a lot of time to them.

In any case, now I have to grit my teeth and work a lot, limiting other activities. I am uplifted by the idea of ​​the next weekend and by the occasional breaks, so that I would not go crazy. With such a load of work, anchors are needed that will keep me in this part of reality that does not apply to me working life.

If you are in similar situation, it's worth ensuring that you have them. For example, I literally see a good omen now.

That means that a trailer of the series Good Omens, based on the novel Good Omens: The Nice and Accurate Prophecies of Agnes Nutter, Witch written by Neil Gaiman and Terry Pratchett, was published. Whoever read this book or other works of the aforementioned creators knows that there is a chance for something wonderful. Whoever has not read, has to take my word for it. After all, not everyday demon and angel cooperate in trying to stop the end of the world.

Messages like this keep me alive when the work overwhelms me. They remind me that business duties are not everything, and there is a wonderful world outside of them. After all, I will close this laptop sometime and take care of something pleasant, at least a good series.

And you, how do you take care of yourself when the  multitude of work attacks you? Do you have any ways to look after your mental health? Or maybe you never allow yourself to work overtime? Is it possible? Let me know in the comments.

That's all from me for today, because basically I do not have time for more. I leave you with something pleasant to ears (at least mine). You can find it above.

I wish you a good day and a week! And never break down so completely.