Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rap. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rap. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 maja 2020

Wersy versus wirus.

Verses versus virus. [No English version today, since the post relates mostly to Polish songs. In brief, there is a thing called #hot16challenge2 and it is reference to the similar challenge from a few years ago. The idea is that a person raps 16 verses about anything, donates money to the Polish health service and then challenges other people to do the same. If you would like to know more, let me know.] 

Jeśli spędzacie choć trochę czasu w internecie, zapewne zauważyliście nowy, głośny hashtag:

#hot16challenge2

Istnieje duża szansa, że doskonale wiecie, o co w nim chodzi. Na wszelki wypadek jednak wyjaśnię: to nawiązanie do akcji #hot16challenge sprzed kilku lat. Obie edycje zainicjował Solar, raper i współzałożyciel SBM Label. No dobrze, ale o co właściwie w tym chodzi? To bardzo proste: nominowana osoba rapuje szesnaście wersów na dowolny temat, wpłaca pieniądze na specjalną zbiórkę mającą na celu wsparcie polskiej służby zdrowia w walce z koronawirusem, a następnie rzuca wyzwanie kolejnym, konkretnie wskazanym osobom, by zrobiły to samo. Tegoroczna akcja bardzo szybko wyszła poza krąg muzyki hip-hopowej i dołączyli do niej YouTube'erzy, influencerzy, dziennikarze, aktorzy, a nawet niektórzy politycy.

Najważniejsze dane.

Jak wyszło? Niektórym wspaniale, innym trochę gorzej, jeszcze innym żałośnie. Nie skupiajmy się jednak na tych ostatnich. Poniżej przedstawiam czysto subiektywne, wybrane przeze mnie najciekawsze wykonania (niekoniecznie najlepsze). Kolejność listy nie jest bardzo ważna, ale nie nazwałbym jej też całkiem przypadkową. 13 pozycji, czyli 16 po potrąceniu podatku dochodowego. Oto one:

13. Taconafide - nie jest to może najbardziej kreatywna rzecz na tej liście, ale ma naprawdę dużo zalet. Po pierwsze, bardzo przyjemny, letni vibe, pozytywny bit, który sam z siebie poprawia nastrój. Po drugie, błyskotliwe nawiązania do ostatnich wydarzeń, najnowszej płyty Quebonafide i ogólny pozytywny przekaz. Pojawiły się komentarze, że powinna z tego powstać piosenka na lato i ja gorąco popieram ten pomysł. A, no i pojawiają się klocki Lego. Także ten, czego chcieć więcej? Posłuchajcie:


12. Dawid Podsiadło - utalentowany piosenkarz nie rapuje, tylko śpiewa, bo to umie. Zresztą od tego zaczyna swoją szesnastkę. Przygrywając sobie na gitarze najpierw zabawnie nawiązuje do Taconafide, którzy go nominowali, a potem robi się ciut poważniej, gdy przechodzi do tematu służby zdrowia. Na koniec genialnie ripostuje Quebo i jego Lego, nie używając do tego słów. Zobaczcie sami:


11. Łona - nie mogłem sobie odmówić przyjemności umieszczenia tu tego znakomitego artysty. Przecież ostatnimi czasy niemal bez przerwy się nim zachwycam. Bo wiecie, ten szczeciński raper ma nie tylko nieprzeciętne umiejętności techniczne, bardzo dobre flow i dykcję. To, co naprawdę go wyróżnia, to niebanalne teksty, zgrabnie w nich umieszczane przesłania i morały, zaskakujące pointy czy celne riposty. Jego teksty potrafią też być cholernie zabawne. W przypadku tego konkretnego wykonania mam wrażenie, że jest ono modelowe. Techniczna rewelacja, zawarcie wszystkiego, łącznie z nominacjami, w rymach, tresć, którą streścić w "szacun!" i "nie ma co się martwić na zapas". To taka "feel good szesnastka", jakiej wielu może potrzebować:


10. Ks. Jakub Bartczak - pisałem tu na początku, że chodzi o wykonania ciekawe, prawda? No to katolicki ksiądz w sutannie, którego rap technicznie wcale nie odbiega od wielu gwiazd polskiej sceny, który brzmi jakby mógł w każdej chwili przyłożyć Ci spluwę do głowy i strzelić, a jednocześnie rapuje o Bogu i Biblii z pewnością łapie się w tę kategorię. Przekonajcie się sami pod tym linkiem:


9. Wiktor Zborowski - to mocno minimalistyczne wykonanie, ale po pierwsze, dostarczone w sposób, który kojarzy mi się z przedwojennymi teatrzykami czy występem tego aktora w filmie C.K. Dezerterzy i odegraniu kabaretowej scenki jako krawiec. Po drugie, z tekstem prostym, a jednocześnie zabawnym i niosącym ważny przekaz. Po trzecie, mimo, że tekst zabawny, to Wiktor Zborowski przedstawił go z wielką powagą, nadał dostojeństwa i zabrzmiał jak głos samego Boga. Nawet, gdy padło słowo "dupa". Zresztą posłuchajcie:


8/7. Tomasz Knapik/ Krystyna Czubówna - te dwie szesnastki wykonane przez znakomitych poskich lektorów traktuję niemal na równi, stąd łączne ich przedstawienie. Najpierw celnie, krótko, treściwie i z dystansem do siebie zarapowała pani Krystyna:


Ponieważ nominowała ona swojego kolegę po fachu, nie mógł on nie zareagować. Podszedł do tematu konkretnie, zarapował poważnie na temat epidemii, ale w króciutkim nagraniu udało się też wpleść kilka zabawnych elementów. Łatwo je wyłapać pod linkiem:


6. Krzysztof Gonciarz - najbardziej rozpoznawalny polski twórca multimedialny (celowo nie piszę YouTuber) oczywiście postanowił podejść do tematu po swojemu i nagrał #brzydka16challenge, żartując sobie z innych uczestników akcji, tworząc tekst w całości żartobliwy i naprawdę nieźle go rapując, a jednocześnie nadal zachęcając do wpłat i nominując kolejne osoby. O, tu link:


Ponieważ jednak najwyraźniej fanowskiej społeczności to nie wystarczyło, Gonciarz nagrał też "gorącą szesnastkę". Mniej otwarcie humorystyczną, ale i tak błyskotliwie nawiązującą do jego i innych wcześniejszej twórczości. To jednak tylko wstęp, bo zaraz potem wszystko zmienia się w projekcję muzyczno-wizualną z grą świateł i fantastycznym techno-bitem. Producentem tego wszystkiego jest Urbanski: 



5. Karol Paciorek - sam jestem trochę zdziwiony umieszczeniem Karola na tej liście, w dodatku tak wysoko. Tak się jednak złożyło, że zaskakująco naturalne flow, którym popisał się Karol, połączone z tekstem nieco autoironicznym, a nieco wbijającym szpilę innym, sprawdza się bardzo dobrze. Do tego dorzucono obietnicę słonecznego lata z winkiem i plenerem, a to chyba rzeczy, o których wiele osób już marzy. Wszystko to sprawiło, że #hot16challenge2 tego twórcy to bardzo przyjemna w odbiorze rzecz:



4. Kasia Nosowska - to, że szesnastka tej znanej, rockowej wokalistki stoi na znakomitym technicznym poziomie, nie powinno nikogo dziwić. Od lat udowadnia ona, że jest mocna nie tylko w tym rodzaju muzyki, z którego jest najbardziej znana, ale w zasadzie, że wszystko, czego się dotknie, zamienia się w złoto. Tym, na co warto więc zwrócić uwagę w jej wersji wyzwania, jest tekst. Słowa, które się tam pojawiają, to mistrzostwo świata. Nawiązują one bowiem do obecnej sytuacji epidemicznej, ale tak naprawdę mają zdecydowanie więcej głębii niż noszenie maseczek. Cechują się wielką wrażliwością i mogą spokojnie konkurować z najlepszą poezją. Posłuchajcie: 



3. Tata Maty (prof. Marcin Matczak) - choć tu zaczyna się wplatanie polityki do całej akcji, to nie sposób odmówić znanemu profesorowi gracji, z jaką zarapował. Choć to ojciec jednego z najbardziej rozpoznawalnych obecnie, nowych raperów, to nie czarujmy się, że to nie do końca jego bajka. Zrobił to więc po swojemu: na bicie, ale spokojnie i kulturą, a jednocześnie celnie. Warto posłuchać: 



2. Władysław Kosiniak-Kamysz - drugie miejsce na liście, bo nie chcę jej kończyć politycznym akcentem. Jeśli jednak chodzi o trafność pomysłu, to prezes PSLu (albo jego ludzie) naprawdę pozamiatał. Wbrew niedojrzałym komentarzom, które można znaleźć pod klipem, zrobił to tak, jak można oczekiwać od polityka: oprawa, wejście czy sposób nagrania nawiązują do rapowych elementów, ale treść już opiera się na realnym działaniu w ramach instrumentów dostępnych dla posła, a oprócz tego jest zachęta do wpłat. Czy to element kampanii wyborczej? Z pewnością. Jednocześnie jednak to niebanalne podejście do tematu i przerobienie go po swojemu. Przekonajcie się: 



1. Undadasea - tak jak wspomniałem, trochę głupio kończyć polityką. Lepiej zakończyć rapem. Tu wkracza ten wspaniały kolektyw, który rapuje radośnie swoje wersy. Jest ich dużo, jest pozytywnie. Do tego nagranie skąpane jest w słońcu, utrzymane w ciepłych barwach. Po prostu ciepło się robi na sercu od tego. Posłuchajcie sami pod linkiem:


Bardzo możliwe też, że pominąłem coś naprawdę interesującego, ale z oczywistych względów nie byłem w stanie obejrzeć wszystkich challenge'y. Bardzo chętnie więc posłucham kolejnych - podsyłajcie linki, jeśli chcecie.

Ponieważ cały ten wpis jest muzyczny, nie będę osobno dodawał tu jeszcze kolejnej piosenki. Zamiast tego łapcie ten bardzo ważny link do zbiórki:


To byłoby na tyle, ale jeszcze pora na...

BONUS
Nominacje w #hot16challenge2 często wyglądają tak, że rzuca się wyzwanie kilku osobom, po czym następuje przerwa, po której nominuje się jeszcze kogoś. Postępując podobnie, podrzucam jeszcze jedno wykonanie, prawdopodobnie najciekawsze i najbardziej oryginalne:


Teraz to naprawdę wszystko. Myjcie ręce, noście maseczki, wpłacajcie hajs, słuchajcie muzyki!

niedziela, 22 marca 2020

Z domu dziś nie wyjdzie nikt...

Nobody will leave the house today... [Since this text relates mainly to polish culture and popculture, there is no english version. If you would like one, let me know.]

Pandemia, dramat, klęska. Wydaje się, że czasu na pisanie bloga powinno być jakoś więcej. A tu niespodzianka, wcale nie! Dalej ciężko zabrać się za tworzenie. Co gorsza, kiepsko z pomysłami. Nie chcę przecież snuć jakichś pseudofilozoficznych rozważań o życiu w izolacji. To pewnie robi teraz całe mnóstwo ludzi. 

No to lipa. Koniec wpisu. Proszę się rozejść.

O, ktoś jeszcze został? W takim razie polecę Wam przynajmniej kilka dobrych rzeczy na ten trudny czas. Łapcie:

MUZYKA

Prawdę powiedziawszy, nie bardzo śledzę nowinki muzyczne. Jedyny gatunek, z którym jestem w miarę na bieżąco, to rap, w dodatku polski. Tak się jednak składa, że w tym gatunku ostatnio dużo dobrego. Cztery albumy, które zdominowały mój Spotify, to:

  • Art Brut 2 - świeżutki, opublikowany 6 marca 2020 album grupy PRO8L3M to kontynuacja wcześniejszego nieoficjalnego mixtape'u i fanom jest już z pewnością dobrze znany, ale inni także powinni się z nim zapoznać. Rzecz wcale nie musi zachwycić za pierwszym razem, ale z każdym kolejnym odsłuchem podoba mi się coraz bardziej. Część utworów zawiera wątki autobiograficzne, część nawiązuje do polskiej popkultury, sample urzekają (przewija się przez nie nawet Maciej Orłoś), a na albumie goszczą Majka Jeżowska oraz Wanda i Banda. Zaintrygowani? Cóż, powinniście być. Sprawdźcie koniecznie.
  • Uśmiech - trzeci album Jana-Rapowanie miał swoją premierę pod koniec lutego 2020 i od tamtej pory towarzyszy mi bardzo często (zresztą chyba już o nim pisałem). To w dużej mierze autorefleksyjna płyta, w której fragmenty krzepiące mieszają się z przygnębiającymi. Jest Kraków, Warszawa, opowieści o karierze, kolegach, gdybanie o przyszłości. Na pewno warto posłuchać i to wielokrotnie.

  • 100 dni do matury - album Maty ze stycznia 2020 odbił się całkiem szerokim echem w Polsce, pewnie za sprawą głośnej "Patointeligencji", opisującej patologie wśród nastoletnich dzieci środowisk inteligenckich. Rzecz w tym, że niemal cała płyta odznacza się zupełnie inną stylistyką - są wspomnienia lat przedszkolnych, imprezki w czasach szkolnych, wyrażanie miłości do rodziców. jest dużo śmiechu i tylko troche refleksji. Jest Warszawa i zalety życia w niej. Jest przyjemnie, beztrosko i warto poczuć ten klimat.

  • Audiotele - debiutancki album Schaftera z listopada 2019 to prawdziwa gratka pod kątem technicznym. Intrygujące bity, zabawa słowem po polsku i angielsku, goście tacy jak m. in. Ras, Żabson czy Taco Hemingway. Frazy takie jak "jestem Andre3000, ty co najwyżej Seba30" to tylko wierzchołek góry lodowej. To zdecydowanie inny klimat niż pozostałe wymienione tu albumy - jest spokojniej, mniej tu przebojowości, ale cały album to spójny, przyjemny świat, w którym warto się zanurzyć i po prostu słuchać. 
Jeśli jednak ktoś nie lubi rapu i chciałby posłuchać czegoś innego, ale akurat nie ma pomysłu, to podrzucam dwie propozycje moich playlist na Spotify:
  • GOOD TIMES - kilka amerykańskich klasyków, rockowych i nie tylko (póki co lista jest króciutka, ale może będzie się wydłużać),

  • Another Valentine - kilkanaście nieoczywistych utworów na Walentynki (pop i alternatywa), ale sprawdza się również już po świecie zakochanych, być może dlatego, że to po prostu fantastyczne piosenki.

Zachęcam do odsłuchu!

FILM 

Pandemia mocno odbiła się na branży rozrywkowej. Kina pozamykano, premiery wielu filmów przesunięto. Te, które dopiero co zadebiutowały na wielkim ekranie, praktycznie nie mają szans na dobry wynik finansowy i ich wydawcy próbują choć trochę odrobić straty. Najlepszym i chyba jedynym wyjściem jest udostępnienie ich w internecie. Może to być na przykład VOD (to chyba patent studia Universal m. in. z z ich nowym horrorem "The Invisible Man"), ale też coś innego.

I tak w trybie ratunkowym na Netflixa trafiło "W lesie dziś nie zaśnie nikt...", ponoć pierwszy polski slasher. I mimo różnych negatywnych opinii polecam Wam go całym serduszkiem. Mimo tego, że fabuła nie jest szczególnie zaskakująca. Mimo tego, że efekty specjalne nie imponują. Mimo tego, że gra aktorska nie powala. Dlaczego? Bo po prostu przyjemnie się go ogląda. Rzecz dzieje się na odludziu, bohaterowie są uczestnikami obozu odwykowego bez telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych. Rzeczy się dzieją, ludzie biegają po lesie, a potem giną. Poza tym epizod Piotra Cyrwusa w roli księdza zachwyca, a postać Julka, grana przez Michała Lupę, niezwykle bawi. W każdym razie sprawdźcie koniecznie, tylko nastawcie się na kino klasy B!

Jeśli już jesteśmy przy streamingu, to polecam jeszcze dwa seriale:

  • SEX EDUCATION - już o nim wspominałem, ale warto się powtórzyć: dwa krótkie sezony świetnej komedii dziejącej sie w liceum chyba gdzieś w Wielkiej Brytanii i kręcącej się wokół seksu. Mimo, że to przezabawny serial, to jednak nie ucieka od wątków trudnych czy dramatycznych: narkomanii, problemów z własną orientacją seksualną, apodyktycznych lub nieodpowiedzialnych rodziców, a także całej gamy prostszych, ale przerażających nastoletnich problemów. Ja już z utęsknieniem czekam na sezon trzeci i odkrycie dalszych losów Otisa, Maeve, Erica, Oli, Adama, Jacksona, Aimee i ich rodziców. Związki, przyjaźnie, zdrady, decyzje? Oj, będzie się działo!

  • Chilling Adventures of Sabrina - o tym serialu też już pewnie slyszeliście. Netflix oferuje aktualnie trzy jego sezony i niedawno skończyliśmy z żoną oglądać ostatni z nich. I cóż, ten serial jest niepozbawiony wad, nie ma co się oczukiwać. Bywa chaotyczny, niektóre rozwiązania to wygodne wymyki fabularne, a trzeci sezon jest już zupełnie przeładowany wątkami, więc w efekcie większość z nich nie dostaje wystarczająco dużo czasu. Ale to nic. To nieważne, bo charakterystyczna stylistyka będąca mieszanką horroru i kiczu oraz plejada barwnych postaci, składająca się z ludzi, wiedźm, demonów i innych nadprzyrodzonych istot daje naprawdę dużo frajdy. A luki fabularne? Ignorować!
KSIĄŻKA

Tu muszę przyznać, że jestem w ogóle nie na bieżąco. Nie potrafię śledzić nowinek wydawniczych, gdy moja lista książek do przeczytania wcale nie wydaje się skracać. Mogę Wam jednak zdradzić, co ostatnio czytałem, czytam i zamierzam przeczytać. 

Jak wspominałem jakiś czas temu, byłem w trakcie lektury "Powołania trójki", czyli drugiej części serii "Mroczna wieża" Stephena Kinga. Niedawno udało mi się skończyć tę powieść i teraz z niecierpliwością czekam na koniec pandemii, ponieważ chcę, żeby otworzyli już biblioteki. Wtedy będę mógł sięgnąć po kolejne części i poznać dalsze losy Rolanda, ostatniego rewolwerowca w świecie, który poszedł naprzód. Po przeczytaniu dwóch pierwszych książek wiążę wielkie nadzieje z pięcioma kolejnymi. To kawał fantastyki niepodobnej do niczego innego, co czytałem. Polecam!

Książką, po którą sięgnąłem przed "Powołaniem trójki" jest "Kłamca 2. Bóg marnotrawny". To druga część serii o Lokim, pisana przez Jakuba Ćwieka. Rzecz nie jest może wybitna, ale bardzo mnie bawi. Obserwowanie nordyckiego boga kłamstwa i jego przygód we współczesnym świecie daje dużo przyjemności. Z radością dokończę tę część i zapoluję na kolejne.

Z kolei książką, którą dzisiaj dostrzegłem wśród rzeczy mojej żony, a którą już dawno temu chciałem przeczytać, jest "Ślepnąc od świateł" Jakuba Żulczyka. Nie wiem, czy trzeba wam przedstawiać tę powieść, skoro w 2018 r. ukazał się hitowy serial HBO na jej podstawie, ale dla formalności coś napiszę. Otóż powieść ta ukazała się w 2014 r. i opowiada o warszawskich gangsterach i dilerach. Była nominowana do Paszportu Polityki i już te kilka lat temu chciałem ją przeczytać. Może teraz, gdy umieszczę ją w widocznym miejscu w salonie, będzie łatwiej?

Widzę Cię. Przeczytam Cię.

To chyba tyle. Powyższe pozycje regularnie poprawiają mi humor, wypełniają czas i dostarczają rozrywki. A wy jakimi dziełami kultury raczycie się w tym trudnym czasie? Dajcie znać, jeśli chcecie. A piosenka na dziś to utwór, który jakiś czas temu usłyszeliśmy przypadkiem w radiu i kompletnie nas zachwycił. Posłuchajcie:


Trzymajcie się ciepło. Słuchajcie dobrych rzeczy, oglądajcie dobre rzeczy, czytajcie dobre rzeczy. I myjcie ręce!

niedziela, 1 marca 2020

Witaj ponownie!

Welcome again! [English version may be added later.]

Jesteś gdzieś. Robisz coś. Poświęcasz na coś czas. Przyzwyczajasz się. Lubisz to, co robisz, to, gdzie jesteś. A potem nagle z jakiegoś powodu przerywasz. Może to siła wyższa. Może zaczyna brakować czasu. Niewykluczone, że pojawia się coś ważniejszego. Możliwości jest wiele. Istotne jest to, że to wszystko znika.

Mija rok, dwa, pięć, może dziesięć. Powoli zapominasz, o co w tym wszystkim chodziło. Szczegóły się zacierają. Z umysłu umyka świadomość, dlaczego te rzeczy czy miejsca były dobre. I tak to się kończy...

Albo i nie, ale o tym za chwilę.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Otóż prawie trzy lata temu, w lipcu 2017, podczas podróży przez Norwegię czytałem pewną książkę. Był to "Roland", pierwsza część sagi "Mroczna wieża" Stephena Kinga. To powieść dziwna, momentami trudna, ale mająca w sobie jakiś dziki powab i przez to wciągająca. Tak mi się przynajmniej wydaje. Niewiele już pamiętam, ponieważ minęło sporo czasu.

W każdym razie książka bardzo mi się podobała. Po powrocie do kraju próbowałem zdobyć drugą część, ale nie było jej w bibliotece. Sprawdzałem kilkukrotnie. Prosiłem też o pomoc tatę, ale na nic się to zdało. W końcu więc zapomniałem albo odpuściłem. Tak minęły te prawie trzy lata. 

Ostatnio jednak gdzieś znowu usłyszałem o cyklu "Mroczna wieża" i napomknąłem mojej żonie, że gdy będzie w bibliotece może spróbować wypożyczyć mi drugą część sagi. Niedługo potem, któregoś dnia w tym tygodniu wróciłem do domu z pracy i zobaczyłem, że na biurku czeka na mnie to:

"Powołanie trójki" - część druga cyklu.

Za lekturę zabrałem się albo jeszcze tego samego wieczora albo najpóźniej następnego. Wcześniej musiałem tylko przypomnieć sobie, co działo się w pierwszej części, bo, jak wspomniałem, zapomina się. Przeczytałem krótkie streszczenie i choć nie odświeżyło mi ono wszystkich szczegółów, to najważniejsze fakty wskoczyły na miejsce. Od tamtej pory zdążyłem przeczytać już prawie jedną czwartą tej powieści. Jest super. Wspaniała to książka, nie zapomnę jej nigdy.

Wracając do ogółu z początku tego wpisu: to może jednak rzeczy niekoniecznie się kończą. Nawet jeśli się o nich zapomniało, nawet jeśli ostatnio miało się z nimi kontakt dawno temu. To wcale nie znaczy, że jeśli się do nich wróci po czasie, to nie może to być powrót z lekkością, z radością. Było, potem nie było, a teraz znowu jest. I super. Okazuje się, że długa przerwa nic nie zmieniła.

Miewacie tak z czymś? Może jest jakieś miejsce, do którego jeździcie tylko raz na kilka lat, ale gdy już się tam pojawiacie, to jest wspaniale? Może spotkaliście się z tym, że do jakiejś serii książek czy filmów wróciliście po długiej przerwie i okazuje się, że nic nie straciły na jakości? A może macie tak z jakimś hobby? Dajcie znać, jeśli chcecie.

Tymczasem zostawiam Was z utworem z najnowszej płyty "Uśmiech" Jana-Rapowanie i Nocnego. Wyszła w tym tygodniu:


Sprawdźcie koniecznie cały album, zwłaszcza utwory "Pilot", "Bąbelek", "Główny" i "Centralny". Naprawdę warto!

To by było na tyle. Trzymajcie się ciepło. Dobrego tygodnia!

niedziela, 19 stycznia 2020

Rampampampam i rap.

Rampampampam & rap. [No English version this time, since this text relates to polish rap and knowing the language is essential.]

Nie będę się dzisiaj nadmiernie rozpisywał. Nadal brakuje mi weny, a może to pokłosie tego, że jak co roku zaczął się u mnie bardziej intensywny okres w pracy, więc za wiele się nie dzieje. Praca - dom - praca. Czasem siłownia. Czasem coś innego, ale z rzadka. Ogólne zmęczenie i marazm. Brak przemyśleń. Brak nawet materiału do przemyśleń.

Zamiast pisać wolę więc poczytać albo posłuchać. Czego? A, to zabawna kwestia, o której już kiedyś wspominałem. Przez wiele lat słuchałem bowiem niemal wyłącznie klimatów rock/punk, czasem wdających się w romans z innymi gatunkami. Pop? Nie, dziękuję. Rap? Ewentualnie Paktofonika.

Tak było.

Jakieś trzy, cztery lata temu sytuacja zaczęła się jednak zmieniać. Zacząłem słuchać nieco elektroniki i rapu. Trochę w drodze do i z pracy, trochę w pracy. Najpierw odrobinę, a potem coraz więcej, ostatnio dochodząc do jakiegoś apogeum, poniekąd dlatego, że zacząłem o tym rozmawiać ze znajomymi z pracy i w efekcie poznałem nowych wykonawców. Swoją zasługę miały też w tym algorytmy Spotify, podrzucające mi co jakiś czas nowe propozycje.

Doszło do tego, że zacząłem ciut bardziej interesować się tą muzyką i czytać o niej. Gdzie? Na newonce.net. Co ciekawe, interesują mnie wyłącznie polscy wykonawcy. Może to dlatego, że mogę wtedy lepiej skupić się na tekście czy wyłapać w nim odniesienia popkulturowe lub społeczne. Może.

W każdym razie polecam każdemu lekturę artykułów na tym portalu. Czasem czytam o rzeczach, które już znam, ale teksty pomagają zwrócić uwagę na pewne nowe aspekty. Czasem natomiast poznaję coś nowego, co bardzo przypada mi do gustu. Tak było na przykład z utworem Oyster, który poznałem dzięki artykułowi TOP 20 najlepszych polskich singli 2019 roku. Całym serduszkiem zachęcam do lektury.

A teraz najważniejsze: kojarzycie Matę? To ten od Patointeligencji. Coś świta? Mam nadzieję. Jeśli interesujecie się tematem, to na pewno już wiecie, a jeśli nie, to właśnie Wam mówię, że w ostatni piątek opublikowany został jego debiutancki album 100 dni do matury.

Ostatni utwór.

Chwilę mi to zajęło, ale wczoraj udało mi się go przesłuchać. Czy to dzieło wybitne? Nie. Ale czy całe jest jak Patointeligencja? Zdecydowanie nie. A czy jest dobre i przyjemnie się go słucha? A, to tak, naprawdę warto. Mata rapuje o sobie, o dzieciństwie, o chodzeniu do szkoły i o spotkaniach z kumplami. O relacjach z rodzicami. Nie o sprawach większych niż on sam, ale o codziennych. I bardzo dobrze. Nie będę się więcej rozpisywał na ten temat, bo warto po prostu posłuchać. Cały album można znaleźć TUTAJ albo na Spotify. 

Jeśli ktoś jednak bardzo chciałby poczytać o nim więcej, to zapraszam na... (tak, zgadliście), newonce.net. Tam napisano zdecydowanie więcej na temat tego albumu.

I to tyle. Nie będę wrzucał utworu na dziś, bo pod umieszczonymi tu linkami znajdziecie ich aż nadto. 

Trzymajcie się, dobrego tygodnia! 

niedziela, 15 lipca 2018

Dosadność rapera.

As this text refers mainly to lyrics written by polish rappers, there is no english version. Anyway, the main thought is that the rap is so popular these days, because it is terse as no other genre. Rappers say things with which we can daily identify and other genres are too abstract. Sure, that is not a rule, but it is very frequent.

Wiecie, dlaczego współcześnie rap deklasuje współcześnie inne gatunki muzyki pod względem popularności? Bo raperzy są dosadni. Stąpają twardo po ziemi. Mówią o tym, co dotyczy ludzi i z czym spotykają się na codzień. Taco Hemingway po dwóch, moim zdaniem słabszych płytach ("Szprycer" i nagrana razem z Quebonafide "Soma 0,5 mg") przedwczoraj powrócił z fajerwerkami, niespodziewanie wydając album "Café Belga". Tam, w utworze "Fiji" śpiewa:
Jak zasięg zerwany w tunelu
Jak kożuch płynący po mleku
Download'y zerwane przy procentach 99-ciu
Jak bankomat, co nie wydał ci PLN-ów (...)
Właśnie tak mnie wk*rwia, kiedy nie odbierasz
Tak mnie irytuje, gdy nie odpisujesz

 Proste, realne, codzienne. Taco mówi o drobiazgach, które dotykają jego, ale też słuchaczy. O tym, co go wkurza. Szczerze i po prostu. Podobnie Ten Typ Mes i Dawid Podsiadło zgodnie śpiewają:
Nic mnie tak nie dojeżdża jak codzienność
To nieco wyższy poziom refleksji, bo nie chodzi o jakąś pojedynczą, przyziemną rzecz, ale o całe zjawisko przyziemności. Monotonia, marazm, to jest to, co ich uwiera. Mimo to sam sposób działania muzyków przy tworzeniu utworu też sprowadza się do prostej obserwacji i reakcji na nią.

Jeszcze prościej jest u Pezeta w klasycznym "Co mam powiedzieć?", gdy rapuje:
 Raczej nie mam hobby, chyba że liczą się kace.
Sporo imprezuje, gram w playstation, trwonię kasę i
trzy razy powtarzałem trzecią klasę.
Prosta rzeczywistość. Dosadność. Tak jest i już. Jestem taki, robię to, takie są moje słabości. Oto ja. Czysta autorefleksja.

Spotify się dostosowuje.

Współcześnie ludzie myślą hashtagami. Jest krócej. Szybciej. Treściwiej. Chodzi o dobranie etykietek tak, by zawartość trafiła do jak największej liczby osób. Słysząc teksty takie jak powyżej, zwłaszcza w przypadku Taco Hemingway'a, pojawia się przede wszystkim hashtag #true. Myślę, że ta bezpośredniość, trzymanie się rzeczywistości sprawia, że rap ogółem jest popularniejszy. Dzięki temu też (choć oczywiście to nie jedyny powód) "Café Belga" jest cudna!

Trudno z frazami typu "Popołudnia bezkarnie cytrynowe" czy "Marchewkowe pole rośnie wokół mnie" identyfikować się na codzień, choć nie można odmówić im poetyckości. Ta jednak dobra jest raz na jakiś czas, a zazwyczaj trzeba czegoś solidniejszego. Rapu.

Przy tym wszystkim należy pamiętać o tym, że przedstawiona tu perspektywa jest ogólna. Jest mnóstwo metaforycznych tekstów w rapie i jest sporo dosadnych treści w innych gatunkach muzyki. Nie warto się zamykać na jeden gatunek. Zresztą granice pomiędzy poszczególnymi rodzajami muzyki ostatnio coraz częściej się zacierają i artyści o zupełnie różnych korzeniach współpracują ze sobą.

Nie zmienia to faktu, że choć kocham całym sercem rock, punk i gatunki pokrewne, to jednak na codzień częściej towarzyszy mi rap. W pracy czy podczas marszu dokądkolwiek jest po prostu bardziej adekwatny. Pozwala się skupić. A jak to wygląda u Was?

Akcent muzyczny na dziś to wspomniane wcześniej "Fiji". Posłuchajcie koniecznie:



Dobrego tygodnia! W dobrym rytmie, z dobrym bitem, z dobrym tekstem!