Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łąki Łan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łąki Łan. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 marca 2019

Na co komu symbole?

Who the heck needs the symbols? [English version below.]

Ostatnio trafiłem na takiego oto kwejka. Popatrzyłem, przeczytałem i trochę się zirytowałem. To dlatego, że taki mem świadczy o kompletnym niezrozumieniu idei symboli. I nie chodzi o tę konkretną akcję. Może można ją było zrobić inaczej. Natomiast szydzenie z robienia czegoś symbolicznie nie jest niczym nowym i właśnie sobie przypomniałem jak bardzo to mnie wkurza.

To ma sens - nie pierwszy raz
Przykładów powszechnych akcji mających na celu wyrażenie opinii, solidarności z kimś czy rozpowszechnienia wiedzy na temat czegoś jest całe mnóstwo. Najoczywistszy i chyba najprostszy to nałożenie odpowiedniego filtru na zdjęcie profilowe na Facebooku. Tak było po wydarzeniach ważnych, przerażających (jak zamachy we Francji w 2015 r.), tak jest przy okazji debaty na tematy światopoglądowe (np. tęczowe filtry wspierające LGBT) i tak bywa też, gdy ludzie chcą wyrazić swój patriotyzm (biało-czerwone filtry np. przy okazji 11 listopada). Teraz filtry pojawiają się też przy okazji bardziej przyziemnych spraw - można nimi na przykład wyrazić wsparcie dla ulubionej drużyny podczas zawodów sportowych.

Nałożeniu czerwono-biało-niebieskich filtrów na zdjęcia profilowe po zamachach we Francji towarzyszyło podświetlenie w tych barwach najbardziej ikonicznych budynków i budowli świata. Miało ono pokazać, że miasta i państwa, w których znajdują się te obiekty, a zatem i ich obywatele, mówią Francuzom "jesteśmy z wami". Nałożenie francuskich barw na berlińską Bramę Brandenburską, Operę w Sydney, Pałac Kultury w Warszawie, katowicki Spodek czy Chrystusa w Rio miało pokazać, że cały świat jednoczy się w niezgodzie na terroryzm.

Inny przykład jednoczący świat to godzina dla Ziemi. Trwająca od 2007 r. akcja polega na wyłączeniu na godzinę świateł i urządzeń elektrycznych raz w roku, w ostatnią sobotę marca i ma przypominać o zmianach klimatycznych oraz skłaniać do podejmowania działań przeciw nim. Inicjatywa ta funkcjonuje już na całym świecie, łącząc ludzi z różnych krajów i kultur. Sama akcja nie wpływa istotnie na ograniczenie zużycia energii, a mówi się także o tym, że jest ona obciążeniem dla systemu energetycznego. To drugie to rzeczywiście rzeczowy argument przeciw tej idei i może trzeba by wymyślić coś innego. Ten pierwszy argument jednak, choć prawdziwy, jest nieadekwatny. Przecież wcale nie chodzi o to, żeby w ten jeden sposób istotnie ograniczyć zużycie energii. 

To zresztą szerszy temat. Zarzutem często stawiany takim akcjom jest to, iż nie przekładają się one na realne działania. Że to nic nie znaczące gesty, które nie mają żadnych konkretnych skutków. Tylko, że taki zarzut to bzdura, świadcząca o kompletnym niezrozumieniu idei takich posunięć. Filtry, podświetlenia, braki światła i inne tego typu aktywności nie są zamiast działań realnie usuwających skutki pewnych wydarzeń czy mających zapobiec im w przyszłości. Są obok. Mają trafiać do mas, sygnalizować tematy, zwiększać powszechną świadomość. Mogą też być gestem solidarności, wysyłać do przeżywających trudne chwilę wiadomość: „pamiętamy o Was”.

Nikt rozsądny nie zakłada przecież, że tego typu symbole dadzą cokolwiek bez konkretnych działań. To bzdura. O kwestie praw mniejszości, ochronę klimatu czy przeciwdziałanie terroryzmowi muszą się w dużej mierze zatroszczyć rządzący. Na ich działania wpływają jednak opinie obywateli. To one decydują o priorytetach czy kierunkach polityki państwa, czego ostatecznym wyrazem jest wybór władz w wyborach powszechnych. Akcje budujące powszechną świadomość, różnorakie symbole mają więc ostatecznie realny, choć nie bezpośredni wpływ na otaczającą nas rzeczywistość.



Chyba nie o takie symbole chodziło...

Nie zawsze trafnie
Nie każda inicjatywa mająca właśnie symbolami skłaniać się do pochylenia nad jakimś tematem osiąga jednak zamierzony cel. Kilka lat temu w Polsce miała miejsce akcja wylewania piwa Ciechan, w reakcji na negatywną wypowiedź właściciela browaru, Marka Jakubiaka, na temat środowisk LGBT. Forma protestu niewątpliwie wzbudziła zainteresowanie, ale czy nie przysłoniła ona meritum? Mam wrażenie, że głośniej było wówczas o samej akcji niż o jej przyczynach. Pytanie też, czy całość tak naprawdę nie przysporzyła popularności browarowi? I ostatnia kwestia: taka akcja to marnotrawstwo produktów użytych do wyprodukowania piwa, pracy ludzi, a nade wszystko pieniędzy protestujących. Przecież browar na tym nie stracił, bo piwo już zostało sprzedane. Może można było więc całą akcję przeprowadzić lepiej?

Bardzo podobny motyw, ale nowszy i na większą skalę pojawił się w zeszłym roku, gdy ludzie (zwłaszcza w USA) zaczęli na znaczną skalę palić produkty Nike i publikować nagrania, na których to robią. Robili to jako wyraz sprzeciwu wobec nawiązania przez firmę współpracy z futbolistą, który, protestując z kolei przeciwko dyskryminacji rasowej, nie stał na baczność podczas hymnu. I okej, to ich buty i ubrania, bo przecież zapłacili za nie. Mogą z nimi robić, co chcą. Tyle tylko, że znowu to potężna niegospodarność. W Stanach, w których nierówności społeczne to poważny problem, można by tę odzież przekazać potrzebującym (nawet usuwając z niej logo producenta). Dodatkowo w tym przypadku rzecz dotyczy na tyle specyficznego tematu, że nie zdziwiłbym się, gdyby nagłośnienie sprawy poskutkowało zwiększeniem zainteresowania produktami Nike wśród ludzi wspierających futbolistę. Mam wątpliwości. Spalenie rzeczy, na które samemu wcześniej wydało się sporo pieniędzy? Moża dałoby się lepiej...

A wy? Co sądzicie o tego typu akcjach i angażowaniu symbolicznych działań w debatę publiczną? Dajcie znać, jeśli chcecie. A ja zostawiam Was z tym, co już pewnie znacie, bo ma prawie 1,5 roku, ale dalej jest świetnym energetycznym kopem:


Trzymajcie się!

ENG:

Recently, I came across such a meme (it says something like: "A whole year without hair removal to fight the injustice that affects women around the world." and "Oh, wow, thanks, what would I do without you."). I looked, read and got a bit irritated. This is because such a meme shows a complete misunderstanding of the idea of symbols. And it is not about this specific action. Maybe it could have been done differently. However, sneering at doing something symbolically is nothing new and I just remembered how bad it pisses me off.

It makes sense - not the first time
There are a lot of examples of common actions aimed at expressing opinions, solidarity with someone or disseminating knowledge about something. The most obvious and probably the easiest one is the putting an appropriate filter on the profile picture on Facebook. This happens after important and frightening events (like the attacks in France in 2015), this is the case during the debate on world-view issues (eg rainbow filters supporting LGBT) and this is also the case when people want to express their patriotism (white-red filters e.g. on the occasion of November 11 - polish Independence Day). Now the filters also appear on the occasion of less important matters - you can, for example, express support for your favorite team during sports competitions this way.

The application of red-white-blue filters for profile pictures after the attacks in France was accompanied by the illumination in these colors of the most iconic buildings and structures in the world. It was supposed to show that the cities and countries in which these objects are located, and therefore also their citizens, tell the French "we are with you". Putting French colors on the Berlin Brandenburg Gate, the Sydney Opera House, the Palace of Culture in Warsaw, the Katowice Spodek or Christ in Rio was to show that the whole world unites in fighting with terrorism.

Another example uniting the world is the Earth Hour. The action, which has been repeating since 2007, consists in switching off lights and electrical devices for one hour every year, on the last Saturday of March, and is to remind about climate change and encourage action against them. This initiative is already operating all over the world, connecting people from different countries and cultures. The action itself does not significantly affect the reduction of energy consumption, and it is also said that it is a burden for the energy system. The latter is indeed a factual argument against this idea and maybe one should think of something else. At the same time this first argument, though true, is improper. After all, the point is not to significantly reduce energy consumption in this way.

This is a wider topic. The accusation often made to such actions is that they do not result in real activity. That these are meaningless gestures that have no visible effect. Only that such an accusation is nonsense, testifying to a complete misunderstanding of the idea of ​​such moves. Filters, backlights, lacks of light and other such activities are not ment to replace actions that really remove the effects of certain events or to prevent them in the future. They are next door. They are supposed to hit the masses, mark some themes, increase public awareness. They can also be a gesture of solidarity, sending the message: "we remember about you" to those who are experiencing a difficult moment.

No reasonable person assumes that such symbols give anything without concrete actions. It's nonsense. Minorities' rights, climate protection and counterterrorism must be largely addressed by the governence. However, their actions are influenced by the opinions of citizens. They determine the priorities or directions of state policy, which is ultimately expressed by the election of the authorities in the general election. The actions that build the common consciousness, various symbols, have ultimately a real, even if not direct, impact on the reality that surrounds us.

Not always adequate
Not every initiative using symbols to lean towards some topic, however, achieves the intended goal. A few years ago in Poland, the action of pouring Ciechan beer took place. It was response to the negative statement about LGBT environments said by the owner of the brewery, Marek Jakubiak. The form of the protest undoubtedly aroused interest, but did not it overshadow the objective? I have the impression that it was more said about the action itself then about its causes. The question is also whether the whole thing did not really bring popularity to the brewery? And the last issue: such an action is a waste of products used to produce beer, people's work, and, above all, protesters' money. After all, the brewery did not lose anything, because the beer has already been sold. Maybe it was possible to conduct the whole action better?

A very similar motif, but a newer one and on a larger scale appeared last year, when people (especially in the USA) began to burn Nike products and publish recordings on which they do so. They were doing this as an expression of opposition to the company establishing cooperation with a footballer who, in turn protesting against racial discrimination, did not stand up when the national anthem was played. And okay, it is about their shoes and clothes, because they paid for them. They can do whatever they want with them. Only that it is a huge mismanagement again. In the United States, where social inequality is a serious problem, these things could be passed on to those in need (even removing the manufacturer's logo). In addition, in this case, the matter concerns such a specific topic that I would not be surprised if the publicity of the matter resulted in increased interest in Nike products among people supporting the footballer. I have my doubts. Burning things you've spent a lot of money on before? Might be better ...

And you? What do you think about this type of action and engaging symbolic actions in the public debate? Let me know if you want. And I leave you with what you may already know, because it's almost 1.5 years old, but it's still a great energetic kick of music. You can find it above.

Take care!

niedziela, 4 listopada 2018

Radość tworzenia.

Joy of creation. [English version below.]

Kiedyś dużo pisałem. Opowiadania, wiersze, zarysy powieści. Jedną nawet napisałem w całości, a do tego powstało ok. 50 stron drugiej części. Oczywiście nigdy nie ujrzały światła dziennego. A potem poszedłem do pracy. Zacząłem studiować zaocznie. Zdarzało mi się jeszcze od czasu do czasu napisać coś we wspomnianych formach, ale jednak ograniczałem się raczej do bloga i magazynu Suplement. Na więcej nie było czasu ani siły. Czasem brakowało ich nawet na to. Pojawiały się jakieś pomysły, które czasem nawet zapisywałem, ale nic z tego nie wynikało. Takie życie...

Ponad dwa tygodnie temu zostałem magistrem finansów i rachunkowości. Bardzo związane z pisaniem, prawda? Nieważne. Istotne jest to, że dzięki temu mam znów trochę więcej czasu. Jeszcze nie doświadczyłem tego w pełni, ale już częściowo. W każdym razie od dwóch dni chodził za mną pewien pomysł na kawałek tekstu. To mogłoby być opowiadanie albo zalążek powieści w połączeniu z innym tekstem, który napisałem już jakiś czas temu. W końcu więc nakrzyczałem na samego siebie w myślach, żądając wzięcia się do roboty. W efekcie wczoraj bardzo późnym wieczorem (a może było to już dzisiaj, po północy?) najpierw przeczytałem ten dawniejszy tekst, a potem zabrałem się za pisanie. Temat? Nocne życie, ludzie, ale przede wszystkim pieniądze, biznes i przekręty.

W ostatnich latach zdążyłem choć trochę zobaczyć jak funkcjonują różne firmy i co może nie zadziałać. Zacząłem więc pisać. Nawet nie wiem, kiedy zrobiła się godzina 01:47, a ja czytałem napisane przeze mnie w półtorej godziny niepełne trzy strony tekstu. Może nie są doskonałe. Może to nie jest zawrotne tempo (choć zazwyczaj miałem znacznie gorsze). Może nic z tego nie będzie i nie tylko żadna książka nie powstanie, ale nawet ów tekst nie pojawi się w sieci. Nieważne. Ważne, że mam nieziemską satysfakcję, możliwe, że większą niż po napisaniu pracy magisterskiej.

Wycinek nowej rzeczy.

Pytam Was: kiedy ostatnio coś stworzyliście? Część z Was pracuje w zawodach kreatywnych: dziennikarze, projektanci, marketingowcy, muzycy czy artyści rękodzieła - znam Was i uważam za wspaniałe to, że pracujecie w takich branżach. Każdy dzień może być, choć nie zawsze jest, wielkim procesem tworzenia. W mojej pracy tego nie ma. Nie narzekam na nią, bo gdyby wad było więcej niż zalet, to po prostu bym ją zmienił. Nie ma w niej jednak wiele miejsca na bycie kreatywnym w sposób artystyczny. Wymyśla się raczej po prostu jak zrobić coś w Excelu lub na jakich danych się oprzeć. Też się trzeba nagłowić, ale nie powstaje z tego sztuka. 

Śmiem twierdzić, że w sytuacji podobnej do mojej znajduje się większość ludzi. Oczywiście, nie wszyscy z nich chcą tworzyć i przecież nie muszą. Mogą po prostu odbierać kulturę i sztukę. Być widzem, czytelnikiem, słuchaczem. Na pewno jednak jest w tej grupie też wiele osób, które kiedyś pisały, malowały, nagrywały czy robiły cokolwiek innego, a teraz praca im na to nie pozwala. 

Trzeba więc szukać sobie miejsc poza nią. Innych przestrzeni pozwalających na ekspresję. Dlaczego? Jak wspomniałem wcześniej: tworzenie to przede wszystkim ogromna satysfakcja. To zamykanie kawałka swojej duszy w czymś namacalnym i wcale nie chodzi o horkruksy. To sposób na uwolnienie myśli, emocji, uczuć. 

Przypomnijcie sobie, co sprawiało Wam frajdę w liceum, na studiach lub nawet wcześniej. Może pisaliście lub nagrywaliście. Może komponowaliście. Niewykluczone, że wyżywaliście się farbami na płótnie lub ołówkami czy kredkami na papierze. Spróbujcie do tego wrócić i po prostu zobaczcie, co z tego wyniknie. W dzisiejszych czasach dostęp do jakichkolwiek materiałów nie jest trudny. Można też się przesiąść na oprogramowanie komputerowe. Internet załatawia sprawę podzielenia się twórczością z innymi. Jeśli będziecie się bali ich reakcji, możecie przecież publikować anonimowo. Perspektywy są wspaniałe!

Nie mówię, że macie rzucać w cholerę Wasze dotychczasowe życie. Zupełnie nie o to chodzi. Po prostu raz na jakiś czas zamiast włączać kolejny odcinek serialu na Netfliksie włączcie swoją kreatywność. To strasznie przykre, gdy znajomi, którzy kiedyś lubili komponować czy improwizować albo tworzyć własne gry, zostawiają to wszystko za sobą. Gitara czy kości idą w kąt. Postarajmy się, żeby tak nie było.

Utwór na dziś? Coś absurdalnie cudnego:

To tyle tym razem. Twórczego popołudnia i tygodnia!

ENG:

I used to write a lot. Stories, poems, and outlines of novels. I even wrote one in full, and later about 50 pages of the second part were created. Of course, no one ever read those. And then I went to work. I started to study in absentia. I occasionally wrote something like those things from time to time, but I was rather limited to the blog and the Suplement magazine. There was no time or strength for more. Sometimes there were even not enough of them for these two activities. There were ideas that I sometimes even wrote down, but nothing ever came of it. Such a life...

Over two weeks ago I became a Master of Finance and Accounting. It is very related to writing, right? Well, whatever. The important thing is that thanks to this I have a little more time now. I have not experienced it fully yet, but partly. In any case, two days ago an idea for a piece of text appeared in my mind. It could be a story or a beginning of a novel in combination with another text that I wrote some time ago. In the end, I shouted at myself in my thoughts, demanding that I get to work. As a result, yesterday very late in the evening (or maybe it was today, after midnight?) first I read this earlier text, and then I started writing. Subject? Night life, people, but above all money, business and scams.

In recent years, I managed to see at least  a little how different companies function and what may not work there. So I started writing. I do not even know when there was 01:47 a.m. and I read an incomplete three pages of text written by me in an hour and a half. Maybe they are not perfect. Maybe it is not a staggering pace (although I usually had much worse). Maybe nothing will rise out of it and not only no book will be created, but even this text will not appear on the web. It does not matter. It is important that I have enormous satisfaction, maybe greater than after writing my master's thesis.

I'm asking you: when was the last time you created something? Some of you work in creative professions: journalists, designers, marketers, musicians and handicrafts - I know you and I think it's great that you work in such industries. Every day can be, though not always is, a great process of creation. Nothing like that happens in my job. I do not complain about it, because if there were more cons than pros, I would just change the job. However, there is not much room to be creative in an artistic way. Instead, you simply think how to do something in Excel or what data should be basis of analysis. Creativity is needed, but no art arises from it.

I dare say that most people are in the situation similar to mine. Of course, not all of them want to create and they do not have to. They can simply receive culture and art. Be a viewer, reader, listener. However, without a doubt there are also many people in this group who once wrote, painted, recorded or did anything else and now their work does not allow it.

So you have to look for places outside of it. The other spaces that allow expression. Why? As I mentioned earlier: creating is above all a great satisfaction. It is like closing a piece of your soul in something tangible and it's not about horcruxes at all. It's a way to free your thoughts, emotions and feelings.

Remind yourself what was giving you fun in high school, college or even earlier. Maybe you used to write or record. Maybe you used to compose. It is possible that you used to create with the paints on canvas or with crayons and pencils on paper. Try to get back to it and just see what will come out of it. Nowadays, access to any materials is not difficult. You can also use computer programs. The Internet settles the matter of sharing the work with others. If you are afraid of their reaction, you can publish anonymously. The prospects are great!

I'm not saying you should throw your life to the bin. That's not what it's about. Just once in a while instead of turning on the next episode of the series on Netflix, turn on your creativity. It's really sad when friends who once liked to compose or improvise or create their own games leave it all behind. The guitar or dices are going to the corner. Let's try not to let it happen.

A song for today? Something absurdly wonderful in Polish. You can find it above. That's all for now. Have an creative afternoon and the week!

niedziela, 25 marca 2018

Wpis podróżniczy z niewielką sportową wstawką.

An entry about a travel with a small sport insertion. [English version below].

KTW-WAW-KTW. Nie leciałem samolotem, ale i tak przy okazji szybkiego wypadu do stolicy na czas podróży nie ma co narzekać.

W sobotę rano wczesna pobudka po imprezie i marsz na dworzec kolejowy. Szybka herbata i tost, a potem wygodne moszczenie się w fotelu i próba odzyskania sił. Po około dwóch i pół godziny wysiadłem na stacji Warszawa Zachodnia.

Dzisiejszy powrót to z kolei jakieś trzy i pół godziny. Ciut dłużej, ale bilet ponad dwa razy tańszy. To niesamowite, jak szybko można się poruszać po kraju. Pewnie, za granicą transport publiczny osiąga znacznie wyższe, imponujące prędkości. Warto jednak doceniać to, co się ma. Taka podróż mija błyskawicznie. Wystarczy chwilę poczytać, posłuchać muzyki czy coś napisać, do tego wypić kawę i już się jest na miejscu. Świat się skurczył.

Skurczył się potwornie. Gdy już w szybkim tempie pokonasz te kilkaset kilometrów i spotkasz się z rodziną, chcesz im coś powiedzieć, ale... Wszystko już wiedzą. O sprawach powszechnych czytali zapewne na tych samych portalach. Skoki Stocha czy mecz reprezentacji oglądali prawdopodobnie w ramach tych samych transmisji. Z kolei o zmianach w życiu prywatnym z dużą dozą prawdopodobieństwa wiedzą już z Twojego Facebooka. I o czym tu rozmawiać?

Oczywiście, trochę wyolbrzymiam. Przy dobrych kontaktach z rodziną zawsze coś się znajdzie. Wspólne, specyficzne poczucie humoru, wspominki czy sprawy bieżące sprawdzają się naprawdę dobrze. Nie zmienia to jednak faktu, iż coś się zmieniło i trzeba się do tego dostosować.

A co z tą wstawką sportową? To właśnie sprawy bieżące.

Na przykład takie.

Jak mogliście na przykład zauważyć na moim Instagramie, wczoraj wybrałem się na mecz mojego kuzyna. MKS Hutnik Warszawa. A klasa. No nieźle. Fajnie grali, fajnie. Przeciwnikiem był Wicher Kobyłka. Futbol wielkiego formatu, W każdym razie "nasi", tj. powiązani rodzinnie, wygrali.

Dzisiaj natomiast byłem na kolejnej imprezie sportowej. Nie jako uczestnik, nie ma głupich. Mój ojciec przebiegł Półmaraton Warszawski. Piękne wydarzenie. Atmosfera wielkiego sportowego święta. Kilkanaście tysięcy samych biegaczy.

A na wczorajszym meczu? Owszem, też były emocje, zwłaszcza na trybunie. Tyle tylko, że głównie negatywne. Bulwersowanie się co drugą sytuacją. Wygrażanie sędziemu. Wyzywanie zawodników. Standard. Tak naprawdę to nie wiem. To dopiero drugi mecz piłki nożnej, na który się wybrałem, a pierwszy był reprezentacyjny, czyli de facto piknikowy. Zdarzało mi się za to być na meczach futbolu amerykańskiego i tam też okrzyków było sporo, ale wszystkie miały na celu wspieranie własnej drużyny, a nie szkalowanie przeciwników.

Może to po prostu specyfika dyscypliny. W końcu piłka nożna to sport ludzi prostych. Trudno wymagać od kibiców wyrafinowania wziętego nie wiadomo skąd. Krzyczą to, co im przyjdzie do głowy. Bez szczególnej refleksji. I to też jest w pewien sposób piękno sportu.

Piosenka na dziś? Energetyczny T.Cover. Zapraszam:


Dobrego tygodnia!

ENG:

KTW-WAW-KTW. I did not fly by plane, but in case of a quick trip to the capital there is no reason to complain about the time of the journey.

On Saturday morning, an early wake-up call after the party and a march to the train station. Quick tea and toast, and then a comfortable armchair and an attempt to regain strength. After about two and a half hours I got off at Warszawa Zachodnia station.

Today's return is in turn some three and a half hours. A little longer, but the ticket is more than two times cheaper. It's amazing how fast you can move around the country. Sure, public transport abroad reaches much higher, impressive speeds. However, it is worth appreciating what you have. Such a journey passes quickly. It's enough to read for a moment, listen to music or write something, drink coffee and you are already there. The world has shrunk.

It shrank terribly. You can beat those few hundred kilometers quickly and meet with your family, you want to tell them something, but ... They already know everything. They probably read about common issues on the same websites. Probably they watched Stoch jumping or the match of the representation from the same broadcasts. In turn about changes in your private life they probably already know from your Facebook. So what to talk about here?

Of course, I am exaggerating a little. When you have good relations with your family, there is always something to talk about. Common, specific sense of humor, memories and current affairs work really well. It does not change the fact that something has changed and you have to adapt to it.

And what about this sport insertion? These are current issues.

As you could see on my Instagram, for example, yesterday I went to my cousin's match. MKS Hutnik Warsaw. Class A. Cool. They played nice. The opponent was Wicher Kobyłka. Big format football. In any case, "ours", i.e. family-related, won.

Today, however, I was at another sports event. Not as a participant, I'm not stupid. My father took part in the Warsaw Halfmarathon. A beautiful event. The atmosphere of a great sport holiday. A dozen or so thousands of runners themselves.

And at yesterday's match? Yes, there were also emotions, especially on the grandstand. Only that they were mainly negative. Anger with every situation. Threatening the judge. Cursing players. Standard. I do not really know. This was only the second football match I have been at, and the first one was Polish national team's, so, in fact, a picnic one. I have been at American football matches and there were a lot of shouts there, but all of them were aimed at supporting proper team, not slandering opponents.

Maybe it's just the specificity of the discipline. After all, football is a sport of simple people. It is difficult to demand from the supporters refinement taken from nowhere. They scream what comes to their minds. Without special reflection. And this is also the beauty of sport in a way.

Song for today? T.Cover full of energy. Please find it above.

Have a nice week!