Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Woodstock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Woodstock. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 sierpnia 2018

Odpoczynek od odpoczynku?

Relax from relax? [English version below.]

Wróciłem dzisiaj nad ranem z Woodst... Z festiwalu Pol'and'Rock. Na tym festiwalu wszyscy byli pierwszy raz, ale tak naprawdę poza nazwą nic się nie zmieniło. To stary, dobry Woodstock. W rzeczywistości więc wziąłem udział w tym festiwalu już po raz siódmy. W ten sposób upłynął pierwszy tydzień mojego urlopu. Czy odpocząłem?

Psychicznie na pewno. Spotkałem się z bardzo dobrymi znajomymi, znajomymi, których widuję tylko tam, znajomymi, których nie widziałem od bardzo dawna, a także poznałem sporo nowych, cudownych ludzi. Poza tym posłuchałem stand-upu na żywo, wziąłem udział we wspaniałych koncertach, kąpałem się w kanale (w którym zgubiłem klapka), ale przede wszystkim chłonąłem wspaniałą atmosferę wolności. Woodst... Pol'and'Rock to wolność. To widać na każdym kroku. Możesz wszystko. Piękne jest to, że budzi to w ludziach głównie pozytywne cechy. Najlepszym przykładem są ludzie, którzy przy ponad trzydziestostopniowych upałach swoje spryskiwacze z wodą poświęcali na oblewanie nią i schładzanie obcych ludzi, zamiast chować ten deficytowy towar dla siebie.

Tak było!

Teraz pora na drugi tydzień urlopu. Jeśli czytaliście poprzedni wpis, wiecie, że wstępny plan był taki, że jutro rano wyjadę samotnie w stronę polskiego morza. To chyba już nie do końca aktualne. Wyjadę we wtorek, to raz. Możliwe, że nie sam, to dwa. Niewykluczone też, że nieco zmieni się kierunek podróży. W każdym razie będę chciał zobaczyć coś nowego, coś przeżyć, może kogoś poznać. Zakładam, że kilka dni upłynie mi w trasie. To także będzie oczyszczające dla mojej psychiki.

A co z wypoczynkiem fizycznym? Tu nie jest tak różowo. Podczas festiwalu upały, ograniczona ilość snu i fakt, że wszędzie było daleko i każdego dnia trzeba było sporo przejść sprawiły, że pod tym względem jestem dość zmęczony. Podróże zaplanowane na kolejny tydzień wcale nie poprawią tej kwestii.

Tyle tylko, że to nic takiego. Pracuję umysłowo, przed komputerem. Raczej nie ma w tym wysiłku fizycznego. Czasem jest tylko niedobór snu. Aktywny wypoczynek jest więc tym, co jak najbardziej ma sens w moim przypadku. Chodzi o to, by zresetować umysł, odciąć się od wszystkiego, wyluzować. Mogą mnie boleć nogi, mogę być niewyspany, bo z tymi rzeczami do pewnego stopnia nie będę się musiał zmagać, gdy wrócę do pracy. Praca będzie odpoczynkiem od odpoczynku, a przynajmniej od jego niedogodności. Strefa fizyczna i psychiczna są tutaj jak najbardziej do rozdzielenia. Nie muszę dbać o jedno i drugie naraz, bo obszary te nie są zazwyczaj tak samo obciążone.

A wy? Chcecie jednocześnie odpocząć fizycznie i psychicznie czy rozdzielacie jedno od drugiego? Napiszcie, jeśli chcecie. W międzyczasie zostawiam Was z piosenką zespołu, na koncercie którego nie byłem, ale usłyszałem fragment tego występu wędrując gdzieś podczas festiwalu Pol'and'Rock. O, proszę:


Dobrego tygodnia!

ENG:

Today in the morning I came back from Woodst... From the Pol'and'Rock festival. Everyone was for the first time at this festival, but in fact, nothing has changed except the name. It's old, good Woodstock festival. So, in fact, I took part in this festival for the seventh time. In this way, the first week of my leave has passed. Have I rested?

Mentally for sure. I met with very good friends, friends whom I see only there, friends that I have not seen for a long time, and also met a lot of new, wonderful people. Besides, I listened to the stand-up live, I took part in great concerts, I bathed in the channel (in which I lost a flip-flop), but above all I absorbed the wonderful atmosphere of freedom. Woodst ... Pol'and'Rock is freedom. It can be seen at every step. You can do anything. The beautiful thing is that it makes people mostly positive. The best example are people who, with more than thirty degrees of heat, devoted their sprinklers with water to showering and chilling strangers, instead of hiding this scarce goods for themselves.

Now it's time for the second week of the leave. If you read the previous entry, you know that the initial plan was that tomorrow morning I would go alone to the Polish sea. This is probably not entirely up to date. I will leave on Tuesday, once. Maybe not alone, it's two. It is also possible that the direction of travel will change slightly. In any case, I want to see something new, experience something, maybe meet someone. I assume that I will spend this few days on the road. It will also be cleansing for my psyche.

And what about physical rest? It's not so good here. During the festival, the heat, limited amount of sleep and the fact that everything was far away and every day you had a lot of walking made me tired in this respect. Journey planned for the next week will not improve this issue at all.

Well, thing is that it is nothing. I work mentally, in front of a computer. Rather, there is no physical effort in it. Sometimes there is only lack of sleep. Active recreation is therefore what makes sense in my case. The idea is to reset the mind, cut off everything, relax. My legs may hurt, I may be sleepy, because with these things I will not have to struggle to some extent when I return to work. Work will be a rest from rest, at least from its inconvenience. The physical and psychic zones are here absolutely separatable. I do not have to take care of both at once, because these areas are usually not as burdened at the same time.

And you? Do you want to rest physically and mentally at the same time or do you separate one from the other? Write, if you like. In the meantime, I leave you with the song of the band, whose performance I heard only partly, wandering somewhere during the Pol'and'Rock festival. You can find it above.

Have a nice week!

sobota, 12 maja 2018

Wehikuł czasu.

Time machine. [English version below.]

Dzień dobry, cześć, czołem!

Wczoraj. Sobota. Pierwszy z ostatnich 4 dni zajęć na moich studiach magisterskich. Wracałem już do domu, całkiem zadowolony z życia, słoneczko świeciło, a w słuchawkach grała muzyka. Boże, błogosław Spotify! Nagle, jako kolejna propozycja na przygotowanej dla mnie przez algorytmy playliście, wybrzmiało to:


Coma. Piosenka pt. Angela. Nie byle wykonanie jednak, a wersja koncertowa z Przystanku Woodstock 2014. W tym momencie już całkiem rozpłynąłem się z zachwytu.

Dlaczego? Bo byłem tam. Byłem na tym koncercie. Był fantastyczny, jeden z najlepszych, na jakich kiedykolwiek się znalazłem, wliczając w to występy zagranicznych gwiazd. Energia ze strony wokalisty i publiczności to rzecz nieporównywalna z niczym innym. Kilkaset tysięcy osób na woodstockowym polu bawiło się wspaniale. Wcale nie przesadzam z liczbą - wówczas miało się wrażenie, że na ten koncert ze swoich namiotów wypełzli wszyscy. Porównywalne natężenie ludzi widziałem tylko podczas występu Nocnego Kochanka (humorystycznej wersji Night Mistress) w zeszłym roku. To było coś.

Ależ to był piękny koncert!

To były zresztą wspaniałe czasy. 4 lata. Niby niedużo, a przez taki okres może się zmienić niemal wszystko. Studia. Sytuacja zawodowa. Poziom zaawansowania związku. Znacznie więcej, ale nie w tym przypadku. Generalnie uważam, że najlepszy moment mojego życia to bieżący moment. Niemniej jednak wtedy, podczas wakacyjnej beztroski, też było wspaniale, a pod pewnymi względami pewnie nawet lepiej. Brak stresu. Mnóstwo czasu na wszystko. Ciągła zabawa.

Nie dziwne więc, że próbuję wrócić. Uda mi się to. Na pewno wrócę do tego wspaniałego czasu, gdy w te wakacje znów pojadę na ten festiwal, niestety występujący już pod inną nazwą. Urlop dawno mam zaplanowany. To moje miejsce na ziemi. Do tego czasu jednak też mogę regularnie odbywać podróż w czasie. Właśnie poprzez muzykę. Dostępne choćby na Spotify pełne nagranie tego koncertu to mój mały, prywatny wehikuł czasu. Dobrze, że go mam!

A wy? Pewnie też macie momenty, do których chcielibyście wrócić lub przynajmniej odtworzyć je możliwie najwierniej. Stworzyliście już własne sposoby, żeby przenieść się w czasie? Warto.

Limit piosenek na jeden wpis jest już wyczerpany, zatem to wszystko na dziś. Dobrego tygodnia!

ENG:

Good morning, hello, hi!

Yesterday. Saturday. The first of the last 4 days of classes in my master's studies. I was on my way back home, quite happy with my life, the sun was shining and music played in the headphones. God bless Spotify! Suddenly, as another item in the playlist prepared for me by the algorithms, song posted above appeared.

Band: Coma. Song: Angela. Not an ordinary performance, but a concert version from Woodstock Music Festival 2014. At this point, I became totally delighted.

Why? Because I was there. I was at this concert. It was fantastic, one of the best I've ever taken part in and that's including the performances of foreign stars. The energy of the vocalist and the audience was incomparable to anything else. Several hundred thousand people on the festival field were enjoying themselves wonderfully. I am not exaggerating with the number at all - then I had the impression that everyone had crawled out of their tents. I saw the comparable amount of people only during the performance of the Nocny Kochanek (funny version of Night Mistress) last year. It was huge.

These were great times indeed. 4 years passed. It's not much, but almost everything can change during that period. Studies. Occupational situation. The level of advancement of the relationship. Much more, but not in this case. In general, I think that the best moment of my life is the current moment. Nevertheless, that time, during the carefree holiday, was also great, and in some aspects probably even better than the present. Lack of stress. Plenty of time for everything. Continuous fun.

No wonder, then, that I am trying to come back. I will succeed. I will definitely come back to this wonderful time when I will go to this festival (unfortunately under a different name) again this summer. I have already planned a vacation at work. This is my place on earth. Until then, however, I can also travel regularly in time. Just through music. The full recording of this concert, available even for Spotify, is my little private time machine. It's good that I have it!

And you? Probably you also have the moments to which you would like to come back or at least recreate them as faithfully as possible. Have you already created your own ways to move in time? You'd better do!

The limit of songs per text is already used, so that's all for today. Have a good week!

niedziela, 28 stycznia 2018

Glany i garnitury!

 The bovver boots and the suits! [English version below.]

Przystanek Woodstock 6 razy, kolekcja płyt w domu, pobazgrane ściany, poobklejane meble, rock'n'roll gra i huczy w sercu i w duszy. Glany lub trampki non-stop, przetarte, dziurawe, pomazane ciuchy. Wydaje się, że czasy beztroskiego szwendania się po mieście ze znajomymi, wpadania na rozmaite, niemal wszelkie możliwe koncerty, zwłaszcza niskobudżetowe, urywania się z lekcji pod pretekstami okołomuzycznymi i tak dalej, były całkiem niedawno.

I w sumie rzeczywiście, w liczbach bezwzględnych nie minęło aż tak znowu dużo czasu. Teraz jednak częściej niż glany zakładam garnitur (a nawet jeśli nie, to na pewno spędzam w nim więcej czasu niż w ciężkich butach). Niby to tylko uniform, strój służbowy. Narzędzie do wykonywania pracy, jak laptop i telefon. Niby.

Ponoć nie szata zdobi człowieka, ale czy nie wpływa na jego percepcję? Jednocześnie ze zmianą garderoby przyszły inne. Inaczej spędzam wolny czas, co może wynikać też z tego, że drastycznie zmniejszyła się jego ilość. Nastąpiły zmiany w zakresie planów, pomysłów, metod. Może bardziej dbam o profesjonalizację siebie samego, rozwój dodatkowych umiejętności. Gdy ilość czasu do dyspozycji się zmniejsza, trzeba rozsądniej gospodarować każdą chwilą. Na pewno bardziej myślę o stabilizacji, założeniu rodziny. Czy wynika to z "wskoczenia" w garnitur? Niekoniecznie. Do pewnego stopnia to po prostu zbieżność w czasie, efekt tego, że upływ lat dotyka każdej dziedziny życia. Poszczególne aspekty rzeczywistości na pewno jednak wpływają na siebie nawzajem i względna stabilizacja w jednym może skutkować pragnieniem osiągnięcia jej w kolejnych. Czy w tym wszystkim jest jeszcze miejsce na rock'n'roll grający w duszy i odrobinę szaleństwa?

Pasują do siebie? Choćby na poziomie metaforycznym?

Nieodmiennie urzeka mnie scena, której opis przeczytałem gdzieś już dość dawno temu. Otóż na przełomie lipca i sierpnia do Kostrzyna nad Odrą przyjeżdża samochód, zdaje się, że całkiem niezłej klasy. Wysiada z niego dwóch poważnych mężczyzn w garniturach i... Błyskawicznie przebierają się w T-shirty i krótkie spodenki, po czym ruszają w tłum bawiący się na Przystanku Woodstock. Można? Można!

Zastanawiam się jednak mocno nad pewnym dysonansem. Ten ogromny festiwal jest mimo wszystko kojarzony z ruchami punkowymi, lewicowymi, momentami niemal anarchistycznymi. Nie ma co ukrywać, nie są to całkiem bezpodstawne skojarzenia. Tu natomiast mamy bez wątpienia pracowników dużych korporacji, jaskrawych przykładów "krwiożerczego" kapitalizmu. Coś zgrzyta.

Tu akurat jednak szukanie dysonansu jest może trochę na siłę. Wszak podział na lewicę i prawicę mocno się zaciera. Trzeba precyzować, czy myśli się o o kwestiach obyczajowych czy gospodarczych, ale to oczywiście nie jest żadnym odkryciem. Stąd na imprezie będącej kwintesencją wolności obyczajowej przedstawiciele molochów, których głównym celem jest zysk, nawet jeśli ukryty pod płaszczykiem rozmaitych Corporate Social Responsibility. Trudno zresztą mówić, żeby Przystanek Woodstock był antykapitalistyczny, skoro jego kluczowymi sponsorami są m. in. potężna marka piwa, operator komórkowy, bank czy organizacja kartowa.

Może cały dysonans jest więc wymysłem? Kołnierzyk koszuli delikatnie uciskający szyję, nie musi jej uciskać na poziomie metafizycznym? Rockowa iskra może się tlić wewnątrz i bardziej rozpalać tylko od czasu do czasu? Oby! Na pewno chcę zaplanować urlop tak, by na Przystanek Woodstock pojechać po raz siódmy. Poza tym przyjdą juwenalia i mnóstwo innych szalonych wydarzeń. Wystarczy poczekać do wiosny czy lata. Teraz jednak trzeba już być czujnym. Bardziej się pilnować. W końcu swoją osobą reprezentuje się firmę. Nigdy nie wiadomo,w jak niespodziewanych okolicznościach trafi się na kogoś ze swoich klientów.

Muzyczny akcent na dziś? Cover sprzed kilku lat, który podzielił odbiorców. Mnie zawsze rozczula:


Dobrego tygodnia! Bądźcie sobą, a jednocześnie mieście się w służbowych ramach, która Was obowiązują. W ostatecznym rozrachunku nikt nie wie, czy na przykład pod sztywnym uniformem nie jesteście cali wytatuowani.

ENG:

Woodstock Music Festival 6 times, a collection of records at home, scribbled walls, brutal-decorated furniture, rock'n'roll sounds and roars in the heart and the soul. The bovver boots or sneakers non-stop, sawn, holey, smeared clothes. It seems that the times of carefree wandering around the city with friends, bumping into various, almost all possible concerts, especially low-budget ones, dropping out of the lessons under musical pretexts, and so on, were not so long ago.

And in fact, in absolute numbers, not so much time has passed. Now, however, I wear a suit more often than the bovver boots (and even if I do not, I definitely spend more time in it than in heavy boots). It's just an uniform, a business outfit. A tool to perform work, like a laptop and a telephone. Kind of.

People say that clothes don't make a man. Ok, agreed, but can they affect his perception? With the change of clothes other changes came to my life. I spend my free time in a different way, which may also result from the fact that its amount drastically decreased. There were changes in the scope of plans, method, ideas. Maybe I care more about self-professionalization, development of additional skills. When the amount of time available is reduced, you need to be more wise to manage every moment. For sure I think more about stabilization, starting a family. Is this the result of "jumping into" a suit? Not necessarily. To some extent, it is just a convergence in time, the effect of the fact that the passage of time affects every area of life. However individual aspects of reality certainly affect each other and relative stability in one can result in a desire to achieve it in the another one. Is there still any room for the rock'n'roll playing in the soul and a bit of madness?

I am invariably captivated by the scene I read about quite a long time ago. Well, at the turn of July and August, a car arrives to the Kostrzyn nad Odrą. It seems to be quite a good. Two serious men in suits get off and ... They quickly dress up into T-shirts and shorts, and then they join the crowd having fun at the Woodstock Music Festival. Is it possible? Yes, it is!

However, I think about a certain dissonance. This huge festival is, after all, associated with punk, leftist movements, almost anarchist. Let's be honest, they are not completely unfounded associations. Here, on the other hand, we have undoubtedly employees of large corporations, vivid examples of "bloodthirsty" capitalism. 

Ok, looking for a dissonance here is perhaps a bit forced. After all, nowadays the division between the left and the right wing is blurred. You have to specify whether you are thinking about social or economic issues, but this is obviously not a discovery. Hence, presence of the representatives of the molochs, which main goal is profit, even if hidden under the guise of some Corporate Social Responsibility, at the event that is the quintessence of freedom of morals isn't anything suprising after all. Moreover, it is hard to say that Woodstock Music Festival is anti-capitalist, since its key sponsors are, among others, a powerful beer brand, a mobile operator, a bank and a card organization.

Maybe the whole dissonance is a figment then? Maybe a shirt's collar that gently squeezes the neck, does not have to constrict it at the metaphysical level? Can a rock spark smolder inside and flare more from time to time? I hope so! I'm definitely going to plan a vacation so that I can take part in Woodstock Music Festival for the seventh time. In addition, there will be annual student's fest and many other crazy events. Just wait until spring or summer. However, it's already this moment in life when it's required to be vigilant. To be more careful. After all, you represent your company. You never know in what unexpected circumstances you will meet someone of your clients.

A song for today? Polish cover of polish rock song from a few years ago, which divided the listeners. I am always delighted and you can find it above.

Have a good week! Be yourself and, at the same time, fit into the business framework that applies to you. After all, no one knows if, for example, you are not tattooed under a stiff uniform.