Pokazywanie postów oznaczonych etykietą culture. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą culture. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 lutego 2020

Koniec i co dalej?

The end and what next? [English version below.]

Ostatnio nastąpiło i niebawem znowu nastąpi w moim życiu trochę zakończeń. Pewne sprawy kończą swój bieg, czasy się zmieniają. Nic nie może przecież wiecznie trwać. Trzeba się po prostu z tym pogodzić i pożeganać z niektórymi rzeczami. Na szczęście...

Chodzi tylko o wytwory kultury.

W tym tygodniu skończyłem na przykład oglądać "BoJacka Horsemana", o którym pisałem tu chyba więcej niż raz. To koniec. Więcej odcinków nie będzie. Pewne wątki zamknięto, inne pozostawiono otwarte, pozwalając widzowi na snucie domysłów. W każdym razie na ekranie nie powinniśmy już zobaczyć więcej przygód konia-celebryty i jego przedziwnych przyjaciół i znajomych. Może serialu nie zakończono w mój wymarzony sposób, ale uważam, że zamknięto go bardzo elegancko, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, co działo się pod koniec. Co ciekawe, ku mojemu zaskoczeniu wcale nie czuję niedosytu. To był dobry moment, żeby zakończyć opowieść. Co miało zostać domknięte, zostało, a co powinno pozostać niedopowiedziane, też takie zostało. To ważne, bo biorąc pod uwagę liczne zwroty akcji, wzloty i upadki bohaterów na przestrzeni sześciu sezonów chyba żaden kategoryczny epilog nie byłby satysfakcjonujący. A tak można się zastanawiać: może wszystko poukładało się już na dobre? A może znowu wszystko się spieprzyło? Wybierzcie wariant, który wolicie.

To jedna rzecz. Inna: wczoraj skończyłem czytać "Rozum i Godność Człowieka", prowadzony przez Bartka Przybyszewskiego wywiad-rzekę z Krzysztofem Gonciarzem. Choć z pewnością nie nazwałbym się największym fanem tego twórcy, to jednak chętnie oglądam jego produkcje (oczywiście nie wszystkie) i uważam go za bardzo inteligentną osobę, z którą jednocześnie całkiem często się nie zgadzam. To nie zmienia faktu, że książkę czytało mi się bardzo przyjemnie. Może to dlatego, że czyta się ją łatwo i szybko, jakby po prostu przysłuchiwało się luźnej rozmowie dwóch kolegów? Poza tym zakres poruszanych tematów obejmuje między innymi twórczość internetową, branżę influencerską, życie i prowadzenie biznesu w Japonii, ale też doświadczenie życiowe i światopogląd, w tym tolerancję, otwarcie na inność. Taka mieszanka okazuje się niezwykle interesująca.

Koniec, kropka.

 A co po kropce? Pewnie dalsze losy Gonciarza i może za kilka lat kolejna książka. Nie warto jednak gdybać, spekulować i zgadywać, bo wystarczy poczekać. Jego kreatywność na pewno dostarczy jeszcze materiału do kolejnych tworów kultury.

Ale, ale! Oprócz potencjalnych dalszych losów bohaterów jest jeszcze jeden aspekt końca jakiegoś utworu (serialu, książki czy filmu), a mianowicie kwestia, za co zabrać się dalej. Udało mi się ostatnio odbudować nawyk w miarę regularnego czytania i nie chciałbym tego zaprzepaścić, długo nie sięgając po kolejną książkę. Na szczęście udało mi się zebrać całą listę, a nawet stosik książek do przeczytania, więc gdy wrócę dziś do domu wystarczy, że odłożę "Rozum i Godność Człowieka" na półkę i sięgnę po kolejną pozycję. Tym razem będzie to chyba druga część "Kłamcy" Ćwieka. Chyba. Przekonam się w domu. W każdym razie książek przez jakiś czas nie powinno mi zabraknąć.

A co z zapełnieniem luki po "BoJacku Horsemanie"? Tu jeszcze przez chwilę także nie ma problemu. Czeka na mnie 19 ostatnich odcinków siódmego sezonu "Star Trek: Deep Space Nine", który oglądałem równolegle, tyle że dużo dłużej. Losy Benjamina Sisko, Kiry Nerys, Worfa, Juliana Bashira, Milesa O'Briena i innych zdążyły mocno mnie wciągnąć wraz z biegiem dotychczasowych odcinków, a do tego wiedząc, że jestem już blisko epilogu, chcę tym prędzej sprawdzić jak to się wszystko skończy.

Tyle tylko, że to nie do końca tak zadziała. Mówimy bowiem o Star Treku, ogromnym uniwersum sci-fi i choć może losy tych konkretnych bohaterów nie będą już później szczegółowo zgłębiane, to jednak istnieją jeszcze inne produkcje, zarówno seriale jak i filmy, przedstawiające losy wykreowanego świata. To pewnie też, choć nie wiem tego na pewno, odpowiedź na pytanie, po jaki serial sięgnę, gdy skończę ze "Star Trek: Deep Space Nine". Przypuszczam,  że jego nazwa będzie się zaczynać od tych samych dwóch słów, ale nie wiem, czy trzecie to będzie "Voyager", czy może "Discovery".

W każdym razie długo pewnie nie będę się zastanawiać i po prostu włączę pierwszy odcinek któregoś z tych dwóch seriali. Od tego momentu dzieli mnie jednak jeszcze 19 odcinków aktualnego serialu, zatem mam czas. 

A jak jest z Wami? Zastanawiacie się, jakie były dalsze losy bohaterów dzieł, które przyswoiliście? Spekulujecie na ten temat? A może miewacie problemy ze zdecydowaniem po jaką książkę lub serial siągnąć, gdy skończą się dotychczas pochłaniane? Jeśli chcecie, dajcie znać, co sądzicie na ten temat.

A piosenka na dziś to odkryty przeze mnie bardzo niedawno utwór znanego mi wykonawcy. Posłuchajcie:

To chyba tyle. Dobrego dnia, życia i w ogóle!

P S Jeszcze jedno: jeśli do tej pory nie widzieliście "1917", to koniecznie idźcie na ten film do kina! Wizualnie to po prostu rewelacja, a sama historia, choć prosta, ze mną bardzo mocno zarezonowała. Jeśli jednak nawet fabuła nie zrobi na Was wrażenia, to warto choćby dla przepięknych ujęć i doskonale dopasowanego dźwięku. Po prostu to zobaczcie, a nie pożałujecie.

ENG:

Recently some endings have happened in my life and some more are coming. Some things end, times change. After all, nothing can last forever. You just have to deal with it and say goodbye to some things. Fortunately...

It's just about cultural products.

For example, this week I finished watching "BoJack Horseman", about which I wrote here more than once. That's the end. There will be no more episodes. Some threads were closed, others were left open, allowing the viewer to guess. In any case, we should no longer see the adventures of the celebrity horse and his bizarre friends and acquaintances on the screen. Maybe the show wasn't finished in my dreamed way, but I think it closed very elegantly, especially considering what was happening at the end. Interestingly, to my surprise I do not feel unsatisfied at all. It was a good time to end the story. What was supposed to be closed, was closed, and what should remain unspoken, it remained this way. This is important because given the numerous twists and turns, the ups and downs of the characters over six seasons, probably no categorical epilogue would be satisfying. And now you can wonder: maybe everything will remain good forever? Or maybe everything is going to screw up again? Choose the variant you prefer.

This is one thing. Another: yesterday I finished reading "Rozum i Godność Człowieka" ("Human Reason and Dignity"), long book-formed interview with Krzysztof Gonciarz  by Bartek Przybyszewski. Although I would certainly not call myself the biggest fan of this artist, I am eager to watch his productions (of course not all) and consider him a very intelligent person, with whom I often disagree. It doesn't change the fact that it was pleasure to read this book. Maybe it's because you read it quickly and easily, as if you were just listening to the casual conversation of two colleagues? In addition, the scope of topics covered includes, among others, Internet creativity, influencer industry, life and doing business in Japan, but also life experience and worldview, including tolerance and openness to otherness. Such a mixture turns out to be extremely interesting.

And what is after the dot? Probably the future of Gonciarz and maybe in a few years another book. It is not worth, however, to speculate or guess because you just have to wait. His creativity will certainly provide material for the next creations of culture.

But! In addition to the potential further life experience of the characters, there is another aspect of the end of a track (series, book or film), namely the question of what to go on with. Recently, I was able to rebuild my habit of reading regularly and I would not want to lose it because of not reaching for another book for a long time. Fortunately, I was able to make the entire list and even a pile of books to read, so when I get home today, all I have to do is put "Rozum i Godność Człowieka" on the shelf and reach for the next book. This time it will probably be the second part of Jakub Ćwiek's "Liar". I guess so. I will find out at home. In any case, I should not run out of books for some time.

What about filling the gap after "BoJack Horseman"? There is no problem here for a moment. Last 19 episodes of the seventh season of "Star Trek: Deep Space Nine", which I watched in parallel, but much longer, are waiting for me. The fate of Benjamin Sisko, Kira Nerys, Worf, Julian Bashir, Miles O'Brien and others kept interesting me more and more along with the following episodes, and knowing that I am already close to the epilogue, I even more want to check how it all ends.

It's just not going to work that way. We are talking about Star Trek, a huge sci-fi universe, and although maybe the further fate of these particular characters will not be presented in detail later, there are other productions, both series and movies, depicting the fate of the created world. It's probably also, though I don't know it for sure, the answer to the question, what series will I reach for when I'm done with "Star Trek: Deep Space Nine". I suppose its name will start with the same two words, but I don't know if the third will be "Voyager" or maybe "Discovery".

Anyway, I won't be thinking much and I'll just turn on the first episode of one of these two series. However, I am still 19 episodes of the current series far from that moment, so I have time.

And how is it with you? Are you wondering what are the fates of the characters of the stories you learned? Do you speculate on this topic? Or maybe you have problems deciding what book or series to pick after the current? If you want, let me know what you think about it.

And the song for today is recently discovered by me and it is from a musician I have known before. You can find it above.

I think that's it. Have a good day, life and all!

P S One more thing: if you haven't seen "1917" yet, then you definitely should go to the cinema and watch it! Visually, it's simply a wonder, and the story itself, though simple, resonated with me very much. However, even if the plot would not impress you, it's worth it even for beautiful shots and perfectly matched sound. Just see it and you won't regret it.

niedziela, 24 lutego 2019

Skąd to się tu wzięło?

Where did it come from? [English version below.]

Miewacie może tak, że coś jest jakąś tam częścią waszego życia, mniej lub bardziej ważną, na pewno jednak naturalną, stałą, ale w sumie to nie wiecie nawet, kiedy się to zaczęło? Może to być jakaś pasja, zwyczaj, powiedzenie, muzyka, ulubiony film czy cokolwiek innego. To nieważne. Chodzi o to, że coś teraz jest stałym elementem waszej rzeczywistości, ale choćbyście nie wiadomo jak bardzo próbowali przypomnieć sobie, skąd to się wzięło, nie dacie rady. To po prostu jest i już.

U mnie dobry przykład to Angus & Julia Stone. To australijskie rodzeństwo grające... Indie/folk/pop? Chyba, ale pewien nie jestem. To zresztą nieważne. Ważne, że urzekają mnie swoją muzyką. W zeszłym roku byłem na ich koncercie w warszawskiej Stodole, na ostatanie Boże Narodzenie dostałem ich płytę, mogę ich słuchać godzinami, a w sumie nie wiem nawet, kiedy się to zaczęło. Zastanawiam się nad tym, bo w zasadzie nikt z moich bliskich znajomych raczej ich nie słucha. Nie jest więc chyba tak, że ktoś mi ich polecił. W takim razie może to algorytmy Spotify'a albo YouTube'a? To najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie, ale chyba nieweryfikowalne. Pamiętam jedynie, że najpierw słuchałem tylko kilku piosenek tego zespołu, potem liczba ta stale się zwiększała, a teraz trudno o dzień, w którym nie słucham ich choć przez chwilę. Skąd jednak wzięły się te pierwsze utwory? Nie mam pojęcia.

A koncert był piękny...

Chciałem napisać, że to w gruncie rzeczy nieistotne. Że nie ma znaczenia, skąd się coś wzięło. Ważne, że jest i sprawia nam radość albo wkurza nas. Jeśli to pierwsze, to wszystko jest w porządku. Jeśli drugie, to trzeba się od tego jak najszybciej odciąć i tyle. Prosta sprawa. Nie ma sensu zastanawianie się nad pochodzeniem pojedynczych elementów naszego życia.

Doszedłem jednak do wniosku, że wcale tak nie jest. To, w jaki sposób pojawiła się pasja, powiedzenie, nawyk czy ulubiony wytwór kultury, ma znaczenie. Jeśli bowiem mówimy o czymś, co odbieramy pozytywnie, przypomnienie sobie genezy tego może sprawić, że odkryjemy kolejne, podobne rzeczy. Jeśli w jakiś sposób poznaliśmy wspaniały zespół muzyczny, możemy podobnie odkryć kolejne. Jeśli pokochaliśmy jakiś sport, może spodoba nam się także inny, podobny. I odwrotnie, jeśli utknęło nam w głowie jakiś głupie, powoli coraz bardziej nienawidzone powiedzonko lub zmagamy się z irytującym nawykiem/uzależnieniem, zrozumienie jego genezy może pomóc w wyplenieniu go. Tak mi się przynajmniej wydaje. Przecież zadanie sobie pytania "Dlaczego zacząłem tak robić/mówić?" i udzielenie odpowiedzi na nie może pomóc też w odpowiedzeniu na pytanie: "Dlaczego mogę przestać?". 

Może warto więc od czasu do czasu zatrzymać się na moment i pochylić się nad jakimś szczegółem ze swojego życia? Spojrzeć na spokojnie na pojedynczy element swojej codzienności i zadać sobie pytanie: "Skąd się to tu właściwie wzięło?". Potem warto zastanowić się, czy to dobre, czy złe i na tej podstawie podjąć odpowiednie działania. To takie poprawianie swojej rzeczywistości małymi krokami. Chyba warto spróbować.

I to tyle dzisiejszego gdybania. Zostawiam Was, w zaistniałej sytuacji nie mając za bardzo wyboru, z cudownym utworem Angusa & Julii Stone. Posłuchajcie: 


To by było na tyle. Dobrego popołudnia, wieczoru, tygodnia!

ENG:

Does it happen to you that something is a part of your life, more or less important, certainly natural, permanent, but you do not even know when it started? It can be some passion, habit, sayings, music, favorite movie or anything else. It's not important. The point is that something is now a constant part of your reality, but you cannot remind yourself where it came from. It is already here.

For me, a good example is Angus & Julia Stone. They are siblings froms Australia playing... Indie / folk / pop? I guess so, but I'm not sure. It does not matter, anyway. It's important that they captivate me with their music. Last year I was at their concert in Warsaw's Stodola, and last Christmas I got their CD, I can listen to them for hours, and I do not even know when it started. I wonder about it, because basically no one from my close friends really listens to them. So it is not like someone recommended them to me. In that case, maybe it's Spotify or YouTube algorithm? This is the most probable explanation, but probably unverifiable. I only remember that at first I listened to only a few songs of this band, then the number was constantly increasing, and now it is difficult to have a day when I do not listen to them for at least a moment. Where did these first songs come from? I have no idea.

I wanted to write that it was basically irrelevant. That it does not matter where it came from. It is important that it is and makes us happy or annoys us. If it's the first case, it's all right. If the second one, you have to cut yourself off as soon as possible. A simple matter. There is no point in thinking about the origin of individual elements of our lives.

However, I came to the conclusion that it is not like that. The way the passion, sayings, habit or favorite product of culture has appeared in our lives is important. If we are talking about something that we like, remembering the genesis of it can make us discover other similar things. If we've somehow got to know a great music band, we can similarly discover more of them. If we've loved some sport, maybe we'll like another, similar one. And vice versa, if we have stupid, more and more hated saying  stuck in our heads or we are struggling with an irritating habit / addiction, understanding its genesis may help to eradicate it. At least I think so. After all, asking yourself the question "Why did I start doing / saying this?" and answering it can help in answering the question: "Why can I stop?".

Perhaps it is worth to stop for a moment and bend over some detail from your life? Look calmly at the single element of your everyday life and ask yourself: "Where did this come from?" Then it's worth considering whether it's good or bad and take appropriate action on that basis. It's just improving your reality in small steps. I think it's worth a try.

And that is all for today. I leave you, not having much choice, with the wonderful song of Angus & Julia Stone. You can find it above.

And that's it. Have a good afternoon, evening, week!

niedziela, 20 stycznia 2019

Kultura w biegu, książka ma zadyszkę.

Culture in a rush, a book can't even breathe. [English version will be added soon.]

Wiecie, dlaczego częściej oglądam seriale lub rozmaite treści w sieci (nawet głupie) niż czytam książki? Te drugie są za bardzo angażujące. Wymagają pełnej uwagi, na co nie mogę sobie pozwolić. Nie można na przykład czytać, jednocześnie biegnąc na bieżni. To znaczy, okej, umówmy się: można wszystko. To po prostu nie jest najlepszy pomysł.

Efekt jest taki, że gdy obcuję z kulturą, to zazwyczaj sięgam po coś, co można chłonąć w międzyczasie, robiąc jednocześnie coś innego. Tu dwie uwagi: 
  1. Z rozważań tych wykluczam muzykę, bo akurat w jej przypadku powszechne jest obcowanie z nią niejako przy okazji, idąc gdzieś lub jadąc, pracując czy robiąc cokolwiek innego. Oczywiście, bywam czasem na koncertach i wtedy jestem w pełni skupiony na muzyce, ale to wydarzenia, nie codzienność.
  2. Mój gust raczej nie odbiega istotnie od gustu przeciętnego człowieka (tak mi się przynajmniej wydaje), więc kiedy piszę o kulturze, mam przede wszystkim na myśli popkulturę.
Jest kilka takich czynności, przy których książka nie ma prawa się sprawdzić. Na każdą jednak mam sprawdzony zakres innych treści, które będą odpowiednie. Wygląda to tak:
  • posiłki - wiadomo, że jeśli jem w samotności, nie mam ochoty wyłącznie patrzeć się w ścianę. Na szczęście przy posiłkach spektrum możliwości jest największe. Przy kolacji, obiedzie czy śniadaniu w grę wchodzi jakiś serial, film lub internetowa publicystyka raz wyższych, raz niższych lotów. Czasem oglądam coś nowego, ale często też wracam do produkcji, które już oglądałem.
  • bieżnia/rowerek na siłowni - tu sprawa wygląda podobnie jak wyżej. Skoro i tak w czasie tego typu aktywności fizycznej nie zrobię nic innego, to mogę przynajmniej coś obejrzeć. Podczas takiego ruchu nie potrafię się jednak w pełni skupić, a tego wymagam od siebie, gdy oglądam coś nowego i chciałbym w pełni zrozumieć fabułę. Dlatego właśnie na siłowni ograniczam się raczej do wspomnianej publicystyki internetowej i seriali/filmów, które już widziałem. Teraz po raz chyba trzeci lub nawet czwarty włączam czasami "Jak poznałem waszą matkę", skoro Netflix dał taką możliwość. Jeszcze niedawno korzystałem też czasem w tym celu z Showmaxa, ale tę platformę zaraz pożegnamy.
  • prasowanie - niestety, moja praca oprócz licznych zalet ma tę jedną wadę, że na ogół wymaga bycia ubranym w garnitur. To samo w sobie nie jest problemem, ale wiąże się z bardzo częstym prasowaniem koszul. Prasowanie to zło. Tym bardziej, że w moim wykonaniu to dość czasochłonna czynność. Próbuję ją sobie jakoś umilać, na przykład poprzez oglądanie jakichś treści. Słowo oglądanie jest jednak pewnym wyolbrzymieniem, ponieważ nie chcę spalić swoich koszul, więc na ekran raczej tylko zerkam, wzrok skupiając na koszulach. W związku z tym przy prasowaniu ograniczam się już raczej do publicystyki internetowej. To może być na przykład Krzysztof Gonciarz, ale też Napisy Końcowe, czyli dyskusje na temat kinematografii prowadzone przez twórców Comics Weekly (Łukasz Stelmach - Ichabod, Oskar Rogowski - Komiksomaniak i Radosław Pisula - Full Frontal Pisula). Czasem wybieram też wywiady Onetu lub jakiś stand-up - w internecie jest przecież wszystko.
  • odkurzanie - kolejna przykra czynność. Tu nie sprawdzi się nic z obrazem, więc pozostaje mi włączyć Spotify (ewentualnie jakąś inną platformę) i posłuchać jakiegoś podcastu. Ostatnio są to najczęściej Imponderabilia, które można też znaleźć na YouTube'ie. Mi jednak bardziej odpowiada forma podcastu i w ten sposób mogę słuchać jak Karol Paciorek prowadzi ze swymi gośćmi rozmowy, które na ogół trwają od godziny do przeszło dwóch. Przy wersji ze Spotify'a brak obrazu jest co prawda pewną stratą, ale najważniejsze jest jednak to, co mówią zaproszeni goście. Ich spektrum jest zresztą bardzo szerokie: dziennikarze, muzycy, politycy, YouTuberzy, scenarzyści, aktorzy, sportowcy, naukowcy. Warto posłuchać.
Kto wygra? Książka czy Netflix?

Wracając do tematu książek: kiedyś czytałem ich mnóstwo. Trylogię Sienkiewicza przeczytałem, mając 11 lat. Na manewry, terenowe imprezy harcerskie potrafiłem zabierać ze sobą kilkaset stron lektury. Jeszcze nie tak dawno, kilka lat temu zabrałem ze sobą na Przystanek Woodstock "Metro 2033". Czytałem je nocą, przy świetle latarki, siedząc pod drzewem naprzeciwko dworca PKP w Kostrzynie i czekając na pociąg powrotny. To były czasy! A teraz? Teraz nie ma czasów, a przynajmniej czasu. Dopadła mnie codzienność, w której nie bardzo jest miejsce na książki.

Tylko, że to bzdura. To kwestia determinacji. W ostatnich latach czytałem mało, ale przez święta zabrałem się za "Hardą", książkę widoczną na zdjęciu. To powieść o losach Świętosławy, siostry Bolesława Chrobrego i miałem się nią zająć już dawno temu, ale ciągle nie było kiedy. W święta pojawiło się trochę czasu i zdążyłem się wciągnąć w fabułę, więc teraz staram się codziennie przeczytać przynajmniej kilkanaście/dziesiąt stron, bo część druga już czeka.

Prawda jest taka, że skoro w ciągu dnia nie mam czasu na lekturę, ale przy okazji innych zajęć mogę oglądać seriale czy filmy, słuchać publicystyki itd., to przynajmniej czas tuż przed snem mogę poświęcić na książki. Dziś wyjeżdżam na delegację i zabieram ze sobą "Hardą". Chyba będzie ważyć więcej niż laptop.

Kwestionowałem ostatnio sens postanowień noworocznych, ale jeśli miałbym jakieś mieć, to chyba byłoby właśnie takie: w nowym roku więcej czytać. Dobrej lektury nam wszystkim! Jeśli macie ochotę, dajcie też znać, co lubicie oglądać lub słuchać, zajmując się nużącym prasowaniem, odkurzaniem i innymi tego typu rzeczami.

Utwór na dziś nie ma nic wspólnego z tym tekstem. Jest za to piękny: 


Dobrego popołudnia i tygodnia!

ENG:

Do you know why I watch TV series or various content on the web more often (even stupid) than I read books? The latter are too engaging. They require full attention, which I can not afford. For example, you can not read while running on the treadmill. Well, okay: you can do anything. It's just not the best idea.

The effect is that when I associate with culture, I usually reach for something that can be absorbed in the meantime, while doing something else. Here are two notes:

  1. I exclude music from these considerations, because in its case it is common to deal with it by the way, while walking somewhere or driving, working or doing anything else. Of course, sometimes I go to concerts and then I am fully focused on music, but those are events, not everyday life.
  2. My taste does not really differ significantly from the taste of the average person (I think so at least), so when I write about culture, I mainly think of pop culture.

There are several activities when the book is not an option. For each of them, however, I have a range of other content that is appropriate. This is how it works:
  • meals - it is obvious that if I eat in solitude, I do not want to just look at the wall. Fortunately, with meals the spectrum of possibilities is the greatest. During supper, dinner or breakfast, I can watch a series, a movie or an online journalism (better or worse). Sometimes I watch something new, but I also often come back to the things I have already watched.
  • treadmill / bike at the gym - this case is similar to the above. Since I can't do anything else during this type of physical activity, I can at least watch something. However, I can not fully concentrate then, and this is what I require from myself when I watch something new and would like to fully understand the plot. That's why I limit myself to the aforementioned online journalism and series / movies that I have already seen. Now for the third or even fourth time I sometimes watch "How I met your mother", since Netflix gave us this opportunity. Until recently I also used Showmax for such a purpose, but we will say goodbye to this platform soon.
  • ironing - unfortunately, my work apart from numerous advantages has one disadvantage, which is usually requiring to wear a suit. This is not a problem itself, but it involves very frequent ironing of shirts. Ironing is evil. The more so because in my performance it is quite a time-consuming activity. I try to make it more pleasant somehow, for example, by watching some content. The word "watching" is, however, an exaggeration, because I do not want to burn my shirts, so I only look at the screen from time to time, focusing on the shirts. Therefore, when I'm ironing, I'm limiting myself to online journalism. This may be for example Krzysztof Gonciarz, but also the Final Subtitles - discussions about cinematography conducted by the creators of Comics Weekly (Łukasz Stelmach - Ichabod, Oskar Rogowski - Komiksomaniak and Radosław Pisula - Full Frontal Pisula). Sometimes I also choose Onet interviews or some stand-up shows - there is everything on the internet.
  • vacuuming - another unpleasant activity. Nothing with the image will work here, so I need to turn on Spotify (or some other platform) and listen to some podcast. Recently, these are mostly Imponderabilia, which can also be found on YouTube. However, the form of the podcast suits me better and in this way I can listen to how Karol Paciorek conducts conversations with his guests, which usually last from one hour to more than two. With the Spotify version, the lack of a picture is a certain loss, but the most important thing is what the invited guests say. Their spectrum is very broad: journalists, musicians, politicians, YouTube, scriptwriters, actors, athletes, scientists. It's worth listening.
Returning to the topic of books: I used to read a lot. I read the Sienkiewicz trilogy at the age of 11. I was able to take several hundred pages of reading with me for maneuvers, field scouting events. Not so long ago, a few years ago I took the "Metro 2033" with me to Przystanek Woodstock. I read it at night, by the light of the flashlight, sitting under a tree in front of the railway station in Kostrzyn and waiting for the return train. Those were times! And now? There are no times now or at least there is no time. Daily life had overwhelmed me and there is not much place for books.

Only that it is bullshit. It's a matter of determination. In recent years, I have read few, but by Christmas I set about "Harda", a book visible in the picture. This is a novel about the life of Swietosława, sister of Bolesław Chrobry, and I was supposed to start reading it long ago, but there was  never any time. During the Christmas some time finally appeared and I got caught up in the story, so now I try to read at least a dozen / ten pages every day, because the second part is already waiting.

The truth is that if during the day I do not have time to read, but during other activities I can watch series or movies, listen to journalism, etc., I can at least spend for the reading the time just before bedtime. Today I am leaving for a delegation and I am taking 'Harda' with me. I think it will weigh more than a laptop.

I recently questioned the meaning of the New Year's resolutions, but if I had to have any, it would probably be like this: read more in the new year. Happy reading to all of us! If you would like, let me know what you like to watch or listen to, bored with ironing, vacuuming and other things like that.

The song for today has nothing to do with this text. However, it is simply beautiful.

Have a nice afternoon and the week!

niedziela, 19 sierpnia 2018

Oh, znów to obejrzałem!

Oops!... I watched it again [English version below.]

Obcowanie z kulturą ma tendencję do nawrotów. Zadziwiająco często wraca się do czegoś, co się już zna. Pomijam muzykę, bo w jej przypadku to oczywiste. Dziwna byłaby sytuacja odwrotna, gdybyśmy słuchali jakiegoś utworu, stwierdzali, że jest świetny, ale potem już nigdy więcej do niego nie wracali. Jak jest natomiast z książkami, filmami czy serialami?

Różnie. Wczoraj wspominałem na moim facebookowym fanpage'u o serialu "Radiostacja Roscoe" (w oryginale "Radio Free Roscoe"). To kanadyjski serial dla młodzieży sprzed kilkunastu lat, który opowiada o grupce nastolatków zakładających nielegalną rozgłośnię radiową. Słyszeliście może? Oby. Co go wyróżnia? Niby nic, poza tym, że... Był super! Atmosfera, postaci, relacje między nimi -wszystko idealnie układało się w serial dla nastolatków. Poznałem też dzięki niemu kilka niezłych zespołów, choćby The Petit Project czy The Trews. Serial był tak super, że obejrzałem go ze 3 albo 4 razy w całości. Ostatnio nawet chyba w tym roku, w oryginalnej wersji językowej. To nie było problemem, bo polskie wersje jakiejś połowy tekstów mógłbym cytować z pamięci.

No dobrze, ale właściwie dlaczego poświęciłem ponad 17 godzin życia na obejrzenie znów tego samego? Przecież w tym czasie mógłbym poznać jakiś inny, zupełnie nowy, równie znakomity serial. Żyjemy w czasach Netflixa i Showmaxa (dziś premiera Rojsta - pierwszy odcinek już się ukazał!), więc ogrom seriali jest w zasięgu kilku kliknięć. Studia filmowe sypią pieniędzmi na nowe blockbustery jak nigdy wcześniej. Mniejsze produkcje też mają łatwiej, bo dystrybucja stała się czymś naprawdę prostym (Bogu dzięki za internet!). Także wśród książek mamy klęskę urodzaju, aczkolwiek ona jest permanentna. Niemożliwym jest przeczytanie wszystkich książek. Niemożliwym jest przeczytanie wszystkich dobrych książek. Ba, nie da się nawet przeczytać wszystkich książek, które subiektywnie mogą się nam spodobać. Jest ich po prostu za dużo, a cały czas powstają nowe. Przy tym kulturowym bogactwie jaki jest powód wracania do tego, co już się zna, gdy można przeznaczyć czas na coś nowego?

To, co właśnie czytam lub chcę przeczytać niebawem.

Cóż, najłtawiej powiedzieć, że to sentyment. Chęć poczucia się jak kiedyś, satysfakcja z tego, że wie się, co nastąpi za chwilę na ekranie lub kartach powieści. Ten mechanizm na pewno działa w przypadku mnie i "Radiostacji Roscoe", ale mamy też znacznie bardziej spektakularny przykład: Kevin w święta. Miliony Polaków co roku wracają do tego filmu. To nowa, świecka tradycja. Czysty sentyment.

Zdarzają się jednak także inne powody. Gdy zmienia się perspektywa, zmienia się sposób postrzegania utworu. Może to wynikać z jakiejś zmiany w życiu osobistym odbiorcy. Czytałem jakiś czas temu wypowiedź kogoś, kto uważał, że "Przyjaciele" to lepszy serial niż "Jak poznałem waszą matkę". Zmienił zdanie, gdy sam został ojcem. Według niego w "Przyjaciołach" dzieci były tylko dodatkiem, czasem wykorzystywanym na potrzeby fabuły, podczas gdy w "Jak poznałem waszą matkę" stanowiły ważny wątek, wręcz integralną część serialu. Podobny przypadek dotyczy sytuacji, w których opowieść dotyczy na przykład losów rodziny i z upływem czasu zmienia się postać, z którą się utożsamiamy, od pełnego energii dziecka do zgorzkniałego rodzica. Trochę smutne, ale tylko trochę, za to bardzo często prawdziwe.

Inna możliwość dotyczy głównie thrillerów, kryminałów itp., ale nie tylko. Chodzi o to, że przy pierwszym seansie czy czytaniu nie wiemy, co stanie się później i to ważny element budowania napięcia. Przy drugim podejściu tego już nie ma. Można za to skupić się na niuansach. Gdy znamy już rozwiązanie zagadki, nagle wiele scen nabiera sensu. Koronnym przykładem jest tutaj oczywiście "Podziemny krąg" ("Fight club"). Kto widział, ten wie. Podobnie wygląda to zresztą w każdym dobrym filmie sensacyjnym, choćby w najświeższym Mission Impossible: Fallout, gdzie zagadką jest tożsamość niejakiego Johna Larka. Ponowny seans może sprawić, że pomyśli się: "rzeczywiście, były poszlaki by odkryć prawdę, ale ich nie dostrzegłem".

Wracanie do treści, które się już zna, pozornie wydaje się więc marnowaniem czasu. W rzeczywistości jednak może być powodowane sentymentem lub sprawić, że lepiej zrozumie się fabułę lub konkretnych bohaterów. To jest nie do przecenienia.

A wy wracacie do rzeczy, które już znacie? Dajcie koniecznie znać. Zostawiam Was z piosenką wspomnianych The Trews:

Dobrego wieczoru i całego tygodnia!

ENG:

Enjoying the culture tends to relapse. Suprisingly often people come back to something they already know. I skip the music because it's obvious in its case. It would be a strange thing if we listened to a song, claimed it was great, but then would not come back to it anymore. How is it with books, movies or series?

Variously. Yesterday I mentioned on my facebook fanpage about the "Radio Free Roscoe". This is a Canadian series for youth from a dozen or so years ago, which is about a group of teenagers who set up an illegal radio station. Have you heard about it? Hope so. What distinguishes it? Nothing, except that ... It was great! The atmosphere, the characters, the relationship between them - everything went perfectly into a series for teenagers. Thanks to it I also got to know some awesome bands, like The Petit Project or The Trews. The show was so great that I watched it 3 or 4 times in full, recently, probably this year, in the original language version. It was not a problem, because now I am able to quote Polish versions of some half of the texts from memory.

Okay, but why did I devote more than 17 hours to watch the same again? After all, at this time I could get to know another, completely new, equally excellent series. We live in the times of Netflix and Showmax (today is the "Rojst" premier - the first episode is already there!), so the vastness of the various series is within a few clicks. Movie studios are pouring money into new blockbusters like never before. Smaller productions are also in a good situation, because the distribution has become something really simple (thank God for the Internet!). We also have a impressive selection of books, although it is permanent state. It is impossible to read all the books. It is impossible to read all the good books. Oh, you can not even read all the books that you might subjectively like. There are just too many of them, and new ones are being created all the time. With this cultural richness, what is the reason for coming back to what you already know, when you can devote time to something new?

Well, it's the simplest to say it's a sentiment. The desire to feel like it used to be, the satisfaction of knowing what will happen in a moment on the screen or in the pages of the novel. This mechanism certainly works for me and "Radio Free Roscoe", but we also have a much more spectacular example: Kevin during the Christmas. Millions of Poles return to this film every year. It is a new, secular tradition. Pure sentiment.

There are also other reasons, however. When the perspective changes, the perception of the piece of art changes. This may be due to some change in the personal life of the recipient. I read some time ago a statement from someone who believed that "Friends" is a better series than "How I met your mother". He changed his mind when he became a father himself. According to him, in "Friends" children were just an addition, sometimes used for the plot, while in "How I met your mother" they were an important element of the plot, even an integral part of the series. A similar case concerns situations in which the plot is about, for example, the story of the family and with the passage of time the figure we identify with changes from the child full of energy to the embittered parent. A bit sad, but only a bit and very often true.

Another possibility applies mainly to thrillers, detective stories, etc., but not only. The point is that during the first screening or reading we do not know what will happen later and this is an important element of building tension. With the second time, it is gone. Instead, you can focus on the nuances. When you know the solution to the puzzle, suddenly many scenes make sense. The crucial example here is of course the "Fight Club". Whoever saw this, understands it. Similarly, it works in every good sensational film, for instance in the most recent Mission Impossible: Fallout, where the mystery is the identity of a guy called John Lark. The re-screening may make you think: "indeed, there were clues to discover the truth, but I did not see them."

Going back to the content you already know seems to be a waste of time. In reality, however, it can be caused by sentiment or by the desire to better understand the plot or specific characters. This can not be overestimated.

Do you return to the things you already know? Let me know. I leave you with the song of the The Trews, which you can find above.

Have a good evening and and the good week!

sobota, 14 kwietnia 2018

Już prawie koniec...

It is almost the end... [English version below]

Jest sobie COŚ. COŚ bardzo Wam się podoba. To COŚ trwa. Trwa długo, jesteście do tego przywiązani. I nagle zdajecie sobie sprawę, że niebawem to COŚ się skończy. To problem, bo wy wcale nie chcecie, żeby się skończyło.

To COŚ może być bardzo różne, w zależności od osoby. Możliwości to między innymi praca w jakimś miejscu, wciągająca rozmowa, pełen przygód wyjazd, wyjątkowo udana domówka, fascynująca książka czy rewelacyjny serial. Ja akurat piszę ten tekst z tego ostatniego powodu. Od jesieni oglądam serial Battlestar Galactica. Długo, ale z uwagi na napięty sezon nie byłem w stanie szybciej. W każdym razie pisząc te słowa jestem w połowie przedostatniego odcinka ostatniego sezonu, co oznacza, że zostało mi do obejrzenia ledwie 60 minut tego serialu. To tylko godzina produkcji, która jest jednym z najlepszych seriali sci-fi, jakie było mi dane oglądać, być może najlepszym serialem, jaki widziałem kiedykolwiek.

I co z tym zrobić? Z jednej strony kusi mnie, by jak najprędzej obejrzeć całość do końca, poznać zwieńczenie historii. Chciałbym usiąść i po prostu zobaczyć już naraz wszystko, co pozostało.

Istnieje jednak też druga pokusa, może silniejsza. Przecież można odwlekać zakończenie. Dawkować sobie poznawanie losów bohaterów. Przecież gdy na ekranie pojawią się napisy końcowe, pewien rozdział nieodwracalnie zostanie zamknięty. Do świata doskonale wykreowanych bohaterów już nie wrócę. Pewne pytania na pewno pozostaną bez odpowiedzi, bo nie da się jej udzielić na wszystkie. Losy niedobitków ludzkości uciekających przez przestrzeń kosmiczną na pewno pozostawią po sobie swego rodzaju pustkę.

Kadr z serialu Battlestar Galactica na platformie Showmax.
Odtwarzać dalej?

Admirale Adama, co robić?! Błyskawicznie pochłonąć resztę historii czy dawkować ją sobie jeszcze długo? Może się wydawać, że to banalne pytanie, bo w końcu chodzi tu tylko o serial, ale przecież można je przenieść także na inne dziedziny życia.

Czy spieszyć się z czymś, co sprawia nam przyjemność, ale kiedyś i tak się skończy? Przecież przyjemności należy dawkować, celebrować, cieszyć się nimi jak najdłużej. Zawsze jednak istnieje pokusa zobaczenia, co będzie dalej. Co pojawi się w miejscu dotychczasowego CZEGOŚ? Czy dorówna temu, co było dotychczas? Czy będzie podobne, czy zupełnie inne? I czy zakończenie tego, co jest teraz, usatysfakcjonuje nas? A może raczej rozczaruje? Wiele pytań i... Jest tylko jeden sposób, żeby się przekonać!

Wychodzi więc na to, że trzeba trochę powzdychać, ale potem się przełamać i śmiało zmierzać do końca. Po nim przyjdą kolejne. To jednak tylko zdanie losowego typa z internetu. Nie musicie się nim zbytnio sugerować.

A dziś w kąciku muzycznym odgrzebujemy utwór, który już trochę lat ma, ale to nie ma żadnego znaczenia:



I to tyle. Dobrego tygodnia!

ENG:

There is a THING. You really like the THING. The THING takes some time. It takes a lot of time, so you become attached to it. And suddenly you realize that the THING will end soon. It's a problem, because you do not want it to end.

The THING can be very different, depending on the person. Possibilities include work in some place, engaging conversation, an adventurous trip, exceptionally successful home, fascinating book or a sensational series. I am just writing this text for the last reason. I have been watching the Battlestar Galactica series since autumn. Long, but due to the hard season I was not able to do it faster. In any case, writing these words I am in the middle of the penultimate episode of the last season, which means that I have only 60 minutes of watching this series left. It's just an hour of production, which is one of the best sci-fi series I've ever seen, maybe the best show I've ever seen.

And what to do about it? On the one hand, I am tempted to see the whole as soon as possible, to get to know the culmination of the story. I would like to sit down and just see everything that's left at once.

However, there is also a second temptation, maybe stronger. After all, you can postpone the ending. Dose yourself learning about the fate of heroes. After all, when the final credits will appear on the screen, a certain chapter will become irreversibly closed. I will not come back to the world of perfectly created heroes. Certain questions will remain unanswered for sure, because the answers can not be given to all of them. The story of the survivors of humanity fleeing through space will surely leave some kind of emptiness.

Admiral Adama, what am I supposed to do?! Quickly absorb the rest of the story or give it a lot of time? It may seem like a trivial question, because in the end it's all about the show, but you can also transfer it to other areas of life.

Should we hurry with something that pleases us, but it will end one day? After all, pleasures should be celebrated as long as possible. However, there is always a temptation to see what will happen next. What will appear in the place of the current THING? Will it equal to what was previously? Will it be similar or completely different? And is the ending of the current thing going to satisfy us? Or maybe rather disappoint? Many questions and ... There is only one way to find out!

So it comes out that you have to grumble a little, but then break it up and boldly go to the end. After this one, more will come. However, this is only the opinion of a random guy from the Internet. You do not have to take it too serious.

Song for today has a few years already, but I don't care. You can find it above.
And that's all for today. Have a nice week!

niedziela, 25 marca 2018

Wpis podróżniczy z niewielką sportową wstawką.

An entry about a travel with a small sport insertion. [English version below].

KTW-WAW-KTW. Nie leciałem samolotem, ale i tak przy okazji szybkiego wypadu do stolicy na czas podróży nie ma co narzekać.

W sobotę rano wczesna pobudka po imprezie i marsz na dworzec kolejowy. Szybka herbata i tost, a potem wygodne moszczenie się w fotelu i próba odzyskania sił. Po około dwóch i pół godziny wysiadłem na stacji Warszawa Zachodnia.

Dzisiejszy powrót to z kolei jakieś trzy i pół godziny. Ciut dłużej, ale bilet ponad dwa razy tańszy. To niesamowite, jak szybko można się poruszać po kraju. Pewnie, za granicą transport publiczny osiąga znacznie wyższe, imponujące prędkości. Warto jednak doceniać to, co się ma. Taka podróż mija błyskawicznie. Wystarczy chwilę poczytać, posłuchać muzyki czy coś napisać, do tego wypić kawę i już się jest na miejscu. Świat się skurczył.

Skurczył się potwornie. Gdy już w szybkim tempie pokonasz te kilkaset kilometrów i spotkasz się z rodziną, chcesz im coś powiedzieć, ale... Wszystko już wiedzą. O sprawach powszechnych czytali zapewne na tych samych portalach. Skoki Stocha czy mecz reprezentacji oglądali prawdopodobnie w ramach tych samych transmisji. Z kolei o zmianach w życiu prywatnym z dużą dozą prawdopodobieństwa wiedzą już z Twojego Facebooka. I o czym tu rozmawiać?

Oczywiście, trochę wyolbrzymiam. Przy dobrych kontaktach z rodziną zawsze coś się znajdzie. Wspólne, specyficzne poczucie humoru, wspominki czy sprawy bieżące sprawdzają się naprawdę dobrze. Nie zmienia to jednak faktu, iż coś się zmieniło i trzeba się do tego dostosować.

A co z tą wstawką sportową? To właśnie sprawy bieżące.

Na przykład takie.

Jak mogliście na przykład zauważyć na moim Instagramie, wczoraj wybrałem się na mecz mojego kuzyna. MKS Hutnik Warszawa. A klasa. No nieźle. Fajnie grali, fajnie. Przeciwnikiem był Wicher Kobyłka. Futbol wielkiego formatu, W każdym razie "nasi", tj. powiązani rodzinnie, wygrali.

Dzisiaj natomiast byłem na kolejnej imprezie sportowej. Nie jako uczestnik, nie ma głupich. Mój ojciec przebiegł Półmaraton Warszawski. Piękne wydarzenie. Atmosfera wielkiego sportowego święta. Kilkanaście tysięcy samych biegaczy.

A na wczorajszym meczu? Owszem, też były emocje, zwłaszcza na trybunie. Tyle tylko, że głównie negatywne. Bulwersowanie się co drugą sytuacją. Wygrażanie sędziemu. Wyzywanie zawodników. Standard. Tak naprawdę to nie wiem. To dopiero drugi mecz piłki nożnej, na który się wybrałem, a pierwszy był reprezentacyjny, czyli de facto piknikowy. Zdarzało mi się za to być na meczach futbolu amerykańskiego i tam też okrzyków było sporo, ale wszystkie miały na celu wspieranie własnej drużyny, a nie szkalowanie przeciwników.

Może to po prostu specyfika dyscypliny. W końcu piłka nożna to sport ludzi prostych. Trudno wymagać od kibiców wyrafinowania wziętego nie wiadomo skąd. Krzyczą to, co im przyjdzie do głowy. Bez szczególnej refleksji. I to też jest w pewien sposób piękno sportu.

Piosenka na dziś? Energetyczny T.Cover. Zapraszam:


Dobrego tygodnia!

ENG:

KTW-WAW-KTW. I did not fly by plane, but in case of a quick trip to the capital there is no reason to complain about the time of the journey.

On Saturday morning, an early wake-up call after the party and a march to the train station. Quick tea and toast, and then a comfortable armchair and an attempt to regain strength. After about two and a half hours I got off at Warszawa Zachodnia station.

Today's return is in turn some three and a half hours. A little longer, but the ticket is more than two times cheaper. It's amazing how fast you can move around the country. Sure, public transport abroad reaches much higher, impressive speeds. However, it is worth appreciating what you have. Such a journey passes quickly. It's enough to read for a moment, listen to music or write something, drink coffee and you are already there. The world has shrunk.

It shrank terribly. You can beat those few hundred kilometers quickly and meet with your family, you want to tell them something, but ... They already know everything. They probably read about common issues on the same websites. Probably they watched Stoch jumping or the match of the representation from the same broadcasts. In turn about changes in your private life they probably already know from your Facebook. So what to talk about here?

Of course, I am exaggerating a little. When you have good relations with your family, there is always something to talk about. Common, specific sense of humor, memories and current affairs work really well. It does not change the fact that something has changed and you have to adapt to it.

And what about this sport insertion? These are current issues.

As you could see on my Instagram, for example, yesterday I went to my cousin's match. MKS Hutnik Warsaw. Class A. Cool. They played nice. The opponent was Wicher Kobyłka. Big format football. In any case, "ours", i.e. family-related, won.

Today, however, I was at another sports event. Not as a participant, I'm not stupid. My father took part in the Warsaw Halfmarathon. A beautiful event. The atmosphere of a great sport holiday. A dozen or so thousands of runners themselves.

And at yesterday's match? Yes, there were also emotions, especially on the grandstand. Only that they were mainly negative. Anger with every situation. Threatening the judge. Cursing players. Standard. I do not really know. This was only the second football match I have been at, and the first one was Polish national team's, so, in fact, a picnic one. I have been at American football matches and there were a lot of shouts there, but all of them were aimed at supporting proper team, not slandering opponents.

Maybe it's just the specificity of the discipline. After all, football is a sport of simple people. It is difficult to demand from the supporters refinement taken from nowhere. They scream what comes to their minds. Without special reflection. And this is also the beauty of sport in a way.

Song for today? T.Cover full of energy. Please find it above.

Have a nice week!