Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rest. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rest. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 lipca 2019

Urlop na swoim.

Leave on your own. [English version below.]

Właśnie zacząłem tydzień urlopu. To nic, że niedawno miałem go trzy tygodnie (przy okazji wesela), a potem w pracy byłem ledwie siedem dni. Mam kolejny tydzień wolnego i już. Pół tego weekendu spędzam u teściów na wsi, ale potem pojedziemy z żoną gdzieś dalej dopiero w nocy ze środy na czwartek (oczywiście do Kostrzyna nad Odrą, na festiwal Pol'and'Rock). To oznacza, że najbliższe trzy dni robocze spędzę w Katowicach, nie musząc jednak chodzić do pracy. I wiecie co?

To szalenie przyjemna perspektywa! Umówiłem się już na piwo z kumplem jeszcze z przedszkola. Kiedy się ostatnio widzieliśmy, on jeszcze nie pracował, a ja nie byłem żonaty, więc na pewno będzie o czym rozmawiać. Poza tym mam w planach testowanie razem z kolegą z pracy planszówki, którą ostatnio sobie kupił. Może uda mi się też odwiedzić moją chrześnicę. Inną sprawą jest też to, że urlop pozwala na wybranie się na siłownię w środku dnia, gdy jest tam pustawo. Komfort ćwiczeń zdecydowanie się poprawia, gdy nie trzeba wypatrywać, który sprzęt akurat jest wolny.

Poza tym może uda mi się poświęcić trochę czasu na sprawy, które mam do załatwienia. Na pewno wybiorę się do domu rodziców przejrzeć rzeczy, które tam zostawiłem przy mojej wyprowadzce. Muszę zdecydować, co nadaje się do wyrzucenia, co do zabrania do siebie, a co będzie musiało zostać u moich rodziców, bo ja nie mam na to miejsca. Podejmę też bohaterską próbę odebrania mojego dyplomu magistra z dziekanatu mojej uczelni. Obroniłem się już w październiku zeszłego roku, ale wciąż brakuje mi dokumentu będącego zwieńczeniem tej drogi.

Tyle planów, tyle możliwości!

Odpoczynek zawsze w cenie.

Paradoksalnie, mimo tych wszystkich planów, pod pewnymi względami mogę przez te kilka dni bardziej odpocząć niż podczas wyjazdu na Kretę. Teraz na przykład będę mógł wstać o zupełnie dowolnej godzinie. Tam niby też mogłem, ale śniadania wydawano tylko do 10:00. Poza tym tam panował nieznośny upał, a tutaj, choć ciepło, to jednak jest zdecydowanie przyjemniej. Tam też moja żona pilnowała naszego planu dnia, a tu będzie przez te trzy dni chodziła do pracy, więc zamierzam kierować się własnymi kaprysami.

Oczywiście, urlopy wyjazdowe są super. Można poznać nowe miejsca, kultury, zwyczaje. Bardzo je sobie cenię. Czasem jednak dobrze jest polenić się w swoim mieszkaniu i z niczym się nie śpieszyć. Poza tym można właśnie wtedy zająć się tymi wszystkimi sprawami, na które nie było czasu wcześniej. Najważniejsze jednak, żeby urlop spędzić tak, że samemu będzie się zadowolonym. Czego sobie i Wam życzę.

Utwór na dziś to perełka Pablopavo. Nie udało mu się dotrzeć w zeszłym roku na Pol'and'Rock, więc mamy szczerą nadzieję być na jego koncercie tym razem. Posłuchajcie i wy:


Dobrego tygodnia!

ENG:

I just started a week of leave. It's nothing that I recently had it for three weeks (on the occasion of the wedding), and then I was only seven days at work. I have another week off and that is cool. I am spending half of this weekend at my in-laws in the countryside and later we will go with my wife somewhere further only at night from Wednesday to Thursday (of course to Kostrzyn nad Odrą, for the Pol'and'Rock festival). This means that I will spend the next three working days in Katowice without having to go to work. And you know what?

It's an extremely pleasant prospect! I have already planed a meeting for a beer with my friend from kindergarten. When we last saw each other, he has not been working yet, and I was not married, so I'm sure there will be something to talk about. In addition, together with a colleague from work we plan to test a board game, which he recently bought. Maybe I will manage to visit my goddaughter. Another thing is also the fact that the leave allows you to go to the gym in the middle of the day when it is almost empty. The comfort of the exercises definitely improves when you do not have to look for which equipment is not currently used.

Besides, maybe I can devote some time to the things I have to do. I will definitely go to my parents' home to look at the things I left there when I moved out. I have to decide what to throw away, what to take to myself, and what will have to stay with my parents, because I do not have a space for it. I will also make a heroic attempt to get my master's diploma from the dean's office of my university. I became master in October last year, but I still miss a document that crowns this road.

So many plans, so many possibilities!

Paradoxically, in spite of all these plans, in some aspects I can rest more during these few days than during my vacation on Crete. Now, for example, I will be able to get up at any hour. Theoretically I could also be doing that there, but breakfast was only being served until 10:00. In addition, there was unbearable heat, and here, though warm, it is definitely nicer. That's where my wife watched our day plan, and here she will be going to work for three days, so I'm going to be guided by my own whims.

Of course, the holidays far from home are great. You can get to know new places, cultures and customs. I value that very much. Sometimes, however, it is good to stay lazy in your apartment and do not hurry with anything. In addition, you can then deal with all the matters that you did not have time before. However, the most important thing is to spend your leave in such a way that you will be satisfied yourself. What I wish for me and for you.

The song for today is the gem of Pablopavo. He failed to be on  Pol'and'Rock last year, so we are sincerely hoping to be at his concert this time. You can find the song above.

Have a good week!

niedziela, 14 lipca 2019

Zabić lenistwo!

Kill the laziness! [English version below.]

Nie było mnie tu przez trzy tygodnie. Jak niektórzy z Was mogą kojarzyć z mojego Facebooka, przez niedawny tydzień odpoczywaliśmy na Krecie z moją świeżo poślubioną żoną. Ciepłe kraje to raczej nie nasze klimaty, ale raz postanowiliśmy odpocząć w ten sposób. Co więcej, po raz pierwszy zdecydowaliśmy się na wyjazd zorganizowany przez biuro podróży. nie chcąc do zamieszania związanego z weselem i innymi rzeczami dokładać sobie planowania wakacji.

Ślub, wesele, poprawiny, chwila przerwy i w końcu polecieliśmy. W Heraklionie lądowaliśmy w środę po południu i tego dnia zdążyliśmy jeszcze trochę odpocząć nad basenem. Podobnie przez cały czwartek i piątek: trochę spacerowaliśmy, ale głównie pływaliśmy i leżeliśmy nad basenami lub nad morzem. Taki był plan na początek, ale powiem szczerze: w piątek miałem już tego dość i kolejny dzień doprowadziłby mnie do furii. Nie bardzo pomagało nawet to, że miałem ze sobą książki i seriale. 

Na szczęście od soboty zaczęły się wycieczki. Najpierw pojechaliśmy zwiedzać pałac minojski w Knossos i oraz Muzeum Archeologiczne w Heraklionie, a także samo miasto. Było to naprawdę interesujące, choć trochę zawiódł mnie niski poziom oryginalności samego pałacu. Kolejnego dnia natomiast udaliśmy się na Spinalongę, będącą najpierw twierdzą wenecką, potem turecką, a potem mieszkaniem trędowatych. To była też naprawdę interesująca wycieczka, dodatkowo wzbogacona rejsem po morzu, pływaniem w zatoce Mirabello i obiadem na statku oraz zwiedzaniem miasteczka Ajos Nikolaos. Poza tym planowaliśmy na poniedziałek udział w wycieczce do Chanii i Retimno, tj. dwóch pięknych miast z wyraźnymi śladami panowania weneckiego na Krecie.

Niestety, okazało się, że wycieczka ta nie odbędzie się. Zdaje się, że przyczyną była zbyt mała ilość chętnych. Trochę się zirytowałem, bo naprawdę się na nią cieszyłem. Nie dało się jednak nic zrobić. Wizja powrotu do lenistwa przez cały dzień była jednak dla mnie dość przerażająca. W związku z tym musieliśmy poszukać czegoś innego.

WTEM... Okazało się, że raptem półtora kilometra od naszego hotelu znajduje się Lychnostatis, czyli Muzeum Na Wolnym Powietrzu, prezentujące historię naturalną i kulturę Krety. Na ogrodzonym obszarze znalazły się autentyczne domy kreteńskie, szkoła, kościółek czy chata rybaka, przykłady roślinności, herbarium i wiele, wiele innych. Całe zwiedzanie było rzeczywiście mocno pouczające i wciągające i jest to atrakcja, którą z czystym sumieniem mogę polecić. Wydanie na bilet wstępu 6 EUR od osoby okazało się całkiem niezłym pomysłem. Dzięki temu też kolejne dni można było znów poświęcić głównie na lenistwo i szukanie upominków. Ważne było, żeby urlop nie ograniczał się tylko do leżenia. 

Takie zwiedzanie.

Odpoczynek polegający wyłącznie na lenistwie nie bardzo do mnie trafia. Oczywiście, to przyjemne, ale w małych ilościach. Inny przykład to urodziny mojego kumpla, które świętowaliśmy w ten weekend. Może tylko siedzielibyśmy, pijąc i jedząc, być może przy dźwiękach gitary. Jednak nie tym razem. To znaczy: to też było, ale tylko w piątek wieczorem i sobotę rano. Wcześniej, przed imprezą, wybraliśmy się na gokarty. Ścigaliśmy się, wyprzedzaliśmy i porównywaliśmy wyniki. Czuć było przeciążenia i pęd powietrza. Najważniejsze, że coś się działo.

Podobnie po imprezie, gdy wreszcie udało nam się zebrać, wybraliśmy się na kajaki. Trochę sportu i wysiłku było dobrą odskocznią od imprezowania. Do tego doszło zwiedzenie okolicy z innej perspektywy i obserwacja kolegi, który przy brzegu wpadł do wody. Dzięki temu ze zwykłej imprezy zrobił się weekend pełen wrażeń.

Myślę, że choć czasem warto spędzić wolny czas na leniuchowaniu, to jednak lepiej z tym uważać. Trzeba szukać okazji, by odpoczywać, próbując różnych rzeczy i poznając nowe. Warto zabijać lenistwo, szukając okazji do wycieczek, ścigając się ze znajomymi czy próbując jeszcze czegoś innego. Oczywiście, nie nalegam. Polecam natomiast z całego serca.

Utwór na dziś to coś cudownego. Zresztą KAMP! zagra już w najbliższy piątek na Targu Nocnym w Katowicach. Wpadnijcie:


To tyle na dziś. Dobrego popołudnia, tygodnia, życia. Trzymajcie się.

ENG:

I have not been here for three weeks. As some of you can know from my Facebook, for the last week I rested on Crete with my newly married wife. Warm countries are not our typical destination, but this time we decided to rest in this way. What's more, for the first time we decided to go on a trip organized by a travel agency, not wanting to add planning the vacation to the mess related to the wedding and other things.

Wedding, reception, second day, a moment of break and finally we flew. In Heraklion we landed on Wednesday afternoon and on that day we managed to rest a bit by the pool. Similarly, throughout the whole of Thursday and Friday: we walked a bit, but mostly we swam and were lying by the pools or by the sea. That was the plan for the beginning, but to be honest: on Friday I had enough of that and another day would lead to fury. Even the fact that I had books and TV shows with me did not help me much.

Fortunately, tours began on Saturday. First, we went to visit the Minoan palace in Knossos and the Archaeological Museum in Heraklion, as well as the city itself. It was really interesting, although I was disappointed by the low level of originality of the palace itself. The next day we went to Spinalonga, which was first a Venetian fortress, then a Turkish one, and then a place where lepers lived. It was also a really interesting trip, additionally enriched by a cruise on the sea, swimming in the Mirabello bay and a dinner on the ship and sightseeing of the town of Agios Nikolaos. In addition, we planned to participate in a trip to Chania and Rethymno on Monday, ie two beautiful cities with clear traces of Venetian rule in Crete.

Unfortunately, it turned out that this trip would not take place. It seems that the reason was too few interested. I got a little irritated because I was really looking forward to it. However, nothing could be done. The vision of a return to laziness throughout the day was quite frightening to me. Therefore, we had to look for something else.

SUDDENLY... It turned out that just one and a half kilometers from our hotel there is Lychnostatis, Museum on the Open Air, presenting the natural history and culture of Crete. In the fenced area there are authentic Cretan houses, a school, church or fisherman's hut, examples of vegetation, a herbarium and many, many more. The whole tour was indeed very informative and engaging and this is an attraction that I can recommend with a clear conscience. Spending EUR 6 per person on the admission ticket turned out to be quite a good idea. Thanks to this, the next days could again be sacrificed mainly for laziness and looking for gifts. It was important that the holiday was not limited only to lying down.

A rest based solely on laziness does not appeal to me. Of course, it's nice, but in small quantities. Another example is my friend's birthday, which we celebrated this weekend. Maybe we would just be sitting, drinking and eating, perhaps with the sounds of a guitar. However, not this time. That is to say: it happened also, but only on Friday evening and Saturday morning. Earlier, before the event, we went on karting. We were racing, overtaking each other and comparing the results. There was a sense of overload and air rush. The most important thing was that something was happening.

Similarly, after the event, when we finally managed to organize, we went on kayaks. A little of sport and effort was a good break from partying. This was accompanied by visiting the area from a different perspective and observing a colleague who fell into the water by the shore. Thanks to this, an ordinary event turned into an exciting weekend.

I think that although it is sometimes worth spending free time lazing around, it's better to be careful about it. You need to look for opportunities to relax, trying different things and getting to know new ones. It is worth to kill laziness, looking for opportunities for trips, racing with friends or trying something else. Of course, I do not insist. I recommend it with all my heart.

A song for today is something wonderful. What is more, KAMP! will play this Friday at the Night Market in Katowice. Come and hear, but first listen to the recording, which you can find it above.

That's it for today. Have a good afternoon, week and life. Take care.

niedziela, 17 lutego 2019

Nic mądrego.

Nothing wise. [English version below.]

Uprzedzam to nawet nie jest pełnoprawny wpis tylko kilka zdań, bo nie ma czasu na więcej. Nie ma go, bo realizowany jest właśnie szalony pomysł. W sobotę późnym wieczorem wyjazd do Kłodzka, dojazd na miejsce w nocy i powrót zapewne w niedzielę po południu. Zapewne, bo z braku czasu piszę te słowa z wyprzedzeniem, już w piątek.

No dobrze, ale po co i dlaczego takie wariactwo? Dwa słowa: narty i przyjaciele. Te pierwsze to mój ukochany sport, na który niestety nie mam obecnie prawie wcale czasu (zima to u mnie czas wytężonej pracy). Dwa lata temu nie pojeździłem ani dnia, rok temu dzień i trochę, a w tym sezonie póki co tylko jeden dzień. Gdy więc napisał do mnie kumpel z propozycją niedzielnego wyjazdu na jeden dzień na narty, nie mogłem odmówić. Nieważne okazało się zmęczenie, dużo rzeczy do zrobienia, problemy logistyczne itd. Narty to narty!

A czemu akurat Kłodzko? Tu powodem są przyjaciele. Niedługo po kumplu napisała do mnie kumpela z pytaniem, czy nie odwiedzimy jej i jej chłopaka właśnie w tym mieście (pracuje tam). Ponieważ nie widziałem się z nimi od ponad dwóch miesięcy, zdążyłem się stęsknić. Rzeczywistość jest taka, że z przyjaciółmi widuję się rzadko. Albo dokądś wyjechali, jak akurat ci, albo  po prostu codzienność nie pozwala na zbyt częste spędzanie ze sobą czasu. Wobec tego każda okazja do spotkania z przyjaciółmi jest cenna. Zależało mi więc na tym, żeby połączyć te dwie rzeczy - bo przecież blisko Kłodzka także można jeździć na nartach.

Narty i przyjaciele...

Dwie rzeczy, przez które tkwimy w tym szalonym pomyśle. Ale wiecie co? Gdybym miał podejmować decyzję jeszcze raz, zapewne byłaby taka sama. A co dla Was jest ważne? Co jest ważniejsze nawet od odpoczynku?

Zostawiam Was z tym pytaniem oraz z takim oto pięknym utworem:



Dobrego tygodnia!

ENG:

I warn you it is not even a full entry, only a few sentences, because there is no time for more. It is lacking, because a crazy idea is being implemented at the moment. On Saturday late in the evening a trip to Kłodzko, getting to the place at night and returning probably on Sunday afternoon. Probably, because for lack of time I write these words in advance, already on Friday.

Okay, but why bother with such a trip? Two words: skiing and friends. The first is my beloved sport, for which unfortunately I have almost no time at all (winter is my time of hard work). Two years ago I did not ski a day, a year ago a day and a little, and in this season only one day till now. So when my pal wrote to me with a proposal to go skiing for one day on Sunday, I could not refuse. Fatigue, a lot of things to do, logistical problems, etc. did not matter. Skiing is skiing!

And why Kłodzko? Here the reason is friends. Soon after that one friend, another one wrote to me asking if we would visit her and her boyfriend in this town (she works there). Because I have not seen them for more than two months, I missed them. The reality is that I see my friends rarely. They spend most of their lives somewhere else (just like those) or simply everyday life does not allow us to spend time together too often. Therefore, every opportunity to meet friends is valuable. So I wanted to combine these two things - because you can also ski near Kłodzko.

Skiing and friends... Two things, because of which we're stuck with in this crazy idea. But you know what? If I had to make a decision again, the effect would probably be the same. And what is important to you? What is more important than a rest?

I leave you with this question and with this beautiful song. which you can find above.
Have a nice week!

niedziela, 3 lutego 2019

Zrób sobie przerwę.

Take a break. [English version below.]

Ostatnie tygodnie to dla mnie czas dużej ilości pracy. 8h dziennie u klienta to był raczej wyjątek niż standard, a do tego dochodziły kolejne godziny przepracowane wieczorami w domu, a także dokańczenie różnych rzeczy w weekendy. To utrzyma się zresztą przez kolejne tygodnie, a nawet miesiące. Taka praca i pora roku. 

To konieczność i wszyscy o tym wiedzą. Tyle tylko, że nie można przepracowywać się bez przerwy. Inaczej kiedyś człowieka trafiłby po prostu szlag. Dlatego czasem trzeba odpuścić. Powiedzieć sobie: dziś nie siedzę w nadgodzinach. Wyluzować. Niedawno byłem na delegacji. Każdy z zespołu miał sporo roboty - jedni pracowali nad rzeczami z tego wyjazdu, inni kończyli jakieś sprawy z poprzedniego tygodnia. A jednak stwierdziliśmy, że nie można przez cały tydzień siedzieć w hotelu i pracować. Trzeba się z tego wyrwać choć na moment. Jak pomyśleliśmy, tak zrobiliśmy i dziarsko pomaszerowaliśmy na kręgle. Pozwoliliśmy sobie na godzinny odpoczynek (bardziej dla mózgu niż dla ciała), bo i tak wcześniej i później tego dnia pracowaliśmy.

W zeszłym tygodniu było podobnie. Nadal miałem sporo pracy, choć akurat troszeczkę mniej. Stwierdziłem więc, że życie jest po to, żeby żyć i w środę poszliśmy z Lubą Mą na randkę. Kolacja, kino i światła miasta. Dzień później miałem już dylemat. Byłem umówiony z kumplem na wieczór, na Bitwę Piwowarów w katowickiej Absurdalnej. To impreza, w ramach której 5 browarów domowych prezentuje piwo swojej produkcji w określonym stylu, a publiczność wybiera 2 najlepsze z nich. Bardzo chciałem wziąć w tym udział, ale wracając z pracy do domu stwierdziłem, że nie dam rady, bo mam sporo do zrobienia. Zadzwoniłem więc do kumpla i poinformowałem go o tym. A potem zacząłem myśleć. Zwłaszcza o tym, że praca to nie wszystko. 10 minut później byłem już w domu i znów zadzwoniłem do kumpla, tym razem z informacją, że jednak się spotkamy.

Najlepsza decyzja. Spędziłem w pubie jakieś dwie godziny, odrywając myśli od Excela, dokumentacji i tak dalej. I tak pracowałem w domu tego dnia, godzinę przed wyjściem i godzinę po powrocie. Przynajmniej nie był to jednak ciągły maraton. Dzięki temu po tej przerwie można było na część spraw spojrzeć na świeżo. To pomogło. W ostatecznym rozrachunku i tak musiałem zrezygnować z czegoś innego tego dnia, ale przynajmniej nie było to spotkanie z kumplem.

Różne sposoby na przerwę...

To nieszczególnie odkrywcze, ale nie można tylko pracować. To znaczy: można, ale nic dobrego z tego nie wyniknie. Może osiągnie się sukces, ale okupiony wyczerpaniem nerwowym. Praca nie jest przecież sensem życia. Jest środkiem do osiągania innych rzeczy. Owszem, może być najważniejszą rzeczą, jeśli jest jednocześnie czyjąś pasją. Nie czarujmy się jednak, to rzadkość. I nawet nie chodzi o to, że większość ludzi nie znosi swojej działalności zarobkowej. Ja na przykład bardzo lubię swoją pracę. Lubię:

  • ludzi, którzy ze mną pracują, 
  • to, że cały czas uczę się czegoś nowego, 
  • fakt, że często jest wyzwaniem, wymagając wymyślenia lub zaplanowania czegoś,
  • to, że poznaję mnóstwo ludzi, biznesów, rozwiązań,
a także wiele innych rzeczy. Nie zmienia to jednak faktu, że wolę spędzić czas z przyjaciółmi lub z miłością mojego życia niż dziesiątą czy jedenastą godzinę ślęczeć przed komputerem nad dokumentacją. I rozumiem, że czasem to konieczność. Rozumiem też jednak to, że nie da się tak bez przerwy. 

Dlatego właśnie jestem zdania, że zawsze trzeba sobie stawiać granice. Wiedzieć, kiedy powiedzieć do siebie: "Dość. Dzisiaj/w ten weekend już więcej nie pracuję." Trzeba szanować swój czas, nerwy, zdrowie psychiczne i wiedzieć, kiedy należy sobie pozwolić sobie na odrobinę relaksu. To zwykły zdrowy rozsądek. A wy? Jakie macie podejście do dużej ilości pracy? Wypracowaliście sobie podejście? Dajcie znać!

Utwór na dziś? Chyba nie ma nic wspólnego z tym wpisem. Chyba nie jest w moim stylu. A jednak mnie urzekł:


Dobrego tygodnia!

ENG:


Last weeks were a time of a lot of work for me. 8h a day at the client's was rather an exception than the standard, and this was followed by working hours spent in the evenings at home, as well as the finishing various things on the weekends. This will last for weeks or even months. Such a work and a season.

It's a necessity and everyone knows it. It's just that you cannot overwork yourself without a break. Otherwise, you could just kill yourself. That's why sometimes you have to let it go. To tell yourself: I am not working overtime today. To chill out. Recently I was in a delegation. Each of the team members had a lot of work - some of them were working on things from this delegation, others were finishing some issues from the previous week. And yet we've decided that no one can sit in a hotel and work all week. You have to break out of it for at least a moment. As we thought, we did it and briskly marched on bowling. We allowed ourselves an hour's rest (more for the brain than for the body), because we were working earlier and later that day.

Last week it was similar. I still had a lot of work, although just a little less. So I decided that life is about living and we went on a date with My Darling on Wednesday. Dinner, movie and the city lights. A day later I had a dilemma. I was set with a friend for the evening, for the Battle of Brewers in Absurdalna in Katowice. This is an event in which 5 home brewers present their beer in a specific style, and the audience chooses the 2 best ones. I really wanted to take part in it, but coming home from work I said I could not do it because I had a lot work. So I called my buddy and informed him about it. And then I started thinking. Especially that work is not everything. 10 minutes later I was at home and I called my friend again, this time with the information that we will meet.

The best decision. I spent about two hours in the pub, not thinking about Excel, documentation and so on. I still worked at home that day, an hour before I left and an hour after my return. At least, however, it was not a continuous marathon. Thanks to this, after a break, I could look at some of the issues freshly. It helped. In the final analysis, I had to give up something else that day, but at least it was not a meeting with a friend.

It's not really revealing, but you cannot only work. Well, you can, but nothing good will come of it. Maybe success will be achieved, but it will be burdened with nervous exhaustion. Work is not the meaning of life. It is a means to achieve other things. Yes, it can be the most important thing if it is also someone's passion. However, let's not be deluded, it's a rarity. And it's not even about the fact that most people do not like their gainful activities. For example, I really like my job. I Like: 
  • people who work with me,
  • that I'm learning something new all the time,
  • the fact that it is often a challenge, requiring you to invent or plan something,
  • that I meet a lot of people, businesses, solutions,
and many other things. However, it does not change the fact that I prefer to spend time with friends or with the love of my life than sit with a computer and read over the documentation  for the tenth or eleventh hour. And I understand that sometimes it's a necessity. I also understand that it is impossible to do so without a break.

That is why I am of the opinion that you always have to set limits. you have to know when to say: "Enough. Today / this weekend I do not work anymore." You have to respect your time, nerves, mental health and know when to afford yourself a little relaxation. It's common sense. And you? What is your approach to a large amount of work? Have you worked out an approach? Let me know!

A song for today? I guess it has nothing to do with this entry. I do not think it's in my style. And yet it charmed me. You can find it above.

Have a nice week!

niedziela, 5 sierpnia 2018

Odpoczynek od odpoczynku?

Relax from relax? [English version below.]

Wróciłem dzisiaj nad ranem z Woodst... Z festiwalu Pol'and'Rock. Na tym festiwalu wszyscy byli pierwszy raz, ale tak naprawdę poza nazwą nic się nie zmieniło. To stary, dobry Woodstock. W rzeczywistości więc wziąłem udział w tym festiwalu już po raz siódmy. W ten sposób upłynął pierwszy tydzień mojego urlopu. Czy odpocząłem?

Psychicznie na pewno. Spotkałem się z bardzo dobrymi znajomymi, znajomymi, których widuję tylko tam, znajomymi, których nie widziałem od bardzo dawna, a także poznałem sporo nowych, cudownych ludzi. Poza tym posłuchałem stand-upu na żywo, wziąłem udział we wspaniałych koncertach, kąpałem się w kanale (w którym zgubiłem klapka), ale przede wszystkim chłonąłem wspaniałą atmosferę wolności. Woodst... Pol'and'Rock to wolność. To widać na każdym kroku. Możesz wszystko. Piękne jest to, że budzi to w ludziach głównie pozytywne cechy. Najlepszym przykładem są ludzie, którzy przy ponad trzydziestostopniowych upałach swoje spryskiwacze z wodą poświęcali na oblewanie nią i schładzanie obcych ludzi, zamiast chować ten deficytowy towar dla siebie.

Tak było!

Teraz pora na drugi tydzień urlopu. Jeśli czytaliście poprzedni wpis, wiecie, że wstępny plan był taki, że jutro rano wyjadę samotnie w stronę polskiego morza. To chyba już nie do końca aktualne. Wyjadę we wtorek, to raz. Możliwe, że nie sam, to dwa. Niewykluczone też, że nieco zmieni się kierunek podróży. W każdym razie będę chciał zobaczyć coś nowego, coś przeżyć, może kogoś poznać. Zakładam, że kilka dni upłynie mi w trasie. To także będzie oczyszczające dla mojej psychiki.

A co z wypoczynkiem fizycznym? Tu nie jest tak różowo. Podczas festiwalu upały, ograniczona ilość snu i fakt, że wszędzie było daleko i każdego dnia trzeba było sporo przejść sprawiły, że pod tym względem jestem dość zmęczony. Podróże zaplanowane na kolejny tydzień wcale nie poprawią tej kwestii.

Tyle tylko, że to nic takiego. Pracuję umysłowo, przed komputerem. Raczej nie ma w tym wysiłku fizycznego. Czasem jest tylko niedobór snu. Aktywny wypoczynek jest więc tym, co jak najbardziej ma sens w moim przypadku. Chodzi o to, by zresetować umysł, odciąć się od wszystkiego, wyluzować. Mogą mnie boleć nogi, mogę być niewyspany, bo z tymi rzeczami do pewnego stopnia nie będę się musiał zmagać, gdy wrócę do pracy. Praca będzie odpoczynkiem od odpoczynku, a przynajmniej od jego niedogodności. Strefa fizyczna i psychiczna są tutaj jak najbardziej do rozdzielenia. Nie muszę dbać o jedno i drugie naraz, bo obszary te nie są zazwyczaj tak samo obciążone.

A wy? Chcecie jednocześnie odpocząć fizycznie i psychicznie czy rozdzielacie jedno od drugiego? Napiszcie, jeśli chcecie. W międzyczasie zostawiam Was z piosenką zespołu, na koncercie którego nie byłem, ale usłyszałem fragment tego występu wędrując gdzieś podczas festiwalu Pol'and'Rock. O, proszę:


Dobrego tygodnia!

ENG:

Today in the morning I came back from Woodst... From the Pol'and'Rock festival. Everyone was for the first time at this festival, but in fact, nothing has changed except the name. It's old, good Woodstock festival. So, in fact, I took part in this festival for the seventh time. In this way, the first week of my leave has passed. Have I rested?

Mentally for sure. I met with very good friends, friends whom I see only there, friends that I have not seen for a long time, and also met a lot of new, wonderful people. Besides, I listened to the stand-up live, I took part in great concerts, I bathed in the channel (in which I lost a flip-flop), but above all I absorbed the wonderful atmosphere of freedom. Woodst ... Pol'and'Rock is freedom. It can be seen at every step. You can do anything. The beautiful thing is that it makes people mostly positive. The best example are people who, with more than thirty degrees of heat, devoted their sprinklers with water to showering and chilling strangers, instead of hiding this scarce goods for themselves.

Now it's time for the second week of the leave. If you read the previous entry, you know that the initial plan was that tomorrow morning I would go alone to the Polish sea. This is probably not entirely up to date. I will leave on Tuesday, once. Maybe not alone, it's two. It is also possible that the direction of travel will change slightly. In any case, I want to see something new, experience something, maybe meet someone. I assume that I will spend this few days on the road. It will also be cleansing for my psyche.

And what about physical rest? It's not so good here. During the festival, the heat, limited amount of sleep and the fact that everything was far away and every day you had a lot of walking made me tired in this respect. Journey planned for the next week will not improve this issue at all.

Well, thing is that it is nothing. I work mentally, in front of a computer. Rather, there is no physical effort in it. Sometimes there is only lack of sleep. Active recreation is therefore what makes sense in my case. The idea is to reset the mind, cut off everything, relax. My legs may hurt, I may be sleepy, because with these things I will not have to struggle to some extent when I return to work. Work will be a rest from rest, at least from its inconvenience. The physical and psychic zones are here absolutely separatable. I do not have to take care of both at once, because these areas are usually not as burdened at the same time.

And you? Do you want to rest physically and mentally at the same time or do you separate one from the other? Write, if you like. In the meantime, I leave you with the song of the band, whose performance I heard only partly, wandering somewhere during the Pol'and'Rock festival. You can find it above.

Have a nice week!