Pokazywanie postów oznaczonych etykietą movies. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą movies. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 stycznia 2020

Styczeń z potencjałem.

January with potential. [English version below.]

Nie będę się dzisiaj bardzo rozpisywał. Brakuje mi czasu (znów wyjazd  na delegację) i weny (tak czasem bywa). Chcę jednak zwrócić waszą uwagę na pewne rzeczy w popkulturze.

Otóż, mamy już 2020 r. Nowy rok, nowy ja, a przede wszystkim nowe filmy i seriale. Ten rok zdecydowanie nie zapowiada się pod tym względem aż tak dobrze jak poprzedni. Są produkcje, na które rzeczywiście choć trochę czekam, jak "Diuna" Denisa Villeneuve'a,  "The New Mutants", czyli horror Foxa o mutantach, "No Time to Die", które może rzeczywiście będzie ostatnim filmem z Danielem Craigiem w roli Jamesa Bonda, "Birds of prey" o Harley Quinn, "Tenet" Christophera Nolana, "Psy 3" , "Eternals", które może bardzo mocno różnić się od dotychczasowych filmów MCU. Są także inne, ale niemal nic z tego nie jest wielce ekscytujące. Trochę słabo.

Zamiast wybiegać więc niemal rok w przyszłość, może warto skupić się na trwającym już miesiącu. Mamy już prawie połowę stycznia, ale czekają nas jeszcze dobre rzeczy. Ja pragnę zwrócić waszą uwagę na trzy, które dostarczy Pan Netflix.

Plakaty oczywiście ze strony Netflixa.

Po pierwsze, Chilling adventures of Sabrina. Już 24 stycznia na największej platformie streamingowej pojawi się trzeci sezon tego serialu. Wiem, że części z Was może on nie odpowiadać. ale mnie i moją żonę dotychczasowe dwa mocno wciągnęły. Ten serial to teen drama ze sporą dawką kiczu, ale też z nieco mroczniejszymi elementami. Postacie są dobrze zarysowane i mierzą się z realnymi problemami (no, w większości), a sam serial jest po prostu zabawny, intrygujący i bardzo przyjemny w odbiorze. 

To, o jakiej stylistyce mówimy, może Wam nakreślić zapowiedź trzeciego sezonu stworzona jako przebojowy teledysk, który możecie znaleźć pod TYM LINKIEM.

Po drugie, Bojack Horseman. Od 31 stycznia na Netfliksie można będzie znaleźć drugą połowę szóstego sezonu tego znakomitego serialu animowanego. Będzie to najprawdopodobniej domknięcie opowieści o podstarzałym koniu-celebrycie, który ma dużo więcej problemów niż przyjaciół i w zasadzie każda jego próba odbicia się od dna spełza na niczym. Sam serial jest wielkim hitem i niemal na pewno już o nim słyszeliście. Jeśli oglądaliście wcześniejsze odcinki, to zapewne nie  trzeba Was namawiać do sięgnięcia po finałowe. Jeśli natomiast jeszcze nie śledziliście przygód Bojacka Horsemana, to być może do 31 stycznia zdążycie nadrobić. Warto!

Wreszcie po trzecie, Uncut gems. To film de facto z 2019 r., ale zdaje się, że w Polsce nie można go było zobaczyć w kinach, może tylko na niektórych festiwalach. 31 stycznia pojawi się na Netfliksie i to jest chyba w moim osobistym rankingu  najbardziej ekscytująca pozycja z tutaj wymienianych. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że to dramat czy film kryminalny, w którym Adam Sandler, znany głównie z głupawych komedii, wciela się w główną rolę, nowojorskiego jubilera zmuszonego do podjęcia ryzykownych decyzji. Co więcej, podobno jest w tym rewelacyjny. Mało? Wszystko wskazuje na to, że ten film po prostu wygląda obłędnie. Spójrzcie na zwiastun:


Mało? To może przekona Was to, że na portalu metacritic.com średnia ocen przyznanych filmowi przez profesjonalnych krytyków to "90"? To świadczy o tym, że zdecydowana większość ludzi, którzy ocenianiem filmów zajmują się na codzień, uważa, że Uncut gems jest świetne. 

Jeszcze mało? To nie wiem już, czym Was przekonać. Ja w każdym razie jestem niemiłosiernie podekscytowany.

To tyle. Zostawiam Was z jednym z moich ulubionych utworów w ogóle, a przy okazji wykorzystanym w jednym z odcinków Bojacka Horsemana. Posłuchajcie:



Trzymajcie się! Dobrego dnia, tygodnia i miesiąca. Dobrego oglądania!

ENG:


I will not write much today. I lack time (delegation again) and inspiration (sometimes it happens). However, I want to draw your attention to some things in pop culture.

Well, we already have 2020. New year, new me, and above all new movies and series. This year is definitely not going to be as good as the previous one. There are productions that I'm waiting for at least a bit, like Denis Villeneuve's "Dune", "The New Mutants" - Fox's horror about mutants, "No Time to Die", which may actually be the last film with Daniel Craig as James Bond, "Birds of prey" about Harley Quinn, "Tenet" by Christopher Nolan, "Dogs 3" (third part of classical polish action movie), "Eternals", which can be very different from previous MCU movies. There are also others, but almost none of this is very exciting. That's a pity.

So instead of looking almost a year ahead, it may be worth focusing on an ongoing month. We have almost half of January, but we are still waiting for some good things. I would like to draw your attention to three that Mr. Netflix will provide.

First, Chilling adventures of Sabrina. On January 24, the third season of this series will appear on the largest streaming platform. I know that some of you may not like it, but both my wife and I have really enjoyed it. This series is a teen drama with a large dose of kitsch, but also with slightly darker elements. The characters are well outlined and face real problems (well, most of the time), and the show itself is simply funny, intriguing and very pleasant to watch.

The example of the style we are talking about can be seen in the announcement of the third season created as a hit music video which you can find at THIS LINK.

Secondly, Bojack Horseman. From January 31, Netflix will feature the second half of the sixth season of this amazing animated series. This will most likely close the story of an aging celebrity horse who has many more problems than friends, and basically his every attempt to bounce back from the bottom comes to nothing. The show itself is a huge hit and you've almost certainly heard of it. If you've watched earlier episodes, then you probably don't need to be persuaded to reach for the final ones. However, if you have not yet followed the adventures of Bojack Horseman, then you may be able to catch up by January 31. Well worth it!

Finally, thirdly, Uncut gems. Actually this is a film from 2019, but it seems that it could not be seen in cinemas in Poland, maybe only at some festivals. On January 31 it will appear on Netflix and this is probably in my personal ranking the most exciting item listed here. Why? First of all, because it is a drama or a criminal movie in which Adam Sandler, known mainly from silly comedies, plays the main role of a New York jeweler forced to make risky decisions. What's more, apparently he is sensational in it. Not enough? Everything seems to indicate that this movie just looks incredibly. Just look at the trailer - you can find it above.

Not enough? So maybe you let me convince you with the fact that on metacritic.com the average rating of the film by professional critics is "90"? This shows that the vast majority of people who evaluate movies on a daily basis think that Uncut gems is great.

Not enough yet? I don't know how to convince you anymore. In any case, I am mercilessly excited.

That's it. I leave you with one of my favorite songs in general and also used in one of Bojack Horseman's episodes. You can find it above.

Take care! Have a good day, week and month. Good watching!

niedziela, 20 stycznia 2019

Kultura w biegu, książka ma zadyszkę.

Culture in a rush, a book can't even breathe. [English version will be added soon.]

Wiecie, dlaczego częściej oglądam seriale lub rozmaite treści w sieci (nawet głupie) niż czytam książki? Te drugie są za bardzo angażujące. Wymagają pełnej uwagi, na co nie mogę sobie pozwolić. Nie można na przykład czytać, jednocześnie biegnąc na bieżni. To znaczy, okej, umówmy się: można wszystko. To po prostu nie jest najlepszy pomysł.

Efekt jest taki, że gdy obcuję z kulturą, to zazwyczaj sięgam po coś, co można chłonąć w międzyczasie, robiąc jednocześnie coś innego. Tu dwie uwagi: 
  1. Z rozważań tych wykluczam muzykę, bo akurat w jej przypadku powszechne jest obcowanie z nią niejako przy okazji, idąc gdzieś lub jadąc, pracując czy robiąc cokolwiek innego. Oczywiście, bywam czasem na koncertach i wtedy jestem w pełni skupiony na muzyce, ale to wydarzenia, nie codzienność.
  2. Mój gust raczej nie odbiega istotnie od gustu przeciętnego człowieka (tak mi się przynajmniej wydaje), więc kiedy piszę o kulturze, mam przede wszystkim na myśli popkulturę.
Jest kilka takich czynności, przy których książka nie ma prawa się sprawdzić. Na każdą jednak mam sprawdzony zakres innych treści, które będą odpowiednie. Wygląda to tak:
  • posiłki - wiadomo, że jeśli jem w samotności, nie mam ochoty wyłącznie patrzeć się w ścianę. Na szczęście przy posiłkach spektrum możliwości jest największe. Przy kolacji, obiedzie czy śniadaniu w grę wchodzi jakiś serial, film lub internetowa publicystyka raz wyższych, raz niższych lotów. Czasem oglądam coś nowego, ale często też wracam do produkcji, które już oglądałem.
  • bieżnia/rowerek na siłowni - tu sprawa wygląda podobnie jak wyżej. Skoro i tak w czasie tego typu aktywności fizycznej nie zrobię nic innego, to mogę przynajmniej coś obejrzeć. Podczas takiego ruchu nie potrafię się jednak w pełni skupić, a tego wymagam od siebie, gdy oglądam coś nowego i chciałbym w pełni zrozumieć fabułę. Dlatego właśnie na siłowni ograniczam się raczej do wspomnianej publicystyki internetowej i seriali/filmów, które już widziałem. Teraz po raz chyba trzeci lub nawet czwarty włączam czasami "Jak poznałem waszą matkę", skoro Netflix dał taką możliwość. Jeszcze niedawno korzystałem też czasem w tym celu z Showmaxa, ale tę platformę zaraz pożegnamy.
  • prasowanie - niestety, moja praca oprócz licznych zalet ma tę jedną wadę, że na ogół wymaga bycia ubranym w garnitur. To samo w sobie nie jest problemem, ale wiąże się z bardzo częstym prasowaniem koszul. Prasowanie to zło. Tym bardziej, że w moim wykonaniu to dość czasochłonna czynność. Próbuję ją sobie jakoś umilać, na przykład poprzez oglądanie jakichś treści. Słowo oglądanie jest jednak pewnym wyolbrzymieniem, ponieważ nie chcę spalić swoich koszul, więc na ekran raczej tylko zerkam, wzrok skupiając na koszulach. W związku z tym przy prasowaniu ograniczam się już raczej do publicystyki internetowej. To może być na przykład Krzysztof Gonciarz, ale też Napisy Końcowe, czyli dyskusje na temat kinematografii prowadzone przez twórców Comics Weekly (Łukasz Stelmach - Ichabod, Oskar Rogowski - Komiksomaniak i Radosław Pisula - Full Frontal Pisula). Czasem wybieram też wywiady Onetu lub jakiś stand-up - w internecie jest przecież wszystko.
  • odkurzanie - kolejna przykra czynność. Tu nie sprawdzi się nic z obrazem, więc pozostaje mi włączyć Spotify (ewentualnie jakąś inną platformę) i posłuchać jakiegoś podcastu. Ostatnio są to najczęściej Imponderabilia, które można też znaleźć na YouTube'ie. Mi jednak bardziej odpowiada forma podcastu i w ten sposób mogę słuchać jak Karol Paciorek prowadzi ze swymi gośćmi rozmowy, które na ogół trwają od godziny do przeszło dwóch. Przy wersji ze Spotify'a brak obrazu jest co prawda pewną stratą, ale najważniejsze jest jednak to, co mówią zaproszeni goście. Ich spektrum jest zresztą bardzo szerokie: dziennikarze, muzycy, politycy, YouTuberzy, scenarzyści, aktorzy, sportowcy, naukowcy. Warto posłuchać.
Kto wygra? Książka czy Netflix?

Wracając do tematu książek: kiedyś czytałem ich mnóstwo. Trylogię Sienkiewicza przeczytałem, mając 11 lat. Na manewry, terenowe imprezy harcerskie potrafiłem zabierać ze sobą kilkaset stron lektury. Jeszcze nie tak dawno, kilka lat temu zabrałem ze sobą na Przystanek Woodstock "Metro 2033". Czytałem je nocą, przy świetle latarki, siedząc pod drzewem naprzeciwko dworca PKP w Kostrzynie i czekając na pociąg powrotny. To były czasy! A teraz? Teraz nie ma czasów, a przynajmniej czasu. Dopadła mnie codzienność, w której nie bardzo jest miejsce na książki.

Tylko, że to bzdura. To kwestia determinacji. W ostatnich latach czytałem mało, ale przez święta zabrałem się za "Hardą", książkę widoczną na zdjęciu. To powieść o losach Świętosławy, siostry Bolesława Chrobrego i miałem się nią zająć już dawno temu, ale ciągle nie było kiedy. W święta pojawiło się trochę czasu i zdążyłem się wciągnąć w fabułę, więc teraz staram się codziennie przeczytać przynajmniej kilkanaście/dziesiąt stron, bo część druga już czeka.

Prawda jest taka, że skoro w ciągu dnia nie mam czasu na lekturę, ale przy okazji innych zajęć mogę oglądać seriale czy filmy, słuchać publicystyki itd., to przynajmniej czas tuż przed snem mogę poświęcić na książki. Dziś wyjeżdżam na delegację i zabieram ze sobą "Hardą". Chyba będzie ważyć więcej niż laptop.

Kwestionowałem ostatnio sens postanowień noworocznych, ale jeśli miałbym jakieś mieć, to chyba byłoby właśnie takie: w nowym roku więcej czytać. Dobrej lektury nam wszystkim! Jeśli macie ochotę, dajcie też znać, co lubicie oglądać lub słuchać, zajmując się nużącym prasowaniem, odkurzaniem i innymi tego typu rzeczami.

Utwór na dziś nie ma nic wspólnego z tym tekstem. Jest za to piękny: 


Dobrego popołudnia i tygodnia!

ENG:

Do you know why I watch TV series or various content on the web more often (even stupid) than I read books? The latter are too engaging. They require full attention, which I can not afford. For example, you can not read while running on the treadmill. Well, okay: you can do anything. It's just not the best idea.

The effect is that when I associate with culture, I usually reach for something that can be absorbed in the meantime, while doing something else. Here are two notes:

  1. I exclude music from these considerations, because in its case it is common to deal with it by the way, while walking somewhere or driving, working or doing anything else. Of course, sometimes I go to concerts and then I am fully focused on music, but those are events, not everyday life.
  2. My taste does not really differ significantly from the taste of the average person (I think so at least), so when I write about culture, I mainly think of pop culture.

There are several activities when the book is not an option. For each of them, however, I have a range of other content that is appropriate. This is how it works:
  • meals - it is obvious that if I eat in solitude, I do not want to just look at the wall. Fortunately, with meals the spectrum of possibilities is the greatest. During supper, dinner or breakfast, I can watch a series, a movie or an online journalism (better or worse). Sometimes I watch something new, but I also often come back to the things I have already watched.
  • treadmill / bike at the gym - this case is similar to the above. Since I can't do anything else during this type of physical activity, I can at least watch something. However, I can not fully concentrate then, and this is what I require from myself when I watch something new and would like to fully understand the plot. That's why I limit myself to the aforementioned online journalism and series / movies that I have already seen. Now for the third or even fourth time I sometimes watch "How I met your mother", since Netflix gave us this opportunity. Until recently I also used Showmax for such a purpose, but we will say goodbye to this platform soon.
  • ironing - unfortunately, my work apart from numerous advantages has one disadvantage, which is usually requiring to wear a suit. This is not a problem itself, but it involves very frequent ironing of shirts. Ironing is evil. The more so because in my performance it is quite a time-consuming activity. I try to make it more pleasant somehow, for example, by watching some content. The word "watching" is, however, an exaggeration, because I do not want to burn my shirts, so I only look at the screen from time to time, focusing on the shirts. Therefore, when I'm ironing, I'm limiting myself to online journalism. This may be for example Krzysztof Gonciarz, but also the Final Subtitles - discussions about cinematography conducted by the creators of Comics Weekly (Łukasz Stelmach - Ichabod, Oskar Rogowski - Komiksomaniak and Radosław Pisula - Full Frontal Pisula). Sometimes I also choose Onet interviews or some stand-up shows - there is everything on the internet.
  • vacuuming - another unpleasant activity. Nothing with the image will work here, so I need to turn on Spotify (or some other platform) and listen to some podcast. Recently, these are mostly Imponderabilia, which can also be found on YouTube. However, the form of the podcast suits me better and in this way I can listen to how Karol Paciorek conducts conversations with his guests, which usually last from one hour to more than two. With the Spotify version, the lack of a picture is a certain loss, but the most important thing is what the invited guests say. Their spectrum is very broad: journalists, musicians, politicians, YouTube, scriptwriters, actors, athletes, scientists. It's worth listening.
Returning to the topic of books: I used to read a lot. I read the Sienkiewicz trilogy at the age of 11. I was able to take several hundred pages of reading with me for maneuvers, field scouting events. Not so long ago, a few years ago I took the "Metro 2033" with me to Przystanek Woodstock. I read it at night, by the light of the flashlight, sitting under a tree in front of the railway station in Kostrzyn and waiting for the return train. Those were times! And now? There are no times now or at least there is no time. Daily life had overwhelmed me and there is not much place for books.

Only that it is bullshit. It's a matter of determination. In recent years, I have read few, but by Christmas I set about "Harda", a book visible in the picture. This is a novel about the life of Swietosława, sister of Bolesław Chrobry, and I was supposed to start reading it long ago, but there was  never any time. During the Christmas some time finally appeared and I got caught up in the story, so now I try to read at least a dozen / ten pages every day, because the second part is already waiting.

The truth is that if during the day I do not have time to read, but during other activities I can watch series or movies, listen to journalism, etc., I can at least spend for the reading the time just before bedtime. Today I am leaving for a delegation and I am taking 'Harda' with me. I think it will weigh more than a laptop.

I recently questioned the meaning of the New Year's resolutions, but if I had to have any, it would probably be like this: read more in the new year. Happy reading to all of us! If you would like, let me know what you like to watch or listen to, bored with ironing, vacuuming and other things like that.

The song for today has nothing to do with this text. However, it is simply beautiful.

Have a nice afternoon and the week!

niedziela, 19 sierpnia 2018

Oh, znów to obejrzałem!

Oops!... I watched it again [English version below.]

Obcowanie z kulturą ma tendencję do nawrotów. Zadziwiająco często wraca się do czegoś, co się już zna. Pomijam muzykę, bo w jej przypadku to oczywiste. Dziwna byłaby sytuacja odwrotna, gdybyśmy słuchali jakiegoś utworu, stwierdzali, że jest świetny, ale potem już nigdy więcej do niego nie wracali. Jak jest natomiast z książkami, filmami czy serialami?

Różnie. Wczoraj wspominałem na moim facebookowym fanpage'u o serialu "Radiostacja Roscoe" (w oryginale "Radio Free Roscoe"). To kanadyjski serial dla młodzieży sprzed kilkunastu lat, który opowiada o grupce nastolatków zakładających nielegalną rozgłośnię radiową. Słyszeliście może? Oby. Co go wyróżnia? Niby nic, poza tym, że... Był super! Atmosfera, postaci, relacje między nimi -wszystko idealnie układało się w serial dla nastolatków. Poznałem też dzięki niemu kilka niezłych zespołów, choćby The Petit Project czy The Trews. Serial był tak super, że obejrzałem go ze 3 albo 4 razy w całości. Ostatnio nawet chyba w tym roku, w oryginalnej wersji językowej. To nie było problemem, bo polskie wersje jakiejś połowy tekstów mógłbym cytować z pamięci.

No dobrze, ale właściwie dlaczego poświęciłem ponad 17 godzin życia na obejrzenie znów tego samego? Przecież w tym czasie mógłbym poznać jakiś inny, zupełnie nowy, równie znakomity serial. Żyjemy w czasach Netflixa i Showmaxa (dziś premiera Rojsta - pierwszy odcinek już się ukazał!), więc ogrom seriali jest w zasięgu kilku kliknięć. Studia filmowe sypią pieniędzmi na nowe blockbustery jak nigdy wcześniej. Mniejsze produkcje też mają łatwiej, bo dystrybucja stała się czymś naprawdę prostym (Bogu dzięki za internet!). Także wśród książek mamy klęskę urodzaju, aczkolwiek ona jest permanentna. Niemożliwym jest przeczytanie wszystkich książek. Niemożliwym jest przeczytanie wszystkich dobrych książek. Ba, nie da się nawet przeczytać wszystkich książek, które subiektywnie mogą się nam spodobać. Jest ich po prostu za dużo, a cały czas powstają nowe. Przy tym kulturowym bogactwie jaki jest powód wracania do tego, co już się zna, gdy można przeznaczyć czas na coś nowego?

To, co właśnie czytam lub chcę przeczytać niebawem.

Cóż, najłtawiej powiedzieć, że to sentyment. Chęć poczucia się jak kiedyś, satysfakcja z tego, że wie się, co nastąpi za chwilę na ekranie lub kartach powieści. Ten mechanizm na pewno działa w przypadku mnie i "Radiostacji Roscoe", ale mamy też znacznie bardziej spektakularny przykład: Kevin w święta. Miliony Polaków co roku wracają do tego filmu. To nowa, świecka tradycja. Czysty sentyment.

Zdarzają się jednak także inne powody. Gdy zmienia się perspektywa, zmienia się sposób postrzegania utworu. Może to wynikać z jakiejś zmiany w życiu osobistym odbiorcy. Czytałem jakiś czas temu wypowiedź kogoś, kto uważał, że "Przyjaciele" to lepszy serial niż "Jak poznałem waszą matkę". Zmienił zdanie, gdy sam został ojcem. Według niego w "Przyjaciołach" dzieci były tylko dodatkiem, czasem wykorzystywanym na potrzeby fabuły, podczas gdy w "Jak poznałem waszą matkę" stanowiły ważny wątek, wręcz integralną część serialu. Podobny przypadek dotyczy sytuacji, w których opowieść dotyczy na przykład losów rodziny i z upływem czasu zmienia się postać, z którą się utożsamiamy, od pełnego energii dziecka do zgorzkniałego rodzica. Trochę smutne, ale tylko trochę, za to bardzo często prawdziwe.

Inna możliwość dotyczy głównie thrillerów, kryminałów itp., ale nie tylko. Chodzi o to, że przy pierwszym seansie czy czytaniu nie wiemy, co stanie się później i to ważny element budowania napięcia. Przy drugim podejściu tego już nie ma. Można za to skupić się na niuansach. Gdy znamy już rozwiązanie zagadki, nagle wiele scen nabiera sensu. Koronnym przykładem jest tutaj oczywiście "Podziemny krąg" ("Fight club"). Kto widział, ten wie. Podobnie wygląda to zresztą w każdym dobrym filmie sensacyjnym, choćby w najświeższym Mission Impossible: Fallout, gdzie zagadką jest tożsamość niejakiego Johna Larka. Ponowny seans może sprawić, że pomyśli się: "rzeczywiście, były poszlaki by odkryć prawdę, ale ich nie dostrzegłem".

Wracanie do treści, które się już zna, pozornie wydaje się więc marnowaniem czasu. W rzeczywistości jednak może być powodowane sentymentem lub sprawić, że lepiej zrozumie się fabułę lub konkretnych bohaterów. To jest nie do przecenienia.

A wy wracacie do rzeczy, które już znacie? Dajcie koniecznie znać. Zostawiam Was z piosenką wspomnianych The Trews:

Dobrego wieczoru i całego tygodnia!

ENG:

Enjoying the culture tends to relapse. Suprisingly often people come back to something they already know. I skip the music because it's obvious in its case. It would be a strange thing if we listened to a song, claimed it was great, but then would not come back to it anymore. How is it with books, movies or series?

Variously. Yesterday I mentioned on my facebook fanpage about the "Radio Free Roscoe". This is a Canadian series for youth from a dozen or so years ago, which is about a group of teenagers who set up an illegal radio station. Have you heard about it? Hope so. What distinguishes it? Nothing, except that ... It was great! The atmosphere, the characters, the relationship between them - everything went perfectly into a series for teenagers. Thanks to it I also got to know some awesome bands, like The Petit Project or The Trews. The show was so great that I watched it 3 or 4 times in full, recently, probably this year, in the original language version. It was not a problem, because now I am able to quote Polish versions of some half of the texts from memory.

Okay, but why did I devote more than 17 hours to watch the same again? After all, at this time I could get to know another, completely new, equally excellent series. We live in the times of Netflix and Showmax (today is the "Rojst" premier - the first episode is already there!), so the vastness of the various series is within a few clicks. Movie studios are pouring money into new blockbusters like never before. Smaller productions are also in a good situation, because the distribution has become something really simple (thank God for the Internet!). We also have a impressive selection of books, although it is permanent state. It is impossible to read all the books. It is impossible to read all the good books. Oh, you can not even read all the books that you might subjectively like. There are just too many of them, and new ones are being created all the time. With this cultural richness, what is the reason for coming back to what you already know, when you can devote time to something new?

Well, it's the simplest to say it's a sentiment. The desire to feel like it used to be, the satisfaction of knowing what will happen in a moment on the screen or in the pages of the novel. This mechanism certainly works for me and "Radio Free Roscoe", but we also have a much more spectacular example: Kevin during the Christmas. Millions of Poles return to this film every year. It is a new, secular tradition. Pure sentiment.

There are also other reasons, however. When the perspective changes, the perception of the piece of art changes. This may be due to some change in the personal life of the recipient. I read some time ago a statement from someone who believed that "Friends" is a better series than "How I met your mother". He changed his mind when he became a father himself. According to him, in "Friends" children were just an addition, sometimes used for the plot, while in "How I met your mother" they were an important element of the plot, even an integral part of the series. A similar case concerns situations in which the plot is about, for example, the story of the family and with the passage of time the figure we identify with changes from the child full of energy to the embittered parent. A bit sad, but only a bit and very often true.

Another possibility applies mainly to thrillers, detective stories, etc., but not only. The point is that during the first screening or reading we do not know what will happen later and this is an important element of building tension. With the second time, it is gone. Instead, you can focus on the nuances. When you know the solution to the puzzle, suddenly many scenes make sense. The crucial example here is of course the "Fight Club". Whoever saw this, understands it. Similarly, it works in every good sensational film, for instance in the most recent Mission Impossible: Fallout, where the mystery is the identity of a guy called John Lark. The re-screening may make you think: "indeed, there were clues to discover the truth, but I did not see them."

Going back to the content you already know seems to be a waste of time. In reality, however, it can be caused by sentiment or by the desire to better understand the plot or specific characters. This can not be overestimated.

Do you return to the things you already know? Let me know. I leave you with the song of the The Trews, which you can find above.

Have a good evening and and the good week!