Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 marca 2020

Rozrywki przed końcem świata.

Entertainment before the end of the world. [English version may be added later.]

Epidemia. Pandemia. Apokalipsa. Koniec świata. Cóż... Może do tego ostatniego nie dojdzie, zobaczymy. Żeby nie doszło, musimy siedzieć w domu. Okej, nie wszyscy, ale wszyscy ci, którzy mogą. Czy grozi nam nuda?

Pewnie nie. Po pierwsze, praca zdalna dotyczy sporej części ludzi, a podobno wykłady, a może i nawet lekcje szkolne (a przynajmniej zadawanie zadań) też mają być prowadzone przez internet, więc wcale nie jest tak, że do zagospodarowania są całe dnie. Nie czarujmy się jednak, czasu i tak będzie więcej. Nie będziemy go tracić na przemieszczanie się do i z pracy, odpadną spotkania ze znajomymi, wyjścia na siłownię i niemal wszystkie inne możliwe, pozadomowe aktywności. Jakoś trzeba zagospodarować uwolnione godziny.

Dzięki Bogu istnieje internet, a wraz z nim zbiory Netflixa, HBO GO i innych platform streamingowych. Na bardziej konserwatywnych czeka telewizja. Dla jeszcze większych dziwaków są książki. Oczywiście żartuję i tak naprawdę serdecznie zachęcam do lektury, choć obawiam się, że wiele osób może nie mieć obfitego księgozbioru w domach. Cóż, zawsze można kupować ebooki przez internet.

Co poza tym? Gry! Pecety, konsole? Pewnie, jeśli chcecie, aczkolwiek mi bliżej do planszówek i innych gier towarzyskich. Chyba bardziej zintegrują ludzi spędzających wspólnie czas w zamkniętej przestrzeni. Poza tym pewnie każdemu na jakimś etapie przyjdzie do głowy zrobienie porządku. Odkurzanie, ścieranie kurzy, mycie podłóg, łazienki, kuchni i tak dalej? Oczywiście, skoro nawet ja o tym pomyślałem.

Wszystko to dostarczy zajęć na jakiś czas. Co jednak później? Co, gdy trochę nas to wszystko znuży? Gdy będziemy chcieli jakiegoś urozmaicenia? Oto trzy nieoczywiste sposoby na spędzanie czasu w kwarantannie czy też izolacji:

1. Naucz się czegoś nowego.

Brzmi banalnie? Może i tak. Szczerze powiedziawszy jednak wątpię, że dużo ludzi pomyślało sobie: "o, będę siędział teraz w domu, nauczę się w tym czasie X" czy "świetnie, wreszcie poświęcę więcej czasu na Y". Tymczasem mamy rok 2020 i możliwości uczenia się samodzielnie, z domu, jest całe mnóstwo. Ja osobiście zamierzam pobawić się bazami danych, a konkretnie Microsoft Accessem, ale to tylko ułamek tego, co jest dostępne. 

Nauka języków obcych czy programowania to pierwsze, najbardziej oczywiste pomysły, ale można też poświęcić czas na poznanie rozmaitego oprogramowania czy aplikacji - rzeczy, które mogą przydać nam się w trakcie obecnego szczególnego czasu lub już po nim. Inne na szybko wymyślone pomysły to ćwiczenie zdolności manualnych, rozmaite rękodzieło - choćby wykonywanie samodzielnie dekoracji, tworzenie biżuterii czy malowanie. Cokolwiek, byle się rozwinąć lub poznać coś nowego, mieć z tego frajdę, a przy okazji spędzić czas pożyteczniej niż tylko śledząc ciągle media społecznościowe i strumień negatywnych informacji.

2. Zrób porządek... Ze szpargałami.

Może to pora na porządek ze zdjęciami?

Zwykłe porządki i dbanie o czystość to jedno, ale warto pomyśleć też o tym, co kryje się we wnętrznach szaf, szafek i szuflad. Być może już od dawna czekają na was zdjęcia wymagające posortowania ich i pochowania w albumach czy dokumenty, które oczekują aż zrobi się z nimi porządek i podzieli na teczki. Może to dobry moment na przegląd wszystkich ubrań i zidentyfikowanie tych, które nie są już przez nas noszone i można je komuś oddać, a także tych, które nadają się tylko do wyrzucenia, a niepotrzebnie zajmują miejsce w szafach? To samo dotyczy rozmaitych drobiazgów w szufladach. Dobrze się im przyjrzeć. 

W ten sposób można nie tylko zrobić porządek ze swoimi rzeczami i potencjalnie odzyskać trochę miejsca. Niewykluczone też, że odnajdzie się skarby, które zaginęły nam dawno temu lub o których nawet zdążyliśmy już zapomnieć. Ubrania, akcesoria, figurki, zabawki, zdjęcia, pamiątki lub coś jeszcze innego - być może wzbudzające dużo wspomnień, a może takie, które mogą się nam jeszcze przydać. Na pewno warto spróbować.

3. Popijawa ze znajomymi... Przez Skype'a.

Spotkania na mieście? Wykluczone. Wizyty u znajomych? Nierozsądne. Co pozostaje, żeby zachować choć namiastkę życia towarzyskiego? Wzięcie przykładu z biznesu, pracy zdalnej i home-office. Czytałem na Twitterze Weroniki Truszczyńskiej, że w Chinach (chyba w Szanghaju) przez jakiś czas kluby działały przez internet. Ludzie łączyli się z DJami, ci puszczali muzykę na żywo i byli wynagradzani napiwkami.

Nie sądzę, żeby coś takiego zadziałało w Polsce, a przynajmniej nie na wielką skalę, ale działajmy z tym, co mamy. A mamy Skype'a, Messengera, a przy odrobinie szczęścia także znajomych i tematy do rozmowy z nimi. Domowe zapasy alkoholu nie są wymagane, ale z pewnością też nie zaszkodzą. Tak zebrane składniki łączymy i uzyskujemy imprezę... A przynajmniej jej namiastkę.

Żarty żartami, ale pewnym znajomym, którzy nie mogą teraz wychodzić z domu, już zapowiedziałem zdalną popijawę. Oni może nie zdają sobie jeszcze sprawy z tego, że mówiłem poważnie, ale dowiedzą się. Umówimy się na konkretny termin, uruchomimy wideokonferencję, każdy przygotuje sobie jakiegoś drinka i po prostu porozmawiamy. Oczywiście, to nie będzie to samo, co gdybyśmy się spotkali naprawdę. Tyle tylko, że wyboru nie ma. Trzeba sobie radzić.

To tyle z moich pomysłów. Oczywiście, nie są bardzo odkrywcze, wiem o tym. Sądzę jednak, że to takie rzeczy, które nie muszą nikomu przyjść do głowy w pierwszej chwili, a byłoby trochę szkoda, gdyby cały ten czas przeznaczyć tylko na oglądanie seriali. Nie ma co przesadzać. Jeśli chcecie, napiszcie, jakie wy macie nieszablonowe pomysły na zwiększoną ilość czasu spędzonego w domu. Może ktoś skorzysta.

Tymczasem zostawiam Was z piosenką, którą może już udostępniałem, ale to nic. Nadal jest cudowna:


Trzymajcie się! Nie nudźcie się! Bądźcie zdrowi! Myjcie ręce!

niedziela, 9 lutego 2020

Czego byś chciał?

What would you like? [English version may be added later.]

Czasami zastanawiam się nad sobą i swoim życiem i jest kilka rzeczy, z których jestem zadowolony. Jedna z nich to ilość pomysłów, które przychodzą mi do głowy. Niemal bez przerwy wymyślam koncepty nowych opowiadań, opowieści, powieści, gier i innych rzeczy. Poza tym dużo planuję próbowania nowych rzeczy - czy to nauka nowego języka, czy praca z bazami danych, czy kurs skoczka spadochronowego. Wszystkie pomysły brzmią nieźle, czasem wręcz wspaniale, oszałamiająco. Spisuję je gdzieś w telefonie, odnotowuję słowa-klucze, hasła, czasem jakiś akapit czy dwa pierwszego opisu albo zabieram się za pierwszą i drugą lekcję czegoś i...

Potem to wszystko zostaje przykryte moją inną cechą, z której jestem znacznie mniej zadowolony: to lenistwo. Żeby nie było: potrafię sam siebie całkiem nieźle usprawiedliwiać. Przecież dużo pracuję, sporo czasu poświęcam na życie zawodowe. Choćbym chciał, nie mam kiedy realizować tych swoich koncepcji, prawda? Tyle, że to bzdura. To zwyczajnie kwestia braku determinacji. Gdy wracam zmęczony do domu, wolę przejrzeć Facebooka i obejrzeć odcinek serialu, ewentualnie poczytać książkę, zamiast zabrać się za coś twórczego albo chociaż pożytecznego.

Czasem oczywiście się przełamuję i zabieram za coś nowego. Niestety, na ogół maksymalnie po kilku tygodniach porzucam temat, nie potrafiąc się zmotywować. Samemu jest trudno. Brakuje kogoś, kto pchnąłby mnie we właściwym kierunku. 

To trochę jak z moim skokiem na bungee. Mówiłem o tym od co najmniej kilku lat. Cały czas twierdziłem, że chcę skoczyć, ale mimo okazji jakoś tego nie robiłem. Raz powodem była za długa kolejka, innym razem chciałem, żeby była przy tym konkretna osoba. Dopiero gdy na moim wieczorze kawalerskim kumple przywieźli mnie pod dźwig do skoków i powiedzieli, że mieliśmy rezerwację, zabrakło wymówek.

Wtedy skoczyłem.

Co więc robić? Jak radzić sobie z własną niemocą? Samemu jest trudno. Można więc znaleźć kogoś, kto będzie motywował i wspierał. Kto będzie codziennie pytał, co dzisiaj zrobiłeś. Zachęcał. To z pewnością może pomóc, ale nie czarujmy się, nie załatwi sprawy. Dlatego trzeba ciągle próbować. Należy podejmować coraz to nowe próby. Jeśli nie z wyzwaniami, którym się już nie podołało, to z nowymi. To próba charakteru. 

Jakiś czas temu wpadłem na nowy pomysł - blog albo kanał w innych internetowych mediach, skupiający się na pewnym temacie. Trochę myślałem na ten temat. Zastanawiałem się, czy jestem w stanie to zrobić. Potem na pewien czas zapomniałem o tym, ale dziś ta myśl do mnie powróciła.

Przemyślałem sprawę raz jeszcze i zanim zabrałem się za pisanie tego wpisu, rzeczywiście założyłem nowego bloga. Napisałem wpis powitalny i potem pierwszy merytoryczny. Póki co nie będę jeszcze go promował. Poczekam i zobaczę, czy tym razem uda się stworzyć z tego coś więcej. Mam nadzieję. Nawet jeśli jednak ostatecznie nic z tego nie wyjdzie to zawsze to kolejna próba. Chociażby z tego jestem zadowolony.

Tymczasem zostawiam Was z utworem luźno powiązanym z tym wpisem:


Dobrego popołudnia i tygodnia!

niedziela, 21 października 2018

Palcem po wodzie pisane.

Don't be so sure. [English version below.]

Ten wpis miał być trochę o czym innym. Jak być może wiecie z mojej strony na Facebooku, w minionym tygodniu zostałem magistrem. Moi znajomi, którzy obronili się już wcześniej, od dłuższego czasu namawiali mnie, bym zapisał się razem z nimi na studia podyplomowe. Wahałem się. Z jednej strony proponowany kierunek wydawał się interesujący, atrakcyjny, zorientowany na praktyczne umiejętności. Z drugiej strony perspektywa dalszego poświęcenia weekendów na naukę i wydania na to niemałej kwoty pieniędzy trochę mnie zniechęcała. Z czystym sumieniem odsuwałem więc od siebie tę decyzję, czekając aż najpierw oficjalnie zakończę studia magisterskie. Podjęcie jej wcześniej, a tym bardziej podjęcie jakichkolwiek działań, było w mojej ocenie pozbawione sensu.

Chęć dalszej nauki w akademickiej formie, wspólnie ze znajomymi, była jednak we mnie silna. Zaraz po obronie zacząłem utwierdzać się w przekonaniu, że to bardzo dobry pomysł. Byłem praktycznie zdecydowany i nawet zaczynałem mówić o tych studiach tak, jakbym już był na nie zapisany. Właśnie o tym miał być ten wpis. O podejmowaniu decyzji o dalszej nauce. O tym, że w dzisiejszych czasach człowiek musi się ciągle dokształcać. O szkolnictwie wyższym i różnych możliwościach. O samorozwoju. Miałem też odwołać się znów do tego, że po prostu lubię się uczyć. Tak miało być.

Dwa dni, które nastąpiły po mojej obronie, były jednak pełne wrażeń i dopiero wczoraj wieczorem zająłem się tym tematem. Nagle okazało się, że na rozważany przeze mnie kierunek studiów nie jest już prowadzona rekrutacja. <dźwięk tłuczonego szkła> Najwyraźniej wszystkie miejsca zostały już zajęte.

Bum! Wszystkie koncepcje i pomysły wzięły w łeb. Miały być studia, nie ma studiów. Nic strasznego się nie stało, ale czułem się tak, jakby już wszystko było ustalone, a życie szybko to zweryfikowało. Przecież nic nie było załatwione i nagle okazało się, że nie mam nic do powiedzenia w tym temacie.

Chwilowo trzeba sobie dać spokój z notatkami i materiałami...

Oczywiście nie załamuję się w żaden sposób. Mam kilka kolejnych pomysłów. Może zapiszę się na jakieś inne studia lub kurs. Może pojawi się jeszcze jakaś szansa na zapisanie się na tamte. Niewykluczone też, że po prostu trochę odpocznę, a o kontynuowaniu nauki pomyślę za rok. Nie zamykam się na żadną koncepcję, bo to najgorsze, co mógłbym zrobić.

Przywiązywanie się już w tym momencie do jakiejś konkretnej wizji dalszej ścieżki życiowej, no dobrze, bez przesady, ścieżki edukacyjnej, byłoby głupotą. Przecież przed chwilą życie pokazało mi, że ja mogę sobie snuć swoje wizje, wymyślać, a potem nic z tego może nie dojść do skutku. Bez rzetelnej analizy tego, co musi się wydarzyć, by zadziało się coś innego, jakie są warunki konieczne, nie ma co mówić o tym, że ma się jakiś plan. Dopiero co moja koncepcja upadła dlatego, że nie opierała się w zasadzie na niczym konkretnym. Krzyczenie teraz głośno, że mam nową, to bzdura. Muszę spokojnie przeanalizować możliwości, dowiedzieć się, w jaki sposób zrealizować te, które mnie zainteresują, sprawdzić, czy to w ogóle teraz wykonalne i dopiero wówczas będę mógł mówić, że podjąłem jakąś decyzję. 

Zbyt szybko wpadłem w entuzjazm. Snucie wizji, mówienie o przyszłości, gdy nie ma żadnych gwarancji, że będzie tak, jak się wymyśliło, może być przykre. Chyba nie warto tego robić. Może nie jest to szczególnie odkrywczy wniosek, ale okazuje się, że dotyczy on niemal każdej dziedziny życia. Trzeba więc o nim pamiętać, przymierzając się do jakiejkolwiek zmiany. I to chyba wszystko, co mam do powiedzenia w to pochmurne popołudnie. Zostawiam Was przynajmniej z pełnym energii utworem:


Dobrego dnia i tygodnia!

ENG:

This post was supposed to be a bit about something else. As you may know from my Facebook page, I became a master last week. My friends, who had achieved it earlier, for a long time have been persuading me to sign up together with them for post-graduate studies. I was hesitating. On the one hand, the proposed course seemed interesting, attractive, focused on practical skills. On the other hand, the prospect of further sacrificing weekends for learning and spending  considerable amount of money on it, discouraged me a bit. With a clear conscience, I kept procrastinating the decision, waiting to officially finish my master's studies. Making the decision earlier, let alone taking any action, was in my opinion pointless.

The desire to continue learning in an academic form, together with friends, was strong in me. Immediately after the final exam, I convinced myself that it was a very good idea. I was practically sure of my decision and even started to talk about these studies as if I had already been part of it. That is what this entry was supposed to be about. About making decisions about further learning. About the fact that nowadays people have to constantly educate themselves. About higher education and various possibilities. About self-development. I also wanted to refer again to the fact that I just like to learn. This is how it was supposed to be.

However, two days after my final exam were full of events and finally yesterday evening I took care of this topic. Suddenly, it turned out that there is no longer recruitment for the field of study I was considering. <sound of broken glass> Apparently all the positions for candidates have already been occupied.

Boom! All plans, concepts, ideas died. There are no studies, but they were supposed to be. Nothing terrible happened, but it felt like everything was planned, and life verified it quickly. Suddenly, it turned out that I have nothing to say about this. After all, nothing was settled and suddenly it turned out that I have nothing to say in this topic.

Of course, I do not break down in any way. I have several more ideas. Maybe I will sign up for some other studies or a course. Maybe there will be some additional chance to sign up for these selected as first. It is also possible that I will just rest a little and think about starting something next year. I do not close my mind to any concept, because it's the worst thing I could do.

In this moment it is foolish to become attached to a specific vision of the further path of life... Ok, well, without exaggeration, the path of education. After all, a moment ago life has shown me that I can make my own visions, think up, and then nothing has to come to fruition. Without a reliable analysis of what has to happen for something else to happen, what are the necessary conditions, there is no reason to say anything about having a plan. A moment ago my concept fell because it was not basically based on anything concrete. Shouting loudly now that I have a new one is nonsense. I need to calmly analyze the possibilities, find out how to implement those that interest me, check whether it is feasible now and only then I can say that I made a decision.

I got enthusiastic too soon. Dreaming about the vision, talking about the future when there is no guarantee that it will be as it came up, can end unpleasant. I do not think it's worth doing it. Maybe this is not a particularly revealing conclusion, but it turns out that it applies to almost every area of life. So you have to remember about it, trying to make any changes. And that's probably all I want to say on this cloudy afternoon. I leave you at least with an energetic song, which you can find above.

Have a good day and a week!

niedziela, 20 maja 2018

Akceptacja.

Acceptance [English version below].

Podobno mam mieć w tym roku obronę pracy magisterskiej. Tyle tylko, że w tym celu trzeba mieć co bronić. Praca się tworzy i raczej faktycznie zostanę magistrem jeszcze w 2018 r. Czy jednak nastąpi to w najbliższym możliwym terminie, czyli w lipcu? Nie jestem przekonany. W tym celu praca, której do tej pory napisałem może ciut więcej niż jedną trzecią, za trzy i pół tygodnia musiałaby być gotowa i oddana.

Nie jest to oczywiście niewykonalne, ale trudne, biorąc pod uwagę, że lwią część mojego czasu pochłania życie zawodowe, wieczorami próbuję przygotowywać projekty na bieżące zaliczenia na studia, a nie mam też ochoty na całkowitą rezygnację z życia towarzyskiego.

Ktoś mógłby powiedzieć: "trzeba było zacząć wcześniej". Bardzo ku*wa dobra rada. Tyle tylko, że:

  1. teraz już nie bardzo przydatna;
  2. w sumie zacząłem wcześniej, ale niewiele z tego wynikło (o czym wspominam też >>tutaj<<).
Mimo to, gdybym bardzo się sprężył, zapewne dałbym radę wyrobić się w terminie. Pozostaje jedno pytanie: po co?

Wiślańska nerka najlepiej odda Twoje myśli!

To już koniec studiów. Tytuł ten nie jest mi paląco potrzebny na już. Ewentualne studia podyplomowe nie są kwestią życia i śmierci. Po co więc się spinać, żeby za wszelką cenę zdążyć w lipcu? Słyszę opinie, że po to, żeby mieć sprawę z głowy i nie przejmować się nią przez wakacje. Według mnie to jednak bzdura. Nawet jeśli nie dam rady w wyznaczonym terminie złożyć pracy do dziekanatu, to zabraknie mi niedużo i przez większość wakacji będę ją miał już dawno napisaną. Co za tym idzie: o obronie zacznę myśleć dopiero, gdy znacznie przybliży się jej termin.

Nie mam więc żadnego ważnego powodu, żeby się spieszyć i niepotrzebnie denerwować. Akceptuję to, że być może obronię się dopiero na jesieni. Pogodziłem się z tą myślą. Nie znaczy to wcale, że odpuściłem teraz temat pracy magisterskiej. Wręcz przeciwnie: zajmuję się nią, gdy mam wolną chwilę. Podchodzę do tego jednak na luzie.

Tego Wam też życzę. Zastanawiajcie się, czy warto się denerwować i czy dotrzymanie różnych terminów jest dla Was rzeczywiście niezbędne. Zaakceptujcie to, że nie wszystko się uda.

Piosenka na dziś - wy już pewnie to słyszeliście, ale ja po raz pierwszy usłyszałem ją dopiero wczoraj/dzisiaj i urzekła mnie kompletnie:


Życzę Wam dobrego tygodnia. Do zobaczenia wkrótce!

ENG:


Apparently I have my master's thesis defence this year. It's just that for this you must have something to defend. The thesis is being created and I will rather actually become a master in 2018. Will it happen as soon as possible, in July? I'm not sure. For this purpose, the work, which is written for now in maybe a little more than one third, would have to be ready in three and a half weeks .

Of course, this is feasible, but difficult, given that the huge part of my time is consumed by my professional life, in the evening I try to prepare projects for my current classes, and I do not want to give up social life altogether.

Someone might say, "you should have started earlier". Very good f*cking advice. It's just that:
  1. it is not useful anymore;
  2. In total, I started earlier, but not much of it resulted (as I also mentioned >>here<<).
Even so, if I worked really hard, I would probably be able to make it on time. One question remains: what for?

This is the end of studies. This title is not urgently needed for me. Possible postgraduate studies are not a matter of life and death. So why to fight at all costs to defend in July? People say that in order to not to worry about it through the vacation. In my opinion, it is nonsense. Even if I do not manage to submit my thesis to the dean's office within the prescribed period, I will be ready a few days after. For the rest of vacation I won't worry and I will start thinking about defense when its deadline will be much closer.

So I have no important reason to hurry up and unnecessarily nervous. I accept that I may defend myself in the fall. I accepted this idea. This does not mean that I have now given up the subject of my master's thesis. Quite the contrary: I work on it always when I have a spare moment. I approach it, however, at ease.

I wish you that. Think about whether it is worth being nervous and whether it is really necessary for you to meet different deadlines. Accept that not everything will succeed.

The song for today - folk cover of polish song. Quite cool. You can find it above.
I wish you a good week. See you soon!


niedziela, 22 kwietnia 2018

Patrz w przód!

Look forward! [English version below.]

Tydzień temu całą niedzielę musiałem poświęcić studiom. Najpierw zajęcia od 8 rano na jednym końcu miasta, potem seminarium magisterskie na drugim końcu, a potem powrót do pierwszego miejsca i tkwienie tam aż do wieczora. Cóż, sam sobie wybrałem los studenta zaocznego.

W każdym razie chciałbym się skupić na tym seminarium. Wchodziłem na nie z 20 stronami pracy. Wyszedłem z max 1,5. Dowiedziałem się, mówiąc wprost, że jakieś 90% tego, co zrobiłem do tej pory, nadaje się do kosza. Przykre? Jasne, że trochę tak. W końcu ileś mojej pracy poszło na marne. Uczciwie jednak przyznam, że trochę się tego spodziewałem. Dotychczasowy tekst nie był najwyższych lotów, bo pisany nieco po omacku. Brakowało kontaktu z panią promotor.

To wszystko jednak nieważne. Istotne jest to, co z nią ustaliłem i zaplanowałem i że teraz wiem, co robić. Powstała nowa wizja. Lepsza. Sensowniejsza. Dzięki temu przez ostatni tydzień napisałem ponad 4 strony znacznie lepszego tekstu. Mało? Może tak się wydawać, ale ja mam na uwadze to, że były dni, kiedy nie napisałem zupełnie nic i że generalnie nie miałem w tym tygodniu zbyt wiele czasu.

W trakcie prób pisania powstają dziwne nazwy plików i folderów...

Skupmy się na chwilę. Co sensownego można wyciągnąć z moich desperackich prób ukończenia studiów? Przede wszystkim to, że nie warto zajmować się tym, co już było. To, co napisałem wcześniej, nie za bardzo nadaje się do czegokolwiek? Trudno. Zmarnowałem czas? Trudno. To już się stało i nic się na to nie poradzi. Zamiast tracić więc kolejne chwile na rozpamiętywanie przeszłości, trzeba skupić się na przyszłości i spojrzeć na to, co można zrobić dobrze. Wiem, jakie działania powinienem podjąć, co napisać i tego się trzymam.

Patrzmy w przód, nie w tył. Dopiero w ten sposób jesteśmy w stanie coś zdziałać.

A piosenka na dziś to hit sprzed kilku lat:


Tyle na dziś. Dobrego tygodnia!

ENG:

Last week, I had to dedicate the entire Sunday studying. First classes from 8am at one end of the city, then the master's seminar at the other end, then return to the first place and being there until the evening. Well, I've chosen the fate of an extramural student myself.

Anyway, I would like to focus on this seminar. I entered it with 20 pages of thesis. I left with a maximum of 1.5. I learned that 90% of what I have done so far is suitable for the bin. Is that sad? Sure, a bit like that. After all, a lot of my work went to waste. Honestly, I admit that I expected it a little. That text was not brilliant, because it was written with a bit groping, while I had no contact with the promoter.

However, all this is not important. What is relevant is what I agreed and planned with her and that now I know what to do. A new vision has been created. The better one. The more reasonable one. Thanks to this, over the last week I wrote over 4 pages of a much better text. Little? It may seem like this, but I have in mind that there were days when I did not write anything at all and that I generally did not have much time this week.

Let's focus for a moment. What useful can we conclude from my desperate attempts to graduate? That there's no sense in dealing with what has already happened. What I wrote earlier is not very suitable for anything? All right. I wasted the time? All right. It has already happened and nothing can be done about it. Instead of losing the next moments to remembering the past, one must focus on the future and look at what can be done well. I know what actions I should take, what to write and I stick to that.

Look forward, not back. Only in this way we can do something important.

And the song for today is a polish hit from a few years ago. You can find it above.

That's all for today. Have a nice week!

niedziela, 18 lutego 2018

I co teraz?

Now what? [English version below.]

Napisałem dzisiaj ostatni egzamin w tej sesji. Kolejny semestr za mną (a przynajmniej mam taką nadzieję - trzeba jeszcze poczekać na niektóre wyniki). Cieszę się, że to koniec. Mam dość. Jestem zmęczony. W mojej głowie kołacze się jednak tylko jedno pytanie: "Co teraz?!". Najchętniej położyłbym się i leżał. Leżał przez wieczność. Nawet nie spał, ale po prostu wegetował z delikatnie przymkniętymi oczyma.

Widok zza okna i przy okazji wizualizacja mojego stanu umysłu (#nofilter).

To nie tak, że nie mam czym się zająć. Przeciwnie. Roboty jest mnóstwo. Trzeba na przykład dokończyć tekst do "Suplementu", bo gotowa jest dopiero mniej więcej połowa, a deadline zbliża się nieubłaganie. Nie chcę przecież, żeby przesympatyczna Redaktor Naczelna zaczęła mnie ścigać z siekierą. Do tej pory nie musiała. Swoją drogą już w najbliższą sobotę mam pierwsze zajęcia w kolejnym (już ostatnim!) semestrze. Pojawi się więc nowy materiał. Cały czas zresztą trzeba zajmować się pracą i zostawić coś na tzw. życie prywatne (ten tydzień to przede wszystkim urodziny Lubej Mej, siłownia i... <werble> Black Panther). Widać wobec powyższego, że na nadmiar czasu wolnego wcale nie narzekam.

Nie wspominam już o tym, że powinienem pisać pracę magisterską, a póki co jest ona mniej więcej tak blisko ukończenia jak Huragan Wołomin wygrania Ligi Mistrzów. Mam nadzieję jednak, że to się zmieni i wspólnym mianownikiem nie pozostanie "nie w tym roku".

Tyle rzeczy do zrobienia, a mimo to mam poczucie pustki. W ostatnich tygodniach sesja pochłaniała sporą część mojej doby i nagle tego nie ma. Koniec z siedzeniem do nocy nad stanowczo za długimi prezentacjami. Zwolniło się tyle czasu! Co ja z nim zrobię? Będę się nudzić.

To oczywiście bzdura. Po prostu rzeczy, które wymieniałem wcześniej, musiały tymczasowo ustąpić miejsca nauce i teraz stopniowo zaczną na powrót zajmować coraz więcej czasu, aż znowu doba stanie się za krótka. Paradoks polega na tym, że zdaję sobie z tego sprawę, a uczucie pustki nie znika. To się jednak zmieni. Musi, bo niebawem po prostu znów nie będę miał czasu, żeby o tym myśleć.

Tymczasem pozostaję w sprzeczności sam ze sobą, odczuwając pustkę, która nie istnieje. Zawsze wiedziałem, że nie jestem całkiem normalny...

Akcent muzyczny? Coś co pewne już znacie. Ja też znam to nie od dziś, ale co z tego? Posłuchajmy:


To chyba tyle. Dobrego tygodnia, bez poczucia pustki, ale też bez przepracowania. Niech wszystkiego będzie w sam raz.

ENG:

Today I wrote the last exam in this session. One another semester is already behind me (or at least I hope so - I still have to wait for some results). I'm glad it's over. I'm fed up and tired. In my mind, however, there is only one question: "What now ?!". I would lie down. I would lay for eternity. I wouldn't even sleep, but simply vegetate with closed eyes.

It's not like I have nothing to take care of. It's opposite of that, actually. There is a lot to do. For example, I need to finish the article to the "Suplement", because only about half of it is ready for now and the deadline is approaching inexorably. I do not want the friendly Editor-in-Chief to start chasing me with the axe. She did not have to do so yet. What's more, this Saturday, I have my first classes in the next (already last!) semester. A new content to learn will appear. Still all the time I have to do my job and leave some time on the so-called private life (this week it is primarily determined by the birthday of My Darling, gym and ... <ruflles> Black Panther). You can see from the above that I do not complain about the excess of free time.

I do not mention the fact that I should be writing a master's thesis, and for now it is close to be finished like Huragan Wołomin is close to be Champions League winner. I hope, however, that this will change soon and the common thing will not be "not this year".

So many things to do, and yet I have a sense of emptiness. In recent weeks the session absorbed a lot of my day and suddenly it is all gone. No more sitting until the night with far too long presentations. So much time has been freed! What will I do with it? I am going to be bored.

This is obviously a nonsense. Simply, the things I mentioned earlier had to temporarily give way to learning and now they will gradually start to take up more and more time until the day becomes too short. The paradox is that I realize this, but the feeling of emptiness does not disappear. This, however, will change. It has to, because soon I will not have time to think about it again.

Meanwhile, I am in contradiction with myself, feeling a void that does not exist. I always knew that I was not quite normal ...

Song for today? Polish alternative. You can find it above.

I think that's all for now. Have a good week, without a sense of emptiness, but also without overwork. Let everything be just right.

niedziela, 14 stycznia 2018

Wszystkie elementy!

All parts! [English version below].

Nie będę dziś pisał o WOŚP, bo i tak temat Orkiestry jest poruszany wystarczająco często i szeroko. Znajdźcie mi tylko najbliższego wolontariusza, a sami zwróćcie uwagę na fakt, iż w tym roku nawet w TVP Info pojawiają się informacje o wspomnianym przedsięwzięciu, w dodatku takie, które wcale go nie szkalują.

Moje kluczowe odczucie z tym związane: tak powinno być. Mam wrażenie, że wszystkie elementy układanki trafiają wreszcie we właściwe miejsca. Lubię to uczucie. Śmiem twierdzić, że to jedno z najlepszych. Cenię sytuacje, w których po prostu jest dobrze i wszystko działa tak jak powinno.

Co ja widzę?!

Inne przykłady bieżących zdarzeń, co do których mam podobne odczucia? Już, już.

Racjonalność działań: przed chwilą trafiły do mnie notatki z wykładu, na którym właśnie siedzę. Dzięki temu nie muszę bezmyślnie przepisywać kolejnych slajdów. Wystarczy, że to, co mam spisane, porównuję z tym, co jest mówione. Nie tracę czasu. Tak powinno być.

Kolejny przykład - spójność teraźniejszości z przeszłością: w jednej z facebookowych grup, do których należę, ktoś udostępnił dzisiaj humorstyczne nagranie, pewną historię sprzed lat. Przypomniało mi się, że zasłuchiwaliśmy się tym w podstawówce na pewnym obozie, jakieś 12-13 lat temu. Dobrze, że się to znalazło. Zaraz po powrocie do domu posłucham tego nagrania, wyruszając w sentymentalną podróż. Dobrze, że tak jest, że ta historia się znalazła. Tak powinno być. Po latach okazuje się oczywiście znacznie mniej zabawna niż wtedy, ale i tak dobrze, że nie zniknęła na zawsze.

To wszystko drobiazgi. Indywidualnie nie są raczej znaczącymi cokolwiek powodami do radości, ale potwierdzają, że wszechświat działa tak jak powinien. Są punktami zaczepienia. Udowadniają, że nie wszystko stanęło na głowie. Dzięki temu można dalej normalnie funkcjonować, planować, budować jakieś oczekiwania, po prostu żyć.

Jeśli więc następnym razem będziesz mieć wrażenie, że świat oszalał, że nic się nie układa, odwróć myślenie. Nie myśl o absurdalnych zachowaniach polityków, o rozdmuchanej biurokracji, o tym, dlaczego na pobliskim skrzyżowaniu jednocześnie świeci się czerwone światło dla samochodów i dla pieszych. Skup się na tym, co funkcjonuje prawidłowo. Doceń, przeanalizuj i pomyśl, czy da się to jakoś zaaplikować do rzeczy mniej sprawnych.

Akcent muzyczny na dziś? Bez specjalnego powodu taki:


To tyle. Dobrego tygodnia, w którym wszystko zadziała jak trzeba.

ENG:

I will not write about the Great Orchestra of Christmas Charity  (WOŚP) today, because the Orchestra's theme is discussed often and widely enough. Please find me only the nearest volunteer and pay attention to the fact that this year, even on TVP Info there is an information about the aforementioned venture, and it is not negative.

My key feeling with this: it should be like that. I have the impression that all the pieces of the puzzle finally get to the right place. I like this feeling. I dare say it is one of the best of all. I appreciate situations where it is just fine and everything works as it should.

Other examples of current events about which I have similar feelings? At your service.

Rationality of actions: a moment ago I received notes from the lecture on which I am currently sitting. Thanks to this I do not have to mindlessly rewrite the next slides. All I need to do is compare what is written to what is being said. I do not waste time. It should be this way.

Another example - the coherence of the present with the past: in one of the Facebook groups to which I belong, someone has made available today a humorous recording, a certain history from before. It reminded me that we listened to this in elementary school at some camp, about 12-13 years ago. It's good that it was found. Immediately after returning home, I will listen to this recording, embarking on a sentimental journey. It gives me a feeling of connection with the past. It should be this way. Obviously, after all these years it's much less funny than then, but it's still nice, that the recording didn't disappear completely.

All things mentioned above are small. Individually they are not really meaningful reasons for joy, but they confirm that the universe works as it should. They are attachment points. They prove that not everything has turned upside down. Thanks to this, you can continue to function normally, plan, build expectations, just live.

So the next time you'll have the impression that the world has gone crazy, that nothing is going well, reverse your thinking. Do not think about the absurd behaviours of politicians, about the expanded bureaucracy, about why at the nearby intersection at the same time a red light for cars and pedestrians is on. Focus on what works properly. Appreciate, analyze and think whether it can be somehow applied to less-efficient things.

You can find weekly piece of music above. It's here for no partiuclar reason, only its beauty.

That's all. Have a good week in which everything will work as it should.