Pokazywanie postów oznaczonych etykietą friends. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą friends. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 marca 2020

Więc zadzwoń do mnie...

So call me maybe... [English version below.]

Zaraza! Izolacja! Upływają kolejne dni i tygodnie epidemii, a nawet pandemii. Najlepiej nie wychodzić z domów. Trzeba zawiesić wszelkie spotkania towarzyskie. Ale zaraz, moment! Przecież są ludzie, za którymi tęsknimy...

Nie tylko rodzina, ale też przyjaciele, znajomi. I chcemy utrzymać z nimi jakiś kontakt. Szybki przegląd Messengera i telefonu w ostatnich tygodniach:

  • 17 marca - 1 godzina, 24 minuty łączonej rozmowy przez Messengera i telefon z parą naszych przyjaciół;
  • 22 marca - 32 minuty rozmowy z kumplem przez telefon (jego urodziny);
  • 26 marca - 24 minuty rozmowy przez Messengera z innym kumplem (jego urodziny);
  • 28 marca - 39 minut rozmowy przez telefon z inną parą przyjaciół;
  • 28 marca - prawie 25 minut rozmowy przez Messengera z kolejnym kumplem (tak, on też miał urodziny);
  • dzisiaj - 18 minut rozmowy ze szwagrem przez telefon.
Telefony w dłoń.

Na wypadek, gdyby to nie było jasne, dodam, że dla mnie to nie są standardowe liczby i czasy rozmów. Zazwyczaj dzwonię tylko szybko coś ustalić i rozmowa ma charakter zadaniowy. Osoby, z którymi zdarza mi "wisieć na telefonie", można by zapewne policzyć na palcach jednej ręki i to może pechowego drwala-amatora.

Obecna sytuacja jest więc dla mnie czymś dość niezwykłym, a to dopiero początek. Niektórzy z naszych znajomych jeszcze o tym nie wiedzą, ale i do nich zadzwonimy. Po co? Porozmawiać. Dowiedzieć się, co u nich słychać. Pośmiać się. Podpytać, co ciekawego robią w czasach izolacji i wymienić się pomysłami. Powodów jest mnóstwo, ale tak naprawdę sprowadzają się do jednego: chcielibyśmy się z nimi spotkać, ale lepiej tego teraz nie robić. Trzeba więc sobie radzić inaczej.

Jakiś czas temu pojawiła się akcja "Dwa telefony do babci", mająca na celu zdalne wspieranie starszych członków rodziny i okazywanie im troski. I super. Ale ja proponuję też akcje #telefondoziomka, #wideorozmowazpsiapsi czy #skypezprzyjaciółmi. Przecież to też ważni dla nas ludzie i nawet jeśli potrafią zadbać o siebie pod kątem zaopatrzenia czy zdrowia, to jednak większość ludzi potrzebuje relacji międzyludzkich. Utrzymujmy je tak jak możemy.

A utwór na dziś to piosenka sprzed kilku lat, na temat tylko z tytułu:


To chyba tyle. Dzwońcie do bliskich. Myjcie ręce. Jedzcie zdrowo. Howgh!

ENG:


Plague! Isolation! Days and weeks of epidemics and even pandemics pass. It's best not to leave your homes. You must suspend all social gatherings. But wait a moment! There are people we miss...

Not only family, but also friends and buddies. And we want to keep in touch with them. A quick overview of Messenger and phone in recent weeks:
  • March 17 - 1 hour, 24 minutes of combined Messenger and phone conversation with a pair of our friends;
  • March 22 - 32 minutes of conversation with a friend over the phone (his birthday);
  • March 26 - 24 minutes of Messenger conversation with another friend (his birthday);
  • March 28 - 39 minutes of talking on the phone with another pair of friends;
  • March 28 - almost 25 minutes of conversation by Messenger with another friend (yes, he also had a birthday);
  • today - 18 minutes of conversation with my brother-in-law on the phone.
In case this would not be clear, I mark that for me these are not standard amounts and duration of talks. Usually, I call only to establish something quickly and the conversation has a task character. People with whom I sometimes "hang on the phone" could probably be counted on the fingers of one hand, which could even belong to unlucky amateur woodcutter.

The current situation is something quite unusual for me, and this is just the beginning. Some of our friends do not know it yet, but we will call them. For what? To talk. To find out how they are doing. To laugh. To ask what are they doing in times of isolation and exchange ideas. There are plenty of reasons, but they really boil down to one: we would like to meet with them, but it's better not to do it now. So we have to deal differently.

Some time ago, the action "Two calls to grandma" started, aimed at remotely supporting older family members and showing care for them. That is great. However, I also propose actions #callyourbuddy, #videocallwithbff or #skypewithfriends. After all, they are also important to us and even if they can take care of themselves in terms of supply or health, most people need interpersonal relationships. Let's maintain them as we can.

And the song for today is from a few years ago, connected with subject only by its title. You can find it above. 

I think that's it. Call loved ones. Wash your hands. Eat healthy. Howgh!

niedziela, 3 listopada 2019

Po prostu idź spać.

Just go to sleep. [English version below.]

Organizowaliśmy ostatnio imprezę halloweenową. Najpierw podzieliłem się tym pomysłem z jedną z moich koleżanek, a ona szybko i ochoczo go podłapała. Planowaliśmy przebrania, dekoracje, poncz, przekąski i wiele innych. Jedyny problem był taki, że spora część zaplanowanych gości wracała tego dnia z mniej lub bardziej odległych delegacji, ale stwierdziliśmy, że jakoś damy radę.

Minęło trochę czasu i nadszedł dzień zero. Przyjechałem do domu z Warszawy, zobaczyłem, że moja żona udekorowała mieszkanie, wspólnie przygotowaliśmy jedzenie, przebrałem się i moja żona zrobiła mi mroczny makijaż. Zaraz potem przyjechał pierwszy gość i zaczął robić poncz.

Tak wyglądaliśmy. A w tle widać nawet jedną z dekoracji!

Niedługo potem przyjechali kolejni znajomi, zaczęliśmy jeść, rozmawiać, degustować whiskey i inne trunki i czekać na resztę. Szybko okazało się, że jedna z koleżanek chyba nie dotrze, bo mimo późnej godziny jeszcze nie wróciła do domu z delegacji. Pozostawało pytanie, co z tą drugą, razem z którą planowałem imprezę. Byłem przekonany, że jeśli nie dotrze, będzie jej później przykro. W związku z tym próbowaliśmy różnymi sposobami dodzwonić się do niej lub napisać, ale żadne formy kontaktu nic nie dawały. W końcu jeden z kolegów skontaktował się z jej narzeczonym i okazało się, że zasnęła, zmęczona po całym dniu. Przez chwilę była jeszcze szansa, że może przyjadą, ale gdy minęło więcej czasu, doszliśmy do wniosku, że nie. Tak rzeczywiście się stało.

Napisała do mnie następnego dnia. Stwierdziła, że przeprasza i że jej przykro. Zaraz dodała jednak, że przynajmniej się wyspała. Szybko doszedłem do wniosku, że nawet ją rozumiem i nie mogę mieć jej tego za złe. Zaczynamy intensywniejszy okres w pracy i ludzie po prostu bywają zmęczeni. To też nie tak, że wróciła do domu i pomyślała "olewam imprezę, idę spać". Po prostu położyła się na chwilę, a zmęczenie zrobiło swoje.

Nawet gdyby jednak to była ta pierwsza sytuacja i tak nie mógłbym jej winić. Czasem trzeba po prostu odpuścić i zrezygnować ze swoich planów. Czasem lepiej poświęcić czas na odpoczynek. Ja tego nie umiem, zawsze, jeśli tylko mogę, pojawiam się na umówionych spotkaniach, imprezach itd. W efekcie czasami, choć rzadko, zdarza mi się na nich przysypiać. Zamiast tego mógłbym po prostu zostać w domu, ale tego nie robię. Może to błąd.

To właśnie moja myśl z tego tygodnia: że czasem może lepiej dać sobie spokój, porzucić wcześniejsze plany i po prostu odpocząć. Może.

Piosenka na dziś to coś z playlisty Ultimate Halloween na Spotify:


To chyba tyle na dziś. Dobrej niedzieli i całego tygodnia.

ENG:

We recently organized a Halloween party. At first, I shared this idea with one of my friends, and she quickly and eagerly liked it. We were planning costumes, decorations, punch, snacks and more. The only problem was that a lot of the planned guests were returning from more or less distant delegations that day, but we decided that we could manage somehow.

Some time passed and day zero came. I came home from Warsaw, I saw that my wife decorated the apartment, together we prepared food, I refreshed myself and my wife did me gloomy makeup. Immediately afterwards the first guest arrived and began to make a delicious punch.

Soon after, more friends arrived, we began to eat, talk, taste whiskey and other drinks and wait for the rest. It soon turned out that one of my friends would probably not arrive, because despite the late hour she had not yet returned home from the delegation. The question was, what about the second one, with which I planned the party. I was convinced that if she did not arrive, she would be sorry later. Therefore we tried to call or write to her in various ways, but no form of contact gave anything. Eventually, one of guests contacted her fiancé and it turned out that she had fallen asleep, tired after a whole day. For a moment there was a chance that they might come later, but when more time passed, we came to the conclusion that no. That was right eventually.

She wrote to me the next day. She said that she was sorry. She added, however, that at least she had slept well. I quickly came to the conclusion that I even understood her and I couldn't blame her. We start a more intense time at work and people just get tired. It's also not like she came home and thought, "screw the party, I'm going to sleep." She just laid down for a moment and the tiredness did its job.

Even if it would be this first case, I couldn't blame her. Sometimes you just have to let it go and give up your plans. Sometimes it's better to devote time to rest. I am unable do that and I always appear at scheduled meetings, parties, etc., if only I can. As a result I am sleepy at them sometimes. Instead, I could just stay at home, but I don't do it. Maybe it's a mistake.

This is my thought from this week: that sometimes it may be better to give it a break, abandon previous plans and just relax. Maybe.

The song for today is something from the Ultimate Halloween playlist on Spotify. You can find it above.

That's probably enough for today. Have a good Sunday and rest of the week.

niedziela, 25 sierpnia 2019

Pijani pasją.

Drunk with passion. [English version below.]

Wraz z kumplem odwiedziliśmy wczoraj wieczorem innego kumpla. Na początku zaserwował nam jakieś piwo wiśniowe. Potem pojawiły się między innymi maliny, jakaś IPA i weizen bock. Łącznie około sześciu różnych piw. Co najważniejsze: wszystkie uwarzone przez niego. O każdym mógł długo opowiadać, wspominając o procesie produkcji, aromatach, drożdżach czy liczbach dotyczących choćby ekstraktów. Widać od razu, że jest zafascynowany tematem. Kto inny miałby w salonie lodówkę z kranami i piwem własnej produkcji? Gdy wystartuje w kolejnej edycji Bitwy Piwowarów, na pewno będę mu kibicował.

A teraz z innej beczki: mam kumpla, który, odkąd pamiętam, a znamy się ponad dwanaście lat, pasjonuje się kolejnictwem. Rozpoznawanie lokomotyw jedynie po szybkim spojrzeniu lub nawet po dźwięku to dla niego pestka. Jadąc z nim pociągiem można się dowiedzieć, na których stacjach z której strony otworzą się drzwi pojazdu. Parowozjady i inne tego typu imprezy, Wolsztyn i Chabówka to dla niego chleb powszedni. W jego otoczeniu zawsze były jakieś plakaty, przedmioty czy zdjęcia związane z pociągami. Poza tym w każdej chwili potrafi zaskoczyć jakąś ciekawostką i bardzo trudno go zagiąć w tym temacie. Na wakacje też jeździ pociągiem i tym środkiem transportu zwiedza rozmaite kraje. Do tego wszystkiego jakiś czas temu zaczął w ogóle pracować na kolei. To trochę jakby ukoronowanie wielu lat pasji. Teraz kontakt z koleją ma na co dzień i jeszcze mu za to płacą.

Piwko w temacie.

Myślę, że to wspaniałe mieć tak wielką pasję. Trochę im tego zazdroszczę, bo sam nie mam czegoś takiego. Owszem, bardzo lubię pisać i poświęcam na to czas. To zarówno blog i towarzyszące mu media, jak i wymyślanie różnych rzeczy, światów i historii - kampanie D&D, dawniej opowiadania, a nawet powieść, którą napisałem i zalążki kilku innych. Poza tym interesuję się niektórymi obszarami popkultury, oglądam filmy, czytam artykuły na ich temat i słucham różnych dyskusji (Napisy Końcowe całym serduszkiem). Poświęcam swoją uwagę różnym rzeczom: wartościowym kanałom w różnych mediach, ukochanemu klubowi sportowemu, muzyce, w tym także kolekcjonowaniu płyt. Można by jeszcze wymieniać. Nie mam jednak pasji, o której bez przygotowania mógłbym opowiadać godzinami, a ktoś mógłby traktować mnie jak eksperta. Szkoda.

Tyle tylko, że nie ma jakiegoś magicznego, szybkiego sposobu, który sprawi, że nagle znajdę taką pasję. To tak nie działa, bo nie da się na siłę czymś zafascynować. Dlatego szukam. Próbuję różnych rzeczy. Może skupię się na mojej kolekcji płyt, a może na skokach na bungee, skoro pierwszy mam już za sobą. Nie wiem, czym będzie moja wielka pasja. Mam jednak nadzieję, że jeszcze ją znajdę.

A piosenka na dziś to niezwykły cover:


To tyle na dziś. Życzę Wam dobrego dnia, tygodnia i życia.

ENG:

Together with a friend we visited another friend last night. At the beginning he served us some cherry beer. Then came, among others, raspberries, some IPA and weizen bock. A total of about six different beers. Most importantly: all brewed by him. He could talk about each for a long time, mentioning the production process, aromas, yeast or numbers regarding even extracts. You can immediately see that he is fascinated by the topic. Who else would have a fridge with taps and own-made beer in the living room? When he takes part in the next edition of the Brewers' Battle, I will definitely support him.

On another subject: I have a friend who, since I can remember, and we know each other for over twelve years, is passionate about railways. Recognizing locomotives only after a quick look or even sound is a snap for him. Coming with the train together with him you can find out at which stations the door of the vehicle will open from which side. Steam locomotives meetings and other similar events, Wolsztyn and Chabówka, are normal parts of his life. There were always posters, objects or photos related to trains around him. In addition, he can surprise you at any time with some interesting facts and it is very difficult to beat him with any question. He also goes by train on vacation and travels to various countries using this means of transport. What's more, some time ago he even started working on railways. It's a bit like the crowning of many years of passion. Now he has contact with the railway every day and they even pay him for it.

I think it's wonderful to have such a great passion. I'm a little jealous of it because I don't have something like that myself. Yes, I really like writing and I devote time to it. It's both a blog and accompanying media, as well as coming up with different things, worlds and stories - D&D campaigns, formerly novelettes, and even a novel I wrote and the beginnings of several others. In addition, I am interested in some areas of pop culture, I watch films, read articles about them and listen to various discussions (End Credits with all my heart). I devote my attention to various things: valuable channels in various media, my beloved sports club, music, including collecting CDs. List could go on. However, I have no passion that I could talk about for hours without preparation and someone would treat me like an expert. That's sad.

It's just there is no magical, quick way that would make me suddenly find such a passion. It doesn't work that way, because you can't force fascination by something. That's why I'm looking. I try different things. Maybe I will focus on my CD collection, or maybe on bungee jumping, since the first one is behind me. I don't know what my great passion will be. However, I hope to find it eventually.

And the song for today is an amazing cover. You can find it above.

That's all for today. I wish you a good day, week and life.

niedziela, 17 lutego 2019

Nic mądrego.

Nothing wise. [English version below.]

Uprzedzam to nawet nie jest pełnoprawny wpis tylko kilka zdań, bo nie ma czasu na więcej. Nie ma go, bo realizowany jest właśnie szalony pomysł. W sobotę późnym wieczorem wyjazd do Kłodzka, dojazd na miejsce w nocy i powrót zapewne w niedzielę po południu. Zapewne, bo z braku czasu piszę te słowa z wyprzedzeniem, już w piątek.

No dobrze, ale po co i dlaczego takie wariactwo? Dwa słowa: narty i przyjaciele. Te pierwsze to mój ukochany sport, na który niestety nie mam obecnie prawie wcale czasu (zima to u mnie czas wytężonej pracy). Dwa lata temu nie pojeździłem ani dnia, rok temu dzień i trochę, a w tym sezonie póki co tylko jeden dzień. Gdy więc napisał do mnie kumpel z propozycją niedzielnego wyjazdu na jeden dzień na narty, nie mogłem odmówić. Nieważne okazało się zmęczenie, dużo rzeczy do zrobienia, problemy logistyczne itd. Narty to narty!

A czemu akurat Kłodzko? Tu powodem są przyjaciele. Niedługo po kumplu napisała do mnie kumpela z pytaniem, czy nie odwiedzimy jej i jej chłopaka właśnie w tym mieście (pracuje tam). Ponieważ nie widziałem się z nimi od ponad dwóch miesięcy, zdążyłem się stęsknić. Rzeczywistość jest taka, że z przyjaciółmi widuję się rzadko. Albo dokądś wyjechali, jak akurat ci, albo  po prostu codzienność nie pozwala na zbyt częste spędzanie ze sobą czasu. Wobec tego każda okazja do spotkania z przyjaciółmi jest cenna. Zależało mi więc na tym, żeby połączyć te dwie rzeczy - bo przecież blisko Kłodzka także można jeździć na nartach.

Narty i przyjaciele...

Dwie rzeczy, przez które tkwimy w tym szalonym pomyśle. Ale wiecie co? Gdybym miał podejmować decyzję jeszcze raz, zapewne byłaby taka sama. A co dla Was jest ważne? Co jest ważniejsze nawet od odpoczynku?

Zostawiam Was z tym pytaniem oraz z takim oto pięknym utworem:



Dobrego tygodnia!

ENG:

I warn you it is not even a full entry, only a few sentences, because there is no time for more. It is lacking, because a crazy idea is being implemented at the moment. On Saturday late in the evening a trip to Kłodzko, getting to the place at night and returning probably on Sunday afternoon. Probably, because for lack of time I write these words in advance, already on Friday.

Okay, but why bother with such a trip? Two words: skiing and friends. The first is my beloved sport, for which unfortunately I have almost no time at all (winter is my time of hard work). Two years ago I did not ski a day, a year ago a day and a little, and in this season only one day till now. So when my pal wrote to me with a proposal to go skiing for one day on Sunday, I could not refuse. Fatigue, a lot of things to do, logistical problems, etc. did not matter. Skiing is skiing!

And why Kłodzko? Here the reason is friends. Soon after that one friend, another one wrote to me asking if we would visit her and her boyfriend in this town (she works there). Because I have not seen them for more than two months, I missed them. The reality is that I see my friends rarely. They spend most of their lives somewhere else (just like those) or simply everyday life does not allow us to spend time together too often. Therefore, every opportunity to meet friends is valuable. So I wanted to combine these two things - because you can also ski near Kłodzko.

Skiing and friends... Two things, because of which we're stuck with in this crazy idea. But you know what? If I had to make a decision again, the effect would probably be the same. And what is important to you? What is more important than a rest?

I leave you with this question and with this beautiful song. which you can find above.
Have a nice week!

wtorek, 25 grudnia 2018

Mandarynki i przyjaciele.

Tangerines and friends. [English version below.]

Jeszcze niedawno bardzo lubiłem wymyślać i wysyłać ludziom życzenia. Chętnie poświęcałem czas na to, by dla każdej osoby napisać osobiste, skrojone pod nią życzenia, odnoszące się do jej doświadczeń, sytuacji życiowej, pomysłów, planów, celów i marzeń. To było miłe, ale raczej już tak nie robię. Trochę straciłem wenę, trochę brakuje mi czasu, a może są jeszcze jakieś inne powody. Owszem, wymyślam czasem takie spersonalizowane życzenia, ale raczej na wyjątkowe okazje - głównie śluby lub urodziny. Przy okazjach takich jak Boże Narodzenie, gdy życzenia składa się wszystkim, odpuszczam. Wynika może to też z tego, że po prostu zawsze życzę wszystkim jak najlepiej. Niech każdy ma się dobrze, bo w zasadzie czemu miałby nie?

Zdjęcie nieprzypadkowe...

Tutaj jednak napiszę życzenia, jedne dla wszystkich. Nie miałem na nie żadnego wybitnego pomysłu, ale na szczęście sam otrzymałem bardzo dobre i mogę się nimi zainspirować:

Życzono mi wczoraj, żeby każdy dzień był coraz lepszy. Trochę podyskutowaliśmy na ten temat i okazało się, że nie chodzi o to, żeby były one lepsze same z siebie. To mogłoby bowiem być zgubne i prowadzić do spoczęcia na laurach. Gdyby bowiem pewne było to, że każdy dzień i tak będzie lepszy niż poprzedni, po co cokolwiek robić?
Życzę Wam więc, byście każdy kolejny dzień czynili coraz lepszym. Byście z dnia na dzień byli coraz bardziej zadowoleni z efektów swojej pracy, swoich działań. Życzę, żebyście jednak nigdy nie byli z nich zadowoleni w pełni, wiedząc, że kolejnego dnia może być jeszcze lepiej. Miejcie siłę i pomysły, by realizować śmiałe marzenia i by zmieniać świat. Mierzcie wysoko!

Dostałem też wczoraj życzenia, które może same w sobie nie były nad wyraz wyszukane, ale zostałem w nich nazwany "najlepszym przyjacielem", a to sprawiło, że stały się wspaniałe. 
Życzę Wam więc, żeby zawsze był ktoś, kto Was tak nazywa i żebyście wy mieli kogo tak nazywać. Życzę Wam osoby, do której możecie zadzwonić nawet w środku nocy z jakimś problemem i która pogada wtedy z Wami, a jeśli trzeba, rzuci wszystko, przyjedzie i pomoże. Niech to będzie ktoś, z kim można się widzieć dzień w dzień i nie jest nudno, ale można się też nie widzieć pół roku, po czym spotkać i wszystko i tak jest wspaniale. Ktoś, z kim wygłupy są najlepsze.

I wreszcie były życzenia dla całej redakcji Magazynu Studentów Uniwersytetu Śląskiego "Suplement" od Martyny, redaktor naczelnej. Wśród napisanych przez nią słów znalazła się taka fraza: "radości z obierania komuś mandarynek". Mistrzostwo świata! Może odnosić się do wszystkich bliskich osób. Do rodziny i do przyjaciół. To bowiem poetycki opis troski, poświęcania komuś swojego czasu, dbania o dobro drugiego człowieka. Może się też to odnosić do relacji romantycznej (i pewnie w dużej mierze taki był zamysł). 
Miłość to bowiem nie tylko pasja, namiętność, pożądanie, romantyczne spacery przez przyprószony śniegiem park, wykwintne kolacje, piękne kwiaty czy biżuteria. To nie tylko momenty wzniosłe, jak z filmów To jednak też nie tylko ból, rozczarowania i kłótnie, choć w ciężkich chwilach można tak pomyśleć. Miłość to głównie codzienne życie, drobne czynności i zwykłe spędzanie razem czasu. I obieranie komuś mandarynek. I takiej miłości właśnie Wam życzę. Prawdziwej.

Mógłbym oczywiście życzyć Wam jeszcze wielu innych rzeczy oprócz tych wspomnianych powyżej. I życzę. Życzę każdemu z Was jak najlepiej. Po prostu. A jako utwór świąteczny niech będzie John:


Wesołych Świąt!

ENG:

Until recently, I really liked to invent and send wishes to people. I willingly devoted time to writing personal wishes tailored to the particular person, referring to her/his experiences, life situation, ideas, plans, goals and dreams. It was nice, but I do not do it anymore. I lost my creativity a bit, I do not have time and maybe there are also other reasons. Yes, sometimes I come up with such personalized wishes, but rather on special occasions - mainly weddings or birthdays. On occasions such as Christmas, when wishes are made to all, I give it up. Perhaps it also results from the fact that I always wish everyone the best. Let everybody do well, because basically why would not he or she?

Here, however, I will write wishes for everyone. I did not have any outstanding idea, but luckily I received very good wishes and I can inspire myself with them:

It was wished to me yesterday to have every day better than the previous one. We discussed it a little bit and it turned out that it's not about  them being better by themselves. It could be ruinous and lead to becoming lazy. If it were certain that every day will be better than the previous one, why even do anything?
I wish you so that you would make your every day better and better. That you would be more and more satisfied with the results of your work and activities day by day. I hope that you will never be satisfied with them fully, knowing that the next day may be even better. Have strength and ideas to make bold dreams come true and change the world. Be a highflier!

Yesterday I also got wishes, which may not have been sophisticated in themselves, but I was called "best friend" in them, and that made them wonderful.
I wish that there would always be someone who calls you so and that you would have someone to call him/her like that. I wish you a person to whom you can call even in the middle of the night with some problem and who will talk with you then and if necessary, he/she will leave everything, come and help. Let it be someone with whom you can see every day and it is not boring, but you can also not see six months, then you meet and it is great anyway. Someone with whom tomfoolery is the best.

And finally there were wishes for the entire editorial staff of the University of Silesia Students' Magazine "Supplement", which were written by Martyna, editor-in-chief. Among the words she sent there was such a phrase: "the joy of peeling tangerines for someone". Masterpiece! It can refer to all loved ones. To family and to friends. This is a poetic description of dedicating time to someone, of caring for the good of another person. It may also refer to the romantic relationship (and probably to a large extent this was the intention).
Love is not only passion, desire, romantic walks through the snow-covered park, exquisite dinners, beautiful flowers or jewelry. These are not only lofty moments, like in movies. Also it is not only pain, disappointment and quarrels, but in hard times you can think like that. Love is mainly everyday life, small activities and just spending time together. And peeling tangerines. And I wish you such a love. The true one.

I could, of course, wish you many other things besides those mentioned above. I wish you them. I wish you all the best. Just like that. And let John give us a Christmas song - it is above.

Merry Christmas!

niedziela, 23 grudnia 2018

Przypadkowe spotkania.

Accidental meetings. [English version below.]

W miniony piątkowy wieczór ruszyliśmy ze znajomymi z pracy w miasto. Powoli zaczyna się z tego robić nowa, przedświąteczna tradycja. Zaczęliśmy od w miarę spokojnego pubu, a potem spróbowaliśmy wejść do pierwszego klubu, ale był już tam za duży tłum. Pokręciliśmy się więc po centrum i usiedliśmy w innej knajpie. Później na moment trafiliśmy do innego klubu, wysłaliśmy niektórych do domu i na sam koniec ostatnimi niedobitkami dotarliśmy do mieszkania znajomych mojej znajomej, gdzie nakarmiliśmy ich koty i usnęliśmy.

W każdym razie w trakcie tej imprezy, w knajpie na ulicy Mariackiej, gdy rozmawiałem z kimś z mojego towarzystwa czy coś w tym rodzaju, niespodziewanie ktoś się ze mną przywitał. Okazało się, że miejsca przy stole obok zajęła grupa, wśród której znalazło się dwóch moich znajomych. Chodzili do równoległej klasy w liceum i mieliśmy razem WF. Znalazł się tam też młodszy brat jednego z nich, którego również kojarzyłem ze szkoły. 

Usiadłem więc z nimi, jak mi się wydawało, na moment i zaczęliśmy rozmawiać. Co prawda jednego z nich spotkałem jakiś czas temu w pociągu relacji Warszawa-Katowice, ale wtedy zamieniliśmy dosłownie ze dwa zdania, bo na więcej nie było czasu, a reszty nie widziałem może nawet od liceum. Teraz mieliśmy więcej czasu. Mówiliśmy więc o tym, co każdy z nas robi w życiu zawodowym i prywatnym, co się pozmieniało itd. Potem zaczęliśmy dyskutować o wspólnych znajomych, o tym, kto i gdzie pracuje, a kto robi doktorat itp. Nim się zorientowałem, minęło przynajmniej pół godziny, a może i więcej. W każdym razie przegapiłem wszystkie shoty, które wypili tam moi towarzysze.

A to akurat z nieprzypadkowego spotkania...

Uwielbiam takie przypadkowe spotkania. Pozwalają zdobyć informacje. Podzielić się nimi. Pozwalają prześledzić jak toczą się losy ludzi, którzy w pewnym momencie mieli podobne doświadczenia. Umożliwiają zobaczenie, jaki kto miał lub ma pomysł na swoje życie i jak mu idzie. Dają podstawę do gdybania. Do spekulacji. Czasem pojawiają się też wspomnienia. Takie spotkania pełnią też rolę przypomnienia, mówiąc o tym, jaką ma się historię, skąd się pochodzi i kogo się tam poznało. Mogą być powodem refleksji nad sobą samym i tym, kim się jest dzisiaj i dlaczego.

A to wszystko z powodu przypadkowego spotkania przy piwie!

Swoją drogą urzeka mnie to, jak bardzo świat jest mały (a może tylko tak mi się wydaje). Bo w końcu jaka jest szansa, że ktoś znajomy zajmie stolik akurat w tej samej knajpie, akurat obok Ciebie? Nikła, a jednak tak się dzieje. A takich sytuacji było więcej. W tym samym lokalu spotkaliśmy innego znajomego z pracy, pracującego na znacznie wyższym stanowisku. Okazało się też, że inny znajomy zabrał ze sobą swojego kumpla, a ten studiował z inną obecną tam koleżanką. Ją zresztą pożegnaliśmy jakoś w środku nocy, po czym rano spotkaliśmy ją znów w innym miejscu centrum, gdy załatawiała swoje sprawy. Coś dużo tych przypadków...

Żeby wrzucić do tego jeszcze jeden kamyczek: tydzień temu organizowałem wieczór kawalerski. Zebrałem wszystkich gości zgodnie ze wskazaniami przyszłego pana młodego i już na miejscu okazało się, że dwóch z nich nie wiedziało nawzajem o swojej obecności na tej imprezie, a znają się jeszcze z licealnej drużyny siatkówki. Obaj byli zaskoczeni obecnością tego drugiego na imprezie.

Świat jest naprawdę mały. Jeszcze jedna anegdota na koniec: kumpel niebawem wyjeżdża do Holandii pracować jako inżynier. Razem z nim ma zacząć tam pracę jakiś inny gość, z Warszawy. I: szybki research pokazuje, że zna go nasza koleżanka z klasy w liceum. No jaka jest szansa?! 

W Polsce żyje przeszło 400 tys. ludzi dokładnie w moim wieku (wczoraj się nad tym zastanawialiśmy i dzisiaj specjalnie sprawdziłem w GUS). To dużo. Te wszystkie przypadki wydają się mało prawdopodobne. A jednak ciągle się zdarzają! Może więc to wcale nie są przypadki i każde takie spotkanie jest po coś? Może trzeba próbować coś z nich wyciągać? Może jakieś wnioski? Pewnie to bzdura, ale... Wszystko, co nas spotyka, można próbować przekuć w coś pożytecznego.

Akcent muzyczny? Niech będzie coś w temacie:


Dobrego wieczoru i tygodnia! Na życzenia świąteczne jeszcze za wcześnie. Tymczasem zwracajcie uwagę na przypadki!

ENG:

Last Friday we met downtown with friends from work. A new pre-Christmas tradition is slowly starting to form. We started with a fairly quiet pub, and then we tried to enter the first club, but there was already too much crowd there. So we hung around in the center for a while and then sat in another pub. Later we came to another club for a moment, we sent some of our people home and at the end as the last survivors we reached the apartment of friends of my friend, where we fed their cats and fell asleep.

Anyway, during this event, in a bar on Mariacka Street, when I was talking to someone from my companionship or something like that, unexpectedly someone greeted me. It turned out that the table next to the our table was occupied by a group, among whom there were two guys I know. They were in my year (but in different class) in high school and we had PE together. There was also a younger brother of one of them, whom I also know from school.

So I sat down with them, as it seemed to me, for a moment and we started talking. Well, I met one of them some time ago on the Warsaw-Katowice train, but we almost only said hi, because there was no more time. I haven't seen the rest probably since high school. This time we had more time. So we talked about what each of us does in professional and private life, what has changed, etc. Then we started discussing mutual friends, who works and where and who does the PhD, etc. Before I knew it, half an hour passed or maybe even more. In any case, I missed all the shots that my companions drank there.

I love such accidental meetings. They let you get information or share them. They let you trace the lifes of people who have had similar experiences at some point. They allow you to see who had or has an idea for life and how it goes. They give the basis for guessing. For speculation. Sometimes memories also appear. Such meetings also serve as a reminder, telling you about your history, where you come from and who you met there. They can be a reason to reflect on yourself and who you are today and why.

And all this because of accidental meeting over beer!

By the way, I am captivated by how small the world is (or maybe it just seems to me). Because in the end, what is the chance that a guy you know will occupy a table just in the same pub, just next to you? It is faint, but it is happening. And there were more such situations. In the same place we met another friend from work, working in a much higher position. It also turned out that another friend took with him his friend, and he studied with another female friend present there. We said goodbye to her somehow in the middle of the night, and then in the morning we met her again in a different place of the downtown, when she settled her affairs. That is a lot of accidents...

One more example: I organized a bachelor party a week ago. I gathered all the guests according to the indications of the future groom and it turned out that two of them did not know about the presence of each other at this event, but they know each other from high school volleyball team. Both were surprised by the other's presence at the party.

The world is really small. One more anecdote at the end: my friend is going to work as an engineer in Netherlands soon. Together with him, another guy, who is from Warsaw, will start work there. And: fast research shows that our female classmate in high school knows him. Well, what's the chance?!

In Poland live over 400,000 people exactly of my age (yesterday we were talking about it and today I checked it in the CSO). That's a lot. All these accidents seem unlikely. And yet they still happen! So maybe they are not accidents at all and every such meeting is for something? Maybe you have to try to draw something out of them? Maybe some conclusions? Probably it is nonsense, but ... You can try to convert everything that meets you, into something useful.
Song for today? It is a little bit related to this text. You can find it above, but you have to know polish.

Have a good evening and a week! It is still too early for Christmas wishes. In the meantime, pay attention to accidents!

niedziela, 16 grudnia 2018

Jakieś priorytety?

Any priorities? [English version below.]

Dzisiejszy tekst miał być o zacieśnianiu więzów. O tym, że ci, którzy kiedyś byli tylko znajomymi, stają się chrzestnymi, świadkami na ślubach, organizują wieczory kawalerskie itd. To świetne zjawisko i wszystko brzmi wspaniale. Podobałby mi się ten tekst, ale od pisania o tym ważniejsze jest działanie w wymienionym zakresie.

W związku z tym wczoraj organizowałem kumplowi wieczór kawalerski, więc czas od godziny 15:30 do godziny 07:30 był dla mnie wyjęty z życia. Potem udało mi się złapać ledwie kilka godzin snu, doprowadzić się do względnego porządku i już jechałem odwiedzić moją chrześnicę i wręczyć jej prezent od św. Mikołaja. 

Nie ma to jak porządna broń na kawalerskim!

Efekt? Zupełnie nie miałem dzisiaj czasu na pisanie o tym zacieśnianiu więzów. Zamiast tego musiałem się nim naprawdę zająć. Może wrócę do tematu za tydzień, a tymczasem zostawiam Was z utworem absolutnie niezwiązanym z tematem tego wpisu:


Dobrego tygodnia! Skupcie się na tym, co ważne, zamiast tylko o tym pisać/mówić/cokolwiek!

ENG:

Today's text was supposed to describe strengthening human relationships. It was to be about the fact that those who were once only friends, start to become godparents or best men at the weddings, organize bachelor parties, etc. It's a great phenomenon and it sounds nice. I would enjoy this text, but acting in respect to this is more important than writing about it.

So yesterday I organized a bachelor party for my friend and my time from 15:30 to 07:30 was definitely devoted to it. After that I managed to have only a few hours of sleep, got myself together and I was already in my way to visit my goddaughter and give her a gift from St. Nicholas.

Result? I did not have enough time today to write about this strengthening human relationships. Instead, I had to really take care of it. Maybe I'll come back to the topic in a week, and meanwhile I leave you with a song absolutely unrelated to the topic of this entry. You can find it above.

Have a good week! Focus on what's important, instead of only writing / talking / anything about it!

niedziela, 30 września 2018

Społeczny strach.

The social fear. [English version below.]

Boję się ludzi. Konieczność poznania kogoś nowego, rozpoczęcia rozmowy lub, nie daj Boże, wejścia w nową grupę szczerze i nieodmiennie mnie przeraża. To o tyle zabawne, że w kręgach, w których się obracam, jestem chyba jedną z bardziej towarzyskich osób. Mam na myśli to, że utrzymuję dobry kontakt z ludźmi z rozmaitych środowisk, nawet jeśli w samych środowiskach już nie działam. Zdarza się, że moi różni znajomi, którzy sami potracili już między sobą kontakt, ponownie spotykają się u mnie przy jakiejś okazji.

Może jest tak, że choć obawiam się nawiązywania kontaktów z ludźmi, to potrafię to dobrze robić. Pomaga pewnie to, że raczej ufam ludziom, trudno mnie do siebie zrazić, a jeśli nawet na kogoś się zdenerwuję, to zazwyczaj złość przechodzi mi najwyżej po kilkudziesięciu minutach. Efekt jest taki, że z wieloma poznanymi osobami zapewne już po kilku spotkaniach i rozmowach mógłbym jechać choćby na koniec świata.

Nie zmienia to faktu, że rozmawiając z kimś obcym lub wkraczając w nowe środowisko potwornie się boję. Niby w dupie mam opinie innych na swój temat, ale jednak gdzieś z tyłu głowy plącze się obawa, że nagle wszyscy zaczną ze mnie szydzić. Odczucie to jest tym silniejsze, gdy chodzi o grupę zajmującą się czymś, na czym słabo się znam lub jestem początkujący. To może być zespół redakcyjny, w którym niemal wszyscy poza mną studiują dziennikarstwo lub filologię, ludzie na studiach magisterskich, którzy studiowali ten sam kierunek na licencjacie i znają podstawy, nowa praca czy siłownia.

Właśnie dlatego dzisiaj bardzo się ucieszyłem,
gdy zobaczyłem, że siłownia jest prawie pusta.

Najzabawniejsze jest jednak to, że od prawie dwóch lat (z kilkumiesięczną przerwą) pracuję w branży, która niemal co tydzień wymaga poznawania przedstawicieli innego klienta i współpracy z nimi przez kilka dni. Prawie bez przerwy nawiązuję nowe znajomości, rozmawiam z obcymi ludźmi i przez cały ten czas muszę pokazywać swój profesjonalizm i to, że wiem o czym mówię. Co więcej, zatrudniając się wiedziałem, że tak będzie. Temat stresu przy rozmowach z nowopoznanymi ludźmi był poruszany przez managerów, którzy prowadzili moją rozmowę kwalifikacyjną, a konkluzja była taka, że trzeba spiąć dupę i robić swoje (zapewne wyrażono ją innymi słowami).

Może właśnie o to chodzi? Praca wymaga ode mnie ciągłego nawiązywania znajomości, więc robię to. Przez to wychodzi mi to coraz lepiej. Nawet jeśli nie przestaję się bać, to ów strach udaje się zepchnąć tak głęboko, że nie ma on wpływu na moje zachowanie. Potem mija kilka rozmów i obawy całkiem się rozpływają, bo już choć trochę znam danego człowieka. Później przychodzi kolejny tydzień i cały cykl zaczyna się na nowo.

A wy macie jakieś obawy, z którymi codziennie się zmagacie i bez przerwy się przełamujecie? Możecie się tym podzielić w komentarzach lub zamiast tego odnieść do moich lęków. Zachęcam.

Zostawiam Wam fantastyczny utwór, który nie jest nowy, ale na dobre zwróciłem na niego uwagę chyba dopiero dzisiaj:


Dobrego tygodnia i owocnych zmagań z samym sobą!

ENG:

I'm afraid of people. The necessity of meeting someone new, starting a conversation or, God forbid, entering a new group frightens me invariably. It's so funny that in companionships to which I belong, I am probably one of the most social people. I mean that I maintain good contact with people from different backgrounds, even if I am not a part of them anymore. It happens that my various friends who have already lost contact with each other meet again on some occasion organised by me.

It may be that although I am afraid of making contacts with people, I am good at it. It probably helps me that I rather trust people, it's hard to alienate me to someone, and even if I get angry, the anger usually leaves me after a maximum of a few dozen minutes. The result is that with many people I met, I would probably go to the end of the world after just a few meetings and talks.

It does not change the fact that talking to some stranger or entering a new environment is terribly frightening to me. Generally, I don't care about opinions of others about me, but nevertheless, somewhere in the back of my head there is a fear that everyone will suddenly sneer at me. This feeling is even stronger when it comes to groups dealing with something that I do not know well or am a beginner in it. This can be an editorial team in which almost everyone else is studying journalism or philology, people at master's studies who have studied the same things at the bachelor's studies and know the basics. It can also be a group of people in a new job or at the gym.

The funniest thing is, however, that for almost two years (with a few months' break) I have been working in an industry that requires meeting representatives of another client almost every week and working with them for several days. Almost without a break, I make new connections, talk to strangers, and all the time I have to show my professionalism and the fact that I know what I'm talking about. What's more, while recruiting I already knew it would be so. The subject of stress in conversations with new people was discussed by the managers who were conducting my interview, and the conclusion was that I simply should motivate myself and just do it.

Maybe that's what it's about? My work requires me to constantly make connections, so I do it. Because of this, I get better and better in it. Even if I do not stop being afraid, that fear can be pushed so deeply that it does not affect my behavior. Then a few conversations pass and all fears disappear completely, because I start knowing a given man at least a little. Then another week comes and the whole cycle begins again.

Do you have any fears that you are struggling with every day and constantly breaking through them? You can write about them in the comments or refer to my fears instead. I encourage you to do so.

I leave you with a fantastic song, which is not new, but I noticed it today. You can find it above. Have a good week and fruitful struggle with yourself!

niedziela, 17 czerwca 2018

To nie jest kolejny wpis!

This is not yet another entry! [English version below.]

Dziś prawie bez treści. Dlaczego? Bo nie ma czasu. Sesja, praca magisterska i zwykła praca postanowiły przypuścić wspólny atak, a efekt jest taki, że na bloga brakuje czasu. Ta niedziela musi być robocza.

Żeby być uczciwym: to efekt jasno ustalonych priorytetów. Aktualnie hierarchia wygląda następująco:
impreza > dokończenie studiów > blog.
Tak, impreza na szczycie. Nie wstydzę się tego, bo nie chodzi o zwykły clubbing, ale o spotkanie z rzadko widywanymi przyjaciółmi, w dodatku z istotnego powodu. Tak było wczoraj, gdy moja dobra przyjaciółka wyprawiała urodziny. Zdarza jej się to znacznie rzadziej niż raz na rok, w związku z czym obecność była obowiązkowa.

Było pięknie!

Od pewnej godziny zatem bawiliśmy na imprezie w ogrodzie, wcześniej przygotowywaliśmy prezent i w ten sposób z całej soboty roboczej zrobiły się ledwie 3-4 produktywne godziny. Ale wiecie co? Wcale nie żałuję. Pamiętajcie, pasje są ważne, obowiązki też, ale przyjaciele najważniejsi. Z tym optymistycznym akcentem Was zostawiam.

Muzyczny klasyk na dziś:


Dobrego, produktywnego, pełnego wrażeń tygodnia!

ENG:

Today, almost without content. Why? Because there is no time. A session, master's thesis and ordinary work decided to launch a joint attack, and the effect is lack of time for blog. This Sunday must be a working day.

To be honest: it is the effect of clearly set priorities. Currently the hierarchy is as follows:
the party > graduation > blog.
Yes, the party at the top. I am not ashamed of this, because it is not about ordinary clubbing, but about meeting with rarely seen friends, in addition for a good reason. Yesterday was that way, when my good friend made a birthday party. It happens to her much less often than once a year, therefore the presence was obligatory.

We have been having fun at a garden party whole night, we've been preparing a gift before, and in this way, only 3-4 hours were productive over the whole working Saturday. But you know what? I do not regret it at all. Remember, passions are important, responsibilities too, but friends the most. I leave you with this optimistic accent.

A musical classic for today is posted above.
Have a productive, fun-filled week!

sobota, 5 maja 2018

Znikający ludzie!

Disappearing people! [English version below.]

Ciekawe, czy po tym tekście ktoś się na mnie obrazi... Oby nie! Tak naprawdę jednak aż tak bardzo się tym nie przejmuję. Do rzeczy!

XXI wiek. 2018 rok. Złoty wiek mediów społecznościowych (przemilczmy drobne kryzysy). Mnóstwo znajomych i znajomości. Przeprowadziłem mały test. Sprawdziłem liczbę swoich znajomych na Facebooku. 470. Sporo? Niektórzy pewnie powiedzą, że tak, ale to nie do końca prawda. Wszystko zależy od tego, z kim się porównywać. Sprawdziłem liczbę znajomych pierwszych z brzegu moich znajomych. 381. 393. 263. 904. 404.

Okej, czyli jestem w czołówce. To oczywiście złudne, bo test taki nie jest wiarygodny, a poza tym wiele zależy od tego, w jak wielu i jak licznych środowiskach człowiek się obraca. Nimniej jednak, liczba jest spora. Oczywistym jest też, że nie utrzymuje się kontaktu z tymi wszystkimi ludźmi. To zresztą niemożliwe, ale też nie ma takiej potrzeby.

To dlatego, że struktura znajomych na największym portalu społecznościowym świata to arcyciekawa rzecz. Są tam na przykład tacy osobnicy, o których w sumie nawet nie do końca się wie, co tam robią i jak się tam znaleźli. Wydają się być ze świata zupełnie innego niż nasz. Z tymi można się bez żalu rozstać. Mam nadzieję, że mi na przykład udało się już zredukować tę grupę do minimum. Próbowałem teraz znaleźć kogoś takiego i dopiero po dłuższej chwili dotarłem do dwóch osób, co do których co prawda wiem, skąd je znam i dlaczego wysłały mi zaproszenie do znajomych, ale nie jestem pewien, czy poznałbym je na ulicy. 

Na drugim końcu skali są tacy ludzie, bez których nie wyobrażacie sobie dobrej imprezy, swoich urodzin, jakiegoś wyjazdu, a z drugiej strony wyobrażacie sobie ich: jako świadków na waszym ślubie, chrzestnych waszych dzieci itd. Najlepsi kumple, przyjaciele, niemal rodzina. Z nimi utrzymujecie kontakt. Może się zdarzyć, że widzicie się rzadko, bo dorosłość ma tę jedną nieprzyjemną cechę, że każdy ma milion spraw i ciągle brakuje czasu, ale mimo wszystko dbacie o te więzi.

Są wreszcie ci, na których chcę się dzisiaj skupić. Ci pomiędzy. Ludzie, z którymi dobrze Wam się rozmawia, spędza czas, z którymi macie same dobre wspomnienia, ale jednocześnie nie widzieliście się bardzo długo i żadna ze stron jakoś bardzo o to nie zabiega. Byłoby miło się spotkać, ale nie jest to priorytet. Ludzie, którzy w jakiś sposób nadawali koloru waszemu życiu, ale nie były to żadne podstawowe barwy i po utracie kontaktu wasz świat nie staje się czaro-biały. Zatem choć spotkanie to kuszący pomysł, to raczej nikt z Was nie poświęci na nie czasu. Aż tyle go nie ma.

Odmalowali moją podstawówkę. Kto? Kiedy? Po co? 

I czy to ma jakikolwiek związek z tym wpisem?



Tu właśnie niespodziewanie uderza zaleta mediów społecznościowych. Możemy obserwować tych ludzi. Być z nimi na bieżąco, wiedzieć, co u nich, mimo, że dawno się nie spotkaliśmy. Dzięki temu, gdy wreszcie uda się wypić razem jakąś kawę lub piwo, punkt zaczepienia do rozmowy znajdzie się sam.

Tyle, że do wykorzystania takiego punktu ostatecznie i tak potrzebne jest spotkanie. Czasu brakuje zawsze, więc trzeba po prostu wybrać moment, gdy brakuje go mniej. Wtedy warto zastanowić się,
z kim chętnie by się porozmawiało i po prostu zadzwonić, napisać SMSa lub wysłać wiadomość na Messengerze. Jest łatwo. Po co tracić kolejne kolory z życia?

Piosenka na dziś? Co prawda to nie do końca o tej środkowej grupie, ale i tak zawsze warto:

Dobrego tygodnia!

ENG:

I wonder if someone would be offended after this text ... I hope not! But I do not really care about it. Let's focus!

XXI century. 2018 year. The golden age of social media (let's keep silent about minor crises). Lots of friends and acquaintances. I carried out a small test. I checked the number of my friends on Facebook. 470. A lot? Some will probably say yes, but it's not entirely true. It all depends on who to compare with. I checked the number of friends of some of myfriends. 381. 393. 263. 904. 404.

Okay, so I'm in the lead. This is obviously deceptive, because such a test is not reliable, and besides, a lot depends on how many and how large social groups man belongs to. Nevertheless, the number is considerable. It is also obvious that there is no contact with all of them. It is impossible, but it is also unnecessary.

This is because the structure of friends on the largest social networking site in the world is an extremely interesting thing. There are, for example, such individuals, about who you do not even know what they are doing there and how they got there. They seem to be from a completely different world than ours. You can part with these without regret. I hope that I have already reduced this group to a minimum. I tried to find someone like that now and it took me a long time to get to two people about who I know where I know them from and why they sent me the invitations to friends, but I'm not sure if I would recognize them on the street.
At the other end of the scale there are people without whom you can not imagine a good party, your birthday, some trip, and on the other you imagine them as best men at your wedding, godparents of your children, etc. Best friends, almost family. You keep in touch with them. It may happen that you rarely see each other, because adulthood has this one unpleasant feature, that everyone has a million things to do and is still short of time, but you still care for these bonds.

Finally, there are these I want to focus on today. These between. People with whom you talk well, spend good time with, with whom you have only good memories, but at the same time you have not seen them very long and none of the parties really care about it. It would be nice to meet, but this is not a priority. People who somehow gave color to your life, but those were not any basic colors and after losing contact your world does not become black and white. So even though the meeting is a tempting idea, none of you will spend time on it. It is too precious.

This is where one advantage of social media strikes unexpectedly. We can observe these people. Be with them on a regular basis, know what's up, even though we have not met for a long time. Thanks to this, when you finally manage to drink together some coffee or beer, the starting point for the conversation will be there, waiting.

It's just that a meeting itself is needed to use such a point anyway. There is always time missing, so you just have to choose the moment when you lack it less. Then it is worth considering who you would like to talk to and just call, write a text message or send a message via Messenger. It's easy. Why lose more colors from life?

Song for today? Well, it's not exactly about this middle group, but it's always worth listening. You can find it above.

Have a good week!