Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 marca 2020

Rozrywki przed końcem świata.

Entertainment before the end of the world. [English version may be added later.]

Epidemia. Pandemia. Apokalipsa. Koniec świata. Cóż... Może do tego ostatniego nie dojdzie, zobaczymy. Żeby nie doszło, musimy siedzieć w domu. Okej, nie wszyscy, ale wszyscy ci, którzy mogą. Czy grozi nam nuda?

Pewnie nie. Po pierwsze, praca zdalna dotyczy sporej części ludzi, a podobno wykłady, a może i nawet lekcje szkolne (a przynajmniej zadawanie zadań) też mają być prowadzone przez internet, więc wcale nie jest tak, że do zagospodarowania są całe dnie. Nie czarujmy się jednak, czasu i tak będzie więcej. Nie będziemy go tracić na przemieszczanie się do i z pracy, odpadną spotkania ze znajomymi, wyjścia na siłownię i niemal wszystkie inne możliwe, pozadomowe aktywności. Jakoś trzeba zagospodarować uwolnione godziny.

Dzięki Bogu istnieje internet, a wraz z nim zbiory Netflixa, HBO GO i innych platform streamingowych. Na bardziej konserwatywnych czeka telewizja. Dla jeszcze większych dziwaków są książki. Oczywiście żartuję i tak naprawdę serdecznie zachęcam do lektury, choć obawiam się, że wiele osób może nie mieć obfitego księgozbioru w domach. Cóż, zawsze można kupować ebooki przez internet.

Co poza tym? Gry! Pecety, konsole? Pewnie, jeśli chcecie, aczkolwiek mi bliżej do planszówek i innych gier towarzyskich. Chyba bardziej zintegrują ludzi spędzających wspólnie czas w zamkniętej przestrzeni. Poza tym pewnie każdemu na jakimś etapie przyjdzie do głowy zrobienie porządku. Odkurzanie, ścieranie kurzy, mycie podłóg, łazienki, kuchni i tak dalej? Oczywiście, skoro nawet ja o tym pomyślałem.

Wszystko to dostarczy zajęć na jakiś czas. Co jednak później? Co, gdy trochę nas to wszystko znuży? Gdy będziemy chcieli jakiegoś urozmaicenia? Oto trzy nieoczywiste sposoby na spędzanie czasu w kwarantannie czy też izolacji:

1. Naucz się czegoś nowego.

Brzmi banalnie? Może i tak. Szczerze powiedziawszy jednak wątpię, że dużo ludzi pomyślało sobie: "o, będę siędział teraz w domu, nauczę się w tym czasie X" czy "świetnie, wreszcie poświęcę więcej czasu na Y". Tymczasem mamy rok 2020 i możliwości uczenia się samodzielnie, z domu, jest całe mnóstwo. Ja osobiście zamierzam pobawić się bazami danych, a konkretnie Microsoft Accessem, ale to tylko ułamek tego, co jest dostępne. 

Nauka języków obcych czy programowania to pierwsze, najbardziej oczywiste pomysły, ale można też poświęcić czas na poznanie rozmaitego oprogramowania czy aplikacji - rzeczy, które mogą przydać nam się w trakcie obecnego szczególnego czasu lub już po nim. Inne na szybko wymyślone pomysły to ćwiczenie zdolności manualnych, rozmaite rękodzieło - choćby wykonywanie samodzielnie dekoracji, tworzenie biżuterii czy malowanie. Cokolwiek, byle się rozwinąć lub poznać coś nowego, mieć z tego frajdę, a przy okazji spędzić czas pożyteczniej niż tylko śledząc ciągle media społecznościowe i strumień negatywnych informacji.

2. Zrób porządek... Ze szpargałami.

Może to pora na porządek ze zdjęciami?

Zwykłe porządki i dbanie o czystość to jedno, ale warto pomyśleć też o tym, co kryje się we wnętrznach szaf, szafek i szuflad. Być może już od dawna czekają na was zdjęcia wymagające posortowania ich i pochowania w albumach czy dokumenty, które oczekują aż zrobi się z nimi porządek i podzieli na teczki. Może to dobry moment na przegląd wszystkich ubrań i zidentyfikowanie tych, które nie są już przez nas noszone i można je komuś oddać, a także tych, które nadają się tylko do wyrzucenia, a niepotrzebnie zajmują miejsce w szafach? To samo dotyczy rozmaitych drobiazgów w szufladach. Dobrze się im przyjrzeć. 

W ten sposób można nie tylko zrobić porządek ze swoimi rzeczami i potencjalnie odzyskać trochę miejsca. Niewykluczone też, że odnajdzie się skarby, które zaginęły nam dawno temu lub o których nawet zdążyliśmy już zapomnieć. Ubrania, akcesoria, figurki, zabawki, zdjęcia, pamiątki lub coś jeszcze innego - być może wzbudzające dużo wspomnień, a może takie, które mogą się nam jeszcze przydać. Na pewno warto spróbować.

3. Popijawa ze znajomymi... Przez Skype'a.

Spotkania na mieście? Wykluczone. Wizyty u znajomych? Nierozsądne. Co pozostaje, żeby zachować choć namiastkę życia towarzyskiego? Wzięcie przykładu z biznesu, pracy zdalnej i home-office. Czytałem na Twitterze Weroniki Truszczyńskiej, że w Chinach (chyba w Szanghaju) przez jakiś czas kluby działały przez internet. Ludzie łączyli się z DJami, ci puszczali muzykę na żywo i byli wynagradzani napiwkami.

Nie sądzę, żeby coś takiego zadziałało w Polsce, a przynajmniej nie na wielką skalę, ale działajmy z tym, co mamy. A mamy Skype'a, Messengera, a przy odrobinie szczęścia także znajomych i tematy do rozmowy z nimi. Domowe zapasy alkoholu nie są wymagane, ale z pewnością też nie zaszkodzą. Tak zebrane składniki łączymy i uzyskujemy imprezę... A przynajmniej jej namiastkę.

Żarty żartami, ale pewnym znajomym, którzy nie mogą teraz wychodzić z domu, już zapowiedziałem zdalną popijawę. Oni może nie zdają sobie jeszcze sprawy z tego, że mówiłem poważnie, ale dowiedzą się. Umówimy się na konkretny termin, uruchomimy wideokonferencję, każdy przygotuje sobie jakiegoś drinka i po prostu porozmawiamy. Oczywiście, to nie będzie to samo, co gdybyśmy się spotkali naprawdę. Tyle tylko, że wyboru nie ma. Trzeba sobie radzić.

To tyle z moich pomysłów. Oczywiście, nie są bardzo odkrywcze, wiem o tym. Sądzę jednak, że to takie rzeczy, które nie muszą nikomu przyjść do głowy w pierwszej chwili, a byłoby trochę szkoda, gdyby cały ten czas przeznaczyć tylko na oglądanie seriali. Nie ma co przesadzać. Jeśli chcecie, napiszcie, jakie wy macie nieszablonowe pomysły na zwiększoną ilość czasu spędzonego w domu. Może ktoś skorzysta.

Tymczasem zostawiam Was z piosenką, którą może już udostępniałem, ale to nic. Nadal jest cudowna:


Trzymajcie się! Nie nudźcie się! Bądźcie zdrowi! Myjcie ręce!

niedziela, 1 kwietnia 2018

Stałe i zmienne.

Fixed and variables [English version below].
Nic nie może przecież wiecznie trwać.
Zmiany są motorem postępu. Nie można ich unikać. Trzeba od czasu do czasu coś zmienić. Studia. Pracę. Otoczenie. Gust muzyczny. Okolicę. Miejsce zamieszkania. Coś. Cokolwiek. Bez tego popadamy w stagnację. Robiąc cały czas to samo, od pewnego momentu nie uczymy się już nic nowego. Pracując dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści lat w tym samym miejscu, na tym stanowisku nie spodziewajmy się, że nagle ktoś sam, z własnej inicjatywy uzna, że powinniśmy zająć wyższą pozycję, ze znacznie bardziej odpowiedzialnymi zadaniami. To może się wydarzyć, ale raczej tak się nie stanie, a jeśli nawet, to awans będzie niewielki. Trzeba więc walczyć samemu, próbować nieco zmieniać zakres swych obowiązków, by ciągle uczyć się czegoś nowego.

Lepiej się żyje, mając szerokie horyzonty. One jednak nie biorą się znikąd. Wymagają obcowania z innymi kulturami. Trzeba więc zmieniać to, co się czyta, czego się słucha, co się ogląda, z kim się rozmawia. Wtedy zaczyna się rozumieć więcej. Wyłapywać kontekst. Lepiej funkcjonuje się w tym mimo wszystko dużym i złożonym świecie.

Zmiany są konieczne. Po prostu.

Ja na przykład zamieniłem dzisiaj pasek na szelki.
Co z tego wyniknie?

Oczywistym jest jednak, że gdyby wszystko i ciągle się zmieniało, można by oszaleć. Trzeba mieć jakieś elementy stałe, punkty zaczepienia, które utrzymują człowieka cały czas w jednej rzeczywistości. Trzymają go w jednym żywocie. Coś się zmienia, ale w obrębie pewnej niezmiennej struktury. To mogą być jakieś drobne rytuały, sposoby układania rzeczy na biurku, ulubione piwo, stałe miejsce na cotygodniowy spacer czy cokolwiek innego. Może to też być coś większego.

Wspominam o tym, bo ostatnio wstępnie zaplanowaliśmy majówkę. Ja, Luba Ma oraz kumpel i kumpela jeszcze z liceum. Po raz piąty pojedziemy w takim składzie. To jedna z moich ulubionych stałych w roku. Świadomość, że nad majówką nie trzeba się jakoś szczególnie zastanawiać. Oczywiście, w końcu musimy ustalić szczegóły - dokładny cel, plan itd. Zarys jest jednak oczywisty - ci ludzie i jakieś góry. Oby tak było jak najdłużej, najlepiej zawsze. To mój punkt zaczepienia. Moja stała. Moja kotwica.

To chyba tyle rozważań w to świąteczne popołudnie. Pomyślcie w wolnej chwili (akurat jest trochę wolnego, tak tylko przypominam) nad tym, co możecie zmienić w swoim życiu. Co możecie poprawić? Co może Wam wyjść na dobre? Po prostu zastanówcie się nad tym.

Pomyślcie też nad tym, czego absolutnie nie chcecie zmieniać. Co jest idealne i chcecie, żeby takie było zawsze. Co sprawia, że czujecie grunt pod nogami? Pielęgnujcie to!

W kąciku muzycznym dziś coś, co także jest wynikiem zmian, a konkretnie zmiany najczęściej słuchanej muzyki (chyba). Ot co:


Dobrego tygodnia!

P S Do zobaczenia na moim Facebooku, Instagramie lub Snapchacie (@cgdenys)!

ENG:
Nothing can last forever.
Changes are the engine of progress. You can not avoid them. You have to change something from time to time. Studies for instance. Work. Environment. Musical taste. Neighbourhood. Place of residence. Something. Anything. Without this, we fall into stagnation. While doing the same thing all the time, from some moment we do not learn anything new. Working twenty, thirty, forty years in the same place, in the same position, do not expect that someone will, on their own initiative, decide that you should take a higher position with much more responsible tasks. It can happen, but it probably will not happen, and even if it does, the promotion will be small. So you have to fight for yourself, try to change the scope of your duties a bit, to constantly learn something new.

It is better to live with broad horizons. However, they do not come out of nowhere. They require communing with other cultures. So you have to change what you read, what you listen to, what you watch, who you talk to. Then you'll begin to understand more. You'll catch the context. Then you'll be better dealing with this still large and complex world.

Changes are necessary. It is so simple.

It is obvious, however, that if everything would change, it would be crazy. You need to have solid elements, anchor points that keep you in one reality all the time. They keep you in one life. Something is changing, but within a certain unchanging structure. These may be some minor rituals, ways of arranging things on the desk, favorite beer, a permanent place for a weekly stroll or anything else. It can also be something bigger.

I mention this because we have recently planned the annual May's holiday. Me, My Darling and the couple of friends from high school. For the fifth time we will spend this time in such a team. This is one of my favorite constants in a year. Awareness that I do not have to really wonder about the holiday. Of course, we have to set the details - the exact goal, plan, etc. The outline, however, is obvious - these people and some mountains. Let it repeat yearly as long as possible, preferably forever. This is my fixed point. My constant. My anchor.

It's probably all of the thoughts on this Easter afternoon. In a free time (now it's a bit of free time, I just remind you) think about what you can change in your life. What can you improve? What can you do for your own good? Just think about it.

Also think about what you absolutely do not want to change. What is perfect and you want it to be always like that? What makes you feel the ground under your feet? Cherish it!

Today in the music corner there is something that is also the result of changes, and more specifically the result of the change of the music most often listened by me(I suppose). You can find it above.

Have a good week!

P S See you on my Facebook, Instagram or Snapchat (@cgdenys)!