Pokazywanie postów oznaczonych etykietą telewizja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą telewizja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 czerwca 2020

Jak przestałem się martwić i pokochałem telewizję.

How I learned to stop worrying and love the TV [English version below.]

Telewizja. Kiedyś rewolucja technologiczna, potem główna rozrywka dla mas. Od czasu upowszechnienia się internetu powoli traci na znaczeniu, ale chyba nadal pozostaje głównym środkiem masowego przekazu. To się jednak będzie zmieniać. Ile razy słyszeliście wypowiedziane z wyższością "nie oglądam telewizji" lub "nie mam telewizora w domu"? Sam zresztą tak mówiłem.

Dlaczego użyłem czasu przeszłego? Bo wróciłem do spoglądania na to medium nieco łaskawszym okiem. Nadal z telewizora korzystam głównie podpinając go kablem HDMI do laptopa i włączając coś na Netfliksie, ale czasem, zwłaszcza będąc u teściów, oglądam rzeczywiście telewizję. Przede wszystkim pełni to funkcję tła, gdy robię coś innego na laptopie lub telefonie, ale zdarza się, że rzeczywiście się w coś wciągnę.

Bywa, że to jakiś serial czy film, ale je tak naprawdę wygodniej ogląda się na streamingach, gdzie można wybrać, co dokładnie włączyć i można zatrzymać lub przewinąć transmisję w dowolnym momencie. Telewizja oferuje jednak więcej: sport, publicystykę czy programy komediowe, ale też te, o których chcę napisać dzisiaj, czyli formaty oparte na rywalizacji. Nie do końca teleturnieje czy "talent shows", ale rzeczy mające z nimi cechy wspólne. Poniżej prezentuję kilka takich pozycji, które w ostatnim czasie zdarzyło mi się oglądać. Zapraszam!

Co tu włączyć...

Wstyd się przyznać, ale...
Na pierwszy ogień idą programy, które nie nie są szczególnie ambitne. Nawet nie próbują być. Podejrzewam, że niektórzy mogą szydzić z ich oglądania. Nie zmienia to jednak faktu, iż z jakiegoś powodu bawią mnie i wciągają. Gdy przy przełączaniu kanałów trafię na któryś z tych programów, prawdopodobnie będę chciał go zobaczyć. Tutaj do głowy przychodzą mi przede wszystkim dwie pozycje:
  • Gry małżeńskie - to program emitowany na Polsat Cafe, który polega na tym, że w każdym odcinku pojawia się jedna singielka i trzech mężczyzn, z których jeden także jest singlem, a dwaj pozostali żyją w stałych związkach. Kobieta spotyka się z nimi kolejno na "randkach" w ich mieszkaniach i próbuje zorientować się, który z panów jest wolny. Jednocześnie wszyscy trzej próbują przekonać ją, że to oni pozostają samotni. Singielka zbiera informacje oglądając mieszkanie, przetrząsając znajdujące się w nim przedmioty w poszukiwaniu śladów obecności kobiety, a także rozmawiając z kandydatami i na przykład prowokując ich do dotyku lub pewnej intymności. Dodatkowym smaczkiem jest fakt, iż partnerki mężczyzn (a w przypadku singla np. kolega) przez cały czas obserwują obraz z kamer w osobnym pokoju i w trakcie "randek" panowie udają się do nich na konsultacje, w trakcie których mogą zostać zbesztani czy zachęceni do bycia śmielszymi. 

    Co jest stawką? Oczywiście pieniądze, a konkretnie trzy tysiące złotych. Jeśli na koniec programu singielka prawidłowo wskaże singla, oboje dzielą się tą kwotą. W przeciwnym wypadku pieniądze zgarnia para, której mężczyzna został wytypowany. 

    Czy to dość prymitywna rozrywka? Oczywiście. Nie zmienia to faktu, że obserwowanie jak uczestnicy próbują wcielić się w role nieporadnych samotników albo przebojowych amantów potrafi być całkiem zabawne. Dodatkowo w grę wkracza nutka prymitywnego hazardu, gdy widz obstawia, kogo obstawi singielka. Dotychczas moja skuteczność wynosi 100%!

    Gry małżeńskie” - nowy randkowy reality-show dla małżonków w ...
  • 4 wesela - to także program Polsatu, bazujący na brytyjskim "Four Weddings" na licencji ITV. W show biorą udział cztery panny młode, które zapraszają się nawzajem na swoje wesela. Te podlegają ocenie przez zaproszone kobiety: każda z nich może przyznać maksymalnie 10 punktów w każdej z czterech kategorii: "suknia ślubna", "miejsce i wystrój", "menu" oraz "wrażenia ogólne". Prosta matematyka zdradza, że łącznie do zdobycia jest 120 punktów. Ta z panien młodych, która zdobędzie ich najwięcej w odcinku, wygrywa dwadzieścia pięć tysięcy złotych, więc nagroda jest niebagatelna.  

    To oczywiście nie program dla wszystkich i zdecydowanie nie dla tych, którzy nie lubią wesel. Tak się jednak składa, że ja je sobie cenię, a w ramach "4 wesel" można podpatrzeć różne rozwiązania stosowane podczas uroczystości czy zebrać ciekawe pomysły na uatrakcyjnienie imprezy. Pewną rozrywką jest też na przykład obserwowanie intryg i stronniczości uczestniczek - w końcu pokusa, by obcinać punkty konkurentkom zamiast oceniać je rzetelnie, jest bardzo duża.
Dlatego kocham telewizję.
Na szczęście telewizja oferuje też formaty, których cały pomysł, a także sposób realizacji naprawdę mi imponują i podobają mi się w pełni. Oto programy, w których uczestnicy muszą rzeczywiście wykazać się pewnymi umiejętnościami. Łatwo więc wybrać swoich faworytów i potem mocno im kibicować. Możecie to robić w takich show jak choćby:
  • Ninja Warrior Polska - szkoda, że Polsat nie płaci mi żadnych pieniędzy, bo to kolejny program tej grupy. Oparty jest na japońskim formacie i sprowadza się do tego, że wysportowani zawodnicy pokonują wymyślny tor przeszkód w jak najkrótszym czasie. Dużo tu skakania, wspinania się czy podciągania, a chwila nieuwagi może zakończyć się lądowaniem w wodzie. Uczestnicy w ten sposób próbują przebrnąć przez eliminacje, by potem dostać się do finału i tam powalczyć o wysoką nagrodę pieniężną.

    Tym, co naprawdę podoba mi się w "Ninja Warrior Polska", jest fakt, iż wygląda to bardzo uczciwie. Bohaterowie odcinka mierzą się z tym samym torem przeszkód, nikt ich nie ocenia, nie ma tu żadnego kombinowania za plecami czy brania kogoś na litość. Albo zawodnikowi uda się swoją sprawnością i inteligencją pokonać tor przeszkód, albo nie. To zero-jedynkowe. Poza tym ważny jest czas, ale to też obiektywne kryterium.

    Oczywiście to telewizyjne show, więc nie brakuje tu elementów takich jak wywiady z uczestnikami i ich bliskimi, montaże wideo z informacjami o nich czy wypowiedzi komentatorów. Fragmenty te są jednak krótkie i treściwe, a zmagania komentują ludzie stosunkowo kompetentni, bo Łukasz „Juras” Jurkowski (m. in. zawodnik MMA) czy Jerzy Mielewski (dziennikarz sportowy i były siatkarz). Tak jak jednak wspomniałem, elementy te to jednak dodatek: najważniejszy jest tor przeszkód i walczący z nim zawodnicy - to naprawdę warto zobaczyć.

    Ninja Warrior Polska - oficjalna strona programu - Polsat.pl
  • Wykute w ogniu - to amerykański program emitowany na kanale History. Akcja rozgrywa się w kuźni, a w każdym odcinku rywalizuje ze sobą czterech kowali. Na początek muszą oni w trzy godziny wykuć ostrze zgodnie z parametrami zadanymi przez prowadzących (np. dotyczących jego długości oraz ząbkowania). Po tym czasie efekty ich prac są oceniane przez jury i jeden z kowali odpada. Pozostali dostają natomiast kolejne trzy godziny na dokończenie pracy, poprawienie wcześniejszych niedociągnięć, dodanie rękojeści i generalnie zamienienie ostrza w pełni sprawną broń. Po tym etapie efekty pracy kowali są poddawane testom pod kątem ostrości, wytrzymałości i łatwości użycia. W tym momencie kolejny z uczestników odpada. Pozostałym dwóm natomiast zostaje przedstawiona jakaś historycznie ważna broń (np. katana, szabla husarska czy rapier) i dostają oni pięć dni na jej wykucie. Po tym czasie powracają do kuźni i przedstawiają sędziom swoją broń. Ponownie jest ona poddawana testom i następnie jury wskazuje zwycięzcę. Otrzymuje on tytuł mistrza i dziesięć tysięcy dolarów nagrody. 

    To, co jest szczególnie atrakcyjne w "Wykutych w ogniu", to widoczna rywalizacja, ale opierająca się wyłącznie na umiejętnościach. W programie biorą udział prawdziwi fachowcy, ale oni też popełniają czasem błędy, a najmniejsze potknięcie może prowadzić na przykład do pęknięcia ostrza i porażki. Oczywiście, zmagania są oceniane przez sędziów, więc nie można tu mówić o w pełni obiektywnym wyniku (jak w przypadku "Ninja Warrior Polska"), ale w skład jury wchodzą profesjonaliści, mający wieloletnie doświadczenie w pracy z bronią białą. Ich wybory na ogół są więc trafione. Poza tym "Wykute w ogniu" to naprawdę interesujący program, do rywalizacji dokładający garść informacji historycznych czy ciekawostek o militariach. Warto zapoznać się z tym programem.

    Forged in Fire (TV series) - Wikipedia
Nie wszystko jest dla mnie.
Oczywiście oferta telewizji jest bardzo szeroka i pewnie programów, które zupełnie mnie nie zainteresują jest dużo więcej niż tych ekscytujących. Nie chodzi nawet o takie jak paradokumenty w stylu "Dlaczego ja?", ale nawet o te z pozoru nastawione na rywalizację. Pozornie pomysł na nie jest podobny do wymienionych powyżej, a jednak z jakiegoś powodu zupełnie mnie do siebie nie przekonują. Przykładem może być "Shopping Queen", które też próbowałem oglądać przez chwilę jakiś czas temu i cóż... No zdecydowanie nie jest to program dla mnie. Jeśli jednak kogoś to interesuje, to życzę dobrej zabawy. 

Tym, co chyba warto wynieść z tego wpisu, to wniosek, że nie warto jeszcze skreślać telewizji. Może to być już nieco anachroniczna forma przekazywania treści, ale medium to jest nadal na tyle potężną maszyną, zasobną w ludzi i pieniądze, że nadal wiele interesujących pomysłów na formaty będzie się w pierwszej kolejności ukazywać tam. Po prostu. A tymczasem zostawiam Was z klasyką elektroniki:


To tyle. Myjcie ręce i nadal noście maseczki (przynajmniej w sklepach). Dobrego tygodnia!

ENG:

TV. Once a technological revolution, then main entertainment for the masses. Since the spread of the Internet, it has slowly lost its relevance, but it probably still remains the main mass media. However, this will change. How many times have you heard the sentences "I don't watch TV" or "I don't have a TV at home" said with superiority? I used to say so myself.

Why did I use the past tense? Because I returned to looking at this medium in a more favorable way. I still use the TV mainly to connect it with an HDMI cable to the laptop and turn something on Netflix, but sometimes, especially when I visit my in-laws, I actually watch TV. First of all, it acts as a background when I do something else on a laptop or phone, but it happens that I get really interested in something.

Sometimes it is a series or movie, but these are actually more convenient to watch on streaming, where you can choose what exactly to turn on and you can stop or rewind the transmission at any time. However, television offers more: sport, journalism or comedy programs, but also those that I want to write about today, i.e. competition-based formats. Not really quizzes or talent shows, but things that have common features with them. Below I present a few such items that I have recently seen. Feel welcomed!

I'm ashamed to admit, but...
Let's start with programs that are not particularly ambitious. They don't even try to be. I suspect that some may scoff at watching them. It does not change the fact that for some reason they entertain and draw me in. When I switch to one of these programs when switching channels, I will probably want to see it to the very end. Here, above all, two positions come to mind:
  • Marriage games - it is a program broadcasted on Polsat Cafe, which idea is that in each episode there is one single lady and three men, one of whom is also a single, and the other two live in permanent relationships. The woman meets them sequentially on "dates" in their apartments and tries to figure out which of the men is free. At the same time, all three are trying to convince her that they remain alone. The woman gathers information by looking at the apartment, searching the objects inside it for signs of a woman's presence, as well as talking to the candidates and, for example, provoking them to touch or some intimacy. An additional thing is the fact that partners of men (and in the case of a single, e.g. a colleague) constantly watch the video from cameras in a separate room and during "dates" men go to them for consultations, during which they may be scolded or encouraged to be bolder .

    What is the stake? Of course, money, specifically three thousand zlotys. If at the end of the program the single woman indicates the single man correctly, they both share the amount. Otherwise, the money is won by a couple whose man has been selected.

    Is this rather primitive entertainment? Of course. It doesn't change the fact that watching participants try to play the role of clumsy loners or bold lovers can be quite fun. In addition, a hint of primitive gambling comes into play when the viewer bets on whom the single lady will bet on. So far my effectiveness is 100%!
  • 4 weddings - this is also Polsat's program, based on the British "Four Weddings" licensed under ITV. Four brides take part in the show and invite each other to their weddings. These are subject to evaluation by invited women: each of them can award a maximum of 10 points in each of four categories: "wedding dress", "place and decor", "menu" and "overall experience". Simple mathematics reveals that there are 120 points to collect. The bride who wins the episode, gets twenty-five thousand zlotys, so the prize is considerable.

    This is obviously not a program for everyone and definitely not for those who do not like weddings. However, it so happens that I value them, and as part of "4 weddings" you can look at various solutions used during the ceremony or gather interesting ideas to make the event more attractive. There is also some entertainment in watching the intrigues and bias of the participants - after all, the temptation to cut points for competitors instead of assessing them fairly is very large.
That's why I love TV.
Fortunately, the television also offers formats whose entire idea and implementation method really impresses me and I like them fully. These are programs in which participants must actually demonstrate some skills. So it's easy to choose your favorites and then support them strongly. You can do it in such shows as:
  • Ninja Warrior Polska - it is a pity that Polsat does not pay me any money, because it is another program of this group. It is based on the Japanese format and boils down to the fact that athletic competitors overcome the fancy obstacle course in the shortest possible time. There is a lot of jumping, climbing or pulling up, and a moment of inattention can end up landing in the water. In this way, the participants try to get through the eliminations, then get to the finals and fight for a high cash prize.

    What I really like about "Ninja Warrior Polska" is the fact that it looks very honest. The protagonists of the episode face the same obstacle course, no one assesses them, there is no backstage manipulation or taking someone for pity. Either the competitor manages to overcome the obstacle course with his agility and intelligence, or not. It's zero-one. In addition, time is important, but it is also an objective criterion.

    Of course, this is a television show, so there are plenty of elements such as interviews with participants and their loved ones, video montages with information about them or comments from experts. However, these fragments are short and meaningful, and the struggles are commented on by relatively competent people, that is Łukasz "Juras" Jurkowski (among others, MMA fighter) and Jerzy Mielewski (sports journalist and former volleyball player). As I mentioned, however, these elements are an addition: the most important is the obstacle course and the competitors fighting with it - it's really worth seeing.
  • Forged in Fire - is an American program broadcast on the History channel. The action takes place in a forge, and in each episode four smiths compete with each other. To begin with, they must forge the blade in three hours in accordance with the parameters set by the hosts (e.g. regarding its length and serrating). After this time, the effects of their work are evaluated by the jury and one of the smiths falls off. Others get another three hours to finish the work, correct previous shortcomings, add a hilt and generally change the blade to a fully functional weapon. After this stage, the blacksmiths' work results are tested for sharpness, durability and ease of use. At this point, the next participant leaves the show. The other two are presented with some historically important weapon (e.g. katana, hussar saber or rapier) and they get five days to forge it. After this time, they return to the smithy and present their weapons to the judges. These are also tested and then the jury indicates the winner. He receives the title of a champion and ten thousand dollars in prize.

    What is particularly attractive in "Forged in Fire" is visible competition, but based only on skills. Real professionals take part in the program, but they also sometimes make mistakes, and the slightest stumble can lead to, for example, a broken blade and failure. Of course, the struggles are judged by the jury, so you can not talk about a fully objective result (as in the case of "Ninja Warrior Polska"), but the jury consists of professionals with many years of experience in working with melee weapons, so their choices are usually right. In addition, "Forged in Fire" is a really interesting program, supplementing the struggle with a handful of historical information or curiosities about military items. It is worth getting acquainted with this program.
Not everything is for me.
Of course, the television offer is very wide and probably there are much more programs that will not interest me at all than the exciting ones. It's not only about paradocuments like "Dlaczego ja?", but even about those seemingly focused on competition. Apparently, the idea for them is similar to the ones mentioned above, and yet for some reason they completely do not convince me. An example would be "Shopping Queen", which I also tried to watch for a while some time ago and well... Well this program is definitely not for me. However, if someone is interested, I wish you good fun.

What is probably worth taking from this entry is the conclusion that it is not worth resigning from television yet. It may already be a somewhat anachronistic form of transferring content, but this medium is still a powerful machine, rich in people and money, so many interesting ideas for formats will still appear there in the first place. Just like that. Meanwhile, I'm leaving you with the electronics classic. You can find it above.

That's it. Wash your hands and still wear masks (at least in stores). Have a good week!

niedziela, 31 maja 2020

Dobre? Bo/choć polskie!

Good? Because / although Polish! [No English version today, since this text is related to Polish TV series.]

Wydaje mi się, że swego czasu powszechne było przekonanie, że jeśli seriale, to tylko amerykańskie albo ewentualnie brytyjskie. Wszystko inne to szrot. Oczywiście nie było to nigdy prawdą. Teraz, w dobie streamingu ludzie coraz częściej zdają sobie z tego sprawę i doceniają seriale hiszpańskie, niemieckie czy nawet polskie. Nadal jednak dość często można spotkać się z poglądem, że produkcje telewizyjne z naszego kraju to tylko maczetami.

Raczej nie wchodzę w dyskusje na ten temat, ale zawsze opinie te niemiłosiernie mnie wkurzają. To przecież skrajna głupota. Naprawdę dobrych polskich seriali jest całe mnóstwo i nie ograniczają się do tytułów z ostatnich lat, jak "Ślepnąc od świateł"  czy "Rojst". Poniżej prezentuję zestawienie kilku moich ulubionych polskich seriali. To oczywiście nie jest kompletna lista, ale kolejność na niej nie jest przypadkowa. Przejdźmy do rzeczy:

7. Pitbull (2005-2008)

Tę produkcję niemal na pewno znacie, bo fabuła jest powiązana z głośną serią filmów o tym samym tytule. Pierwszy sezon miał pięć odcinków, drugi dwanaście, a trzeci czternaście i wszystkie opowiadają o perypetiach pracowników Wydziału Zabójstw Komendy Stołecznej Policji,  potem przeniesionych do Wydziału Walki z Terrorem Kryminalnym. Porachunki z gangsterami będące motywem spinającym całą serię pokazano tu naprawdę dynamicznie.

Serial ten to oczywiście pierwsza klasa produkcji kryminalnych, z odpowiednim klimatem i wciągającą fabułą. Tym, co jednak szczególnie wyróżnia "Pitbulla", jest plejada świetnie napisanych i zagranych postaci. Te najbardziej znane to oczywiście groźny Despero, w którego wcielił się Marcin Dorociński i prawy Gebels, odgrywany przez Andrzeja Grabowskiego. Oprócz nich mamy między innymi Krzysztofa Stroińskiego grającego inteligentnego Metyla, skutecznego strzelca Benka, odgrywanego przez Janusza Gajosa, Pawła Królikowskiego w roli Igora, Rafała Mohra jako młodego Nielata, a także Weronikę Rosati, Romę Gąsiorowską czy Michała Żurawskiego. 

Ci bohaterowie razem z towarzyszącymi im innymi charakterystycznymi postaciami tworzą na tyle interesującą mieszankę, że akcję śledzi się z zapartym tchem. Można to zrobić na przykład na vod.tvp.pl.

6. Glina (2003-2008)

Ten serial składający się z dwóch sezonów po kilkanaście odcinków jest chyba gorzej pamiętany niż niektóre z obecnych na tej liście. Wynika to pewnie z bardziej kameralnego charakteru opowieści: barwnych bohaterów jest mniej i po prostu jako policjanci wydziału zabójstwo merytorycznie rozwiązują oni mniej lub bardziej łączące się ze sobą zagadki kryminalne. Jednocześnie też mierzą się ze swoimi prywatnymi problemami. Nie ma tu wielkiej walki pod hasłem "policja kontra gangsterzy".

Jednocześnie klimat tego serialu jest zdecydowanie bardziej mroczny niż na przykład "Pitbulla", co wynika też z brutalnego charakteru wielu zbrodni przedstawianych w kolejnych odcinkach. W tej sytuacji Jerzy Radziwiłowicz w roli posępnego nadkomisarza Andrzeja Gajewskiego odkrywającego kolejne poziomy makabry spisuje się wspaniale, a partnerujący mu Maciej Stuhr, Jacek Braciak i Robert Gonera także trzymają wysoki poziom. Oprócz nich w obsadzie znaleźli się między innymi Sławomir Orzechowski czy Marian Dziędziel.

O tym, że powyższe składa się na naprawdę wciągającą policyjną opowieść, możecie przekonać się także zaglądając na vod.tvp.pl. Serdecznie zachęcam!

5. Belfer (2016-2017)

O tym serialu zapewne słyszeliście, bo po pierwsze jest stosunkowo nowy, a po drugie był dość mocno promowany. Maciej Stuhr wciela się tu w rolę nauczyciela języka polskiego, który próbuje wyjaśnić zagadki kryminalne szkół, w których uczy. Nie ukrywam, że "Belfer" ma swoje wady - choćby wyjaśnienie zagadki z drugiego sezonu uważam za mocno naciągane. Niemniej jednak w ogólnym rozrachunku fabuła jest naprawdę wciągająca, a niektóre sekwencje są wręcz imponujące - nie zdradzając za dużo, odcinek drugiego sezonu w całości opierający się o ucieczkę przed zamachowcem to coś rewelacyjnego.

W obsadzie wrażenie robią też Sebastian Fabijański jako gangster Kuś, Grzegorz Damięcki jako wpływowy biznesmen, Krzysztof Pieczyński w roli lokalnego dziennikarza, Łukasz Simlat grający podejrzanego nauczyciela, Paweł Królikowski i Piotr Głowacki jako miejscowi policjanci, Magdalena Cielecka, Przemysław Bluszcz, Katarzyna Dąbrowska i inni, a z młodszych na przykład Paulina Szostak. To zresztą tylko najważniejsze postacie pierwszego sezonu, z których niewiele pojawia się w drugim. Tam natomiast obserwujemy na przykład Szymona Piotra Warszawskiego w roli oficera CBŚ, a także cały zestaw młodszych aktorów grających uczniów, jak na przykład Zofia Wichłacz, Michalina Łabacz, Damian Kret czy Eliza Rycembel. Siłą rzeczy, ponieważ akcja serialu rozgrywa się w szkole, bohaterów jest sporo. Na szczęście jednak w większości udało się napisać ich w taki sposób, że stają się oryginalni, wiarygnodni i poznajemy ich charaktery nawet nie skupiając się na nich przez zbyt długi czas. 

Gdyby ktoś chciał nadrobić tę produkcję, to zdaje się, że jest dostępna na przykład w player.pl. Jeśli jeszcze jej nie widzieliście, to moim zdaniem warto to zrobić.

4. Zbrodnia (2014-2015)

To dużo bardziej kameralna opowieść, składająca się z dwóch sezonów po trzy odcinki i wyprodukowana przez AXN. Fabuła opiera się o śledztwo w sprawie morderstw, do których dochodzi na Półwyspie Helskim. W zasadzie te kilka ostatnich słów wyjaśnia, dlaczego ten serial jest tak dobry. Po pierwsze intryga jest naprawdę interesująca i robi mocne wrażenie na odbiorcy. To zabójstwa, a nie kradzieże rowerów i winni muszą zostać znalezieni. Po drugie, lokalizacja jest nie do podrobienia. Najbardziej charakterystyczny z polskich półwyspów jest bardzo klimatycznym miejscem akcji. Piękne nadmorskie ujęcia, chłód wybrzeża czy wrażenie pustki i kameralności, powodowane między innymi tym, że na Helu jest tylko jedna główna droga naprawdę służą serialowi.

Podobnie jak przy wcześniejszych pozycjach, tu także obsada jest kolejnym mocnym punktem produkcji. Prym wiodą Wojciech Zieliński i Joanna Kulig w rolach policjantów pracujących nad sprawą. Są skupieni na śledztwie, a mniej na swoich prywatnych sprawach, które jednak w jakiś sposób też wypływają. Poza nimi pojawiają się tu między innymi Dorota Kolak, Aleksandra Popławska, Magdalena Boczarska i Radosław Pazura. W zasadzie każda osoba z obsady w krótkim czasie zdołała wykreować wiarygodną i interesującą postać z własnymi motywami i podejmowanymi działaniami. 

Naprawdę polecam obejrzenie "Zbrodni". Tym bardziej, że można to teraz zrobić na Netfliksie, więc w zasadzie wystarczy kliknąć.

Pora na przejście do podium...


3. 07 zgłoś się (1976-1987)

Oto prawdziwy klasyk polskiej telewizji! Żywy dowód na to, że Polacy też potrafią, a nawet potrafili kiedyś. Bronisław Cieślak przez dwadzieścia jeden odcinków wcielał się w rolę porucznika Sławomira Borewicza (kod wywoławczy: 07), niezwykle skutecznego śledczego Milicji Obywatelskiej. W swojej karierze zajmował się zabójstwami, kradzieżami, szantażami - całym spektrum możliwych przestępstw. Jednocześnie zawsze dobrze się prezentował czy potrafił uwieść. Imponował.

Czy ten serial był narzędziem propagandy? Oczywiście. Czy to w czymś przeszkadza? Nieszczególnie. Intrygi prezentowane w poszczególnych odcinkach były naprawdę interesujące, a niektóre wybijają się szczególnie. Doskonale pamiętam na przykład odcinek "Zamknąć za sobą drzwi", gdzie Piotr Fronczewski gra gościnnie emerytowanego policjanta z Nowego Jorku. To po prostu fabularna perełka. 

Oprócz powyższego "07 zgłoś się" można oglądać jako swoiste przypomnienie dawnych czasów (dla starszych) albo lekcję historii (dla młodszych). Poza tym jednak zdecydowałem się umieścić ten serial na niniejszej liście, w dodatku tak wysoko, bo bez niego mogłyby nie powstać inne tu wymienione. Pewnie, można się inspirować zagranicą, ale produkcja opisująca przygody słynnego porucznika dobitnie pokazała, że można i w naszych realiach.

2. OficerOficerowie oraz Trzeci oficer (2004-2008)

To absolutnie jedna z moich najbardziej ukochanych polskich produkcji. Pozornie trzy osobne seriale składają się tak naprawdę na jedną, choć nie bardzo mocno powiązaną fabułę i opisują pracę CBŚ i wywiadu. Każdy z nich ma wyraźną, osobną oś fabularną. Mamy tu porachunki gangsterskie i infiltrację szeregów przestępców, porwania, przekręty i brutalne przejęcia majątków, a także terrorystów. Nie brakuje też skorumpowanych przedstawicieli władzy i organów ścigania.

W "Oficerze" i "Trzecim oficerze" w główną rolę wciela się Borys Szyc, który gra oraz gra, że gra i jest to swoiste "one man show". Nawet jeśli ktoś nie przepada za tym aktorem, to uważam, że w tym przypadku naprawdę warto dać mu szansę. W "Oficerach" natomiast jako główni bohaterowie wspólnie błyszczą Katarzyna Cynke i Cezary Pazura. Oprócz nich przez trzy sezony przewijają się takie tuzy polskiego aktorstwa jak Jacek Braciak, Eryk Lubos, Krzysztof Globisz, Maciej Kozłowski, Jan Frycz, Andrzej Chyra czy Marian Dziędziel. Listę można zresztą rozwijać: Tamara Arciuch, Wojciech Solarz, Robert Więckiewicz, Magdalena Różczka, Magdalena Cielecka, Jan Englert, Marcin Perchuć, Bartłomiej Topa, Przemysław Bluszcz, Mirosław Zbrojewicz czy Tomasz Dedek. Na tym zakończę, ale można by jeszcze dopisywać kolejne nazwiska. Ach, jest jeszcze Paweł Małaszyński w roli Granta. Wiem, że nie jest to najbardziej ukochany polski aktor, ale jako główny antagonista w pierwszym serialu, a potem swoisty cień unoszący się nad bohaterami wypada naprawdę wiarygodnie.

Nie chcę zdradzać dużo więcej, bo główną zaletą tej produkcji są właśnie zwroty akcji, nieszablonowa fabuła i znakomicie odgrywane reakcje bohaterów na zdarzenia. Jeśli więc nie widzieliście jeszcze tych trzech seriali, to naprawdę koniecznie je nadróbcie. To także możecie zrobić na vod.tvp.pl

1. Ekipa (2007)

Długo wahałem się między miejscem pierwszym i drugim, ale ostatecznie uznałem, że to "Ekipa" zasługuje na to miesjce. Wynika to z jednego prostego powodu: w polskich realiach to produkcja jedyna w swoim rodzaju. Oto political fiction, przedstawiające pracę polskiego rządu jako grupy profesjonalistów, którym zależy na dobru kraju. Nie może być inaczej, jeżeli nagle premierem ma zostać niezaangażowany politycznie wykładowca ekonomii z Zamościa. 

"Ekipa" jest fantastycznie napisana. Bohaterowie mierzą się z ponadprzeciętną ilością kryzysów bezpieczeństwa, biznesmenami dążącymi do monopolu, obywatelami protestującymi przed utratą pracy i całym spektrum innych zagrożeń, a także z polityką samą w sobie i swoimi oponentami w tym zakresie. Marcin Perchuć w roli idealisty wkraczającego do polityki to klasa sama w sobie, ale mogłoby tak nie być, gdyby nie jako znakomici partnerzy na ekranie. Wśród nich znaleźli się między innymi Krzysztof Stroiński w roli szefa Kancelarii Premiera, Katarzyna Herman jako szefowa gabinetu politycznego, Janusz Gajos grający byłego premiera, Andrzej Seweryn wcielający się w prezydenta, Rafał Maćkowiak w roli rzecznika prasowego, a także Agnieszka Grochowska, Marek Kalita, Marcin Bosak, Marcin Dorociński czy Michał Żurawski. 

Podobnie jak przy poprzedniej pozycji, wolę nie zdradzać dużo więcej, bo tym przyjemniej ogląda się ten serial, gdy kolejne wyzwania zaskakują nas tak samo jak bohaterów. Dodam tylko, że poza opisanymi powyżej kwestiami serial dobitnie pokazuje jak praca na szczeblu rządowym wpływa na życie prywatne - wieczne zaskoczenia, konieczności jechania gdzieś nie wiadomo po co, nieplanowane spotkania i wysoki poziom stresu odbijają się także na rodzinach bohaterów. To wszystko możecie zobaczyć sami, choćby na ipla.tv.


To by było na tyle. Gwoli podsumowania warto się zastanowić, co łączy wymienione powyżej pozycje. Jaki mają wspólny mianownik? Nietrudno zgadnąć, że chodzi o to, że niemal wszystkie te produkcje to seriale kryminalne, a jeśli nawet nie, to chociaż sensacyjne. Zastanawiam się, czy to kwestia mnie i tego, że zwracam uwagę głównie na takie produkcje? A może życie w Polsce z jakiegoś powodu sprawia, że opowieści o marazmie, zbrodni, poczuciu jałowości czy trudnościach dnia codziennego udają się polskim twórcom wyjątkowo dobrze? Oczywiście jest tu miejsce na optymizm, ale raczej ostrożny, stonowany. Prawda leży pewnie gdzieś pośrodku, łącząc obie te teorie.

Chciałem też jeszcze raz podkreślić, że nie jest to kompletna lista. Mógłbym dopisać do niej choćby "Paradoks", "Prokuratora" czy "Rojst", ale postanowiłem gdzieś postawić kreskę. To były produkcje, które naprawdę mi się podobały, ale brakowało im jakiegoś nadzwyczajnego wyróżnika (choć warstwa wizualna w "Rojście" to nadal majstersztyk). 

Poza tym nie ma tu na przykład "Odwróconych", "Watahy" czy "Paktu", ponieważ nie widziałem jeszcze wszystkich sezonów lub kontynuacji tych seriali, co nie zmienia faktu, że na tyle, na ile zdołałem zobaczyć, to fantastyczne rzeczy.  Z oczywistych względów nie ma tu też seriali, których mimo najszczerszych chęci jeszcze w ogóle nie widziałem, jak choćby "Ślepnąc od świateł". Mam nadzieję, że uda mi się je nadrobić i może wtedy przyjdzie pora na kolejny taki tekst, ale z dopiskiem vol. 2. Szczerze na to liczę i chętnie przyjmę Wasze propozycje takich seriali. Jeśli je macie, napiszcie proszę w komentarzu.

Teraz to już naprawdę wszystko. Zostawiam Was z przepiękną, hipnotyzującą piosenką. O, taką:


Trzymajcie się ciepło. Myjcie często ręce. Dobrego wieczoru i tygodnia!

niedziela, 12 maja 2019

Zaćwierkaj wiadomość.

Tweet a news. [English version below.]

Ostatnio założyłem Twittera. Nie, wróć! Ostatnio odgrzebałem moje konto na Twitterze, założone dawno temu i w ogóle nie używane, odkurzyłem je miotełką, nieco odświeżyłem i jest. Teraz rozglądam się tam z pewną taką nieśmiałością, przeglądam możliwości, sprawdzam jakie osoby i strony warto obserwować itd. Coś też sam napisałem, ale póki co bardziej na rozgrzewkę niż serio. Można mnie znaleźć pod linkiem: https://twitter.com/DenysJedyny.

Tak naprawdę jednak, chociaż format króciutkiego wpisu jest dla mnie kuszący, skupiłem na Twitterze swoją uwagę wcale nie po to, żeby dużo tam publikować. Bardziej chcę czytać, a konkretniej: pozyskiwać wiadomości.

Takie statystyki na początek.

Nie oglądam programów informacyjnych w telewizji (głównie dlatego, że nie mam na to czasu, ale też dlatego, że nie posiadam telewizora). Czasem czytam jeden tygodnik, gdy akurat mam chwilę i uda mi się go podebrać ojcu. Zdarza mi się zaglądać na portale informacyjne, ale głównie przy okazji - w autobusie czy pociągu, czekając na windę, stojąc gdzieś w kolejce itd. 

W efekcie za najwygodniejsze dla mnie narzędzie pozyskiwania informacji o tym, co dzieje się na świecie, już dawno temu uznałem media społecznościowe. Wiadomości wyświetlają mi się tam pomiędzy statusami moich znajomych, tworząc oryginalny miks prywatno-ogólny. Widzę też od razu komentarze i reakcje ludzi. W bardzo prosty sposób mogę wejść z kimś w dyskusję, jeśli zechcę, a jednocześnie jestem w stanie od razu sprawdzić, kim jest ta druga osoba. Przeglądając inne wpisy publikujących mogę bardzo szybko zrozumieć ich poglądy i kontekst danej wypowiedzi. Widzę też, z jakimi reakcjami spotykają się różne treści.

Oczywiście wykorzystywanie mediów społecznościowych w ten sposób jest obarczone pewnego rodzaju ryzykiem. Pisałem o tym w tekście Życie w bańce. To, że sami wybieramy osoby, które obserwujemy, oznacza, że dostarczane nam informacje mogą nieprecyzyjnie odzwierciedlać stan faktyczny, a tym bardziej pełen przekrój poglądów społeczeństwa. Z drugiej strony jednak wybór tylko jednej konkretnej stacji telewizyjnej zapewne jeszcze bardziej zniekształcałby obraz rzeczywistości. 

Może więc mimo wszystko media społecznościowe są bardziej wiarygodne? Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie i tak w celu pozyskania informacji o wydarzeniach posiłkowałem się ostatnio głównie nimi. Zresztą, postawmy sprawę jasno: chodziło głównie o Facebooka, bo Snapchat czy Instagram raczej nie pełnią funkcji nośnika informacji powszechnie istotnych. Ah, jest jeszcze LinkedIn, ale to już głównie wiadomości gospodarcze, Zresztą tam zaglądam rzadziej, na ogół w konkretnym celu. 

Doszedłem jednak do wniosku, że Facebook to za mało. Właśnie w ten sposób dochodzimy do Twittera. Tu tych wiadomości może być i jest więcej. Tu cały układ portalu jest zaprojektowany w ten sposób, by skupić się na wieściach. Dlatego właśnie zamierzam korzystać z tego medium. Co sądzicie? Pozyskujecie informacje przez media społecznościowe? A może uważacie to za niepraktyczne? Dajcie znać.

Utwór na dziś nie jest związany z mediami społecznościowymi ani wiadomościami. Jest za to ważny (i piękny):


Dobrego popołudnia i tygodnia!

P S Zapewne jednak od czasu do czasu będę na tym moim Twitterze publikował coś, co będzie próbowało być mądre lub zabawne i może czasami się uda. Zachęcam więc do obserwowania.

ENG:

I have recently launched my Twitter. No, wait! Recently, I have dug out my Twitter account, created a long time ago and not used at all, I vacuumed it with a brush, I refreshed it a bit. Now I look there with some kind of shyness, look through the possibilities, check which people and sites are worth watching, etc. I've also written something, but it is rather the warm up than writing for serious. You can find me at the link: https://twitter.com/DenysJedyny.

In fact, although the format of a short entry is tempting me, I did not focus my attention on Twitter to publish a lot. I would rather read, more specifically: acquire news.

I do not watch TV news programs (mainly because I do not have time for it, but also because I do not have a TV). Sometimes I read one weekly newspaper when I have just a moment and I can get it from my father. I scroll news portals, but usually by the way - on a bus or train, waiting for the elevator, standing somewhere in the queue, etc.

As a result, long time ago I recognized social media as the most convenient tool for me to obtain information about what is happening in the world. News are displayed there between my friends' statuses, creating an original private-general mix. I also see comments and reactions from people right away. In a very simple way, I can enter into a discussion with someone if I want, and at the same time I am able to immediately find out who the other person is. By browsing other posts of the authors, I can quickly understand their views and the context of a given statement. I also see what reactions the various contents meet.

Of course, the use of social media in this way is burdened with some kind of risk. I wrote about it in the text Life in a bubble. The fact that we select the people we are observing means that the information provided to us may be unsufficient to reflect the actual state, let alone the full cross-section of the views of the society. On the other hand, however, the choice of only one particular TV station would probably distort the picture of reality even more.

So maybe social media are more reliable after all? Regardless of the answer to this question, in order to obtain information about events worldwide, I have recently been using mainly them. OK, let's make it clear: it was Facebook above others, because Snapchat or Instagram do not work well as a medium of generally relevant information. Ah, there is also LinkedIn, but there are mainly economic news, Anyway, I visit it more rarely, usually for a specific purpose.

However, I came to the conclusion that Facebook is not enough. That's how we get to Twitter. Here, there can be and is more news than on Zuckerberg's portal. Here, the entire layout of the portal is designed to focus on news. That is why I intend to use this medium. What do you think? Do you get information through social media? Or do you consider it impractical? Let me know.

The song for today is not related to social media or news. However, it is important (and beautiful). You can find it above and you should also look for a translation.

Have a good afternoon and week!

P S Besides everything I wrote above, probably from time to time I will be publishing something on Twitter that will try to be wise or fun and maybe sometimes it will be. So I encourage you to observe me.