Pokazywanie postów oznaczonych etykietą activity. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą activity. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 lipca 2019

Zabić lenistwo!

Kill the laziness! [English version below.]

Nie było mnie tu przez trzy tygodnie. Jak niektórzy z Was mogą kojarzyć z mojego Facebooka, przez niedawny tydzień odpoczywaliśmy na Krecie z moją świeżo poślubioną żoną. Ciepłe kraje to raczej nie nasze klimaty, ale raz postanowiliśmy odpocząć w ten sposób. Co więcej, po raz pierwszy zdecydowaliśmy się na wyjazd zorganizowany przez biuro podróży. nie chcąc do zamieszania związanego z weselem i innymi rzeczami dokładać sobie planowania wakacji.

Ślub, wesele, poprawiny, chwila przerwy i w końcu polecieliśmy. W Heraklionie lądowaliśmy w środę po południu i tego dnia zdążyliśmy jeszcze trochę odpocząć nad basenem. Podobnie przez cały czwartek i piątek: trochę spacerowaliśmy, ale głównie pływaliśmy i leżeliśmy nad basenami lub nad morzem. Taki był plan na początek, ale powiem szczerze: w piątek miałem już tego dość i kolejny dzień doprowadziłby mnie do furii. Nie bardzo pomagało nawet to, że miałem ze sobą książki i seriale. 

Na szczęście od soboty zaczęły się wycieczki. Najpierw pojechaliśmy zwiedzać pałac minojski w Knossos i oraz Muzeum Archeologiczne w Heraklionie, a także samo miasto. Było to naprawdę interesujące, choć trochę zawiódł mnie niski poziom oryginalności samego pałacu. Kolejnego dnia natomiast udaliśmy się na Spinalongę, będącą najpierw twierdzą wenecką, potem turecką, a potem mieszkaniem trędowatych. To była też naprawdę interesująca wycieczka, dodatkowo wzbogacona rejsem po morzu, pływaniem w zatoce Mirabello i obiadem na statku oraz zwiedzaniem miasteczka Ajos Nikolaos. Poza tym planowaliśmy na poniedziałek udział w wycieczce do Chanii i Retimno, tj. dwóch pięknych miast z wyraźnymi śladami panowania weneckiego na Krecie.

Niestety, okazało się, że wycieczka ta nie odbędzie się. Zdaje się, że przyczyną była zbyt mała ilość chętnych. Trochę się zirytowałem, bo naprawdę się na nią cieszyłem. Nie dało się jednak nic zrobić. Wizja powrotu do lenistwa przez cały dzień była jednak dla mnie dość przerażająca. W związku z tym musieliśmy poszukać czegoś innego.

WTEM... Okazało się, że raptem półtora kilometra od naszego hotelu znajduje się Lychnostatis, czyli Muzeum Na Wolnym Powietrzu, prezentujące historię naturalną i kulturę Krety. Na ogrodzonym obszarze znalazły się autentyczne domy kreteńskie, szkoła, kościółek czy chata rybaka, przykłady roślinności, herbarium i wiele, wiele innych. Całe zwiedzanie było rzeczywiście mocno pouczające i wciągające i jest to atrakcja, którą z czystym sumieniem mogę polecić. Wydanie na bilet wstępu 6 EUR od osoby okazało się całkiem niezłym pomysłem. Dzięki temu też kolejne dni można było znów poświęcić głównie na lenistwo i szukanie upominków. Ważne było, żeby urlop nie ograniczał się tylko do leżenia. 

Takie zwiedzanie.

Odpoczynek polegający wyłącznie na lenistwie nie bardzo do mnie trafia. Oczywiście, to przyjemne, ale w małych ilościach. Inny przykład to urodziny mojego kumpla, które świętowaliśmy w ten weekend. Może tylko siedzielibyśmy, pijąc i jedząc, być może przy dźwiękach gitary. Jednak nie tym razem. To znaczy: to też było, ale tylko w piątek wieczorem i sobotę rano. Wcześniej, przed imprezą, wybraliśmy się na gokarty. Ścigaliśmy się, wyprzedzaliśmy i porównywaliśmy wyniki. Czuć było przeciążenia i pęd powietrza. Najważniejsze, że coś się działo.

Podobnie po imprezie, gdy wreszcie udało nam się zebrać, wybraliśmy się na kajaki. Trochę sportu i wysiłku było dobrą odskocznią od imprezowania. Do tego doszło zwiedzenie okolicy z innej perspektywy i obserwacja kolegi, który przy brzegu wpadł do wody. Dzięki temu ze zwykłej imprezy zrobił się weekend pełen wrażeń.

Myślę, że choć czasem warto spędzić wolny czas na leniuchowaniu, to jednak lepiej z tym uważać. Trzeba szukać okazji, by odpoczywać, próbując różnych rzeczy i poznając nowe. Warto zabijać lenistwo, szukając okazji do wycieczek, ścigając się ze znajomymi czy próbując jeszcze czegoś innego. Oczywiście, nie nalegam. Polecam natomiast z całego serca.

Utwór na dziś to coś cudownego. Zresztą KAMP! zagra już w najbliższy piątek na Targu Nocnym w Katowicach. Wpadnijcie:


To tyle na dziś. Dobrego popołudnia, tygodnia, życia. Trzymajcie się.

ENG:

I have not been here for three weeks. As some of you can know from my Facebook, for the last week I rested on Crete with my newly married wife. Warm countries are not our typical destination, but this time we decided to rest in this way. What's more, for the first time we decided to go on a trip organized by a travel agency, not wanting to add planning the vacation to the mess related to the wedding and other things.

Wedding, reception, second day, a moment of break and finally we flew. In Heraklion we landed on Wednesday afternoon and on that day we managed to rest a bit by the pool. Similarly, throughout the whole of Thursday and Friday: we walked a bit, but mostly we swam and were lying by the pools or by the sea. That was the plan for the beginning, but to be honest: on Friday I had enough of that and another day would lead to fury. Even the fact that I had books and TV shows with me did not help me much.

Fortunately, tours began on Saturday. First, we went to visit the Minoan palace in Knossos and the Archaeological Museum in Heraklion, as well as the city itself. It was really interesting, although I was disappointed by the low level of originality of the palace itself. The next day we went to Spinalonga, which was first a Venetian fortress, then a Turkish one, and then a place where lepers lived. It was also a really interesting trip, additionally enriched by a cruise on the sea, swimming in the Mirabello bay and a dinner on the ship and sightseeing of the town of Agios Nikolaos. In addition, we planned to participate in a trip to Chania and Rethymno on Monday, ie two beautiful cities with clear traces of Venetian rule in Crete.

Unfortunately, it turned out that this trip would not take place. It seems that the reason was too few interested. I got a little irritated because I was really looking forward to it. However, nothing could be done. The vision of a return to laziness throughout the day was quite frightening to me. Therefore, we had to look for something else.

SUDDENLY... It turned out that just one and a half kilometers from our hotel there is Lychnostatis, Museum on the Open Air, presenting the natural history and culture of Crete. In the fenced area there are authentic Cretan houses, a school, church or fisherman's hut, examples of vegetation, a herbarium and many, many more. The whole tour was indeed very informative and engaging and this is an attraction that I can recommend with a clear conscience. Spending EUR 6 per person on the admission ticket turned out to be quite a good idea. Thanks to this, the next days could again be sacrificed mainly for laziness and looking for gifts. It was important that the holiday was not limited only to lying down.

A rest based solely on laziness does not appeal to me. Of course, it's nice, but in small quantities. Another example is my friend's birthday, which we celebrated this weekend. Maybe we would just be sitting, drinking and eating, perhaps with the sounds of a guitar. However, not this time. That is to say: it happened also, but only on Friday evening and Saturday morning. Earlier, before the event, we went on karting. We were racing, overtaking each other and comparing the results. There was a sense of overload and air rush. The most important thing was that something was happening.

Similarly, after the event, when we finally managed to organize, we went on kayaks. A little of sport and effort was a good break from partying. This was accompanied by visiting the area from a different perspective and observing a colleague who fell into the water by the shore. Thanks to this, an ordinary event turned into an exciting weekend.

I think that although it is sometimes worth spending free time lazing around, it's better to be careful about it. You need to look for opportunities to relax, trying different things and getting to know new ones. It is worth to kill laziness, looking for opportunities for trips, racing with friends or trying something else. Of course, I do not insist. I recommend it with all my heart.

A song for today is something wonderful. What is more, KAMP! will play this Friday at the Night Market in Katowice. Come and hear, but first listen to the recording, which you can find it above.

That's it for today. Have a good afternoon, week and life. Take care.

niedziela, 10 marca 2019

Spraw, że się zdarzy.

Make it happen. [English version below.]

Wczoraj, gdy próbowałem nieco wypocząć po wyczerpującym tygodniu, nagle odezwał się mój telefon. Na wyświetlaczu pojawił się nieznany numer, ale ostatnimi czasy nie jest to dla mnie istotne kryterium. Odebrałem. Okazało się, że dzwonił do mnie Wiktor Niedzicki, dziennikarz i popularyzator nauki. Kontaktował się ze mną, bo dzień wcześniej napisałem do niego z kilkoma pytaniami na potrzeby mojego nowego artykułu do Magazynu Studentów Uniwersytetu Śląskiego "Suplement". Pojawiły się jakieś problemy techniczne z odesłaniem mi odpowiedzi i chciał on ustalić formę komunikacji, która pozwoliłaby mu na udzielenie odpowiedzi na moje pytania.

Wczoraj, gdy próbowałem nieco wypocząć po wyczerpującym tygodniu, sprawdziłem skrzynkę mailową. Okazało się, że napisał do mnie prof. Michał Baczyński z Instytutu Matematyki Uniwersytetu Śląskiego. On także poruszył temat pytań, które na potrzeby artykułu do "Suplementu" wysłałem do niego dzień wcześniej i zapytał, czy może na nie odpowiedzieć do wtorku. Oczywiście, że tak!

Co te dwie sytuacje mają ze sobą wspólnego? To, że obawiałem się, czy panowie, do których zwróciłem się z moimi pytaniami, zechcą w ogóle mi odpowiedzieć, a tymczasem obaj skontaktowali się ze mną w mniej niż 24 godziny. To jest naprawdę wspaniałe uczucie, między innymi dlatego, że ja tak naprawdę mam znacznie gorsze umiejętności interpersonalne niż może się wydawać. Nawiązywanie kontaktu z ludźmi, których nie znam (choć ze wspomnianym profesorem miałem kiedyś jeden przedmiot), jest dla mnie zawsze przerażającym doświadczeniem. Nawet po pizzę nie lubię dzwonić, dlatego błogosławię pyszne.pl. Przy mailach jest oczywiście łatwiej, ale i tak w tym przypadku po ich wysyłce złapała mnie nerwowość. Jeśli nie dostałbym odpowiedzi, to pół biedy. Ale co, jeśli odpisano by mi na przykład "Pańskie pytania są idiotyczne."? Oczywiście osoby, z którymi się kontaktowałem, to ludzie na poziomie, więc zapewne ubraliby to w znacznie bardziej taktowne słowa, ale to nadal nieprzyjemna perspektywa. 

Artykuł jednak musi powstać (a przynajmniej ja bardzo tego chcę i najlepsza Redaktor Naczelna chyba też, bo to ona była jego pomysłodawczynią), więc musiałem się przełamać i nawiązać kontakt z osobami mogącymi wypowiedzieć się merytorycznie. W końcu chcę, żeby tekst prezentował jakiś sensowny poziom.

Przyczyna tych wszystkich przemyśleń...

Oczywiście okazało się, że po prostu trzeba było się przełamać i wykonać ten pierwszy krok. Teraz będzie prościej. Część odpowiedzi już dostałem, a część mam dostać w ciągu kilku dni. Po pierwszym mailu łatwiej wysłać kolejnego. Ziarno zostało zasiane, kontakt nawiązany. Może będę chciał jeszcze o coś dopytać, a może nie, ale jeśli, to będzie to prostsze. Potem dorzucę garść statystyk i własnych przemyśleń i wszystkie te klocki złożę w artykuł, z którego będę dumny. Tytuł już mam.

Meritum tego tekstu jest to, że samo nic się nie zrobi. Jeśli chcemy coś osiągnąć, uzyskać jakiś konkretny efekt, musimy zacząć się o to starać. Czasem będzie to tylko wysłanie maila albo kliknięcie przycisku "Aplikuj" przy jakimś ogłoszeniu o pracę. Innym razem to może być napisanie pierwszej strony, rozdziału lub powieści albo na przykład pierwsze opublikowanie swojego rysunku w internecie. Czasem chodzi o to, by pokonać swój lęk i pójść pierwszy raz spotkanie jakiejś organizacji, koła naukowego, lokalnego klubu sportowego czy czegokolwiek innego. A czasem bywa i tak, że pierwszym krokiem może być spakowanie plecaka i wyjazd z dnia na dzień na drugi koniec świata. Dla każdego człowieka rzeczy te mogą być w różnym stopniu trudne - to zależy od charakteru danej osoby. Łączy je jedno: są do czegoś niezbędne. Są początkiem.

O tym, że żeby robić rzeczy, trzeba po prostu je robić, mówił już choćby kilka lat temu Krzysztof Gonciarz, w dodatku pokazując jednocześnie przepiękne kadry:


Poza nim pewnie w historii mówiło o tym wielu ludzi wcześniej i później ktoś pewnie też. Tyle tylko, że to myśl, którą warto sobie regularnie przypominać. Jeśli chce się coś osiągnąć, należy zacząć nad tym pracować i to od razu, a nie za chwilę, jutro, za tydzień czy od nowego roku. Spróbujemy? Przynajmniej zacznijmy.

Tymczasem zostawiam Was z cudownym utworem, o którym nie wiedzieć czemu zapomniałem na dłuższy czas. Na szczęście Spotify mi przypomniał:


Dobrego tygodnia, pełnego pierwszych kroków!

ENG:

Yesterday, when I tried to rest a bit after an exhausting week, my phone suddenly rang. An unknown phone number appeared on the display, but recently this is not a significant criterion for me. I answered and it turned out that Wiktor Niedzicki, a journalist and populariser of science, called me. He contacted me because the day before I wrote to him with several questions for the needs of my new article for the University of Silesia Students' Magazine "Supplement". There were some technical problems when sending me the answer and he wanted to establish a form of communication that would allow him to answer my questions.

Yesterday, when I tried to rest a bit after an exhausting week, I checked the e-mail box. It turned out that prof. Michał Baczyński from the Institute of Mathematics of the University of Silesia wrote to me. He also raised the subject of questions that I sent to him the day before for the purposes of the article for the Supplement and asked if he could answer it by Tuesday. Yes, of course!

What do these two situations have in common? The fact that I was afraid if the gentlemen whom I asked my questions would like to answer me at all. However it turned out that they both contacted me in less than 24 hours. This is a truly great feeling, because I really have much worse interpersonal skills than you may think. Making contact with people I do not know (although I once had one subject with the mentioned professor) is always a terrifying experience for me. I do not even like to call and order pizza and that's why I bless pyszne.pl. Of course, sending an e-mail is easier, but in this case, after they were sent, I was nervous. It would be even fine, if I simply didn't get the answer. But what if it would come and was like, for example, "Your questions are idiotic."? Of course, the people I've been contacting are gentlemen, so they would probably use much more tactful words, but it's still an unpleasant prospect.

The article, however, must come into being (or at least I want it very much and the best Editor-in-Chief probably also, because the idea was her), so I had to overcome my fear and make contact with people who could comment the thema substantively. In the end, I want the text to be of good quality.

Of course, it turned out that I just had to beat the fright and take this first step. Now it will get simpler. I have already received some of the answers and some of them are to be delivered within a few days. After the first e-mail, it's easier to send another one. The seed was sown, contact established. Maybe I will need to ask something more, maybe not, but if this need occur, it will be easier. Then I will add a handful of statistics and my thoughts and use all of these blocks to build an article that I will be proud of. I already have the title.

The merits of this text is that nothing will happen on its own. If we want to achieve something, get a specific effect, we have to start trying to do it. Sometimes it will be just sending an email or clicking the "Apply" button in a job advertisement. At other times it may be writing the first page, chapter or novel or, for example, the first publication of your drawing on the internet. Sometimes the idea is to overcome your fear and go to the first meeting of an organization, a scientific club, a local sports club or anything else. And sometimes it happens that the first step may be to pack a backpack and move to the other end of the world the next day. For each person these things can be difficult in a different level - it depends on the character of the individual. They share one thing: they are necessary for something. They are the beginnings.

The fact that to do anything you just have to do it, was emphasized a few years ago by Krzysztof Gonciarz (polish vloger), in addition showing at the same time the beautiful frames. You can find his video above. Apart from him, probably a lot of people talked about it before and then someone probably too. Only that it is a thought that is worth reminding regularly. If you want to achieve something, you should start working on it right away, not in a moment, tomorrow, in a week or from the new year. Will we try? At least let's start.

Meanwhile, I leave you with a wonderful song, about which I forgot for a quite long time (and I do not know why). Fortunately, Spotify reminded me about it. You can find it above.

Have a nice week, full of first steps!

niedziela, 16 września 2018

BO - Bądź Obywatelem!

Be a citizen! [English version below.]

Budżet obywatelski. "O nie, znowu o tym?! Tutaj też?!". Spodziewam się, że u kogoś z was mogła pojawić się taka reakcja. W końcu o budżecie obywatelskim słychać teraz sporo. I bardzo dobrze, bo to rzecz o której należy mówić.

W skrócie, na przykładzie Katowic:

  • 22,8 mln złotych do podziału;
  • można było zgłaszać projekty ogólnomiejskie lub lokalne (dotyczące danej jednostki pomocniczej);
  • projekty zostały poddane werfykacji formalnej i te, które przeszły ją pozytywnie, zostały trafiły do głosowania;
  • w głosowaniu można oddać maksymalnie 3 punkty na projekty ogólnomiejskie i 3 punkty na projekty lokalne (3 punkty na jeden projekt, podział 2+1 lub po 1 punkcie na trzy projekty);
  • zrealizowane zostaną te projekty, na które oddano najwięcej głosów, aż do wyczerpania budżetu.
W Katowicach głosowanie trwa teraz, do najbliższej niedzieli (23.09.2018). Co warte podkreślenia, głosować może każda zameldowana osoba, która posiada PESEL (nie musi być pełnoletnia). W wielu innych miastach także właśnie trwa lub niedługo nastąpi ten etap. Zgodnie z nowymi przepisami bowiem:

"W gminach będących miastami na prawach powiatu utworzenie budżetu obywatelskiego jest obowiązkowe, z tym że wysokość budżetu obywatelskiego wynosi co najmniej 0,5% wydatków gminy zawartych w ostatnim przedłożonym sprawozdaniu z wykonania budżetu."
(Ustawa z dn. 11 stycznia 2018 r. o zmianie niektórych ustaw w celu zwiększenia udziału obywateli w procesie wybierania, funkcjonowania i kontrolowania niektórych organów publicznych, Dz.U. 2018 poz. 130)
Wśród zgłoszonych projektów są doposażenia bibliotek miejskich, przebudowy skwerów lub ulic, głównie by bardziej zaakcentować zieleń, organizacja wydarzeń kulturalnych czy zakup sprzętu dla Ochotniczej Straży Pożarnej.

Czy  warto głosować? Ba, uważam, że nie tylko warto, ale i trzeba. To jeden z najprostszych, a przy tym najskuteczniejszych sposobów, by realnie wpłynąć na otaczającą nas rzeczywistość. Wystarczy kilka kliknięć. Ten, kto nie głosuje, w mojej ocenie odbiera sobie prawo do narzekania. Przecież mógł zadziałać w pożądanym przez siebie kierunku: zagłosować i nagłośnić głosowanie, zachęcać innych. Nie pojawił się stosowny projekt? Cóż, taki ktoś sam mógł go jeszcze wcześniej zgłosić. Siedzenie z założonymi rękami i liczenie na to, że ktoś coś za nas zrobi i oburzenie, gdy tak się nie stanie, jest naiwnością, by nie powiedzieć: głupotą.

Oczywiście, nie chodzi o sprawy, które leżą w kompetencjach  samorządu. Budżet obywatelski nie jest po to, by wyręczać władze miasta, na przykład w naprawie jakiejś drogi. Jeśli takie projekty się pojawiają, to jest to aktem zniecierpliwienia zainteresowanych. Pytanie tylko, czy zanim spróbuje się zaangażować budżet obywatelski do czegoś takiego, zgłaszało się sprawę do władz, by zajęła się nią w ramach swoich kompetencji. 

Budżet obywatelski nie jest bowiem od naprawiania, a od ulepszania. Chodzi o to, by ten skrawek terenu wokół nas stawał się piękniejszy czy ciekawszy. Chodzi o promowanie pewnej wizji tego, jaki on ma być. Absolutną podstawę powinien zapewniać zwykły budżet miasta, a budżet obywatelski dawać możliwość realizacji pomysłów na konkretne miejsca.

To tyle. Zagłosujcie, a jeśli już to zrobiliście, to zachęcajcie innych. Zostawiam Was z następującym utworem katowickiego zespołu:


Dobrego tygodnia!

ENG:

Participatory budget. "Oh no, that again?! Here, too ?!" I expect that some of you  reacted in this way. After all, you can hear a lot about the participatory budget now. That's very good, because it's something worth talking about.

In brief, by the example of Katowice:

  • PLN 22.8 million to be divided;
  • city-wide or local projects (for a given auxiliary unit) could be proposed;
  • the projects had been subject to formal verification and those that had passed it positively have been voted;
  • each voter can give a maximum of 3 points for city-wide projects and 3 points for local projects (3 points to one project, 2 to one and 1 to another or 1 point to three projects);
  • the projects with the most votes will be implemented until the budget is exhausted.

In Katowice, the voting continues now until the nearest Sunday (23/09/2018). It is worth emphasizing that every person registered in the city, who has a PESEL number (polish number identifying citizen) may vote. He or she does not have to be of legal age at all. In many other cities, this stage also takes place right now or it will start soon. Now it's mandatory, because according to the new law:
"In communes that are cities with poviat rights, the creation of a participatory budget is mandatory, however, the amount of the participatory budget is at least 0.5% of the commune's expenditure included in the last budget report submitted."
(Act of 11 January 2018 on amending certain acts to increase the participation of citizens in the process of selecting, functioning and controlling certain public bodies, Journal of Laws 2018 item 130)
Among the projects submitted are retrofitting of city libraries, reconstruction of squares or streets, mainly to emphasize greenery, cultural events organization or purchase of equipment for the Volunteer Fire Brigade.

Is it worth voting? Well, I think that it is not only worth it, but it is also necessary. This is one of the simplest, and at the same time the most effective ways to realistically influence the reality that surrounds us. Just a few clicks. The one who does not vote, in my opinion takes away him/herself the right to complain. After all, he or she could act in the direction he or she wanted: vote for and popularize the vote, encourage the others. An appropriate project has not appeared? Well, this person could had proposed it earlier. Sitting with folded arms and counting on someone doing something instead of us and indignation when it does not happen, is naive, not to say: stupid.

Of course, this is not about matters that lie within the competence of local government. The participatory budget is not to replace the city authorities, for example in the repair of a road. If such projects appear, it is a result of impatience of those interested. The only question is whether, before attempting to involve the participatory budget in such a thing, the matter was brought to the attention of the authorities to deal with it within the scope of their competences.

The participatory budget is not about repairing, but about improving. The idea is that this piece of land around us should become more beautiful or more interesting. It's about promoting a certain vision of what it's supposed to be. The absolute basis should be provided by the usual city budget, and the participatory budget gives the opportunity to implement ideas for specific places.

That's it. Vote, and if you have already done so, encourage others. I leave you with the song of the band from Katowice. You can find it above.

Have a nice week!

niedziela, 8 kwietnia 2018

Organizm mówi stop!

The body says "stop". [English version below].

Dziś będzie krótko. Dwie angedotki z tego weekendu:

1) Widziałem się w sobotę wieczorem z kumplem na mieście. Pogadaliśmy, połaziliśmy - wszystko super. Wróciłem do domu jakoś przed pierwszą w nocy. Postanowiłem zabrać się jeszcze za jedną rzecz związaną z magazynem Suplement. Usiadłem przy laptopie, zacząłem czytać, co trzeba i... Obudziłem się około 04:30 w pozycji siedzącej, z głową odchyloną do tyłu i nieco bolącym karkiem. Westchnąłem ciężko, wstałem, ogarnąłem się nieco, umyłem zęby i położyłem spać już w ciut bardziej cywilizowanych warunkach.

2) W piątek miałem gości. Szybko wyszedłem z imprezy firmowej, żeby się z nimi spotkać. To przyjaciele, z którymi w zeszłym roku podbijaliśmy Skandynawię. Zgodnie z planem więc w pewnym momencie zabraliśmy się za oglądanie zdjęć z tamtego wyjazdu. Szło całkiem sprawnie. Pamiętam, że widziałem jeszcze zdjęcia z soboty, gdy byliśmy na Drodze Trolli i chyba jakieś z niedzieli, a potem... Następne, na które otworzyłem oczy, były już z Kopenhagi, czyli z czwartku. Przespałem 3 dni! Cóż, nie dosłownie, ale przespałem oglądanie zdjęć z trzech dni i to tych, z najciekawszymi atrakcjami, czyli Bergen i Językiem Trolla. Oczy po prostu zamknęły mi się same i nie byłem w stanie nic z tym zrobić.

Co mają wspólnego te dwie głupio-śmieszne historyjki? To, że mój organizm powiedział stop. Rzekł mi "Denys, gościu, weź się ogarnij. Nie przeginaj, bo długo nie wytrzymamy". Miał rację, bo ostatnie dni były naprawdę intensywne. Czwartek i piątek minęły pod znakiem robienia mnóstwa rzeczy w pracy, wymagały nadgodzin, choć pierwotnie nie miało tak być. Piątek to też wspomniana impreza firmowa i spotkanie z przyjaciółmi. Sobota to pomoc w wizycie u lekarza, zakupy, siłownia, mecz futbolu amerykańskiego (51:9 dla Silesia Rebels - #goRebels) i na koniec wspomniane spotkanie z kumplem. Pisząc te słowa, nie wiem jeszcze do końca, jaka będzie niedziela, ale też raczej zalatana.

Dowód na zalataną niedzielę -
śniadanie jedzone w biegu na dworcu, tuż przed godziną 13.

Szybkie życie, krótki sen, rychła śmierć? Lepiej nie! Trzeba wyluzować, trochę odpuścić, następnym razem zrobić może coś, żeby za dużo aktywności nie skumulowało się naraz. Fakt, że większość z wymienionych powyżej, była dla mojej przyjemności. Cóż jednak z tego? To wcale nie znaczy, że nie były męczące. Z tą myślą Was zostawiam.

Akcent muzyczny? Odgrzebujemy hity sprzed kilku lat. Pasują do słońca, które dzisiaj wyszło:


Dobrego tygodnia! Byle nie zbyt intensywnego!

ENG:

It will be short today. Two angedots from this weekend:

1) I met with my friend on Saturday evening. We talked, we wandered around the city a little. That was quite cool. I came back home somehow before the one o'clock a.m. I decided to do one more thing related to the Suplement magazine. I sat with my laptop, started reading what I needed and ... I woke up around 4:30 a.m. in a sitting position, with my head tilted back and a slightly aching neck. I sighed heavily, got up, changed clothes, brushed my teeth and put asleep in a little more civilized conditions.

2) I had guests on Friday. I quickly left the company party to meet them. These are friends with whom we conquered Scandinavia last year. According to the plan, at some point we set about watching photos from that trip. I remember seeing photos from Saturday when we were on the Trolls' Path and probably some from Sunday and then ... The next ones I saw were from Copenhagen, on Thursday. I slept over 3 days! Well, not literally, but I slept through the pictures of three days, with the most interesting attractions, i.e. Bergen and the Troll tongue. My eyes just closed on their own and I could not do anything about it.

What do these two stupid-funny stories have in common? That my body said "stop". It told me, "Denys, man, take it easy, do not overdo anything, because we can not hold it for long." It was right because the last days were really intense. Thursday and Friday were marked by doing a lot of things at work, what required overtime, although it was not expected at first. Friday was also this corporate event and a meeting with friends. Saturday consisted of the help with a doctor's visit, shopping, gym, American football match (51: 9 for Silesia Rebels - #goRebels) and finally a meeting with a friend. While writing these words, I still do not know what the Sunday will be, but it will also be rather intense.

A quick life, a short sleep, an early death? Better not! We have to relax, let go a little, maybe next time do something so that too much activity does not take place all at once. The fact is that most of the above mentioned was for my pleasure. But what of this? This does not mean that they were not tiring. I leave you with this thought.

Song for today? We're digging up polish hits from a few years ago. It matches the sun visible today. Find it above.

Have a good week! Hopefully it will be not too intensive!