Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kumpel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kumpel. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 marca 2019

Najlepszy przyjaciel.

The best friend. [English version below.]

Od jakiegoś czasu w w wolnych chwilach oglądam po raz trzeci lub czwarty pewien amerykański sitcom. Jednym z często powracających wątków jest to, kto jest najlepszym przyjacielem jednego z bohaterów. Mimo tego, że niemal wszyscy zgadzają się w tej kwestii, to jedna z postaci nieustannie próbuje uzyskać ten tytuł. Spór toczy się między kumplami. Najlepszy przyjaciel to ten kumpel, z którym najwięcej się przeżyło. Ten, z którym jest co wspominać. Ten, który brał udział w naszych przygodach. Z nim zawsze możesz się powygłupiać. Możesz porozmawiać z nim o wszystkim. Możesz poprosić o pomoc, a rzuci wszystko i przybędzie. Najlepszy kumpel to najlepszy przyjaciel. Ale czy na pewno?

W tym samym serialu w pewnym momencie jednemu z bohaterów umiera ojciec. W późniejszych rozmowach pojawia się hasło, że ojciec był najlepszym przyjacielem tej osoby. W końcu ojciec jest od zawsze. Jemu, jeśli ma się szczęście, powierza się najpierw swoje problemy. To on od niepamiętnych czasów jest pierwszym wsparciem. Służy radą. Uczy. To on jest z nas dumny. Cieszy się naszymi sukcesami. Trzyma rękę na pulsie. W prawidłowo funkcjonującej rodzinie ojciec spełnia wiele kryteriów najlepszego przyjaciela.

Jest jeszcze jeden koncept. Pojawia się w sztuce, w tekstach kultury, w różnorakich, powszechnych mądrościach. Wspominają o tym rozmaici, zupełnie różniący się między sobą ludzie. Mądrzejsi i mniej mądrzy. Chodzi o hasła w stylu "żona powinna być Twoją najlepszą przyjaciółką". Uogólniając, najlepszym przyjacielem powinna być partnerka/partner życiowy. To osoba, z którą wiążemy całe swoje życie. Która stale nam towarzyszy. Która poświęca coś dla nas, tak samo jak my poświęcamy coś dla niej. To jej powierzamy wszystko. To ona jest z nami zawsze i jest naszym oparciem. Najlepszym przyjacielem. Wydaje mi się, że ów motyw także pojawia się w przytoczonym przeze mnie serialu i dotyczy to m. in. tej samej osoby co wątek ojca. Sprzeczność? Konflikt? Kto w końcu jest najlepszym przyjacielem tej osoby?

Może najlepszy przyjaciel to ktoś, z kim najlepiej nam się wygłupia?

Oto pytanie na dziś: które z wymienionych podejść jest najlepsze? Kumpel, rodzic czy partnerka? Może żadne? Może wszystkie? Skłaniałbym się ku odpowiedzi, że nie ma tu złotego środka. Nie istnieje jedno uniwersalne rozwiązanie dla wszystkich. Każdy musi sam rozeznać, z kim najchętniej dzieli się swoimi problemami i kto najlepiej pomaga je rozwiązać. To osobista sprawa. Może zresztą nie musi to być jedna konkretna osoba. Można każdą kwestię rozeznawać osobno i zastanawiać się, do kogo się z nią zwrócić.

Ta ostatnia koncepcja jest szczególnie istotna. Przecież nawet jeśli na ogół ze wszystkim zwracamy się najpierw na przykład do partnerki, to czasem mogą pojawiać się konflikty właśnie z nią. Wtedy trzeba mieć kogoś innego, z kim można o tym porozmawiać. Jakiś drugi punkt kontaktu, z którym można porozmawiać o tym pierwszym. Jakąś alternatywę.

Zastanówcie się, kto jest Waszym najlepszym przyjacielem - wygląda na to, że nie musi to być wcale jedna osoba. Może warto dać im znać, że są Ważni w waszych życiach? Pewnie to wiedzą, ale pewne rzeczy warto potwierdzać. Rozważcie to!

A piosenka, z którą zostawiam Was dzisiaj, nie ma wiele wspólnego z tym tekstem. Jest za to cudna:


Dobrego tygodnia!

P S Ktoś pokusi się o zgadnięcie, o jakim serialu mowa? Chyba będzie jakaś nagroda dla pierwszej prawidłowej odpowiedzi!

ENG:

For some time now, in my free time, I have been watching a US sitcom for the third or fourth time. One of the frequently recurring threads is who is the best friend of one of the main characters. Despite the fact that almost everyone agrees on this issue, one of the characters is constantly trying to get this title. The dispute is between friends there. The best friend is the buddy with whom you have survived the most. The one with whom you have many memories. The one who took part in your adventures. With him you can always fool around. You can talk to him about everything. You can ask for help and he will drop everything and come. The best buddy is the best friend. But are you sure?

In the same series at some point, a father of one of the main characters dies. In later conversations, there is said that the father was the best friend of this person. In the end, father has always been there. If you are lucky, he is first person to be entrusted with your problems. He has always been the first support. He serves advice. He teaches. He is proud of us. He enjoys our successes. He keeps his finger on the pulse. In a properly functioning family, the father meets many criteria of the best friend.

There is also another concept. It appears in art, in the texts of culture, in common wisdoms. This is mentioned by various, completely different people, wise and less wise. It's about slogans like "wife should be your best friend". Generally speaking, your best friend should be your life partner. She/he is the person with whom you bind all your life. The one, who constantly accompanies us. Who sacrifices something for us, just as we sacrifice something for her/him. We entrust everything to her/him. She/he is always with us and is our support. Best friend. It seems to me that this motif also appears in the series I have quoted, and this applies to the same person as the father's theme. Contradiction? Conflict? Who in the end is the best friend of this person?

Here's the question for today: which of the given approaches is the best? A buddy, a parent or a partner? Maybe none? Maybe all? I suppose there is no one universal solution for everyone. Everyone has to recognize on her/his own, with who she/he most willingly shares her/his problems and who best helps to solve them. It's a personal matter. Maybe it does not have to be one particular person. You can discern each issue separately and wonder who to talk to about it.

This last concept is particularly important. After all, even if we usually turn with everything to one person, for example to a partner, sometimes there may be conflicts with her/him. In that case you have to have someone else with whom you can talk about it. Some second point of contact with whom you can talk about the first one. Some alternative.

Think about who your best friend is - it looks like it does not have to be one person at all. Maybe it is worth letting them know that they are Important in your lives? They probably know it, but some things are worth confirming. Consider it!

And the song with which I leave you today has nothing to do with this text. It is wonderful instead. You can find it above.

Have a good week!

P S Will anyone be tempted to guess what series was mentioned here? I think there will be some prize for the first correct answer.

niedziela, 6 stycznia 2019

Piękna chwila.

The beautiful moment. [English version below.]

Dziś naprawdę krótko, bo już późno. Wczoraj byłem świadkiem na ślubie mojego kumpla. Trochę zamieszania, dużo ludzi i dwoje ludzi ślubujących sobie miłość. Wspaniała sprawa! Jak ślub, to i wesele! Jeszcze kilkanaście godzin temu tańczyłem na postindustrialnej sali balowej. Jeszcze niedawno żarty i toasty, nawet powtarzane wielokrotnie, wcale nie przestawały śmieszyć. Jeszcze kilkanaście godzin temu kazali mi tańczyć Gangam Style na środku sali, choć do tej pory robiłem to chyba ze dwa razy i to bardzo dawno temu. To jednak też miało swój urok. Te wszystkie chwile są już jednak za mną.

Zostały drobne ślady, które też niebawem znikną...

Niestety, za kolejne kilkanaście godzin trzeba będzie pójść znów do pracy, wrócić do zadań przerwanych w piątek i spróbować sprostać wymagającym terminom. Trzeba będzie walczyć, działać, starać się. W tym sił dodać może wspomnienie pięknych chwil weekendu. Nie chodzi jednak wcale o zwykłe patrzenie w przeszłość. To by nic nie dało. Chodzi o to, że świat się nie skończył na ostatnim weekendzie. Skoro było tak pięknie, to może tak być znowu. Wystarczy poczekać, zajmując się bieżącymi sprawami i w wolnych chwilach szukając okazji do tych pięknych momentów. One przyjdą. Dlatego można, a nawet trzeba przetrwać przez robocze dni, które czasem potrafią być przytłaczające. Po nich przyjdą jeszcze chwile, które wynagrodzą wysiłek.

Z taką myślą łatwiej będzie mi się mierzyć w kolejnym tygodniu z prozą dnia codziennego. Powodzenia w tym starciu życzę sobie i Wam. Dla ułatwienia zostawiam jeszcze pozytywny utwór, który ma już swoje lata:


Dobrego tygodnia!

ENG:

Today's text is gonna be really short, because it is already late. Yesterday I was a best man at my friend's wedding. A little bit of fuss, a lot of people and two people vowing themselves love. A great thing! If the wedding, then also a reception! Only over a dozen hours ago I was dancing in a post-industrial ballroom. Not so long ago jokes and toasts, even repeated many times, were not stopping being funny. Only over a dozen hours ago, I was told to dance the Gangam Style in the middle of the ballroom, although until now I did it only about two times and a long time ago. Well, it also had its charm. However, all these moments are already behind me.

Unfortunately, in a dozen or so hours I will have to go back to work, return to the tasks interrupted on Friday and try to meet the demanding deadlines. I will have to fight, act, and try hard. Strength  needed to deal with it can be perhaps increased by the memory of the beautiful moments of the weekend. However, it is not about simply looking into the past. That would not give anything. The point is that the world has not ended on the last weekend. If it was so beautiful, it can be like that again. Just wait, dealing with current affairs and in your spare time looking for opportunities for these beautiful moments. They will come. That is why you can and even have to survive on working days, which sometimes can be overwhelming. After them will come moments that will reward effort.

With this in mind, it will be easier to face the prose of everyday life the following week. I wish you and myself good luck in this fight. To make it even easier, I leave the positive track, which has its years. You can find it above. It is mainly in Polish, but whatever.

Have a nice week!

niedziela, 9 września 2018

Męskie łzy.

Men's tears. [There is no english version today, but if you are interested in it, do not hesitate to let me know.]

Mój kumpel się wczoraj ożenił. Smutek, bo straciliśmy kompana od włóczenia się po pubach, grania w gry, konsupcji piwa i whisky. Teraz wpadnie pod pantofel. Dwa tygodnie temu na wieczorze kawalerskim wyprawiliśmy mu symboliczny pogrzeb i tego się trzeba trzymać. To wielki żal.

Oczywiście żartuję. W końcu mnie samego czeka to w nieodległej przyszłości. Zresztą znając trochę jego świeżo poślubioną żonę, wierzę, że nie będzie go pod tym względem ograniczać. To raczej on będzie wolał spędzić czas z nią. W końcu chyba między innymi o to chodzi w tym całym małżeństwie, prawda? Z drugiej strony i tak widujemy się na tyle rzadko, że gdy jest już okazja do spotkania, każdy się mobilizuje i liczę na to, że to się drastycznie nie zmieni.

W każdym razie: był ślub. Wiedziałem od dawna, że będzie. Od informacji o zaręczynach. Potem temat pojawiał się w naszych rozmowach wielokrotnie. Później dostałem zaproszenie. Żadnego zaskoczenia. A jednak, gdy wczoraj w kościele, który jest jeszcze w budowie, rozpoczęła się uroczystość, nagle dotarło do mnie z pełną mocą, że zaraz mój kumpel podejmie być może najważniejszą decyzję w życiu i ogarnęło mnie wzruszenie. Naprawdę. Może nie płakałem, ale mógłbym. Było blisko. 

Zresztą: co tam ja. Nie widziałem twarzy państwa młodych w kościele, ale widziałem je potem, na weselu. Widziałem wzruszenie mojego kumpla, gdy dla nich i ich rodziców wyświetlano filmiki z życzeniami, podziękowaniami i wspomnieniami. Byli porażeni i jestem pełen podziwu, że jednak utrzymali nerwy na wodzy. To w końcu niemal na pewno był najważniejszy dzień w ich dotychczasowych życiach.

Dodatkowe weselne smaczki.

Myślę o tym, że to jest super. Jest bardzo szczere. Mężczyźni płaczą sporadycznie, przy silnych emocjach. Nie ma żadnego powodu, żeby się tego wstydzić, aczkolwiek pokutuje przekonanie, że to oznaka słabości. To oczywiście bzdura. Łzy są oznaką nie słabości, lecz bycia człowiekiem, a nie robotem wyzbytym umiejętności odczuwania. Gdy mężczyzna mówi, że coś go wzruszyło, to mówi. Gdy płacze, to go to naprawdę potężnie wzruszyło, wbiło w ziemię. Obróciło w pył i ponownie poskładało. Nie chodzi nawet o potoki łez, bo te w ogóle zdarzają się bardzo rzadko, ale o tę jedną, dwie krople, które próbują jak najszybciej spłynąć po policzku niezauważone. Nie ujmują one nikomu męskości. Mówią tylko o tym, że właśnie czyjś świat legł w gruzach i zaraz został odbudowany. Oto prawdziwe wzruszenie.

Jeśli chcecie, dajcie znać, co w sądzicie o tej "oznace słabości". Chętnie podyskutuję.

Oczywiście łzy to nie jedyny, ani nie najlepszy sposób na wyrażenie emocji. Kortez na przykład ma swoją muzykę:


Dobrego tygodnia Wam życzę!

niedziela, 3 czerwca 2018

Lubię niespodzianki?

Do I like surprises? [English version below.]

Lubię niespodzianki. Nie lubię niespodzianek. Oba zdania są prawdziwe. Jak to możliwe? Cóż, nie lubię niby niespodzianek. Sytuacji, w których na przykład ktoś mówi Ci, że coś dostaniesz, ale na pytanie, co dokładnie, odpowiada "to będzie niespodzianka". Nosz cholera! Co to za poroniony pomysł? Spodziewana niespodzianka? Tak nie można. A jednak tak często bywa, bo z jakiegoś powodu ludzie uznają, że to fantastyczny pomysł.

Ze spodziewanych niespodzianek lubię tylko Kinder niespodzianki.

Inaczej sprawa ma się z prawdziwymi niespodziankami. Uwielbam, gdy świat zaskakuje mnie czymś pozytywnym. Jakiś tydzień temu ja i Moja Miłość postanowiliśmy wieczorem obejrzeć film. Z jakiegoś powodu wybór padł na komedię. Z jakiegoś innego powodu na komedię Woody'ego Allena. Nie żebym miał z tym jakiś problem, ale jednak rzadko oglądam jego filmy. W każdym razie zaczęśliśmy oglądać "Życie i całą resztę". Film mi się podobał  i to mnie nie zaskoczyło. Zaskoczył mnie natomiast aktor grający głównego bohatera. Okazało się bowiem, że jest nim Jason Biggs. Aktor znany najbardziej z głównej roli w serii American Pie. Na tej podstawie trudno mieć wybitne mniemanie o jego zdolnościach aktorskich. Zagłębiając się jednak w filmografię Biggsa odkrywa się, że ma na koncie role także w innych, ambitniejszych produkcjach. Seans "Życia i całej reszty" przekonuje, że Woody Allen dokonał dobrego wyboru przy tworzeniu obsady filmu. Lubię takie niespodzianki.

Jeszcze bardziej lubię osobiste niespodzianki, które bezpośrednio tyczą się mojego życia. I takiej też mam świeży przykład. Wczoraj miałem gościć u siebie znajomych z różnych środowisk. Zaprosiłem sporo osób i wiedziałem od początku, że większość nie przyjdzie. Taki czas. Niemniej jednak kilka osób przyszło i było całkiem miło. To gdzie ta niespodzianka? Ano w tym, że pierwszym gościem okazał się mój najlepszy kumpel, którego w ogóle się nie spodziewałem. Rozmawialiśmy ponad dwa tygodnie wcześniej i mówił, że nie wie, czy da radę wpaść. To zazwyczaj oznacza odmowę. Potem nie mieliśmy kontaktu i nagle po prostu przyjechał. Pogadaliśmy o przeszłości, przyszłości i opłacalności samochodów elektrycznych. Napiliśmy się piwka. Było idealnie. I ja to szalenie szanuję. Takich niespodzianek mi trzeba!

A wy jakie macie podejście do niespodzianek? Dajcie znać. Zostawiam Was z wcale nie nowym, za to ciągle wspaniałym utworem:
Dobrego tygodnia!

ENG:

I like surprises. I do not like surprises. Both sentences are true. How is this possible? Well, I do not like quasi surprises. Situations in which, for example, someone tells you that you will get something, but when you ask what exactly, he answers "it will be a surprise". Damn you! What is the idea? The expected surprise? That's not the right thing. And yet it happens so often, because for some reason people recognize this as a fantastic idea.

It is different with the real surprises. I love it when the world surprises me with something positive. Some week ago, me and My Love decided to watch the movie in the evening. For some reason, the choice fell on comedy. For some other reason, the comedy of Woody Allen. Not that I have a problem with it, but I rarely watch his movies. Anyway, we watched "Anything else". I liked the film and it did not surprise me. I was surprised by the actor playing the main character, because it was Jason Biggs. The actor known for his main role in the American Pie movies. On this basis, it is difficult to regard his acting abilities as remarkable. However, delving into Biggs' filmography, you discover that he also played roles in other, more ambitious productions. Seeing "Anything else" convinces that Woody Allen made a good choice when putting together the cast of the movie. I like such surprises.

I like personal surprises even more. These, which directly affect my life. And I have a fresh example of that. Yesterday I was supposed to host friends from different backgrounds. I invited a lot of people and I knew from the beginning that the majority would not come. Such time. Nevertheless, several people came and it was quite nice. So where is the surprise? Well, the first guest turned out to be my best buddy, whom I did not expect at all. We talked over two weeks earlier and said he did not know if he would be able to be here. This usually means a refusal. After that we did not have contact and suddenly he arrived. We talked about the past, future and profitability of electric cars. We drank a beer. It was perfect. And I respect it so much. This kind of surprises is what I need!

And what is your approach to the surprises? Let me know. I leave you with a not new but still great song, which you can find above.

Have a nice week!