Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nosowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nosowska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 maja 2020

Wersy versus wirus.

Verses versus virus. [No English version today, since the post relates mostly to Polish songs. In brief, there is a thing called #hot16challenge2 and it is reference to the similar challenge from a few years ago. The idea is that a person raps 16 verses about anything, donates money to the Polish health service and then challenges other people to do the same. If you would like to know more, let me know.] 

Jeśli spędzacie choć trochę czasu w internecie, zapewne zauważyliście nowy, głośny hashtag:

#hot16challenge2

Istnieje duża szansa, że doskonale wiecie, o co w nim chodzi. Na wszelki wypadek jednak wyjaśnię: to nawiązanie do akcji #hot16challenge sprzed kilku lat. Obie edycje zainicjował Solar, raper i współzałożyciel SBM Label. No dobrze, ale o co właściwie w tym chodzi? To bardzo proste: nominowana osoba rapuje szesnaście wersów na dowolny temat, wpłaca pieniądze na specjalną zbiórkę mającą na celu wsparcie polskiej służby zdrowia w walce z koronawirusem, a następnie rzuca wyzwanie kolejnym, konkretnie wskazanym osobom, by zrobiły to samo. Tegoroczna akcja bardzo szybko wyszła poza krąg muzyki hip-hopowej i dołączyli do niej YouTube'erzy, influencerzy, dziennikarze, aktorzy, a nawet niektórzy politycy.

Najważniejsze dane.

Jak wyszło? Niektórym wspaniale, innym trochę gorzej, jeszcze innym żałośnie. Nie skupiajmy się jednak na tych ostatnich. Poniżej przedstawiam czysto subiektywne, wybrane przeze mnie najciekawsze wykonania (niekoniecznie najlepsze). Kolejność listy nie jest bardzo ważna, ale nie nazwałbym jej też całkiem przypadkową. 13 pozycji, czyli 16 po potrąceniu podatku dochodowego. Oto one:

13. Taconafide - nie jest to może najbardziej kreatywna rzecz na tej liście, ale ma naprawdę dużo zalet. Po pierwsze, bardzo przyjemny, letni vibe, pozytywny bit, który sam z siebie poprawia nastrój. Po drugie, błyskotliwe nawiązania do ostatnich wydarzeń, najnowszej płyty Quebonafide i ogólny pozytywny przekaz. Pojawiły się komentarze, że powinna z tego powstać piosenka na lato i ja gorąco popieram ten pomysł. A, no i pojawiają się klocki Lego. Także ten, czego chcieć więcej? Posłuchajcie:


12. Dawid Podsiadło - utalentowany piosenkarz nie rapuje, tylko śpiewa, bo to umie. Zresztą od tego zaczyna swoją szesnastkę. Przygrywając sobie na gitarze najpierw zabawnie nawiązuje do Taconafide, którzy go nominowali, a potem robi się ciut poważniej, gdy przechodzi do tematu służby zdrowia. Na koniec genialnie ripostuje Quebo i jego Lego, nie używając do tego słów. Zobaczcie sami:


11. Łona - nie mogłem sobie odmówić przyjemności umieszczenia tu tego znakomitego artysty. Przecież ostatnimi czasy niemal bez przerwy się nim zachwycam. Bo wiecie, ten szczeciński raper ma nie tylko nieprzeciętne umiejętności techniczne, bardzo dobre flow i dykcję. To, co naprawdę go wyróżnia, to niebanalne teksty, zgrabnie w nich umieszczane przesłania i morały, zaskakujące pointy czy celne riposty. Jego teksty potrafią też być cholernie zabawne. W przypadku tego konkretnego wykonania mam wrażenie, że jest ono modelowe. Techniczna rewelacja, zawarcie wszystkiego, łącznie z nominacjami, w rymach, tresć, którą streścić w "szacun!" i "nie ma co się martwić na zapas". To taka "feel good szesnastka", jakiej wielu może potrzebować:


10. Ks. Jakub Bartczak - pisałem tu na początku, że chodzi o wykonania ciekawe, prawda? No to katolicki ksiądz w sutannie, którego rap technicznie wcale nie odbiega od wielu gwiazd polskiej sceny, który brzmi jakby mógł w każdej chwili przyłożyć Ci spluwę do głowy i strzelić, a jednocześnie rapuje o Bogu i Biblii z pewnością łapie się w tę kategorię. Przekonajcie się sami pod tym linkiem:


9. Wiktor Zborowski - to mocno minimalistyczne wykonanie, ale po pierwsze, dostarczone w sposób, który kojarzy mi się z przedwojennymi teatrzykami czy występem tego aktora w filmie C.K. Dezerterzy i odegraniu kabaretowej scenki jako krawiec. Po drugie, z tekstem prostym, a jednocześnie zabawnym i niosącym ważny przekaz. Po trzecie, mimo, że tekst zabawny, to Wiktor Zborowski przedstawił go z wielką powagą, nadał dostojeństwa i zabrzmiał jak głos samego Boga. Nawet, gdy padło słowo "dupa". Zresztą posłuchajcie:


8/7. Tomasz Knapik/ Krystyna Czubówna - te dwie szesnastki wykonane przez znakomitych poskich lektorów traktuję niemal na równi, stąd łączne ich przedstawienie. Najpierw celnie, krótko, treściwie i z dystansem do siebie zarapowała pani Krystyna:


Ponieważ nominowała ona swojego kolegę po fachu, nie mógł on nie zareagować. Podszedł do tematu konkretnie, zarapował poważnie na temat epidemii, ale w króciutkim nagraniu udało się też wpleść kilka zabawnych elementów. Łatwo je wyłapać pod linkiem:


6. Krzysztof Gonciarz - najbardziej rozpoznawalny polski twórca multimedialny (celowo nie piszę YouTuber) oczywiście postanowił podejść do tematu po swojemu i nagrał #brzydka16challenge, żartując sobie z innych uczestników akcji, tworząc tekst w całości żartobliwy i naprawdę nieźle go rapując, a jednocześnie nadal zachęcając do wpłat i nominując kolejne osoby. O, tu link:


Ponieważ jednak najwyraźniej fanowskiej społeczności to nie wystarczyło, Gonciarz nagrał też "gorącą szesnastkę". Mniej otwarcie humorystyczną, ale i tak błyskotliwie nawiązującą do jego i innych wcześniejszej twórczości. To jednak tylko wstęp, bo zaraz potem wszystko zmienia się w projekcję muzyczno-wizualną z grą świateł i fantastycznym techno-bitem. Producentem tego wszystkiego jest Urbanski: 



5. Karol Paciorek - sam jestem trochę zdziwiony umieszczeniem Karola na tej liście, w dodatku tak wysoko. Tak się jednak złożyło, że zaskakująco naturalne flow, którym popisał się Karol, połączone z tekstem nieco autoironicznym, a nieco wbijającym szpilę innym, sprawdza się bardzo dobrze. Do tego dorzucono obietnicę słonecznego lata z winkiem i plenerem, a to chyba rzeczy, o których wiele osób już marzy. Wszystko to sprawiło, że #hot16challenge2 tego twórcy to bardzo przyjemna w odbiorze rzecz:



4. Kasia Nosowska - to, że szesnastka tej znanej, rockowej wokalistki stoi na znakomitym technicznym poziomie, nie powinno nikogo dziwić. Od lat udowadnia ona, że jest mocna nie tylko w tym rodzaju muzyki, z którego jest najbardziej znana, ale w zasadzie, że wszystko, czego się dotknie, zamienia się w złoto. Tym, na co warto więc zwrócić uwagę w jej wersji wyzwania, jest tekst. Słowa, które się tam pojawiają, to mistrzostwo świata. Nawiązują one bowiem do obecnej sytuacji epidemicznej, ale tak naprawdę mają zdecydowanie więcej głębii niż noszenie maseczek. Cechują się wielką wrażliwością i mogą spokojnie konkurować z najlepszą poezją. Posłuchajcie: 



3. Tata Maty (prof. Marcin Matczak) - choć tu zaczyna się wplatanie polityki do całej akcji, to nie sposób odmówić znanemu profesorowi gracji, z jaką zarapował. Choć to ojciec jednego z najbardziej rozpoznawalnych obecnie, nowych raperów, to nie czarujmy się, że to nie do końca jego bajka. Zrobił to więc po swojemu: na bicie, ale spokojnie i kulturą, a jednocześnie celnie. Warto posłuchać: 



2. Władysław Kosiniak-Kamysz - drugie miejsce na liście, bo nie chcę jej kończyć politycznym akcentem. Jeśli jednak chodzi o trafność pomysłu, to prezes PSLu (albo jego ludzie) naprawdę pozamiatał. Wbrew niedojrzałym komentarzom, które można znaleźć pod klipem, zrobił to tak, jak można oczekiwać od polityka: oprawa, wejście czy sposób nagrania nawiązują do rapowych elementów, ale treść już opiera się na realnym działaniu w ramach instrumentów dostępnych dla posła, a oprócz tego jest zachęta do wpłat. Czy to element kampanii wyborczej? Z pewnością. Jednocześnie jednak to niebanalne podejście do tematu i przerobienie go po swojemu. Przekonajcie się: 



1. Undadasea - tak jak wspomniałem, trochę głupio kończyć polityką. Lepiej zakończyć rapem. Tu wkracza ten wspaniały kolektyw, który rapuje radośnie swoje wersy. Jest ich dużo, jest pozytywnie. Do tego nagranie skąpane jest w słońcu, utrzymane w ciepłych barwach. Po prostu ciepło się robi na sercu od tego. Posłuchajcie sami pod linkiem:


Bardzo możliwe też, że pominąłem coś naprawdę interesującego, ale z oczywistych względów nie byłem w stanie obejrzeć wszystkich challenge'y. Bardzo chętnie więc posłucham kolejnych - podsyłajcie linki, jeśli chcecie.

Ponieważ cały ten wpis jest muzyczny, nie będę osobno dodawał tu jeszcze kolejnej piosenki. Zamiast tego łapcie ten bardzo ważny link do zbiórki:


To byłoby na tyle, ale jeszcze pora na...

BONUS
Nominacje w #hot16challenge2 często wyglądają tak, że rzuca się wyzwanie kilku osobom, po czym następuje przerwa, po której nominuje się jeszcze kogoś. Postępując podobnie, podrzucam jeszcze jedno wykonanie, prawdopodobnie najciekawsze i najbardziej oryginalne:


Teraz to naprawdę wszystko. Myjcie ręce, noście maseczki, wpłacajcie hajs, słuchajcie muzyki!

niedziela, 22 lipca 2018

Nie ma świętości!

There are no sanctities! [English version below.]

Byłem wczoraj na Męskim Graniu w Katowicach. To znaczy: to nie do końca prawda, ponieważ leżałem na kocu za płotem wydzielającym teren wydarzenia. Nie to, że poskąpiłem na bilet. Po prostu do pewnej godziny i tak nie mogłem tam być. Zresztą ponoć zdobycie biletów wcale nie było łatwe.

W każdym razie na koniec, jak zwykle zresztą, wystąpiła Męskie Granie Orkiestra. Zespół pod przewodnictwem Krzysztofa Zalewskiego, a oprócz niego Dawida Podsiadły i Korteza, wraz z zaproszonymi gośćmi wykonał, też jak zwykle, znane utwory znanych polskich muzyków w nowych aranżacjach. Tym razem sporo było trochę nowszych rzeczy. Artyści wzięli na warsztat między innymi piosenkę "Chłopcy" grupy Myslovitz, "Peron" Jamala, "Grandę" Brodki czy "Szare Miraże" Maanamu. Jednym mogło się podobać, innym nie. Męskie Granie Orkiestra słynie jednak z tego typu działalności, więc nikt przynajmniej nie mógł się czuć zaskoczony, a tym bardziej oburzony. Bardzo często jednak tego typu nowe aranże starszych utworów wzbudzają dużo negatywnych emocji.


Przykładem, z którym się spotkałem tuż przed albo tuż po koncercie Męskiego Grania Orkiestry jest nagranie przez Katarzynę Nosowską wraz z ZAMILSKĄ nowej, bardziej elektronicznej wersji piosenki "Jeśli wiesz co chcę powiedzieć" autorstwa pierwszej z pań (wydanej 22 lata temu). I co? I przykładowy komentarz pod artykułem Antyradia na ten temat brzmi:
"Mam wrażenie że Kaśka chce zaprezentować eksperyment społeczny pod tytułem "co mi ujdzie na sucho tylko dlatego, że jestem Nosowską"."

Kilka innych komentarzy jest też w tonie "hurr durr, jak można!". Posłuchałem sam. Raz. Nie jestem jakoś szczególnie przekonany do tej wersji. Być może muszę się jeszcze osłuchać i za jakiś czas bardzo mi się spodoba. Nie wiem. W każdym razie istnieje jednak wolność artystyczna. Pozwala ona na wzięcie czegoś, co stworzył ktoś inny i na tej podstawie wykreowanie czegoś autorskiego. Ten mechanizm działa tym bardziej, gdy bierze się coś, co samemu stworzyło się wcześniej. W końcu proces kreatywny nie zawsze musi zaczynać się od zera. Przykładów jest mnóstwo, a pomijając samodzielne redefiniowanie swoich utworów, czasem autorzy oryginalnych utworów wręcz proszą o to innych. Najlepszym przykładem może być projekt T.Cover, w którym najróżniejsi polscy artyści nagrywali swoje wersje największych hitów zespołu T.Love. 


Męskie Granie zza płotu.

Hmm... W takim razie skąd taka niechęć? Skąd przekonanie, że coś, co jest zrobione w innym gatunku niż ten, który mi się podoba, jest złe? Że indywidualna negatywna ocena utworu przekłada się na to, że jest on obiektywnie słaby? Z czego wynika sprzeciw wobec międzygatunkowych współprac artystów? W końcu to oni są profesjonalistami. To oni mają swoją wrażliwość i, jeśli są uczciwi, tworzą to, co podoba się im. Gust słuchaczy zawsze powinien być dopiero na drugim miejscu. Mimo to często pojawia się przekonanie, że pewne utwory to swego rodzaju świętości, których nikt nie powinien dotykać. Gdy jednak czasem jakiś zdolny muzyk jednak się na to porwie, wtedy słychać jak bardzo błędne było to myślenie.

Myślę, że opór przed nowymi wersjami starych hitów podszyty jest przede wszystkim strachem przed nowościami w ogóle i niechęcią do zmian. Powszechna opinia jest taka, że to co było kiedyś, było lepsze. Twierdzą tak niemal wszyscy, tylko inaczej definiują "kiedyś". To całkiem urocza, ale jednak ułuda. Fakt, kiedyś było sporo dobrych utworów, ale przecież nie wszystkie były wybitne. Tak samo jest teraz. Jeśli teraz na nowo nagrywa się utwory Perfectu czy Maanamu, to za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat to samo może spotkać utwory Organka czy Krzysztofa Zalewskiego. Cover wcale nie musi być gorszy od oryginału.

A jakie jest wasze zdanie? Lubicie nowe aranże? A może są dla was niedopuszczalne? Dajcie znać, zareagujcie czy cokolwiek. W końcu mam dzisiaj urodziny :)

Ach, jeszcze wspomniany utwór:


Dobrego tygodnia!

ENG:

I took part in Męskie Granie (Male Playing - an annual music tour with polish artists) in Katowice yesterday. Well, it is not entirely true, because I was lying on the blanket behind the fence separating the area of ​​the event. It is not like I didn't want to buy a ticket, but I was not able to be there on time anyway. What is more, i heard it was not easy to get the tickets at all.

In any case, at the end, as usual, the Męskie Granie Orchestra appeared. The group was led this time by Krzysztof Zalewski, and in addition to him, Dawid Podsiadło and Kortez. They, along with invited guests, performed, as usual, well-known songs of well-known Polish musicians in new arrangements. There were also newer tracks this time. The artists performed, among others, the song "Chłopcy" of the Myslovitz group, "Peron" by Jamal, Brodka's "Granda" and "Szare miraże" of Maanam band. Some people could be pleased, the other not. Męskie Granie Orchestra is famous for this type of activity, so at least nobody could be surprised or indignant. Very often, however, such new arrangements of older songs evoke a lot of negative emotions.

An example with which I met just before or just after the concert of the Męskie Granie Orchestra is recording by Katarzyna Nosowska (famous rock singer) along with ZAMILSKA (new techno star) a new, more electronic version of the song "Jeśli wiesz co chcę powiedzieć" written by the first one 22 years ago. And what? The exemplary comment under the Antyradio's article on this subject is:
"I have the impression that Kaśka wants to present a social experiment entitled "With what can I get away, just because I'm Nosowska. "
A few other comments are also in the tone "woo, hoo, how dare you!". I listened to the song. One time. I am not particularly convinced to this version. Maybe I have to listen it more and then I will like it more. I do not know. In any case, there is artistic freedom. It allows you to take something that someone else created and on the basis to create something authoring. This mechanism works all the more when you take something that you have created yourself before. After all, the creative process does not always have to start from scratch. There are a lot of examples, and apart from self-redefining your songs, sometimes the authors of original songs even ask others to do it. The best example is the T.Cover project, in which various Polish artists recorded their versions of the biggest hits of the T.Love band.

Well... Then where the reluctance comes from? Where is the source of the conviction that something that is done in a different genre than the one I like is bad? Does the individual negative assessment of the track translates into the fact that it is objectively weak? What is the reason for opposition to intergenre collaboration of artists? After all, they are professionals. They have their sensitivity and, if they are honest, they create what they like. The audience's taste should always be in second place. Nevertheless, there is a common belief that certain works are a kind of sanctity that no one should touch. However, when a talented musician starts to work with it, then it can be easily heard how wrong this thinking was.

I think that resistance to new versions of old hits is first of all a fear of new products and aversion to change. The common opinion is that what was once was better. Almost everybody claims that and they only define "once" differently. It's quite lovely, but it's a delusion. Fact, there used to be a lot of good songs, but not all of them were outstanding. It's the same now. If the songs of Perfect or Maanam are recorded anew, in a a few years or decades the works of Organek or Krzysztof Zalewski can be also rerecorded. The cover does not have to be worse than the original.

And what is your opinion? Do you like new arrangements? Or maybe they are unacceptable to you? Let me know, react or whatever. In the end I have a birthday today :)

Ah, the song mentioned in the text is available above.
Have a good week!