Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 grudnia 2019

Święty i prezenty.

Santa and gifts. [English version below.]

"Idą święta, idą święta, każda buzia uśmiechnięta...". Boże Narodzenie już za dwa i pół tygodnia. Na tym etapie jedni mogą myśleć już o rodzinnej atmosferze, inni planować czy zaczynać świąteczne porządki, ale jest pewna rzecz, która zaprząta niemal wszystkie umysły.

PREZENTY.

Tak się składa, że galopujący kapitalizm sprawił, że kwestia obdarowywania się nawzajem stała się bardzo ważną sprawą. Czy to dobrze? Nie mnie oceniać. Tak w każdym razie jest i nieliczne próby zmiany zwyczaju, podejmowane w niektórych rodzinach, a polegające na rezygnacji z prezentów w ogóle czy ograniczeniu się do podarków hand-made raczej tego nie zmieni. Z tematem prezentów wiąże się jednak kilka istotnych pytań.

Wspomnienie zeszłego roku.

Po pierwsze, kto je przynosi w Wigilię? 

Nie chodzi o to, kto je kupuje, kto za nie płaci, kto je pakuje, stawia pod choinką itd. To nie jest ważne. Istotne jest to, kto je przynosi, przynajmniej w metaforycznym sensie. Sprawa z pozoru jest prosta: w Warszawie i innych częściach Polski to św. Mikołaj. Na Śląsku Dzieciątko. W Wielkopolsce Gwiazdor. Poza tym zdarzają się Aniołek, Dziadek Mróz, a może i inni. 

Co jednak, gdy jakaś rodzina wywodzi się z dwóch różnych tradycji? Trzeba ustalić indywidualną historię dla rodziny. W moim rodzinnym domu obowiązująca wersja jest taka, iż pisze się list do św. Mikołaja, on go czyta, na Śląsk przyjeżdża 6 grudnia, potem jedzie do Warszawy, gdzie dociera na 24 grudnia, a treść listów ze Śląska przekazuje Dzieciątku, które pojawia się tam w Wigilię. Proste, logiczne, działa. Jeśli więc zdarzyłoby się, że macie ze swoim partnerem/partnerką podzielone zdania w tej kwestii, a dzieci zaczynają zadawać Wam niewygodne pytania, najwyższa pora wypracować kompromisową historię.

Po drugie, czym obdarować swoich bliskich?

To jeden z trudniejszych tematów. Trzeba wymyślić coś, co nie jest banalne, rzeczywiście sprawi radość obdarowanej osobie, a przy tym nie kosztuje milionów monet. Tu może pomóc sprawdzone rozwiązanie, które odbiera trochę magii świąt, ale jest bardzo praktyczne, a mianowicie ustalenie górnego limitu wartości prezentu. Dzięki temu można uniknąć niezręcznych sytuacji, znacznych dysproporcji i podobnych. 

No dobrze, ale nawet jeśli zna się maksymalną wartość prezentu, to jeszcze nie rozwiązuje to kwestii, co to ma być. Najlepszą sytuacją jest, gdy akurat samemu ma się idealny pomysł na prezent dla danej osoby. Czasami przypadkiem trafia się w sklepie na coś idealnie pasującego do danej osoby albo w chwili olśnienia wpada się na jakiś pomysł i potem angażuje się wszystkie siły, żeby go zrealizować. To jednak relatywna rzadkość. Żeby więc prezent był trafiony, można wprost zapytać osobę, która ma go otrzymać, co chciałaby dostać. To jednak także odbiera trochę magii świętom, a poza tym niektórzy mogą czuć się niezręcznie, mówiąc o własnych zachciankach. Tu z pomocą może przyjść wspomniany wcześniej list do św. Mikołaja. Wystarczy spisać swoje życzenia, umotywować je i zostawić list na parapecie, skąd właściciel sań z reniferami może go odebrać. Każdy członek rodziny powinien tak zrobić, a pozostali zawsze jakimś magicznym sposobem dowiadują się, co było napisane w liście.

Oczywiście, nie trzeba się dopytywać. Można zdać się na swój instynkt, kupić coś i liczyć, że prezent przypadnie do gustu osobie obdarowanej. Może tak będzie. Ale czy warto ryzykować?

Po trzecie wreszcie, gdzie to wszystko kupić?

Zasadniczo opcje są dwie, a każda ma swoje wady. Sklepy stacjonarne albo internet. Te pierwsze wiążą się z tłumami ludzi, chaosem, hałasem i innymi nieprzyjemnościami. Poza tym w sklepach wcale nie najlepiej przegląda się dostępne produkty, a i część oferty może być właśnie niedostępna. Z drugiej strony w okresie świątecznym zakupy przez internet wiążą się z ryzykiem, czy kupione prezenty zdążą dotrzeć na czas. Liczba wysyłanych w tym okresie paczek jest ogromna, więc nie wszystkie uda się dostarczyć w terminie. To taki trochę hazard, bo w najgorszym wypadku może się okazać, że zostanie się zupełnie bez prezentu dla jakiejś osoby lub nawet dla wszystkich.

To właśnie powód, dla którego do tej pory decydowałem się jednak na sklepy stacjonarne. W tym roku postanowiłem wreszcie zmienić podejście. Część prezentów kupiłem w sklepach, ale część zamówiłem przez internet. Wyszedłem z założenia, że trzy tygodnie i więcej powinny wystarczyć na otrzymanie paczki. Jeżeli jednak nie, to trudno. Zawsze pozostaje kupienie symbolicznego prezentu i przygotowanie kartki z informacją, że część właściwa jest w drodze. Przecież wcale nie jest najważniejsze to, kiedy otrzyma się ten prezent. To sprawa drugorzędna, a nawet trzeciorzędna, zakładając, że same prezenty nie są takie ważne.

To chyba tyle. Warto do prezentów świątecznych podejść z głową. Dobrze obdarować bliskich czymś, co ich uraduje, ale nie dać się omamić galopującej konsumpcji. Po prostu.

Piosenka na dziś to coś, czym zachwycam się od kilku tygodni:


To tyle. Miłego dnia, tygodnia i dobrego szukania prezentów, jeśli jeszcze ich nie macie.

ENG:

"Christmas is coming, Christmas is coming, every face smiling ...". There are only two and a half weeks to the Christmas left. At this stage, some may already think about the family atmosphere, others may plan or start Christmas cleaning, but there is one thing that preoccupy almost all minds.

GIFTS.

It so happens that galloping capitalism has turned the issue of gifting one another into a very important matter. Is that good? I don't judge. In any case, this is the thing and the few attempts to change the habit, made in some families, and consisting in giving up gifts in general or limiting them to hand-made gifts, are unlikely to change that. However, there are a few important questions about the topic of gifts.

First, who brings them on Christmas Eve?

It's not about who buys them, who pays for them, who packs them, puts them under the Christmas tree, etc. It doesn't matter. It is important who brings them, at least in a metaphorical sense. The matter is seemingly simple: in Warsaw and other parts of Poland it is Santa Claus. Little Baby Jesus in Silesia. Star-man in Greater Poland. In addition, there are Little Angel, Grandfather Frost and maybe others.

But what if a family comes from two different traditions? You need to establish an individual story for the family. In my family home, the valid version is that a letter is written to Santa Claus, he reads it, then arrives to Silesia on December 6, then goes to Warsaw, where he arrives on December 24, and at the same time he hands on the content of letters from Silesia to the Little Baby Jesus, who appears there on Christmas Eve. Simple, logical, works. So, if it happens that you and your partner have divided opinions on this matter, and the children begin to ask you uncomfortable questions, it's time to work out a compromise story.

Second, what to give to your loved ones?

This is one of the most difficult topics. You have to come up with something that is not trivial, it will actually give joy to the recipient, and at the same time it does not cost millions of coins. Here, a proven solution that takes away a bit of magic of Christmas can help, but it is very practical, namely setting an upper limit on the value of the gift. Thanks to this, you can avoid awkward situations, significant disparities and the like.

Well, but even if you know the maximum value of a gift, it still doesn't solve the question of what it should be. The best situation is when you have the perfect idea for a gift for a given person. Sometimes, by accident, you find something in the store perfectly matching the person, or, in a moment of enlightenment, you come up with an idea and then get all your strength involved to implement it. However, this is a relative rarity. So in order to buy a perfect gift you can directly ask the person who is to receive it what he or she would like to get. However, this also takes some magic away from the Christmas, and besides, some may feel awkward about their own wishes. The aforementioned letter to Santa Claus can be useful there. All you have to do is to write down your wishes, justify them and leave the letter on the windowsill, from where the owner of the sleigh with reindeers can pick it up. Every family member should do this, and the others always find out what was written in the letter in some magical way.

Of course, you don't have to ask. You can rely on your instincts, buy something and hope that the gift will appeal to the recipient. Maybe it will be. But is it worth risking?

Third, finally, where to buy it all?

Basically there are two options, each with its own disadvantages. Regular stores or internet. The first ones are associated with crowds of people, chaos, noise and other unpleasantness. In addition, the stores are not the most comfortable way to view all the products, and part of the offer may not be available. On the other hand, during the Christmas season, online shopping is connected with the risk that the purchased gifts will not arrive on time. The number of packages sent during this period is huge, so not all of them can be delivered on time. It's a bit of a gamble because in the worst case scenario, you may find yourself completely without a present for someone or even for everyone.

This is the reason why I have been choosing stationary stores so far. This year, I finally decided to change my approach. I bought some of the presents in stores, but I ordered the other part online. I assumed that three weeks and more should be enough to get the parcels. If not, well, OK. It is always an option to buy a symbolic gift and prepare a card with information that the main part is on the way. After all, it is not the most important thing when you receive this gift. This is secondary and even tertiary, assuming that the gifts themselves are not so important.

I think that's it. It is worth to approach Christmas presents reasonably. It is good to give loved ones something that will delight them, but not to be deceived by galloping consumption. Just it.

The song for today is something that I've been raving about for several weeks. You can find it above.

That's it. Have a nice day, week and good search for presents if you don't have them yet.

niedziela, 25 marca 2018

Wpis podróżniczy z niewielką sportową wstawką.

An entry about a travel with a small sport insertion. [English version below].

KTW-WAW-KTW. Nie leciałem samolotem, ale i tak przy okazji szybkiego wypadu do stolicy na czas podróży nie ma co narzekać.

W sobotę rano wczesna pobudka po imprezie i marsz na dworzec kolejowy. Szybka herbata i tost, a potem wygodne moszczenie się w fotelu i próba odzyskania sił. Po około dwóch i pół godziny wysiadłem na stacji Warszawa Zachodnia.

Dzisiejszy powrót to z kolei jakieś trzy i pół godziny. Ciut dłużej, ale bilet ponad dwa razy tańszy. To niesamowite, jak szybko można się poruszać po kraju. Pewnie, za granicą transport publiczny osiąga znacznie wyższe, imponujące prędkości. Warto jednak doceniać to, co się ma. Taka podróż mija błyskawicznie. Wystarczy chwilę poczytać, posłuchać muzyki czy coś napisać, do tego wypić kawę i już się jest na miejscu. Świat się skurczył.

Skurczył się potwornie. Gdy już w szybkim tempie pokonasz te kilkaset kilometrów i spotkasz się z rodziną, chcesz im coś powiedzieć, ale... Wszystko już wiedzą. O sprawach powszechnych czytali zapewne na tych samych portalach. Skoki Stocha czy mecz reprezentacji oglądali prawdopodobnie w ramach tych samych transmisji. Z kolei o zmianach w życiu prywatnym z dużą dozą prawdopodobieństwa wiedzą już z Twojego Facebooka. I o czym tu rozmawiać?

Oczywiście, trochę wyolbrzymiam. Przy dobrych kontaktach z rodziną zawsze coś się znajdzie. Wspólne, specyficzne poczucie humoru, wspominki czy sprawy bieżące sprawdzają się naprawdę dobrze. Nie zmienia to jednak faktu, iż coś się zmieniło i trzeba się do tego dostosować.

A co z tą wstawką sportową? To właśnie sprawy bieżące.

Na przykład takie.

Jak mogliście na przykład zauważyć na moim Instagramie, wczoraj wybrałem się na mecz mojego kuzyna. MKS Hutnik Warszawa. A klasa. No nieźle. Fajnie grali, fajnie. Przeciwnikiem był Wicher Kobyłka. Futbol wielkiego formatu, W każdym razie "nasi", tj. powiązani rodzinnie, wygrali.

Dzisiaj natomiast byłem na kolejnej imprezie sportowej. Nie jako uczestnik, nie ma głupich. Mój ojciec przebiegł Półmaraton Warszawski. Piękne wydarzenie. Atmosfera wielkiego sportowego święta. Kilkanaście tysięcy samych biegaczy.

A na wczorajszym meczu? Owszem, też były emocje, zwłaszcza na trybunie. Tyle tylko, że głównie negatywne. Bulwersowanie się co drugą sytuacją. Wygrażanie sędziemu. Wyzywanie zawodników. Standard. Tak naprawdę to nie wiem. To dopiero drugi mecz piłki nożnej, na który się wybrałem, a pierwszy był reprezentacyjny, czyli de facto piknikowy. Zdarzało mi się za to być na meczach futbolu amerykańskiego i tam też okrzyków było sporo, ale wszystkie miały na celu wspieranie własnej drużyny, a nie szkalowanie przeciwników.

Może to po prostu specyfika dyscypliny. W końcu piłka nożna to sport ludzi prostych. Trudno wymagać od kibiców wyrafinowania wziętego nie wiadomo skąd. Krzyczą to, co im przyjdzie do głowy. Bez szczególnej refleksji. I to też jest w pewien sposób piękno sportu.

Piosenka na dziś? Energetyczny T.Cover. Zapraszam:


Dobrego tygodnia!

ENG:

KTW-WAW-KTW. I did not fly by plane, but in case of a quick trip to the capital there is no reason to complain about the time of the journey.

On Saturday morning, an early wake-up call after the party and a march to the train station. Quick tea and toast, and then a comfortable armchair and an attempt to regain strength. After about two and a half hours I got off at Warszawa Zachodnia station.

Today's return is in turn some three and a half hours. A little longer, but the ticket is more than two times cheaper. It's amazing how fast you can move around the country. Sure, public transport abroad reaches much higher, impressive speeds. However, it is worth appreciating what you have. Such a journey passes quickly. It's enough to read for a moment, listen to music or write something, drink coffee and you are already there. The world has shrunk.

It shrank terribly. You can beat those few hundred kilometers quickly and meet with your family, you want to tell them something, but ... They already know everything. They probably read about common issues on the same websites. Probably they watched Stoch jumping or the match of the representation from the same broadcasts. In turn about changes in your private life they probably already know from your Facebook. So what to talk about here?

Of course, I am exaggerating a little. When you have good relations with your family, there is always something to talk about. Common, specific sense of humor, memories and current affairs work really well. It does not change the fact that something has changed and you have to adapt to it.

And what about this sport insertion? These are current issues.

As you could see on my Instagram, for example, yesterday I went to my cousin's match. MKS Hutnik Warsaw. Class A. Cool. They played nice. The opponent was Wicher Kobyłka. Big format football. In any case, "ours", i.e. family-related, won.

Today, however, I was at another sports event. Not as a participant, I'm not stupid. My father took part in the Warsaw Halfmarathon. A beautiful event. The atmosphere of a great sport holiday. A dozen or so thousands of runners themselves.

And at yesterday's match? Yes, there were also emotions, especially on the grandstand. Only that they were mainly negative. Anger with every situation. Threatening the judge. Cursing players. Standard. I do not really know. This was only the second football match I have been at, and the first one was Polish national team's, so, in fact, a picnic one. I have been at American football matches and there were a lot of shouts there, but all of them were aimed at supporting proper team, not slandering opponents.

Maybe it's just the specificity of the discipline. After all, football is a sport of simple people. It is difficult to demand from the supporters refinement taken from nowhere. They scream what comes to their minds. Without special reflection. And this is also the beauty of sport in a way.

Song for today? T.Cover full of energy. Please find it above.

Have a nice week!