Pokazywanie postów oznaczonych etykietą society. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą society. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 kwietnia 2019

Część większej maszyny.

Part of a greater machine. [English version below.]

Niedawno zwróciłem uwagę bliskiej mi osobie, że na schodach ruchomych powinna stanąć z prawej strony, lewą pozostawiając pustą. Reakcją była delikatna obraza, więc do tematu nie wracałem. Zacząłem się jednak później zastanawiać, jaki mógłby być kontrargument i doszedłem do wniosku, że zapewne brzmiałby mniej więcej tak:
"Po lewej stronie przede mną i tak stoją ludzie, więc nawet jeśli ja zejdę na prawo, to i tak to nic nie da."
Mogłoby się nawet wydawać, że jest w tym trochę sensu, ale to nieprawda. Przecież ktoś musi zacząć. Jeśli dana osoba nie zejdzie na prawo, to te za nią będą mogły użyć dokładnie tego samego argumentu. Jeśli natomiast ktoś zrobi miejsce z lewej strony, ludzie za nim mogą wziąć przykład, dotychczas blokujący przejście chwilę później zjadą do końca i zrobią miejsce innym, a mechanizm stanie się drożny.

Problemem jest chyba jednak to, że popularny tok rozumowania to "przecież ja i tak nic nie zmienię". To błąd. W dodatku dotyka on bardzo często spraw znacznie poważniejszych niż schody ruchome. Dobrym przykładem jest segregacja śmieci. Trochę się to ostatnio poprawia, ale jeszcze niedawno popularną wypowiedzią na ten temat było "po co mam segregować, skoro inni tego nie robią?". Nie pomagało nawet rozwiązanie, w którym w przypadku braku segregacji miały być podnoszone opłaty za wywóz odpadów,  a to dlatego, że nie sposób dojść do tego, kto nie przestrzega zasad. Płacić więcej musieliby więc wszyscy. Aspołeczne zachowanie jednej osoby miałoby negatywne konsekwencje dla wszystkich.

Jest jeszcze jeden, znacznie ważniejszy przykład. To wybory. Stwierdzenie "jeden głos nic nie zmieni" pada zdecydowanie za często. To idiotyzm. Po pierwsze, nie ma co patrzeć w skali całego kraju, bo, pomijając wybory prezydenckie, nie tak głosujemy. W wyborach do parlamentu z 2015 r. pomiędzy ostatnim a przedostatnim posłem wybranymi z okręgu katowickiego było raptem 187 głosów różnicy. Zakładam zatem, że gdyby wszyscy mieszkańcy mojego bloku zagłosowali inaczej, wynik mógłby być inny. Prawda, że to niestety i tak by się nie przełożyło od razu na podział mandatów w sejmie, a to ze względu na nieszczęsną metodę D'Hondta.

Na szczęście mam jeszcze jeden, lepszy przykład. Te same wybory, ale w skali całego kraju: uprawnionych do głosowania w kraju było 30 629 150 osób, a zagłosowało tylko 15 595 335. Oznacza to, że ponad 15 milionów Polaków nie poszło do urn, choć mogło. Gdyby to zrobili, wyniki mogłyby stanąć na głowie. Tak pewnie by się nie stało, ale niewykluczone, że zmieniłyby się one istotnie. O tym jednak się już nie przekonamy. Smutne jest to, że pewnie większość z tej masy ludzi pomyślała właśnie, że jej głos nic nie zmieni. Mógłby.

Człowiek jako trybik w naoliwionej maszynie społeczeństwa?

Te wszystkie kwestie prowadzą mnie do myśli, że może każdy powinien zadawać sobie pytanie: "jaki byłby efekt, gdyby wszyscy postępowali tak jak ja?". To mogłoby się sprawdzić nia wielu płaszczyznach. Gdyby wszyscy na schodach ruchomych stawali od razu po prawej stronie, mechanizm funkcjonowałby perfekcyjnie. Gdyby każdy zakładał, że jeśli on posegreguje śmieci, to wszyscy to zrobią, tak właśnie by się stało. Gdyby każdy obywatel szedł na wybory i głosował zgodnie z własnymi przekonaniami, wyniki elekcji wreszcie odzwierciedlałyby rzeczywiste poglądy całego społeczeństwa. 

Jest w tym chyba trochę sensu, co? Zacznijmy więc od siebie. Postępujmy tak, jak chcielibyśmy, żeby zachowywali się wszyscy. Nie widzę innego wyjścia. 

Zostawiam Was z utworem, który mógłby być klasykiem, a ma dopiero 3 lata:


Dobrego tygodnia!

ENG:

Recently, I have reprimanded my close person, to stand on the right side of the escalator, leaving the left empty. The reaction was to feel offended, so I did not return to the topic. However, I began to wonder what the counter-argument might be and came to the conclusion that it would probably be something like this:
"People are standing in front of me on the left, so even if I come down to the right, it will give no result."
It might even seem to make sense, but it is not true. Someone has to start. If a particular person does not come down to the right, then those behind him/her will be able to use exactly the same argument. If, however, someone makes a place on the left, people behind him/her can take an example, the others blocking the passage will go down to the end and make some space, and the mechanism will work as it should.

The problem is probably that the popular reasoning is "after all I cannot change anything". Well, that is bullshit! In addition, it often affects matters much more serious than escalators. A good example is the segregation of rubbish. This has been improving lately, but until recently, a popular statement on the subject was "why should I segregate if others are not doing that?". Even a solution in which, in the absence of segregation, fees for waste disposal were supposed to be raised was not helpful, because it is impossible to find out who does not comply with the rules. So everyone would have to pay more. The antisocial behavior of one person would have negative consequences for everyone.

There is one more, much more important example. It's an election. The statement "one vote will not change anything" is used much too often. It's idiocy. First of all, there is no point in looking at across the country, because, apart from the presidential election, we do not vote like that. In the 2015 parliamentary elections between the two last deputies elected from the Katowice constituency, there were only 187 votes of difference. I assume, therefore, that if all the inhabitants of my block of flats voted differently, the result could be different. It is true that it would not affect the allocation of seats in the Seym, due to the unfortunate D'Hondt method.

Fortunately, I have one more, better example. The same elections, but on a national scale: there were 30 629 150 people entitled to vote in the country, and only 15 595 335 voted. This means that over 15 million Poles did not go to the polls, though they could. If they did, the results could be completely different. It probably would not happen, but it is possible that they would change significantly. We will not find out about this, however. The sad thing is that probably most of this mass of people just thought that their voices would not change anything. They could.

All these issues lead me to the thought that maybe everyone should ask themselves: "what would be the effect if everyone acted like me?" It could work on so many levels. If everyone on the escalator were on the right side from the beginning, the mechanism would function perfectly. If everyone assumed that if they were segregating the garbage, everyone would do it, that's what would happen. If every citizen went to elections and vote in accordance with his/her own convictions, the results of the election would finally reflect the real views of the whole society.

There's probably some sense in that, huh? Let's start with ourselves. Let us act as we would like everyone to behave. I do not see any other solution.

I leave you with a song that could be a classic, but it is only 3 years old. You can find it above.

Have a nice week!

niedziela, 3 marca 2019

Na co komu symbole?

Who the heck needs the symbols? [English version below.]

Ostatnio trafiłem na takiego oto kwejka. Popatrzyłem, przeczytałem i trochę się zirytowałem. To dlatego, że taki mem świadczy o kompletnym niezrozumieniu idei symboli. I nie chodzi o tę konkretną akcję. Może można ją było zrobić inaczej. Natomiast szydzenie z robienia czegoś symbolicznie nie jest niczym nowym i właśnie sobie przypomniałem jak bardzo to mnie wkurza.

To ma sens - nie pierwszy raz
Przykładów powszechnych akcji mających na celu wyrażenie opinii, solidarności z kimś czy rozpowszechnienia wiedzy na temat czegoś jest całe mnóstwo. Najoczywistszy i chyba najprostszy to nałożenie odpowiedniego filtru na zdjęcie profilowe na Facebooku. Tak było po wydarzeniach ważnych, przerażających (jak zamachy we Francji w 2015 r.), tak jest przy okazji debaty na tematy światopoglądowe (np. tęczowe filtry wspierające LGBT) i tak bywa też, gdy ludzie chcą wyrazić swój patriotyzm (biało-czerwone filtry np. przy okazji 11 listopada). Teraz filtry pojawiają się też przy okazji bardziej przyziemnych spraw - można nimi na przykład wyrazić wsparcie dla ulubionej drużyny podczas zawodów sportowych.

Nałożeniu czerwono-biało-niebieskich filtrów na zdjęcia profilowe po zamachach we Francji towarzyszyło podświetlenie w tych barwach najbardziej ikonicznych budynków i budowli świata. Miało ono pokazać, że miasta i państwa, w których znajdują się te obiekty, a zatem i ich obywatele, mówią Francuzom "jesteśmy z wami". Nałożenie francuskich barw na berlińską Bramę Brandenburską, Operę w Sydney, Pałac Kultury w Warszawie, katowicki Spodek czy Chrystusa w Rio miało pokazać, że cały świat jednoczy się w niezgodzie na terroryzm.

Inny przykład jednoczący świat to godzina dla Ziemi. Trwająca od 2007 r. akcja polega na wyłączeniu na godzinę świateł i urządzeń elektrycznych raz w roku, w ostatnią sobotę marca i ma przypominać o zmianach klimatycznych oraz skłaniać do podejmowania działań przeciw nim. Inicjatywa ta funkcjonuje już na całym świecie, łącząc ludzi z różnych krajów i kultur. Sama akcja nie wpływa istotnie na ograniczenie zużycia energii, a mówi się także o tym, że jest ona obciążeniem dla systemu energetycznego. To drugie to rzeczywiście rzeczowy argument przeciw tej idei i może trzeba by wymyślić coś innego. Ten pierwszy argument jednak, choć prawdziwy, jest nieadekwatny. Przecież wcale nie chodzi o to, żeby w ten jeden sposób istotnie ograniczyć zużycie energii. 

To zresztą szerszy temat. Zarzutem często stawiany takim akcjom jest to, iż nie przekładają się one na realne działania. Że to nic nie znaczące gesty, które nie mają żadnych konkretnych skutków. Tylko, że taki zarzut to bzdura, świadcząca o kompletnym niezrozumieniu idei takich posunięć. Filtry, podświetlenia, braki światła i inne tego typu aktywności nie są zamiast działań realnie usuwających skutki pewnych wydarzeń czy mających zapobiec im w przyszłości. Są obok. Mają trafiać do mas, sygnalizować tematy, zwiększać powszechną świadomość. Mogą też być gestem solidarności, wysyłać do przeżywających trudne chwilę wiadomość: „pamiętamy o Was”.

Nikt rozsądny nie zakłada przecież, że tego typu symbole dadzą cokolwiek bez konkretnych działań. To bzdura. O kwestie praw mniejszości, ochronę klimatu czy przeciwdziałanie terroryzmowi muszą się w dużej mierze zatroszczyć rządzący. Na ich działania wpływają jednak opinie obywateli. To one decydują o priorytetach czy kierunkach polityki państwa, czego ostatecznym wyrazem jest wybór władz w wyborach powszechnych. Akcje budujące powszechną świadomość, różnorakie symbole mają więc ostatecznie realny, choć nie bezpośredni wpływ na otaczającą nas rzeczywistość.



Chyba nie o takie symbole chodziło...

Nie zawsze trafnie
Nie każda inicjatywa mająca właśnie symbolami skłaniać się do pochylenia nad jakimś tematem osiąga jednak zamierzony cel. Kilka lat temu w Polsce miała miejsce akcja wylewania piwa Ciechan, w reakcji na negatywną wypowiedź właściciela browaru, Marka Jakubiaka, na temat środowisk LGBT. Forma protestu niewątpliwie wzbudziła zainteresowanie, ale czy nie przysłoniła ona meritum? Mam wrażenie, że głośniej było wówczas o samej akcji niż o jej przyczynach. Pytanie też, czy całość tak naprawdę nie przysporzyła popularności browarowi? I ostatnia kwestia: taka akcja to marnotrawstwo produktów użytych do wyprodukowania piwa, pracy ludzi, a nade wszystko pieniędzy protestujących. Przecież browar na tym nie stracił, bo piwo już zostało sprzedane. Może można było więc całą akcję przeprowadzić lepiej?

Bardzo podobny motyw, ale nowszy i na większą skalę pojawił się w zeszłym roku, gdy ludzie (zwłaszcza w USA) zaczęli na znaczną skalę palić produkty Nike i publikować nagrania, na których to robią. Robili to jako wyraz sprzeciwu wobec nawiązania przez firmę współpracy z futbolistą, który, protestując z kolei przeciwko dyskryminacji rasowej, nie stał na baczność podczas hymnu. I okej, to ich buty i ubrania, bo przecież zapłacili za nie. Mogą z nimi robić, co chcą. Tyle tylko, że znowu to potężna niegospodarność. W Stanach, w których nierówności społeczne to poważny problem, można by tę odzież przekazać potrzebującym (nawet usuwając z niej logo producenta). Dodatkowo w tym przypadku rzecz dotyczy na tyle specyficznego tematu, że nie zdziwiłbym się, gdyby nagłośnienie sprawy poskutkowało zwiększeniem zainteresowania produktami Nike wśród ludzi wspierających futbolistę. Mam wątpliwości. Spalenie rzeczy, na które samemu wcześniej wydało się sporo pieniędzy? Moża dałoby się lepiej...

A wy? Co sądzicie o tego typu akcjach i angażowaniu symbolicznych działań w debatę publiczną? Dajcie znać, jeśli chcecie. A ja zostawiam Was z tym, co już pewnie znacie, bo ma prawie 1,5 roku, ale dalej jest świetnym energetycznym kopem:


Trzymajcie się!

ENG:

Recently, I came across such a meme (it says something like: "A whole year without hair removal to fight the injustice that affects women around the world." and "Oh, wow, thanks, what would I do without you."). I looked, read and got a bit irritated. This is because such a meme shows a complete misunderstanding of the idea of symbols. And it is not about this specific action. Maybe it could have been done differently. However, sneering at doing something symbolically is nothing new and I just remembered how bad it pisses me off.

It makes sense - not the first time
There are a lot of examples of common actions aimed at expressing opinions, solidarity with someone or disseminating knowledge about something. The most obvious and probably the easiest one is the putting an appropriate filter on the profile picture on Facebook. This happens after important and frightening events (like the attacks in France in 2015), this is the case during the debate on world-view issues (eg rainbow filters supporting LGBT) and this is also the case when people want to express their patriotism (white-red filters e.g. on the occasion of November 11 - polish Independence Day). Now the filters also appear on the occasion of less important matters - you can, for example, express support for your favorite team during sports competitions this way.

The application of red-white-blue filters for profile pictures after the attacks in France was accompanied by the illumination in these colors of the most iconic buildings and structures in the world. It was supposed to show that the cities and countries in which these objects are located, and therefore also their citizens, tell the French "we are with you". Putting French colors on the Berlin Brandenburg Gate, the Sydney Opera House, the Palace of Culture in Warsaw, the Katowice Spodek or Christ in Rio was to show that the whole world unites in fighting with terrorism.

Another example uniting the world is the Earth Hour. The action, which has been repeating since 2007, consists in switching off lights and electrical devices for one hour every year, on the last Saturday of March, and is to remind about climate change and encourage action against them. This initiative is already operating all over the world, connecting people from different countries and cultures. The action itself does not significantly affect the reduction of energy consumption, and it is also said that it is a burden for the energy system. The latter is indeed a factual argument against this idea and maybe one should think of something else. At the same time this first argument, though true, is improper. After all, the point is not to significantly reduce energy consumption in this way.

This is a wider topic. The accusation often made to such actions is that they do not result in real activity. That these are meaningless gestures that have no visible effect. Only that such an accusation is nonsense, testifying to a complete misunderstanding of the idea of ​​such moves. Filters, backlights, lacks of light and other such activities are not ment to replace actions that really remove the effects of certain events or to prevent them in the future. They are next door. They are supposed to hit the masses, mark some themes, increase public awareness. They can also be a gesture of solidarity, sending the message: "we remember about you" to those who are experiencing a difficult moment.

No reasonable person assumes that such symbols give anything without concrete actions. It's nonsense. Minorities' rights, climate protection and counterterrorism must be largely addressed by the governence. However, their actions are influenced by the opinions of citizens. They determine the priorities or directions of state policy, which is ultimately expressed by the election of the authorities in the general election. The actions that build the common consciousness, various symbols, have ultimately a real, even if not direct, impact on the reality that surrounds us.

Not always adequate
Not every initiative using symbols to lean towards some topic, however, achieves the intended goal. A few years ago in Poland, the action of pouring Ciechan beer took place. It was response to the negative statement about LGBT environments said by the owner of the brewery, Marek Jakubiak. The form of the protest undoubtedly aroused interest, but did not it overshadow the objective? I have the impression that it was more said about the action itself then about its causes. The question is also whether the whole thing did not really bring popularity to the brewery? And the last issue: such an action is a waste of products used to produce beer, people's work, and, above all, protesters' money. After all, the brewery did not lose anything, because the beer has already been sold. Maybe it was possible to conduct the whole action better?

A very similar motif, but a newer one and on a larger scale appeared last year, when people (especially in the USA) began to burn Nike products and publish recordings on which they do so. They were doing this as an expression of opposition to the company establishing cooperation with a footballer who, in turn protesting against racial discrimination, did not stand up when the national anthem was played. And okay, it is about their shoes and clothes, because they paid for them. They can do whatever they want with them. Only that it is a huge mismanagement again. In the United States, where social inequality is a serious problem, these things could be passed on to those in need (even removing the manufacturer's logo). In addition, in this case, the matter concerns such a specific topic that I would not be surprised if the publicity of the matter resulted in increased interest in Nike products among people supporting the footballer. I have my doubts. Burning things you've spent a lot of money on before? Might be better ...

And you? What do you think about this type of action and engaging symbolic actions in the public debate? Let me know if you want. And I leave you with what you may already know, because it's almost 1.5 years old, but it's still a great energetic kick of music. You can find it above.

Take care!

niedziela, 30 września 2018

Społeczny strach.

The social fear. [English version below.]

Boję się ludzi. Konieczność poznania kogoś nowego, rozpoczęcia rozmowy lub, nie daj Boże, wejścia w nową grupę szczerze i nieodmiennie mnie przeraża. To o tyle zabawne, że w kręgach, w których się obracam, jestem chyba jedną z bardziej towarzyskich osób. Mam na myśli to, że utrzymuję dobry kontakt z ludźmi z rozmaitych środowisk, nawet jeśli w samych środowiskach już nie działam. Zdarza się, że moi różni znajomi, którzy sami potracili już między sobą kontakt, ponownie spotykają się u mnie przy jakiejś okazji.

Może jest tak, że choć obawiam się nawiązywania kontaktów z ludźmi, to potrafię to dobrze robić. Pomaga pewnie to, że raczej ufam ludziom, trudno mnie do siebie zrazić, a jeśli nawet na kogoś się zdenerwuję, to zazwyczaj złość przechodzi mi najwyżej po kilkudziesięciu minutach. Efekt jest taki, że z wieloma poznanymi osobami zapewne już po kilku spotkaniach i rozmowach mógłbym jechać choćby na koniec świata.

Nie zmienia to faktu, że rozmawiając z kimś obcym lub wkraczając w nowe środowisko potwornie się boję. Niby w dupie mam opinie innych na swój temat, ale jednak gdzieś z tyłu głowy plącze się obawa, że nagle wszyscy zaczną ze mnie szydzić. Odczucie to jest tym silniejsze, gdy chodzi o grupę zajmującą się czymś, na czym słabo się znam lub jestem początkujący. To może być zespół redakcyjny, w którym niemal wszyscy poza mną studiują dziennikarstwo lub filologię, ludzie na studiach magisterskich, którzy studiowali ten sam kierunek na licencjacie i znają podstawy, nowa praca czy siłownia.

Właśnie dlatego dzisiaj bardzo się ucieszyłem,
gdy zobaczyłem, że siłownia jest prawie pusta.

Najzabawniejsze jest jednak to, że od prawie dwóch lat (z kilkumiesięczną przerwą) pracuję w branży, która niemal co tydzień wymaga poznawania przedstawicieli innego klienta i współpracy z nimi przez kilka dni. Prawie bez przerwy nawiązuję nowe znajomości, rozmawiam z obcymi ludźmi i przez cały ten czas muszę pokazywać swój profesjonalizm i to, że wiem o czym mówię. Co więcej, zatrudniając się wiedziałem, że tak będzie. Temat stresu przy rozmowach z nowopoznanymi ludźmi był poruszany przez managerów, którzy prowadzili moją rozmowę kwalifikacyjną, a konkluzja była taka, że trzeba spiąć dupę i robić swoje (zapewne wyrażono ją innymi słowami).

Może właśnie o to chodzi? Praca wymaga ode mnie ciągłego nawiązywania znajomości, więc robię to. Przez to wychodzi mi to coraz lepiej. Nawet jeśli nie przestaję się bać, to ów strach udaje się zepchnąć tak głęboko, że nie ma on wpływu na moje zachowanie. Potem mija kilka rozmów i obawy całkiem się rozpływają, bo już choć trochę znam danego człowieka. Później przychodzi kolejny tydzień i cały cykl zaczyna się na nowo.

A wy macie jakieś obawy, z którymi codziennie się zmagacie i bez przerwy się przełamujecie? Możecie się tym podzielić w komentarzach lub zamiast tego odnieść do moich lęków. Zachęcam.

Zostawiam Wam fantastyczny utwór, który nie jest nowy, ale na dobre zwróciłem na niego uwagę chyba dopiero dzisiaj:


Dobrego tygodnia i owocnych zmagań z samym sobą!

ENG:

I'm afraid of people. The necessity of meeting someone new, starting a conversation or, God forbid, entering a new group frightens me invariably. It's so funny that in companionships to which I belong, I am probably one of the most social people. I mean that I maintain good contact with people from different backgrounds, even if I am not a part of them anymore. It happens that my various friends who have already lost contact with each other meet again on some occasion organised by me.

It may be that although I am afraid of making contacts with people, I am good at it. It probably helps me that I rather trust people, it's hard to alienate me to someone, and even if I get angry, the anger usually leaves me after a maximum of a few dozen minutes. The result is that with many people I met, I would probably go to the end of the world after just a few meetings and talks.

It does not change the fact that talking to some stranger or entering a new environment is terribly frightening to me. Generally, I don't care about opinions of others about me, but nevertheless, somewhere in the back of my head there is a fear that everyone will suddenly sneer at me. This feeling is even stronger when it comes to groups dealing with something that I do not know well or am a beginner in it. This can be an editorial team in which almost everyone else is studying journalism or philology, people at master's studies who have studied the same things at the bachelor's studies and know the basics. It can also be a group of people in a new job or at the gym.

The funniest thing is, however, that for almost two years (with a few months' break) I have been working in an industry that requires meeting representatives of another client almost every week and working with them for several days. Almost without a break, I make new connections, talk to strangers, and all the time I have to show my professionalism and the fact that I know what I'm talking about. What's more, while recruiting I already knew it would be so. The subject of stress in conversations with new people was discussed by the managers who were conducting my interview, and the conclusion was that I simply should motivate myself and just do it.

Maybe that's what it's about? My work requires me to constantly make connections, so I do it. Because of this, I get better and better in it. Even if I do not stop being afraid, that fear can be pushed so deeply that it does not affect my behavior. Then a few conversations pass and all fears disappear completely, because I start knowing a given man at least a little. Then another week comes and the whole cycle begins again.

Do you have any fears that you are struggling with every day and constantly breaking through them? You can write about them in the comments or refer to my fears instead. I encourage you to do so.

I leave you with a fantastic song, which is not new, but I noticed it today. You can find it above. Have a good week and fruitful struggle with yourself!

niedziela, 23 września 2018

Daj głos!

Give a voice! [English version below.]

Raz na cztery lata ma miejsce bardzo istotne wydarzenie dla życia społecznego i obywatelskiego. Już za miesiąc, dokładnie 21 października, odbędą się wybory samorządowe. To wyjątkowa okazja, żeby wszyscy malkontenci zrobili wreszcie coś w kierunku zrealizowania swoich postulatów, co nie wymaga od nich nadmiernego wysiłku. Potem niech siedzą cicho.


Sądzę, że nikogo czytającego ten wpis nie trzeba przekonywać o konieczności głosowania w wyborach. Na wszelki wypadek jednak przypomnę: władze samorządowe decydują o wielu sprawach, które dotyczą nas bezpośrednio, które nas otaczają i z którymi spotykamy się codziennie. Zajmują się drogami i komunikacją miejską, którymi jeździmy, szkołami, do ktorych chodzimy albo chodzą lub będą chodzić nasze dzieci. W dużej mierze od nich zależy to, czy wieczorem albo w weekend w okolicy dzieje się coś ciekawego i jest gdzie pójść. Mają wpływ na jakość powietrza, sytuację mieszkaniową, bezpieczeństwo, komfort życia. Od nich zależy szybkość załatwiania rozmaitych spraw związanych z dokumentami.


Jednocześnie nie chodzi tylko o to, żeby zagłosować. Ważne, żeby wiedzieć na kogo i dlaczego. O ile komuś odpowiada stan obecny lub kierunek zmian, ma ułatwione zadanie. Może głosować na dotychczasową władzę. Jeśli jednak ktoś oczekuje czegoś innego lub po prostu ma wątpliwości, powinien wykazać się większym zainteresowaniem. Listy kandydatów na wszelakich radnych zostały już ogłoszone. Kandydaci na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast  mogą być zgłaszani do 26 września 2018 r., do godz. 24:00. To, kto kandyduje w interesującym nas okręgu, można sprawdzić na stronie Państwowej Komisji Wyborczej. Warto przejrzeć opublikowane nam listy, a potem poczytać programy i biografie kandydatów. To ludzie, którzy przez kolejne cztery lata będą decydować o naszej przyszłości. Należy podjąć świadomy wybór, a w tym celu można też dokształcić się na temat ordynacji wyborczej i zorientować, na przykład na podstawie sondaży, czy dana frakcja ma realne szanse na zdobycie mandatów w poszczególnych organach. Można chcieć się uchronić przed zmarnowaniem głosu.

Warto śledzić słupki.

Z tym jednak należy uważać i nie warto ślepo wierzyć sondażom. Powinno się głosować zgodnie ze swoimi przekonaniami, żeby nie uruchamiać efektu kuli śnieżnej. W końcu im więcej osób uwierzy w prognozowane wyniki i zagłosuje zgodnie z nimi, tym bardziej spełnią się te przypuszczenia. Najważniejsze, by nie porzucać zdrowego rozsądku.

Wybory to ważna sprawa. Dla większości osób to najważniejsza, a być może jedyna aktywność obywatelska. Głosowanie decyduje o tym, jak wygląda nasz świat. Warto więc z wyprzedzeniem zorientować się, jakie są możliwości, co kto oferuje, a także jakie są szanse na tego realizację. To aktywność dla własnego dobra.

Zostawiam Was z może nieco kontrowersyjnym utworem sprzed lat, którego wymowa nie całkiem do mnie przemawia, ale który warto mieć z tyłu głowy:

To tyle na dziś. Dobrego tygodnia!

ENG:


Every four years there is a very important event for social and civic life. In a month, exactly October 21, local elections in Poland will take place. This is a unique opportunity for all malcontents to do something to fulfill their demands, without excessive effort from them. They should be quiet after that.

I think that anyone reading this post understands the necessity to vote in elections. Just in case, however, I will remind you: local governments decide on many matters that concern us directly, which surround us and which we face every day. They deal with roads and public transport that we use, schools to which we walk or to which our children walk or they will walk. To a large extent, it depends on the local governments whether there is anything interesting going on in the evening or at the weekend, and where to go. They have an impact on air quality, housing situation, safety and comfort of life. The speed of dealing with various document-related matters depends on them.

At the same time, it's not just about voting. It's important to know who to choose and why. If someone likes the current state or the direction of change, he or she has an easier task. He or she can simply vote for the current authorities. However, if someone expects something else or just has certain doubts, he or she should show greater interest. Lists of candidates for all councilors have already been announced. Candidates for mayors etc. can be reported by September 26, 2018, by 24:00. Anyone interested can check the list of candidates in particular local government unit on the website of the National Electoral Commission. It is worth to review published lists, and then read the programs and biographies of the candidates. These are people who will be deciding about our future for the next four years. A conscious choice should be made, and to this end one can also learn about the electoral law and find out, for example on the basis of surveys, whether a given fraction has real chances of gaining seats in particular organs. You may want to protect yourself from wasting your vote.

However, this should be taken into account carefully and it is not a good idea to blindly believe the opinion polls. You should vote in accordance with your convictions not to launch the snowball effect. In the end, the more people believe in the forecasted results and vote in accordance with them, the more these assumptions will come true. The most important thing is not to give up common sense.

Election is an important matter. For most people it is the most important and perhaps the only civic activity. Voting decides what our world looks like. It is worth knowing in advance what are the possibilities, who offers what and what are the chances for implementation of this. It's activity for your own good.

I leave you with maybe a slightly controversial song from years ago, which does not  appeal to me at all, but which is worth knowing. It is related to polish politics, but anyway you can find it above.

Have a nice week!

niedziela, 16 września 2018

BO - Bądź Obywatelem!

Be a citizen! [English version below.]

Budżet obywatelski. "O nie, znowu o tym?! Tutaj też?!". Spodziewam się, że u kogoś z was mogła pojawić się taka reakcja. W końcu o budżecie obywatelskim słychać teraz sporo. I bardzo dobrze, bo to rzecz o której należy mówić.

W skrócie, na przykładzie Katowic:

  • 22,8 mln złotych do podziału;
  • można było zgłaszać projekty ogólnomiejskie lub lokalne (dotyczące danej jednostki pomocniczej);
  • projekty zostały poddane werfykacji formalnej i te, które przeszły ją pozytywnie, zostały trafiły do głosowania;
  • w głosowaniu można oddać maksymalnie 3 punkty na projekty ogólnomiejskie i 3 punkty na projekty lokalne (3 punkty na jeden projekt, podział 2+1 lub po 1 punkcie na trzy projekty);
  • zrealizowane zostaną te projekty, na które oddano najwięcej głosów, aż do wyczerpania budżetu.
W Katowicach głosowanie trwa teraz, do najbliższej niedzieli (23.09.2018). Co warte podkreślenia, głosować może każda zameldowana osoba, która posiada PESEL (nie musi być pełnoletnia). W wielu innych miastach także właśnie trwa lub niedługo nastąpi ten etap. Zgodnie z nowymi przepisami bowiem:

"W gminach będących miastami na prawach powiatu utworzenie budżetu obywatelskiego jest obowiązkowe, z tym że wysokość budżetu obywatelskiego wynosi co najmniej 0,5% wydatków gminy zawartych w ostatnim przedłożonym sprawozdaniu z wykonania budżetu."
(Ustawa z dn. 11 stycznia 2018 r. o zmianie niektórych ustaw w celu zwiększenia udziału obywateli w procesie wybierania, funkcjonowania i kontrolowania niektórych organów publicznych, Dz.U. 2018 poz. 130)
Wśród zgłoszonych projektów są doposażenia bibliotek miejskich, przebudowy skwerów lub ulic, głównie by bardziej zaakcentować zieleń, organizacja wydarzeń kulturalnych czy zakup sprzętu dla Ochotniczej Straży Pożarnej.

Czy  warto głosować? Ba, uważam, że nie tylko warto, ale i trzeba. To jeden z najprostszych, a przy tym najskuteczniejszych sposobów, by realnie wpłynąć na otaczającą nas rzeczywistość. Wystarczy kilka kliknięć. Ten, kto nie głosuje, w mojej ocenie odbiera sobie prawo do narzekania. Przecież mógł zadziałać w pożądanym przez siebie kierunku: zagłosować i nagłośnić głosowanie, zachęcać innych. Nie pojawił się stosowny projekt? Cóż, taki ktoś sam mógł go jeszcze wcześniej zgłosić. Siedzenie z założonymi rękami i liczenie na to, że ktoś coś za nas zrobi i oburzenie, gdy tak się nie stanie, jest naiwnością, by nie powiedzieć: głupotą.

Oczywiście, nie chodzi o sprawy, które leżą w kompetencjach  samorządu. Budżet obywatelski nie jest po to, by wyręczać władze miasta, na przykład w naprawie jakiejś drogi. Jeśli takie projekty się pojawiają, to jest to aktem zniecierpliwienia zainteresowanych. Pytanie tylko, czy zanim spróbuje się zaangażować budżet obywatelski do czegoś takiego, zgłaszało się sprawę do władz, by zajęła się nią w ramach swoich kompetencji. 

Budżet obywatelski nie jest bowiem od naprawiania, a od ulepszania. Chodzi o to, by ten skrawek terenu wokół nas stawał się piękniejszy czy ciekawszy. Chodzi o promowanie pewnej wizji tego, jaki on ma być. Absolutną podstawę powinien zapewniać zwykły budżet miasta, a budżet obywatelski dawać możliwość realizacji pomysłów na konkretne miejsca.

To tyle. Zagłosujcie, a jeśli już to zrobiliście, to zachęcajcie innych. Zostawiam Was z następującym utworem katowickiego zespołu:


Dobrego tygodnia!

ENG:

Participatory budget. "Oh no, that again?! Here, too ?!" I expect that some of you  reacted in this way. After all, you can hear a lot about the participatory budget now. That's very good, because it's something worth talking about.

In brief, by the example of Katowice:

  • PLN 22.8 million to be divided;
  • city-wide or local projects (for a given auxiliary unit) could be proposed;
  • the projects had been subject to formal verification and those that had passed it positively have been voted;
  • each voter can give a maximum of 3 points for city-wide projects and 3 points for local projects (3 points to one project, 2 to one and 1 to another or 1 point to three projects);
  • the projects with the most votes will be implemented until the budget is exhausted.

In Katowice, the voting continues now until the nearest Sunday (23/09/2018). It is worth emphasizing that every person registered in the city, who has a PESEL number (polish number identifying citizen) may vote. He or she does not have to be of legal age at all. In many other cities, this stage also takes place right now or it will start soon. Now it's mandatory, because according to the new law:
"In communes that are cities with poviat rights, the creation of a participatory budget is mandatory, however, the amount of the participatory budget is at least 0.5% of the commune's expenditure included in the last budget report submitted."
(Act of 11 January 2018 on amending certain acts to increase the participation of citizens in the process of selecting, functioning and controlling certain public bodies, Journal of Laws 2018 item 130)
Among the projects submitted are retrofitting of city libraries, reconstruction of squares or streets, mainly to emphasize greenery, cultural events organization or purchase of equipment for the Volunteer Fire Brigade.

Is it worth voting? Well, I think that it is not only worth it, but it is also necessary. This is one of the simplest, and at the same time the most effective ways to realistically influence the reality that surrounds us. Just a few clicks. The one who does not vote, in my opinion takes away him/herself the right to complain. After all, he or she could act in the direction he or she wanted: vote for and popularize the vote, encourage the others. An appropriate project has not appeared? Well, this person could had proposed it earlier. Sitting with folded arms and counting on someone doing something instead of us and indignation when it does not happen, is naive, not to say: stupid.

Of course, this is not about matters that lie within the competence of local government. The participatory budget is not to replace the city authorities, for example in the repair of a road. If such projects appear, it is a result of impatience of those interested. The only question is whether, before attempting to involve the participatory budget in such a thing, the matter was brought to the attention of the authorities to deal with it within the scope of their competences.

The participatory budget is not about repairing, but about improving. The idea is that this piece of land around us should become more beautiful or more interesting. It's about promoting a certain vision of what it's supposed to be. The absolute basis should be provided by the usual city budget, and the participatory budget gives the opportunity to implement ideas for specific places.

That's it. Vote, and if you have already done so, encourage others. I leave you with the song of the band from Katowice. You can find it above.

Have a nice week!