Pokazywanie postów oznaczonych etykietą znajomi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą znajomi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 marca 2020

Więc zadzwoń do mnie...

So call me maybe... [English version below.]

Zaraza! Izolacja! Upływają kolejne dni i tygodnie epidemii, a nawet pandemii. Najlepiej nie wychodzić z domów. Trzeba zawiesić wszelkie spotkania towarzyskie. Ale zaraz, moment! Przecież są ludzie, za którymi tęsknimy...

Nie tylko rodzina, ale też przyjaciele, znajomi. I chcemy utrzymać z nimi jakiś kontakt. Szybki przegląd Messengera i telefonu w ostatnich tygodniach:

  • 17 marca - 1 godzina, 24 minuty łączonej rozmowy przez Messengera i telefon z parą naszych przyjaciół;
  • 22 marca - 32 minuty rozmowy z kumplem przez telefon (jego urodziny);
  • 26 marca - 24 minuty rozmowy przez Messengera z innym kumplem (jego urodziny);
  • 28 marca - 39 minut rozmowy przez telefon z inną parą przyjaciół;
  • 28 marca - prawie 25 minut rozmowy przez Messengera z kolejnym kumplem (tak, on też miał urodziny);
  • dzisiaj - 18 minut rozmowy ze szwagrem przez telefon.
Telefony w dłoń.

Na wypadek, gdyby to nie było jasne, dodam, że dla mnie to nie są standardowe liczby i czasy rozmów. Zazwyczaj dzwonię tylko szybko coś ustalić i rozmowa ma charakter zadaniowy. Osoby, z którymi zdarza mi "wisieć na telefonie", można by zapewne policzyć na palcach jednej ręki i to może pechowego drwala-amatora.

Obecna sytuacja jest więc dla mnie czymś dość niezwykłym, a to dopiero początek. Niektórzy z naszych znajomych jeszcze o tym nie wiedzą, ale i do nich zadzwonimy. Po co? Porozmawiać. Dowiedzieć się, co u nich słychać. Pośmiać się. Podpytać, co ciekawego robią w czasach izolacji i wymienić się pomysłami. Powodów jest mnóstwo, ale tak naprawdę sprowadzają się do jednego: chcielibyśmy się z nimi spotkać, ale lepiej tego teraz nie robić. Trzeba więc sobie radzić inaczej.

Jakiś czas temu pojawiła się akcja "Dwa telefony do babci", mająca na celu zdalne wspieranie starszych członków rodziny i okazywanie im troski. I super. Ale ja proponuję też akcje #telefondoziomka, #wideorozmowazpsiapsi czy #skypezprzyjaciółmi. Przecież to też ważni dla nas ludzie i nawet jeśli potrafią zadbać o siebie pod kątem zaopatrzenia czy zdrowia, to jednak większość ludzi potrzebuje relacji międzyludzkich. Utrzymujmy je tak jak możemy.

A utwór na dziś to piosenka sprzed kilku lat, na temat tylko z tytułu:


To chyba tyle. Dzwońcie do bliskich. Myjcie ręce. Jedzcie zdrowo. Howgh!

ENG:


Plague! Isolation! Days and weeks of epidemics and even pandemics pass. It's best not to leave your homes. You must suspend all social gatherings. But wait a moment! There are people we miss...

Not only family, but also friends and buddies. And we want to keep in touch with them. A quick overview of Messenger and phone in recent weeks:
  • March 17 - 1 hour, 24 minutes of combined Messenger and phone conversation with a pair of our friends;
  • March 22 - 32 minutes of conversation with a friend over the phone (his birthday);
  • March 26 - 24 minutes of Messenger conversation with another friend (his birthday);
  • March 28 - 39 minutes of talking on the phone with another pair of friends;
  • March 28 - almost 25 minutes of conversation by Messenger with another friend (yes, he also had a birthday);
  • today - 18 minutes of conversation with my brother-in-law on the phone.
In case this would not be clear, I mark that for me these are not standard amounts and duration of talks. Usually, I call only to establish something quickly and the conversation has a task character. People with whom I sometimes "hang on the phone" could probably be counted on the fingers of one hand, which could even belong to unlucky amateur woodcutter.

The current situation is something quite unusual for me, and this is just the beginning. Some of our friends do not know it yet, but we will call them. For what? To talk. To find out how they are doing. To laugh. To ask what are they doing in times of isolation and exchange ideas. There are plenty of reasons, but they really boil down to one: we would like to meet with them, but it's better not to do it now. So we have to deal differently.

Some time ago, the action "Two calls to grandma" started, aimed at remotely supporting older family members and showing care for them. That is great. However, I also propose actions #callyourbuddy, #videocallwithbff or #skypewithfriends. After all, they are also important to us and even if they can take care of themselves in terms of supply or health, most people need interpersonal relationships. Let's maintain them as we can.

And the song for today is from a few years ago, connected with subject only by its title. You can find it above. 

I think that's it. Call loved ones. Wash your hands. Eat healthy. Howgh!

niedziela, 3 listopada 2019

Po prostu idź spać.

Just go to sleep. [English version below.]

Organizowaliśmy ostatnio imprezę halloweenową. Najpierw podzieliłem się tym pomysłem z jedną z moich koleżanek, a ona szybko i ochoczo go podłapała. Planowaliśmy przebrania, dekoracje, poncz, przekąski i wiele innych. Jedyny problem był taki, że spora część zaplanowanych gości wracała tego dnia z mniej lub bardziej odległych delegacji, ale stwierdziliśmy, że jakoś damy radę.

Minęło trochę czasu i nadszedł dzień zero. Przyjechałem do domu z Warszawy, zobaczyłem, że moja żona udekorowała mieszkanie, wspólnie przygotowaliśmy jedzenie, przebrałem się i moja żona zrobiła mi mroczny makijaż. Zaraz potem przyjechał pierwszy gość i zaczął robić poncz.

Tak wyglądaliśmy. A w tle widać nawet jedną z dekoracji!

Niedługo potem przyjechali kolejni znajomi, zaczęliśmy jeść, rozmawiać, degustować whiskey i inne trunki i czekać na resztę. Szybko okazało się, że jedna z koleżanek chyba nie dotrze, bo mimo późnej godziny jeszcze nie wróciła do domu z delegacji. Pozostawało pytanie, co z tą drugą, razem z którą planowałem imprezę. Byłem przekonany, że jeśli nie dotrze, będzie jej później przykro. W związku z tym próbowaliśmy różnymi sposobami dodzwonić się do niej lub napisać, ale żadne formy kontaktu nic nie dawały. W końcu jeden z kolegów skontaktował się z jej narzeczonym i okazało się, że zasnęła, zmęczona po całym dniu. Przez chwilę była jeszcze szansa, że może przyjadą, ale gdy minęło więcej czasu, doszliśmy do wniosku, że nie. Tak rzeczywiście się stało.

Napisała do mnie następnego dnia. Stwierdziła, że przeprasza i że jej przykro. Zaraz dodała jednak, że przynajmniej się wyspała. Szybko doszedłem do wniosku, że nawet ją rozumiem i nie mogę mieć jej tego za złe. Zaczynamy intensywniejszy okres w pracy i ludzie po prostu bywają zmęczeni. To też nie tak, że wróciła do domu i pomyślała "olewam imprezę, idę spać". Po prostu położyła się na chwilę, a zmęczenie zrobiło swoje.

Nawet gdyby jednak to była ta pierwsza sytuacja i tak nie mógłbym jej winić. Czasem trzeba po prostu odpuścić i zrezygnować ze swoich planów. Czasem lepiej poświęcić czas na odpoczynek. Ja tego nie umiem, zawsze, jeśli tylko mogę, pojawiam się na umówionych spotkaniach, imprezach itd. W efekcie czasami, choć rzadko, zdarza mi się na nich przysypiać. Zamiast tego mógłbym po prostu zostać w domu, ale tego nie robię. Może to błąd.

To właśnie moja myśl z tego tygodnia: że czasem może lepiej dać sobie spokój, porzucić wcześniejsze plany i po prostu odpocząć. Może.

Piosenka na dziś to coś z playlisty Ultimate Halloween na Spotify:


To chyba tyle na dziś. Dobrej niedzieli i całego tygodnia.

ENG:

We recently organized a Halloween party. At first, I shared this idea with one of my friends, and she quickly and eagerly liked it. We were planning costumes, decorations, punch, snacks and more. The only problem was that a lot of the planned guests were returning from more or less distant delegations that day, but we decided that we could manage somehow.

Some time passed and day zero came. I came home from Warsaw, I saw that my wife decorated the apartment, together we prepared food, I refreshed myself and my wife did me gloomy makeup. Immediately afterwards the first guest arrived and began to make a delicious punch.

Soon after, more friends arrived, we began to eat, talk, taste whiskey and other drinks and wait for the rest. It soon turned out that one of my friends would probably not arrive, because despite the late hour she had not yet returned home from the delegation. The question was, what about the second one, with which I planned the party. I was convinced that if she did not arrive, she would be sorry later. Therefore we tried to call or write to her in various ways, but no form of contact gave anything. Eventually, one of guests contacted her fiancé and it turned out that she had fallen asleep, tired after a whole day. For a moment there was a chance that they might come later, but when more time passed, we came to the conclusion that no. That was right eventually.

She wrote to me the next day. She said that she was sorry. She added, however, that at least she had slept well. I quickly came to the conclusion that I even understood her and I couldn't blame her. We start a more intense time at work and people just get tired. It's also not like she came home and thought, "screw the party, I'm going to sleep." She just laid down for a moment and the tiredness did its job.

Even if it would be this first case, I couldn't blame her. Sometimes you just have to let it go and give up your plans. Sometimes it's better to devote time to rest. I am unable do that and I always appear at scheduled meetings, parties, etc., if only I can. As a result I am sleepy at them sometimes. Instead, I could just stay at home, but I don't do it. Maybe it's a mistake.

This is my thought from this week: that sometimes it may be better to give it a break, abandon previous plans and just relax. Maybe.

The song for today is something from the Ultimate Halloween playlist on Spotify. You can find it above.

That's probably enough for today. Have a good Sunday and rest of the week.

niedziela, 18 sierpnia 2019

Lochy i praca.

Dungeons and work. [English version below.]

Jakiś czas temu poruszałem na moim Facebooku temat utrzymywania ze współpracownikami relacji także poza pracą. Pojawiały się różne opinie, ale ja utrzymałem przekonanie, że warto mieć z nimi koleżeńskie stosunki. To ułatawia wiele kwestii. Można zamienić się wyjazdem czy projektem w razie konieczności, umówić się na wspólny dojazd w jakieś miejsce czy bez obaw poprosić o pomoc, gdy ma się z czymś kłopot. Żeby było jasne: nie chodzi mi o to, żeby nawiązywać takie relacje w celu osiągnięcia czegoś. Jeśli jednak lubi się kogoś z wzajemnością i pielęgnuje się taką znajomość, to pewne rzeczy stają się łatwiejsze. Oczywiście, istnieje też ryzyko, że pojawią się związane z tym niedogodności: na przykład ktoś, zamiast skupiać się na osiągnięciach danej osoby w ramach działalności profesjonalnej, może wyciągać sprawy z jej prywatnego życia.

Z mojego doświadczenia wynika jednak, że całe zjawisko jest raczej pozytywne. Moi współpracownicy (przynajmniej niektórzy) są też moimi dobrymi znajomymi. I nie ma większego znaczenia, czy pracują na tym samym stanowisku co ja, na wyższych lub na niższych. Spotykanie się na piwo, zapraszanie wzajemnie na parapetówki czy urodziny nie jest więc czymś wyjątkowo rzadkim. Nie ukrywam, że specyfika mojej firmy sprzyja nawiązywaniu koleżeńskich stosunków między współpracownikami.

Przede wszystkim kadra pracownicza jest stosunkowo młoda - większość pracowników jest poniżej trzydziestki, a managerów i wyżej poniżej czterdziestki. To sprawia, że większość ludzi jest na dość podobnym etapie życia, a co za tym idzie, boryka się z podobnymi problemami i ma wspólne tematy do rozmów. Do tego dochodzi fakt, że w przeciwieństwie do wielu firm nie ma tu niezdrowej rywalizacji. Każdy skupia się na swoich zadaniach i jeśli dobrze je wykonuje, zdobywa awanse niemal niezależnie od wyników innych osób.

Ponadto pracuje się u nas zazwyczaj w małych, ale zmiennych zespołach, co sprawia, że niemal z każdym udaje się spędzić trochę czasu. Zdarzają się też projekty wyjazdowe, gdy ze współpracownikami spędza się więcej niż tylko osiem godzin dziennie. Oprócz tego organizowanych jest sporo szkoleń wyjazdowych, które, zwłaszcza na początku kariery, zawierają też elementy integracyjne. Do tego dochodzą zwykłe imprezy firmowe, których jest przynajmniej kilka w ciągu roku.

D&D w wersji "praca".

Jednym z najciekawszych zjawisk związanych z koleżeństwem w mojej pracy jest jednak to, co zaczęło dziać się niedawno. Już dawno myślałem bowiem o tym, żeby znaleźć towarzystwo do grania w "D&D" ("Dungeons and Dragons", czyli na polski "Lochy i smoki"). To najpopularniejszy na świecie system RPG, w którym gracze wymyślają własnych bohaterów, a potem mierzą się z przygodami kreowanymi przez prowadzącego, tzw. Mistrza Podziemi. W tym celu korzystają ze swojej pomysłowości, decydując o tym, co chcą zrobić, dokąd pójść i jak rozwiązać napotkane przeszkody. To, czy im się udało, zależy od ustalonych statystyk ich bohaterów, tego jak je rozbudowują, a także rzutów kością.

Przez kilka lat grywałem w "D&D" ze znajomymi z liceum, a czasem także z innymi ich znajomymi. Ostatnio jednak niektórzy powyjeżdżali i nie miałem odpowiedniej grupy. Jednocześnie wiedziałem już od jakiegoś czasu, że u mnie w pracy są ludzie, którzy mogliby być zainteresowani tematem. Trzy tygodnie temu napisałem więc do nich i udało nam się umówić już na dwa dni później. Od tamtej pory rozegraliśmy już dwie kilkugodzinne sesje i na pewno zagramy kolejne. Nie mogę się doczekać.

A co wynika z tego, że znalazłem kompanów do rzucania kośćmi i snucia się po krainach pełnych elfów, krasnoludów i innych stworów? Chociażby to, że jeśli szuka się do czegoś towarzystwa, to może warto rozejrzeć się w pracy. Skoro wykonujesz razem z kimś podobną pracę, to jest szansa, że macie ze sobą coś wspólnego. Jeśli pracujecie w tym samym miejscu, to zapewne nie żyjecie daleko od siebie. Poza tym taką osobę zapewne już trochę znasz (chociażby jej poczucie humoru i to, czy w ogóle się dogadujecie) i to na pewno jej przewaga nad kimś zupełnie obcym.

A wy co sądzicie? Warto spędzać swój wolny czas ze współpracownikami? Dajcie znać, jeśli chcecie. Utwór na dziś to piosenka, o której niedawno sobie przypomniałem. Zapraszam:


Dobrego popołudnia i tygodnia!

ENG:

Some time ago I wrote on my Facebook about maintaining relationships with coworkers also outside work. There were different opinions, but I maintained the belief that it is worth having friendly relations with them. It makes a lot of things easier. You can exchange a travel or a project if necessary, arrange a shared journey to some place or ask for help when you have trouble with something. To make it clear: I don't mean to establish such relationships in order to get something. However, if you like someone with reciprocity and cultivate such relation, then some things become easier. Of course, there is also the risk that there will be associated inconveniences: for example, instead of focusing on the achievements of a person in the context of a professional activity, someone can get some things out of that person's private life.

In my experience, however, the whole phenomenon is rather positive. My coworkers (at least some of them) are also my good mates. And it doesn't matter if they work in the same position as me, in the higher or lower. Hanging out for a beer, inviting each other to house-warming or birthday parties is not so rare. I must admit that the specifics of my company are conducive to establishing friendly relations between coworkers.

First of all, the staff is relatively young - most employees are under thirty and managers are under forty. This means that most people are in a fairly similar stage of life, and hence, they have similar problems and have common topics for conversation. Added to this is the fact that, unlike many companies, there is no unhealthy competition here. Everyone focuses on their tasks, and if they perform them well, they get promotions almost regardless of the results of others.

In addition, we usually work in small but variable teams, which means that everyone can spend some time with almost everyone. There are also away projects when coworkers spend together more than just eight hours a day. In addition, a lot of away training is organized, which, especially at the beginning of your career, also includes integration elements. Added to this are ordinary company parties, at least several during the year.

One of the most interesting camaraderie phenomena in my work, however, is what has started to happen recently. For a long time I was thinking about finding a company to play "D&D" ("Dungeons and Dragons"). This is the most popular RPG system in the world, in which players create their own heroes, and then face the adventures created by the host. To this end, they use their ingenuity, deciding what they want to do, where to go and how to solve the obstacles encountered. Whether they succeeded depends on the stats of their heroes, how they develop them, as well as their dice rolls.

For several years I used to play "D&D" with my high school friends, and sometimes also with their other friends. Recently, however, some have left and I did not have the right group. At the same time, I have known for some time that there are people at my workplace who could be interested in the topic. So three weeks ago I wrote to them and we were able to arrange a meeting two days later. Since then, we've played two a few hours long sessions and we will definitely play next ones. I can not wait.

And what results from the fact that I found companions to roll dices and wander around lands full of elves, dwarves and other creatures? For example, if you are looking for a companion to do something, it might be worth looking around at work. Since you do similar work with someone, there is a chance that you have something in common. If you work in the same place, you probably don't live far apart. In addition, you probably already know that person a bit (at least her or his sense of humor and whether you get along well) and it's definitely his or her advantage over someone completely stranger.

What do you think? Is it worth spending your free time with coworkers? Let me know if you want. The song for today is a song that I recently reminded myself. You can find it above.

Have a good afternoon and a week!

niedziela, 16 grudnia 2018

Jakieś priorytety?

Any priorities? [English version below.]

Dzisiejszy tekst miał być o zacieśnianiu więzów. O tym, że ci, którzy kiedyś byli tylko znajomymi, stają się chrzestnymi, świadkami na ślubach, organizują wieczory kawalerskie itd. To świetne zjawisko i wszystko brzmi wspaniale. Podobałby mi się ten tekst, ale od pisania o tym ważniejsze jest działanie w wymienionym zakresie.

W związku z tym wczoraj organizowałem kumplowi wieczór kawalerski, więc czas od godziny 15:30 do godziny 07:30 był dla mnie wyjęty z życia. Potem udało mi się złapać ledwie kilka godzin snu, doprowadzić się do względnego porządku i już jechałem odwiedzić moją chrześnicę i wręczyć jej prezent od św. Mikołaja. 

Nie ma to jak porządna broń na kawalerskim!

Efekt? Zupełnie nie miałem dzisiaj czasu na pisanie o tym zacieśnianiu więzów. Zamiast tego musiałem się nim naprawdę zająć. Może wrócę do tematu za tydzień, a tymczasem zostawiam Was z utworem absolutnie niezwiązanym z tematem tego wpisu:


Dobrego tygodnia! Skupcie się na tym, co ważne, zamiast tylko o tym pisać/mówić/cokolwiek!

ENG:

Today's text was supposed to describe strengthening human relationships. It was to be about the fact that those who were once only friends, start to become godparents or best men at the weddings, organize bachelor parties, etc. It's a great phenomenon and it sounds nice. I would enjoy this text, but acting in respect to this is more important than writing about it.

So yesterday I organized a bachelor party for my friend and my time from 15:30 to 07:30 was definitely devoted to it. After that I managed to have only a few hours of sleep, got myself together and I was already in my way to visit my goddaughter and give her a gift from St. Nicholas.

Result? I did not have enough time today to write about this strengthening human relationships. Instead, I had to really take care of it. Maybe I'll come back to the topic in a week, and meanwhile I leave you with a song absolutely unrelated to the topic of this entry. You can find it above.

Have a good week! Focus on what's important, instead of only writing / talking / anything about it!

niedziela, 30 września 2018

Społeczny strach.

The social fear. [English version below.]

Boję się ludzi. Konieczność poznania kogoś nowego, rozpoczęcia rozmowy lub, nie daj Boże, wejścia w nową grupę szczerze i nieodmiennie mnie przeraża. To o tyle zabawne, że w kręgach, w których się obracam, jestem chyba jedną z bardziej towarzyskich osób. Mam na myśli to, że utrzymuję dobry kontakt z ludźmi z rozmaitych środowisk, nawet jeśli w samych środowiskach już nie działam. Zdarza się, że moi różni znajomi, którzy sami potracili już między sobą kontakt, ponownie spotykają się u mnie przy jakiejś okazji.

Może jest tak, że choć obawiam się nawiązywania kontaktów z ludźmi, to potrafię to dobrze robić. Pomaga pewnie to, że raczej ufam ludziom, trudno mnie do siebie zrazić, a jeśli nawet na kogoś się zdenerwuję, to zazwyczaj złość przechodzi mi najwyżej po kilkudziesięciu minutach. Efekt jest taki, że z wieloma poznanymi osobami zapewne już po kilku spotkaniach i rozmowach mógłbym jechać choćby na koniec świata.

Nie zmienia to faktu, że rozmawiając z kimś obcym lub wkraczając w nowe środowisko potwornie się boję. Niby w dupie mam opinie innych na swój temat, ale jednak gdzieś z tyłu głowy plącze się obawa, że nagle wszyscy zaczną ze mnie szydzić. Odczucie to jest tym silniejsze, gdy chodzi o grupę zajmującą się czymś, na czym słabo się znam lub jestem początkujący. To może być zespół redakcyjny, w którym niemal wszyscy poza mną studiują dziennikarstwo lub filologię, ludzie na studiach magisterskich, którzy studiowali ten sam kierunek na licencjacie i znają podstawy, nowa praca czy siłownia.

Właśnie dlatego dzisiaj bardzo się ucieszyłem,
gdy zobaczyłem, że siłownia jest prawie pusta.

Najzabawniejsze jest jednak to, że od prawie dwóch lat (z kilkumiesięczną przerwą) pracuję w branży, która niemal co tydzień wymaga poznawania przedstawicieli innego klienta i współpracy z nimi przez kilka dni. Prawie bez przerwy nawiązuję nowe znajomości, rozmawiam z obcymi ludźmi i przez cały ten czas muszę pokazywać swój profesjonalizm i to, że wiem o czym mówię. Co więcej, zatrudniając się wiedziałem, że tak będzie. Temat stresu przy rozmowach z nowopoznanymi ludźmi był poruszany przez managerów, którzy prowadzili moją rozmowę kwalifikacyjną, a konkluzja była taka, że trzeba spiąć dupę i robić swoje (zapewne wyrażono ją innymi słowami).

Może właśnie o to chodzi? Praca wymaga ode mnie ciągłego nawiązywania znajomości, więc robię to. Przez to wychodzi mi to coraz lepiej. Nawet jeśli nie przestaję się bać, to ów strach udaje się zepchnąć tak głęboko, że nie ma on wpływu na moje zachowanie. Potem mija kilka rozmów i obawy całkiem się rozpływają, bo już choć trochę znam danego człowieka. Później przychodzi kolejny tydzień i cały cykl zaczyna się na nowo.

A wy macie jakieś obawy, z którymi codziennie się zmagacie i bez przerwy się przełamujecie? Możecie się tym podzielić w komentarzach lub zamiast tego odnieść do moich lęków. Zachęcam.

Zostawiam Wam fantastyczny utwór, który nie jest nowy, ale na dobre zwróciłem na niego uwagę chyba dopiero dzisiaj:


Dobrego tygodnia i owocnych zmagań z samym sobą!

ENG:

I'm afraid of people. The necessity of meeting someone new, starting a conversation or, God forbid, entering a new group frightens me invariably. It's so funny that in companionships to which I belong, I am probably one of the most social people. I mean that I maintain good contact with people from different backgrounds, even if I am not a part of them anymore. It happens that my various friends who have already lost contact with each other meet again on some occasion organised by me.

It may be that although I am afraid of making contacts with people, I am good at it. It probably helps me that I rather trust people, it's hard to alienate me to someone, and even if I get angry, the anger usually leaves me after a maximum of a few dozen minutes. The result is that with many people I met, I would probably go to the end of the world after just a few meetings and talks.

It does not change the fact that talking to some stranger or entering a new environment is terribly frightening to me. Generally, I don't care about opinions of others about me, but nevertheless, somewhere in the back of my head there is a fear that everyone will suddenly sneer at me. This feeling is even stronger when it comes to groups dealing with something that I do not know well or am a beginner in it. This can be an editorial team in which almost everyone else is studying journalism or philology, people at master's studies who have studied the same things at the bachelor's studies and know the basics. It can also be a group of people in a new job or at the gym.

The funniest thing is, however, that for almost two years (with a few months' break) I have been working in an industry that requires meeting representatives of another client almost every week and working with them for several days. Almost without a break, I make new connections, talk to strangers, and all the time I have to show my professionalism and the fact that I know what I'm talking about. What's more, while recruiting I already knew it would be so. The subject of stress in conversations with new people was discussed by the managers who were conducting my interview, and the conclusion was that I simply should motivate myself and just do it.

Maybe that's what it's about? My work requires me to constantly make connections, so I do it. Because of this, I get better and better in it. Even if I do not stop being afraid, that fear can be pushed so deeply that it does not affect my behavior. Then a few conversations pass and all fears disappear completely, because I start knowing a given man at least a little. Then another week comes and the whole cycle begins again.

Do you have any fears that you are struggling with every day and constantly breaking through them? You can write about them in the comments or refer to my fears instead. I encourage you to do so.

I leave you with a fantastic song, which is not new, but I noticed it today. You can find it above. Have a good week and fruitful struggle with yourself!

sobota, 5 maja 2018

Znikający ludzie!

Disappearing people! [English version below.]

Ciekawe, czy po tym tekście ktoś się na mnie obrazi... Oby nie! Tak naprawdę jednak aż tak bardzo się tym nie przejmuję. Do rzeczy!

XXI wiek. 2018 rok. Złoty wiek mediów społecznościowych (przemilczmy drobne kryzysy). Mnóstwo znajomych i znajomości. Przeprowadziłem mały test. Sprawdziłem liczbę swoich znajomych na Facebooku. 470. Sporo? Niektórzy pewnie powiedzą, że tak, ale to nie do końca prawda. Wszystko zależy od tego, z kim się porównywać. Sprawdziłem liczbę znajomych pierwszych z brzegu moich znajomych. 381. 393. 263. 904. 404.

Okej, czyli jestem w czołówce. To oczywiście złudne, bo test taki nie jest wiarygodny, a poza tym wiele zależy od tego, w jak wielu i jak licznych środowiskach człowiek się obraca. Nimniej jednak, liczba jest spora. Oczywistym jest też, że nie utrzymuje się kontaktu z tymi wszystkimi ludźmi. To zresztą niemożliwe, ale też nie ma takiej potrzeby.

To dlatego, że struktura znajomych na największym portalu społecznościowym świata to arcyciekawa rzecz. Są tam na przykład tacy osobnicy, o których w sumie nawet nie do końca się wie, co tam robią i jak się tam znaleźli. Wydają się być ze świata zupełnie innego niż nasz. Z tymi można się bez żalu rozstać. Mam nadzieję, że mi na przykład udało się już zredukować tę grupę do minimum. Próbowałem teraz znaleźć kogoś takiego i dopiero po dłuższej chwili dotarłem do dwóch osób, co do których co prawda wiem, skąd je znam i dlaczego wysłały mi zaproszenie do znajomych, ale nie jestem pewien, czy poznałbym je na ulicy. 

Na drugim końcu skali są tacy ludzie, bez których nie wyobrażacie sobie dobrej imprezy, swoich urodzin, jakiegoś wyjazdu, a z drugiej strony wyobrażacie sobie ich: jako świadków na waszym ślubie, chrzestnych waszych dzieci itd. Najlepsi kumple, przyjaciele, niemal rodzina. Z nimi utrzymujecie kontakt. Może się zdarzyć, że widzicie się rzadko, bo dorosłość ma tę jedną nieprzyjemną cechę, że każdy ma milion spraw i ciągle brakuje czasu, ale mimo wszystko dbacie o te więzi.

Są wreszcie ci, na których chcę się dzisiaj skupić. Ci pomiędzy. Ludzie, z którymi dobrze Wam się rozmawia, spędza czas, z którymi macie same dobre wspomnienia, ale jednocześnie nie widzieliście się bardzo długo i żadna ze stron jakoś bardzo o to nie zabiega. Byłoby miło się spotkać, ale nie jest to priorytet. Ludzie, którzy w jakiś sposób nadawali koloru waszemu życiu, ale nie były to żadne podstawowe barwy i po utracie kontaktu wasz świat nie staje się czaro-biały. Zatem choć spotkanie to kuszący pomysł, to raczej nikt z Was nie poświęci na nie czasu. Aż tyle go nie ma.

Odmalowali moją podstawówkę. Kto? Kiedy? Po co? 

I czy to ma jakikolwiek związek z tym wpisem?



Tu właśnie niespodziewanie uderza zaleta mediów społecznościowych. Możemy obserwować tych ludzi. Być z nimi na bieżąco, wiedzieć, co u nich, mimo, że dawno się nie spotkaliśmy. Dzięki temu, gdy wreszcie uda się wypić razem jakąś kawę lub piwo, punkt zaczepienia do rozmowy znajdzie się sam.

Tyle, że do wykorzystania takiego punktu ostatecznie i tak potrzebne jest spotkanie. Czasu brakuje zawsze, więc trzeba po prostu wybrać moment, gdy brakuje go mniej. Wtedy warto zastanowić się,
z kim chętnie by się porozmawiało i po prostu zadzwonić, napisać SMSa lub wysłać wiadomość na Messengerze. Jest łatwo. Po co tracić kolejne kolory z życia?

Piosenka na dziś? Co prawda to nie do końca o tej środkowej grupie, ale i tak zawsze warto:

Dobrego tygodnia!

ENG:

I wonder if someone would be offended after this text ... I hope not! But I do not really care about it. Let's focus!

XXI century. 2018 year. The golden age of social media (let's keep silent about minor crises). Lots of friends and acquaintances. I carried out a small test. I checked the number of my friends on Facebook. 470. A lot? Some will probably say yes, but it's not entirely true. It all depends on who to compare with. I checked the number of friends of some of myfriends. 381. 393. 263. 904. 404.

Okay, so I'm in the lead. This is obviously deceptive, because such a test is not reliable, and besides, a lot depends on how many and how large social groups man belongs to. Nevertheless, the number is considerable. It is also obvious that there is no contact with all of them. It is impossible, but it is also unnecessary.

This is because the structure of friends on the largest social networking site in the world is an extremely interesting thing. There are, for example, such individuals, about who you do not even know what they are doing there and how they got there. They seem to be from a completely different world than ours. You can part with these without regret. I hope that I have already reduced this group to a minimum. I tried to find someone like that now and it took me a long time to get to two people about who I know where I know them from and why they sent me the invitations to friends, but I'm not sure if I would recognize them on the street.
At the other end of the scale there are people without whom you can not imagine a good party, your birthday, some trip, and on the other you imagine them as best men at your wedding, godparents of your children, etc. Best friends, almost family. You keep in touch with them. It may happen that you rarely see each other, because adulthood has this one unpleasant feature, that everyone has a million things to do and is still short of time, but you still care for these bonds.

Finally, there are these I want to focus on today. These between. People with whom you talk well, spend good time with, with whom you have only good memories, but at the same time you have not seen them very long and none of the parties really care about it. It would be nice to meet, but this is not a priority. People who somehow gave color to your life, but those were not any basic colors and after losing contact your world does not become black and white. So even though the meeting is a tempting idea, none of you will spend time on it. It is too precious.

This is where one advantage of social media strikes unexpectedly. We can observe these people. Be with them on a regular basis, know what's up, even though we have not met for a long time. Thanks to this, when you finally manage to drink together some coffee or beer, the starting point for the conversation will be there, waiting.

It's just that a meeting itself is needed to use such a point anyway. There is always time missing, so you just have to choose the moment when you lack it less. Then it is worth considering who you would like to talk to and just call, write a text message or send a message via Messenger. It's easy. Why lose more colors from life?

Song for today? Well, it's not exactly about this middle group, but it's always worth listening. You can find it above.

Have a good week!