Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 marca 2018

Wpis podróżniczy z niewielką sportową wstawką.

An entry about a travel with a small sport insertion. [English version below].

KTW-WAW-KTW. Nie leciałem samolotem, ale i tak przy okazji szybkiego wypadu do stolicy na czas podróży nie ma co narzekać.

W sobotę rano wczesna pobudka po imprezie i marsz na dworzec kolejowy. Szybka herbata i tost, a potem wygodne moszczenie się w fotelu i próba odzyskania sił. Po około dwóch i pół godziny wysiadłem na stacji Warszawa Zachodnia.

Dzisiejszy powrót to z kolei jakieś trzy i pół godziny. Ciut dłużej, ale bilet ponad dwa razy tańszy. To niesamowite, jak szybko można się poruszać po kraju. Pewnie, za granicą transport publiczny osiąga znacznie wyższe, imponujące prędkości. Warto jednak doceniać to, co się ma. Taka podróż mija błyskawicznie. Wystarczy chwilę poczytać, posłuchać muzyki czy coś napisać, do tego wypić kawę i już się jest na miejscu. Świat się skurczył.

Skurczył się potwornie. Gdy już w szybkim tempie pokonasz te kilkaset kilometrów i spotkasz się z rodziną, chcesz im coś powiedzieć, ale... Wszystko już wiedzą. O sprawach powszechnych czytali zapewne na tych samych portalach. Skoki Stocha czy mecz reprezentacji oglądali prawdopodobnie w ramach tych samych transmisji. Z kolei o zmianach w życiu prywatnym z dużą dozą prawdopodobieństwa wiedzą już z Twojego Facebooka. I o czym tu rozmawiać?

Oczywiście, trochę wyolbrzymiam. Przy dobrych kontaktach z rodziną zawsze coś się znajdzie. Wspólne, specyficzne poczucie humoru, wspominki czy sprawy bieżące sprawdzają się naprawdę dobrze. Nie zmienia to jednak faktu, iż coś się zmieniło i trzeba się do tego dostosować.

A co z tą wstawką sportową? To właśnie sprawy bieżące.

Na przykład takie.

Jak mogliście na przykład zauważyć na moim Instagramie, wczoraj wybrałem się na mecz mojego kuzyna. MKS Hutnik Warszawa. A klasa. No nieźle. Fajnie grali, fajnie. Przeciwnikiem był Wicher Kobyłka. Futbol wielkiego formatu, W każdym razie "nasi", tj. powiązani rodzinnie, wygrali.

Dzisiaj natomiast byłem na kolejnej imprezie sportowej. Nie jako uczestnik, nie ma głupich. Mój ojciec przebiegł Półmaraton Warszawski. Piękne wydarzenie. Atmosfera wielkiego sportowego święta. Kilkanaście tysięcy samych biegaczy.

A na wczorajszym meczu? Owszem, też były emocje, zwłaszcza na trybunie. Tyle tylko, że głównie negatywne. Bulwersowanie się co drugą sytuacją. Wygrażanie sędziemu. Wyzywanie zawodników. Standard. Tak naprawdę to nie wiem. To dopiero drugi mecz piłki nożnej, na który się wybrałem, a pierwszy był reprezentacyjny, czyli de facto piknikowy. Zdarzało mi się za to być na meczach futbolu amerykańskiego i tam też okrzyków było sporo, ale wszystkie miały na celu wspieranie własnej drużyny, a nie szkalowanie przeciwników.

Może to po prostu specyfika dyscypliny. W końcu piłka nożna to sport ludzi prostych. Trudno wymagać od kibiców wyrafinowania wziętego nie wiadomo skąd. Krzyczą to, co im przyjdzie do głowy. Bez szczególnej refleksji. I to też jest w pewien sposób piękno sportu.

Piosenka na dziś? Energetyczny T.Cover. Zapraszam:


Dobrego tygodnia!

ENG:

KTW-WAW-KTW. I did not fly by plane, but in case of a quick trip to the capital there is no reason to complain about the time of the journey.

On Saturday morning, an early wake-up call after the party and a march to the train station. Quick tea and toast, and then a comfortable armchair and an attempt to regain strength. After about two and a half hours I got off at Warszawa Zachodnia station.

Today's return is in turn some three and a half hours. A little longer, but the ticket is more than two times cheaper. It's amazing how fast you can move around the country. Sure, public transport abroad reaches much higher, impressive speeds. However, it is worth appreciating what you have. Such a journey passes quickly. It's enough to read for a moment, listen to music or write something, drink coffee and you are already there. The world has shrunk.

It shrank terribly. You can beat those few hundred kilometers quickly and meet with your family, you want to tell them something, but ... They already know everything. They probably read about common issues on the same websites. Probably they watched Stoch jumping or the match of the representation from the same broadcasts. In turn about changes in your private life they probably already know from your Facebook. So what to talk about here?

Of course, I am exaggerating a little. When you have good relations with your family, there is always something to talk about. Common, specific sense of humor, memories and current affairs work really well. It does not change the fact that something has changed and you have to adapt to it.

And what about this sport insertion? These are current issues.

As you could see on my Instagram, for example, yesterday I went to my cousin's match. MKS Hutnik Warsaw. Class A. Cool. They played nice. The opponent was Wicher Kobyłka. Big format football. In any case, "ours", i.e. family-related, won.

Today, however, I was at another sports event. Not as a participant, I'm not stupid. My father took part in the Warsaw Halfmarathon. A beautiful event. The atmosphere of a great sport holiday. A dozen or so thousands of runners themselves.

And at yesterday's match? Yes, there were also emotions, especially on the grandstand. Only that they were mainly negative. Anger with every situation. Threatening the judge. Cursing players. Standard. I do not really know. This was only the second football match I have been at, and the first one was Polish national team's, so, in fact, a picnic one. I have been at American football matches and there were a lot of shouts there, but all of them were aimed at supporting proper team, not slandering opponents.

Maybe it's just the specificity of the discipline. After all, football is a sport of simple people. It is difficult to demand from the supporters refinement taken from nowhere. They scream what comes to their minds. Without special reflection. And this is also the beauty of sport in a way.

Song for today? T.Cover full of energy. Please find it above.

Have a nice week!

niedziela, 7 stycznia 2018

Czysta pustka?

The pure emptiness? [English version below].

Ten wpis miał być ambitny. Motywujący. Inspirujący! Wczoraj, a nawet jeszcze kilka godzin temu, w mojej głowie kłębiło się kilka adekwatnych pomysłów. Wszystkie wyparowały.


Mógłbym napisać coś o Sylwestrze spędzonym między innymi w towarzystwie szkrabów urodzonych w 2017 r. i o związanych z tym przemyśleniach dotyczących upływu czasu i zmieniającej się bliskiej rzeczywistości. Rozważałem wspomnienie o koledze zamykającym swojego bloga i skupiającym się na vlogu, przez co przeszedłbym generalnie do tematu treści video dostępnych w internecie. Nie rozrywkowym, ale rozwijającym przykładem mógłby być cykl "Zrozumieć rynek", przygotowywany przy udziale Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Tu pojawia się kolejny wątek, czyli wartość dodana oferowana przez uczelnie wyższe.

Następnym pomysłem było napomknięcie o planowanym powrocie do korzystania z karty MultiSport po ponad miesięcznej przerwie, a kolejnym, pozostając w temacie sportu, wczorajszy sukces Kamila Stocha i plebiscyt na Sportowca Roku. Mógłbym napisać coś na ten temat, rozwinąć moją opinię, opierającą się na tym, że choć wspomniany skoczek jest fenomenalny, uwielbiam go i zaliczył naprawdę dobry rok, to na szczycie plebiscytu widziałbym jednak Anitę Włodarczyk lub Łukasza Kubota.

Nie potrafiłem się zdecydować, wybrać właściwiego spośród tych tematów. Ostatecznie więc... Zamiast rozwijać którykolwiek z tych wątków, siedzę w bujanym fotelu w salonie u przyszłych teściów i oglądam 11 sezon "Big bang theory". I wcale nie czuję z tego powodu wyrzutów sumienia.

Bujane fotele rządzą!

W końcu ten blog to moja sprawa, na moich zasadach. Folwark, na którym rządzę ja. Staram się przekazywać wpisami coś ważnego lub przynajmniej ciekawego, ale to normalne, że nie zawsze się udaje. Tym bardziej, że nie piszę jedynie, gdy mam naprawdę mocny temat, ale co tydzień. Trzymam się zasady publikowania tekstu co niedzielę, żeby nie popaść w rozleniwienie. Nie chcę sytuacji, w której będę miał dobry temat, ale zabraknie mi sił i chęci, żeby go poruszyć. Wymienione na początku zagadnienia może nie są wybitnie nudne, nieistotne, ale nie są też wybitne. Na każdym z nich można by oprzeć cały wpis, ale wszystkie byłyby przeciętne. Uznałem więc, że lepiej odpuścić.

Tekst pojawia się co tydzień. Czasem jest słabszy, wymuszony, ale zawsze jest. Dzięki temu ważny temat zawsze będzie miał swoją szansę na publikację. Wierzę, że ten mechanizm działa.

A Ty? Jaki mechanizm motywujący do działania stosujesz?

Co dziś w kąciku muzycznym? Hit, który zapewne już słyszeliście, ale ja mógłbym go słuchać na okrągło:



ENG:

This entry was to be ambitious. Motivating. Inspiring! Yesterday, and even a few hours ago, some adequate ideas were crowding in my head. They all disappeared.

I could write something about New Year's Eve spent in the company of the babies born in 2017 and related thoughts about the passage of time and the changing close reality. I considered the mention of a colleague closing his blog and focusing on the vlog. It would generally go into the subject of video content available on the internet. The "To understand the Market" cycle, prepared with the participation of the University of Economics in Katowice, could be a quite developing example. Here comes the next thread, which is the added value offered by universities.

The next idea was to mention the planned return to use the MultiSport card after over a month's break, and the next one, remaining on the subject of sport, yesterday's success of Kamil Stoch and the "sportsman of the year" plebiscite. I could write something about it, develop my opinion, based on the fact that although the jumper is phenomenal, I adore him and he had a really good year, at the top of the plebiscite I would see Anita Włodarczyk or Łukasz Kubot.

I could not decide, choose the right one among these topics. Ultimately, so ... Instead of developing any of these threads, I am sitting in a rocking chair in the living room of future in-laws and watching the 11th season of the "Big Bang theory". And I do not feel remorse for it.

After all, this blog is my business, on my terms. I try to pass something important or at least interesting, but it's normal that it does not always work. The more that I do not write only when I have a really strong topic, but every week. I stick to the principle of publishing the text every Sunday, so as not to get lazy. I do not want a situation in which I will have a good subject, but I will not have the strength and will to write about it. The issues mentioned at the beginning may not be very boring, irrelevant, but they are also not outstanding. On each of them you could base the whole entry, but they all would be mediocre. So I decided that it was better to let go.

The text appears every week. Sometimes it is weaker, forced, but it is always there. Thanks to this an important topic will always have its chance to be published. I believe that this mechanism works.

And you? What motivating mechanism do you use?

Weekly song? Something great from the year just ended - you can find it above.