Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozrywka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozrywka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 maja 2020

Dobre? Bo/choć polskie!

Good? Because / although Polish! [No English version today, since this text is related to Polish TV series.]

Wydaje mi się, że swego czasu powszechne było przekonanie, że jeśli seriale, to tylko amerykańskie albo ewentualnie brytyjskie. Wszystko inne to szrot. Oczywiście nie było to nigdy prawdą. Teraz, w dobie streamingu ludzie coraz częściej zdają sobie z tego sprawę i doceniają seriale hiszpańskie, niemieckie czy nawet polskie. Nadal jednak dość często można spotkać się z poglądem, że produkcje telewizyjne z naszego kraju to tylko maczetami.

Raczej nie wchodzę w dyskusje na ten temat, ale zawsze opinie te niemiłosiernie mnie wkurzają. To przecież skrajna głupota. Naprawdę dobrych polskich seriali jest całe mnóstwo i nie ograniczają się do tytułów z ostatnich lat, jak "Ślepnąc od świateł"  czy "Rojst". Poniżej prezentuję zestawienie kilku moich ulubionych polskich seriali. To oczywiście nie jest kompletna lista, ale kolejność na niej nie jest przypadkowa. Przejdźmy do rzeczy:

7. Pitbull (2005-2008)

Tę produkcję niemal na pewno znacie, bo fabuła jest powiązana z głośną serią filmów o tym samym tytule. Pierwszy sezon miał pięć odcinków, drugi dwanaście, a trzeci czternaście i wszystkie opowiadają o perypetiach pracowników Wydziału Zabójstw Komendy Stołecznej Policji,  potem przeniesionych do Wydziału Walki z Terrorem Kryminalnym. Porachunki z gangsterami będące motywem spinającym całą serię pokazano tu naprawdę dynamicznie.

Serial ten to oczywiście pierwsza klasa produkcji kryminalnych, z odpowiednim klimatem i wciągającą fabułą. Tym, co jednak szczególnie wyróżnia "Pitbulla", jest plejada świetnie napisanych i zagranych postaci. Te najbardziej znane to oczywiście groźny Despero, w którego wcielił się Marcin Dorociński i prawy Gebels, odgrywany przez Andrzeja Grabowskiego. Oprócz nich mamy między innymi Krzysztofa Stroińskiego grającego inteligentnego Metyla, skutecznego strzelca Benka, odgrywanego przez Janusza Gajosa, Pawła Królikowskiego w roli Igora, Rafała Mohra jako młodego Nielata, a także Weronikę Rosati, Romę Gąsiorowską czy Michała Żurawskiego. 

Ci bohaterowie razem z towarzyszącymi im innymi charakterystycznymi postaciami tworzą na tyle interesującą mieszankę, że akcję śledzi się z zapartym tchem. Można to zrobić na przykład na vod.tvp.pl.

6. Glina (2003-2008)

Ten serial składający się z dwóch sezonów po kilkanaście odcinków jest chyba gorzej pamiętany niż niektóre z obecnych na tej liście. Wynika to pewnie z bardziej kameralnego charakteru opowieści: barwnych bohaterów jest mniej i po prostu jako policjanci wydziału zabójstwo merytorycznie rozwiązują oni mniej lub bardziej łączące się ze sobą zagadki kryminalne. Jednocześnie też mierzą się ze swoimi prywatnymi problemami. Nie ma tu wielkiej walki pod hasłem "policja kontra gangsterzy".

Jednocześnie klimat tego serialu jest zdecydowanie bardziej mroczny niż na przykład "Pitbulla", co wynika też z brutalnego charakteru wielu zbrodni przedstawianych w kolejnych odcinkach. W tej sytuacji Jerzy Radziwiłowicz w roli posępnego nadkomisarza Andrzeja Gajewskiego odkrywającego kolejne poziomy makabry spisuje się wspaniale, a partnerujący mu Maciej Stuhr, Jacek Braciak i Robert Gonera także trzymają wysoki poziom. Oprócz nich w obsadzie znaleźli się między innymi Sławomir Orzechowski czy Marian Dziędziel.

O tym, że powyższe składa się na naprawdę wciągającą policyjną opowieść, możecie przekonać się także zaglądając na vod.tvp.pl. Serdecznie zachęcam!

5. Belfer (2016-2017)

O tym serialu zapewne słyszeliście, bo po pierwsze jest stosunkowo nowy, a po drugie był dość mocno promowany. Maciej Stuhr wciela się tu w rolę nauczyciela języka polskiego, który próbuje wyjaśnić zagadki kryminalne szkół, w których uczy. Nie ukrywam, że "Belfer" ma swoje wady - choćby wyjaśnienie zagadki z drugiego sezonu uważam za mocno naciągane. Niemniej jednak w ogólnym rozrachunku fabuła jest naprawdę wciągająca, a niektóre sekwencje są wręcz imponujące - nie zdradzając za dużo, odcinek drugiego sezonu w całości opierający się o ucieczkę przed zamachowcem to coś rewelacyjnego.

W obsadzie wrażenie robią też Sebastian Fabijański jako gangster Kuś, Grzegorz Damięcki jako wpływowy biznesmen, Krzysztof Pieczyński w roli lokalnego dziennikarza, Łukasz Simlat grający podejrzanego nauczyciela, Paweł Królikowski i Piotr Głowacki jako miejscowi policjanci, Magdalena Cielecka, Przemysław Bluszcz, Katarzyna Dąbrowska i inni, a z młodszych na przykład Paulina Szostak. To zresztą tylko najważniejsze postacie pierwszego sezonu, z których niewiele pojawia się w drugim. Tam natomiast obserwujemy na przykład Szymona Piotra Warszawskiego w roli oficera CBŚ, a także cały zestaw młodszych aktorów grających uczniów, jak na przykład Zofia Wichłacz, Michalina Łabacz, Damian Kret czy Eliza Rycembel. Siłą rzeczy, ponieważ akcja serialu rozgrywa się w szkole, bohaterów jest sporo. Na szczęście jednak w większości udało się napisać ich w taki sposób, że stają się oryginalni, wiarygnodni i poznajemy ich charaktery nawet nie skupiając się na nich przez zbyt długi czas. 

Gdyby ktoś chciał nadrobić tę produkcję, to zdaje się, że jest dostępna na przykład w player.pl. Jeśli jeszcze jej nie widzieliście, to moim zdaniem warto to zrobić.

4. Zbrodnia (2014-2015)

To dużo bardziej kameralna opowieść, składająca się z dwóch sezonów po trzy odcinki i wyprodukowana przez AXN. Fabuła opiera się o śledztwo w sprawie morderstw, do których dochodzi na Półwyspie Helskim. W zasadzie te kilka ostatnich słów wyjaśnia, dlaczego ten serial jest tak dobry. Po pierwsze intryga jest naprawdę interesująca i robi mocne wrażenie na odbiorcy. To zabójstwa, a nie kradzieże rowerów i winni muszą zostać znalezieni. Po drugie, lokalizacja jest nie do podrobienia. Najbardziej charakterystyczny z polskich półwyspów jest bardzo klimatycznym miejscem akcji. Piękne nadmorskie ujęcia, chłód wybrzeża czy wrażenie pustki i kameralności, powodowane między innymi tym, że na Helu jest tylko jedna główna droga naprawdę służą serialowi.

Podobnie jak przy wcześniejszych pozycjach, tu także obsada jest kolejnym mocnym punktem produkcji. Prym wiodą Wojciech Zieliński i Joanna Kulig w rolach policjantów pracujących nad sprawą. Są skupieni na śledztwie, a mniej na swoich prywatnych sprawach, które jednak w jakiś sposób też wypływają. Poza nimi pojawiają się tu między innymi Dorota Kolak, Aleksandra Popławska, Magdalena Boczarska i Radosław Pazura. W zasadzie każda osoba z obsady w krótkim czasie zdołała wykreować wiarygodną i interesującą postać z własnymi motywami i podejmowanymi działaniami. 

Naprawdę polecam obejrzenie "Zbrodni". Tym bardziej, że można to teraz zrobić na Netfliksie, więc w zasadzie wystarczy kliknąć.

Pora na przejście do podium...


3. 07 zgłoś się (1976-1987)

Oto prawdziwy klasyk polskiej telewizji! Żywy dowód na to, że Polacy też potrafią, a nawet potrafili kiedyś. Bronisław Cieślak przez dwadzieścia jeden odcinków wcielał się w rolę porucznika Sławomira Borewicza (kod wywoławczy: 07), niezwykle skutecznego śledczego Milicji Obywatelskiej. W swojej karierze zajmował się zabójstwami, kradzieżami, szantażami - całym spektrum możliwych przestępstw. Jednocześnie zawsze dobrze się prezentował czy potrafił uwieść. Imponował.

Czy ten serial był narzędziem propagandy? Oczywiście. Czy to w czymś przeszkadza? Nieszczególnie. Intrygi prezentowane w poszczególnych odcinkach były naprawdę interesujące, a niektóre wybijają się szczególnie. Doskonale pamiętam na przykład odcinek "Zamknąć za sobą drzwi", gdzie Piotr Fronczewski gra gościnnie emerytowanego policjanta z Nowego Jorku. To po prostu fabularna perełka. 

Oprócz powyższego "07 zgłoś się" można oglądać jako swoiste przypomnienie dawnych czasów (dla starszych) albo lekcję historii (dla młodszych). Poza tym jednak zdecydowałem się umieścić ten serial na niniejszej liście, w dodatku tak wysoko, bo bez niego mogłyby nie powstać inne tu wymienione. Pewnie, można się inspirować zagranicą, ale produkcja opisująca przygody słynnego porucznika dobitnie pokazała, że można i w naszych realiach.

2. OficerOficerowie oraz Trzeci oficer (2004-2008)

To absolutnie jedna z moich najbardziej ukochanych polskich produkcji. Pozornie trzy osobne seriale składają się tak naprawdę na jedną, choć nie bardzo mocno powiązaną fabułę i opisują pracę CBŚ i wywiadu. Każdy z nich ma wyraźną, osobną oś fabularną. Mamy tu porachunki gangsterskie i infiltrację szeregów przestępców, porwania, przekręty i brutalne przejęcia majątków, a także terrorystów. Nie brakuje też skorumpowanych przedstawicieli władzy i organów ścigania.

W "Oficerze" i "Trzecim oficerze" w główną rolę wciela się Borys Szyc, który gra oraz gra, że gra i jest to swoiste "one man show". Nawet jeśli ktoś nie przepada za tym aktorem, to uważam, że w tym przypadku naprawdę warto dać mu szansę. W "Oficerach" natomiast jako główni bohaterowie wspólnie błyszczą Katarzyna Cynke i Cezary Pazura. Oprócz nich przez trzy sezony przewijają się takie tuzy polskiego aktorstwa jak Jacek Braciak, Eryk Lubos, Krzysztof Globisz, Maciej Kozłowski, Jan Frycz, Andrzej Chyra czy Marian Dziędziel. Listę można zresztą rozwijać: Tamara Arciuch, Wojciech Solarz, Robert Więckiewicz, Magdalena Różczka, Magdalena Cielecka, Jan Englert, Marcin Perchuć, Bartłomiej Topa, Przemysław Bluszcz, Mirosław Zbrojewicz czy Tomasz Dedek. Na tym zakończę, ale można by jeszcze dopisywać kolejne nazwiska. Ach, jest jeszcze Paweł Małaszyński w roli Granta. Wiem, że nie jest to najbardziej ukochany polski aktor, ale jako główny antagonista w pierwszym serialu, a potem swoisty cień unoszący się nad bohaterami wypada naprawdę wiarygodnie.

Nie chcę zdradzać dużo więcej, bo główną zaletą tej produkcji są właśnie zwroty akcji, nieszablonowa fabuła i znakomicie odgrywane reakcje bohaterów na zdarzenia. Jeśli więc nie widzieliście jeszcze tych trzech seriali, to naprawdę koniecznie je nadróbcie. To także możecie zrobić na vod.tvp.pl

1. Ekipa (2007)

Długo wahałem się między miejscem pierwszym i drugim, ale ostatecznie uznałem, że to "Ekipa" zasługuje na to miesjce. Wynika to z jednego prostego powodu: w polskich realiach to produkcja jedyna w swoim rodzaju. Oto political fiction, przedstawiające pracę polskiego rządu jako grupy profesjonalistów, którym zależy na dobru kraju. Nie może być inaczej, jeżeli nagle premierem ma zostać niezaangażowany politycznie wykładowca ekonomii z Zamościa. 

"Ekipa" jest fantastycznie napisana. Bohaterowie mierzą się z ponadprzeciętną ilością kryzysów bezpieczeństwa, biznesmenami dążącymi do monopolu, obywatelami protestującymi przed utratą pracy i całym spektrum innych zagrożeń, a także z polityką samą w sobie i swoimi oponentami w tym zakresie. Marcin Perchuć w roli idealisty wkraczającego do polityki to klasa sama w sobie, ale mogłoby tak nie być, gdyby nie jako znakomici partnerzy na ekranie. Wśród nich znaleźli się między innymi Krzysztof Stroiński w roli szefa Kancelarii Premiera, Katarzyna Herman jako szefowa gabinetu politycznego, Janusz Gajos grający byłego premiera, Andrzej Seweryn wcielający się w prezydenta, Rafał Maćkowiak w roli rzecznika prasowego, a także Agnieszka Grochowska, Marek Kalita, Marcin Bosak, Marcin Dorociński czy Michał Żurawski. 

Podobnie jak przy poprzedniej pozycji, wolę nie zdradzać dużo więcej, bo tym przyjemniej ogląda się ten serial, gdy kolejne wyzwania zaskakują nas tak samo jak bohaterów. Dodam tylko, że poza opisanymi powyżej kwestiami serial dobitnie pokazuje jak praca na szczeblu rządowym wpływa na życie prywatne - wieczne zaskoczenia, konieczności jechania gdzieś nie wiadomo po co, nieplanowane spotkania i wysoki poziom stresu odbijają się także na rodzinach bohaterów. To wszystko możecie zobaczyć sami, choćby na ipla.tv.


To by było na tyle. Gwoli podsumowania warto się zastanowić, co łączy wymienione powyżej pozycje. Jaki mają wspólny mianownik? Nietrudno zgadnąć, że chodzi o to, że niemal wszystkie te produkcje to seriale kryminalne, a jeśli nawet nie, to chociaż sensacyjne. Zastanawiam się, czy to kwestia mnie i tego, że zwracam uwagę głównie na takie produkcje? A może życie w Polsce z jakiegoś powodu sprawia, że opowieści o marazmie, zbrodni, poczuciu jałowości czy trudnościach dnia codziennego udają się polskim twórcom wyjątkowo dobrze? Oczywiście jest tu miejsce na optymizm, ale raczej ostrożny, stonowany. Prawda leży pewnie gdzieś pośrodku, łącząc obie te teorie.

Chciałem też jeszcze raz podkreślić, że nie jest to kompletna lista. Mógłbym dopisać do niej choćby "Paradoks", "Prokuratora" czy "Rojst", ale postanowiłem gdzieś postawić kreskę. To były produkcje, które naprawdę mi się podobały, ale brakowało im jakiegoś nadzwyczajnego wyróżnika (choć warstwa wizualna w "Rojście" to nadal majstersztyk). 

Poza tym nie ma tu na przykład "Odwróconych", "Watahy" czy "Paktu", ponieważ nie widziałem jeszcze wszystkich sezonów lub kontynuacji tych seriali, co nie zmienia faktu, że na tyle, na ile zdołałem zobaczyć, to fantastyczne rzeczy.  Z oczywistych względów nie ma tu też seriali, których mimo najszczerszych chęci jeszcze w ogóle nie widziałem, jak choćby "Ślepnąc od świateł". Mam nadzieję, że uda mi się je nadrobić i może wtedy przyjdzie pora na kolejny taki tekst, ale z dopiskiem vol. 2. Szczerze na to liczę i chętnie przyjmę Wasze propozycje takich seriali. Jeśli je macie, napiszcie proszę w komentarzu.

Teraz to już naprawdę wszystko. Zostawiam Was z przepiękną, hipnotyzującą piosenką. O, taką:


Trzymajcie się ciepło. Myjcie często ręce. Dobrego wieczoru i tygodnia!

niedziela, 19 kwietnia 2020

Niekochane filmy.

Unloved movies. [No English version, since main part of this text relates to Polish movies and pop culture references. If you would like to read it anyway, let me know.]

Czasami mam takie wrażenie, że mój gust filmowy i ogólnie przyjęty mainstreamowy konsensus to dwie krzywe, które owszem, czasem się przecinają, ale zdarza się to niezmiernie rzadko. I cóż, nie chodzi o jakiekolwiek przechwalanie się, jaki to jestem alternatywny i nieszablonowy, ale o zwyczajne zdziwienie na zasadzie "Ale jak to, naprawdę uważacie, że to było złe?".

Panie i panowie, ladies and gentlemen, Damen und Herren, poniżej przedstawiam zestawienie pięciu filmów, które cieszą się nienajlepszą sławą, a moim zdaniem naprawdę warto dać im szansę i wyjaśniam dlaczego. Uszeregowałem je od najwyższej do najniższej oceny na Filmwebie (w skali 1-10), żeby mieć jakikolwiek punkt odniesienia do wspomnianego konsensusu, a wybrałem polski portal, ponieważ większość tych filmów pochodzi jednak z naszego kraju.

3... 2... 1... Zacznijmy!

5. Nie zadzieraj z fryzjerem (2008, 6,2 na Filmwebie)

Ten film nieco odróżnia się od innych tu wymienionych: nie jest polski i ma wyraźnie lepszą ocenę od pozostałych. Postanowiłem go jednak umieścić na tej liście, bo przy ostatniej rozmowie z żoną i szwagrem na temat tej produkcji brzmieli oni, jakby była to najgorsza rzecz na świecie.


Czy to po prostu kolejna komedia z Adamem Sandlerem? Można by rzec: nie, bo ta jest jeszcze głupsza. Fabuła opiera się na tym, że izraelski superkomandos marzy o byciu fryzjerem, toteż pozoruje własną śmierć i ucieka do Ameryki. Jednak nie jest w stanie tak łatwo odciąć się od swojej przeszłości... Do tego dorzućcie stertę dowcipów, z których większość opiera się na seksie i pozornie macie pełen obraz.

Póki co nie wygląda, jakbym Was zachęcał, prawda? Okej, pora zacząć. Humor w tym filmie, choć niewyszukany, to jednak działa. Spora część scen jest tak pokręcona, że aż bawi. Jeśli do tego jest się w tym czasie pod wpływem alkoholu, to nie może być lepszego połączenia. Tak naprawdę jednak pod płaszczykiem prymitywnej rozrywki film ten zawiera kilka całkiem ważnych rzeczy: przede wszystkim opowiada on o podążaniu za własnymi marzeniami, niezależnie od tego co mówią inni i jak bardzo by z tego drwili. Dotyczy to nie tylko głównego bohatera. Oprócz tego dochodzi tutaj wątek konfliktu między dwoma społecznościami: żydowską i palestyńską. Oczywiście nie jest on przedstawiony zanadto poważnie, ale jednak stanowi istotną przeszkodę na drodze bohaterów w osiąganiu swoich celów i komplikuje nieodzowny wątek romantyczny, który nie jest wcale najgorzej napisany.

W skrócie: to oczywiście nie jest film wybitny, ale może dostarczyć potrzebną czasami dawkę niezbyt ambitnego humoru, a jednocześnie niesie ze sobą niegłupie przesłanie. Sprawdźcie do piwka albo wódeczki.

4. Weekend (2010, 4,8 na Filmwebie)

Nieudana próba stworzenia komedii gangsterskiej? Widzę to zupełenie inaczej. Film Cezarego Pazury traktuję jako wspaniały pastisz tworów mających kilka (do dziesięciu) lat więcej, takich jak "Chłopaki nie płaczą" i pokrewne. Mamy więc dwóch gangsterów, wokół których kręci się akcja filmu, a oprócz tego całą plejadę innych przestępców, mniej lub bardziej kompetentnych oraz skorumpowanego gliniarza (w tej roli Jan Frycz) i innych bohaterów. Poza tym warto zwrócić uwagę na Tomasza Tyndyka jako Johnny'ego, Pawła Wilczaka grającego Normana czy Michała Lewandowskiego w roli Guli (tj. tego z dwóch głównych bohaterów, którego nie gra Małaszyński). Mimo tego, że minęło już sporo czasu od ostatniego razu, gdy oglądałem ten film, to znaczną część gagów nadal pamiętam: "Panie Normanie", "big deal" czy konflikt Gula-Johnny to pierwsze, które przychodzą mi do głowy.


 To oczywiście nie jest znakomite dzieło, ale bardzo dobrze odwzorowuje poczucie humoru polskich komedii gangsterskich z samego początku XXI wieku. Dzięki temu gagi bawią same w sobie, ale też jako nawiązanie do rzeczy starszych. Warto dać szansę tej produkcji!

3. Facet (nie)potrzebny od zaraz (2014, 4,7 na Filmwebie)

Ten film sklasyfikowano jako komedię romantyczną. Czy słusznie? Po prześledzeniu fabuły łatwo można się zorientować, że nie, ale wolę nie zdradzać szczegółów. Początek jednak na to wskazuje, bowiem akcja zaczyna się od tego, że główną bohaterkę trafia piorun i po tym zdarzeniu postanawia ona poukładać swoje życie, a w tym celu spotkać się ze swoimi dotychczasowymi partnerami. Tak naprawdę jednak ważnym wątkiem filmu jest podążanie za marzeniami. Po prostu. Fabuła naprawdę mnie kupiła, ale do tego jeszcze dochodzi obsada, a w niej między innymi Joasia Kulig jeszcze przed eksplozją popularności, Krzysztof Globisz, Maciej Stuhr i Michał Żebrowski. Czy coś pominąłem? Tak, muzykę, a ona jest w tym filmie absolutnie przecudowna i dzięki temu filmowi odkryłem wielu wspaniałych artystów. Dość wspomnieć, że wykorzystano tu utwory The Dumplings jeszcze przed tym jak ich kariera ruszyła z kopyta, a także takich zespołów jak Kamp!, Paula & Karol, Fismoll czy Micromusic. No złoto po prostu!

Nie ma co jednak ograniczać się do muzyki - to naprawdę dobry film i w tym przypadku nie mam zielonego pojęcia, z czego wynika tak niska jego ocena. Szczerze sugeruję jej zignorowanie i obejrzenie tego filmu. I jeszcze jedno: Joasia Kulig śpiewa w tym filmie i to śpiewa pięknie. Dajcie się zachwycić.

2. W lesie dziś nie zaśnie nikt (2020, 4,5 na Filmwebie)

Pierwszy polski slasher? Podobno. Na pewno rewelacyjna dawka humoru i rozrywki. Motywem przewodnim filmu jest obóz bez telefonów i wspólna wędrówka nastolatków przez las. Mam wrażenie, że główne zarzuty wobec tej produkcji dotyczą drewnianej gry aktorskiej i mocno przewidywalnego scenariusza. Tego pierwszego nie rozumiem, bo uważam, że większość postaci została przedstawiona naprawdę w porządku, a niektóre kreacje wręcz błyszczą: choćby Michał Lupa w roli Julka, Piotr Cyrwus jako Ksiądz czy Wojciech Mecwaldowski, Mirosław Zbrojewicz i Olaf Lubaszenko. Julia Wieniawa w głównej roli też prezentuje się całkiem okej. Co do scenariusza: nie ma tam wielu niespodzianek, ale też nikt chyba nie obiecywał, że będą. To dosyć sztampowa historia i taka właśnie miała być. Ot, ludzie idą do lasu i giną jeden po drugim. Nic dodać, nic ująć. Jednocześnie jednak niektóre sceny atakują z zaskoczenia: choćby początkowa z Listonoszem, fragment w kościele czy sceny śmierci Daniela i Anieli.

Jeśli ktoś oczekuje rewolucji gatunku, niesztampowych rozwiązań, zabawy konwencją, to... Niech przestanie. To dopiero początek gatunku w polskich realiach, toteż podejście jest klasyczne. Nie zmienia to faktu, że film sprawdza się jako niezobowiązująca rozrywka. Przekonajcie się sami.

1. Bad boy (2020, 4,4 na Filmwebie)

Obejrzałem na Netfliksie i stwierdziłem, że "spoko film", a okazuje się, że jest mocno krytykowany. Może ten dysonans wynika z tego, że nie oglądałem kilku ostatnich filmów Patryka Vegi, takich jak Kobiety mafii, Polityka, Botoks czy Plagi Breslau i nie miałem wrażenia, że po raz kolejny oglądam ten sam film. W każdym razie bawiłem się jak prosię w błocie. Fakt, że wszystko kręciło się wokół postaci inteligentnego fanatyka i pseudokibica, wykreowanej przez Antoniego Królikowskiego, tylko zadziałał na korzyść filmu, bo to rola skrajnie odmienna od tych, z których najbardziej znany jest ów aktor. 


Co poza tym? Widowiskowość. Sceny na stadionie, podczas rozgrywek i nie tylko, race, początkowa sekwencja w pociągu (choć akurat ona bardzo przypominała tę z Pitbulla. Nowych porządków) czy moment, w którym Paweł sam rozprawia się z kilkoma policjantami to tylko wierzchołek góry lodowej. Co do samego scenariusza, to może nie jest on szczególnie wybitny, ani zaskakujący, ale nie uważam, żeby był też jakiś szczególnie zły. Dzieją się te rzeczy, które powinny się zdarzyć. 

Nie potrafię przytoczyć więcej argumentów, ale, choć sam się trochę zdziwiłem, ten film autentycznie mi się podobał. Nic na to nie poradzę. Możecie przekonać się sami, czy jest coś w tym, o czym piszę powyżej. I pamiętajcie: "SIŁA, DUMA, UNIA, MY!".

Wszystko powyżej w formie graficznej.

To chyba tyle. Oczywiście nie gwarantuję, że opisane powyżej filmy Wam się spodobają. Wręcz przeciwnie, istnieje spore prawdopodobieństwo, że nie. Z jakiegoś powodu jednak mi te filmy bardzo przypadły do gustu i w każdej chwili obejrzałbym je ponownie. Może więc warto im dać chociaż jedną szansę?

Tymczasem utwór na dziś to jedna z piosenek wykorzystanych w filmie Facet (nie)potrzebny od zaraz. Posłuchajcie: 


To tyle. Oglądajcie filmy, myjcie ręce, trzymajcie się ciepło i w ogóle wszystkiego najlepszego!

niedziela, 2 czerwca 2019

Bajka dla dorosłych.

Fairy tale for grown-ups. [English version below.]

Powoli zbliżam się do końca piątego sezonu "BoJacka Horsemana". Jest duża szansa, że doskonale to znacie. Może jednak akurat przypadkiem nie wiecie, co to? To serial animowany na Netfliksie, który dzieje się w Hollywood w świecie, w którym zwierzęta i ludzie żyją dokładnie tak samo. Głównym bohaterem jest koń, który w latach 90. był gwiazdorem sitcomu. Lata później boryka się on z częściowym zapomnieniem przez publikę, uzależnieniem od alkoholu i innych używek, samotnością, nieumiejętnością nawiązywania głębszych relacji z innymi czy wspomnieniami z dzieciństwa pozbawionego jakiejkolwiek czułości ze strony rodziców. Brzmi dziwnie? Jest cudownie.

Dlaczego o tym piszę? Bo serial ten jest cudowny i uświadomiłem sobie, że wynika to chyba z tego, iż doskonale łączy on sprzeczności. Z jednej strony bowiem jest przezabawny. Kwestie dialogowe są napisane doskonale. Bohaterowie albo wręcz tryskają sarkazmem, albo są oszałamiająco dosłowni. Humor sytuacyjny, którego fascynujące życie gwiazd dostarcza w dużych ilościach, także trzyma poziom. Podobnie jest z licznymi grami słownymi. Z drugiej strony, jak wskazuje już opis głównego bohatera, spektrum poruszanych tematów jest bardzo poważne. Serial opowiada o nałogach, cierpieniu, alienacji, śmierci bliskich, rozwodach, niemożności posiadania dzieci czy próbach adopcji. Porusza tematy prób zrozumienia własnej aseksualności, uzyskania akceptacji innych czy odnalezienia biologicznej rodziny. Pokazuje, że rzadko kiedy jest tak, jak byśmy chcieli i nawet osiągnięty sukces niekoniecznie daje spodziewaną satysfakcję.

Powiększcie dla lepszego zrozumienia.

Inna płaszczyzna sprzeczności to absurd versus rzeczywistość. Mówimy bowiem o serialu, w którym wszystkie stworzenia mogą koegzystować, przyjaźnić się, a nawet wchodzić między sobą w związki, uprawiać seks i mieć dzieci. Nieważne, czy to ludzie, myszy, koty, psy, lisy, orki, konie, wieloryby czy hipopotamy. Nie ma to znaczenia. Poza tym pojawiają się motywy takie jak wyścig narciarski o tytuł gubernatora Kalifornii, wybudowanie mostu prowadzącego z kontynentu na Hawaje, podwodny festiwal filmowy czy Los Angeles zagrożone atakiem ogromnego spaghetti. Warto jednak zauważyć, że sporo z tych rzeczy wynika tylko z delikatnej hiperbolizacji zjawisk rzeczywiście występujących w naszej rzeczywistości. Wspomniane wyścig czy most to efekty normalnego amerykańskiego procesu legislacyjnego, odpowiednio prowadzonego przez lobbystów. Mechanizmy rządzące na przykład procesem adopcyjnym, przemysłem filmowym, geografia i zdarzenia historyczne także są bardzo zbliżone do naszej rzeczywistości. Pojawia się nawet część znajomych celebrytów, jak Andrew Garfield, Daniel Radcliffe czy Jessica Biel.

Wszystko to wymieszane sprawia, że dostajemy doskonały serialowy koktajl, trochę słodki, trochę kwaśny, który wypija się duszkiem i zaraz pragnie więcej. To produkcja, której nawet słabsze odcinki ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Wiele epizodów bawi się rozmaitymi konwencjami: są śledztwa, odcinek niemy, retrospekcje. Serial raczy nas też doskonałymi zawieszeniami akcji na koniec sezonów i odcinków: to na przykład zgony istotnych postaci, ujawnienia mrocznych tajemnic czy zaskakujące rozpoznanie syna przez matkę z demencją. To rzeczy, które sprawiają, że od razu chcesz wiedzieć, co dalej. Włączasz kolejny odcinek i... Dany temat wcale niekoniecznie jest kontynuowany. To znaczy jest, ale nie od razu. Akcja toczy się dalej i dopiero później niemal zapomniany wątek zadaje niespodziewany cios. Serial jest też niesamowicie konsekwentny. Rzeczy z pierwszego sezonu, nawet drobiazgi, potrafią mieć niesamowity wpływ nawet na sezon piaty. 

W efekcie dostajemy serial, który nie męczy, ale prawdziwie wciąga. Potrafi zdołować, ale i rozśmieszyć. Gdzieś tam zawsze jednak tkwi maleńka iskierka nadziei. Dlatego całym serduszkiem go polecam. Jeśli jeszcze nie widzieliście "BoJacka Horsemana", a rozglądacie się za nowym serialem albo nawet nie rozglądacie się, ale gdzieś go jeszcze wepchniecie w swój grafik, nie wahajcie się. Warto!

Utwór na dziś nie jest szczególnie zaskakujący. Posłuchajmy:


To chyba tyle. Oglądajcie. Trzymajcie się. Dobrego tygodnia.

ENG:

I am slowly approaching the end of the fifth season of "BoJack Horseman". There is a good chance that you know it perfectly well. However, maybe you do not know what it is? This is an animated series on Netflix that takes place in Hollywood in a world where animals and people live exactly the same. The main hero is a horse, who in the 90s was a sitcom star. Years later he struggles with partial oblivion by the public, addiction to alcohol and other drugs, loneliness, inability to establish deeper relationships with others and childhood memories deprived of any tenderness from parents. Sounds weird? It's wonderful.

Why am I writing about it? Because this series is wonderful and I realized that this is probably due to the fact that it perfectly combines contradictions. On the one hand, it is hilarious. The dialogues are written perfectly. The heroes are either gushing with sarcasm or they are stunningly literal. Situational humor, provided in large quantities by the fascinating life of the stars, also holds the level. Similarly with numerous word games. On the other hand, as the description of the main character already indicates, the spectrum of topics discussed is very serious. The series tells about addictions, suffering, alienation, death of loved ones, divorces, inability to have children or attempts to adopt. It addresses the topics of attempts to understand one's asexuality, obtaining acceptance of others or finding a biological family. It shows that it is rarely the way we want it to be and even the success achieved does not necessarily give the expected satisfaction.

Another level of contradiction is absurd versus reality. We are talking about a series in which all creatures can co-exist, be friends and even enter into relationships, have sex and have children. It does not matter if they are people, mice, cats, dogs, foxes, orcs, horses, whales or hippos. In addition, there are motives such as the ski race for the title of governor of California, building a bridge leading from the mainland to Hawaii, an  film festival underwater or Los Angeles threatened by the attack of huge spaghetti. It is worth noting, however, that many of these things result only from the delicate hyperbolization of phenomena actually occurring in our reality. The race or bridge mentioned are the results of a normal American legislative process, properly run by lobbyists. Mechanisms that govern, for example, the adoption process, the film industry, geography and historical events are also very similar to our reality. There are even some familiar celebrities, such as Andrew Garfield, Daniel Radcliffe or Jessica Biel.

Everything mixed up makes us get a perfect serial cocktail, a bit sweet, a bit sour. You drink it quick and then you want more of it. It is a production, which even weaker episodes are watched with real pleasure. Many episodes are playing with various conventions: there are investigations, a silent episode, flashbacks. The series also catches us with excellent suspensions of action at the end of seasons and episodes: examples are deaths of important figures, revealing dark secrets or astonishing son recognition by a mother with dementia. These are the things that make you want to know what's next. You turn on the next episode and ... The subject is not necessarily continued. Well, it is, but not immediately. The action goes on and then the almost forgotten thread deals an unexpected blow. The series is also incredibly consistent. Things from the first season, even trinkets, can have an amazing impact even on the fifth season.

As a result, we get a series that is not exhausting, but really draws you in. It can depress you, but also make you laugh. However, there is always a tiny spark of hope. That is why I recommend it with the whole heart. If you have not seen "BoJack Horseman" yet, and you are looking for a new series or you do not even look around, but you can find some time, do not hesitate. It is really worth it!

The song for today is not particularly surprising. Find it above and enjoy.

I think that's all. Take care and have a good week.