niedziela, 2 czerwca 2019

Bajka dla dorosłych.

Fairy tale for grown-ups. [English version below.]

Powoli zbliżam się do końca piątego sezonu "BoJacka Horsemana". Jest duża szansa, że doskonale to znacie. Może jednak akurat przypadkiem nie wiecie, co to? To serial animowany na Netfliksie, który dzieje się w Hollywood w świecie, w którym zwierzęta i ludzie żyją dokładnie tak samo. Głównym bohaterem jest koń, który w latach 90. był gwiazdorem sitcomu. Lata później boryka się on z częściowym zapomnieniem przez publikę, uzależnieniem od alkoholu i innych używek, samotnością, nieumiejętnością nawiązywania głębszych relacji z innymi czy wspomnieniami z dzieciństwa pozbawionego jakiejkolwiek czułości ze strony rodziców. Brzmi dziwnie? Jest cudownie.

Dlaczego o tym piszę? Bo serial ten jest cudowny i uświadomiłem sobie, że wynika to chyba z tego, iż doskonale łączy on sprzeczności. Z jednej strony bowiem jest przezabawny. Kwestie dialogowe są napisane doskonale. Bohaterowie albo wręcz tryskają sarkazmem, albo są oszałamiająco dosłowni. Humor sytuacyjny, którego fascynujące życie gwiazd dostarcza w dużych ilościach, także trzyma poziom. Podobnie jest z licznymi grami słownymi. Z drugiej strony, jak wskazuje już opis głównego bohatera, spektrum poruszanych tematów jest bardzo poważne. Serial opowiada o nałogach, cierpieniu, alienacji, śmierci bliskich, rozwodach, niemożności posiadania dzieci czy próbach adopcji. Porusza tematy prób zrozumienia własnej aseksualności, uzyskania akceptacji innych czy odnalezienia biologicznej rodziny. Pokazuje, że rzadko kiedy jest tak, jak byśmy chcieli i nawet osiągnięty sukces niekoniecznie daje spodziewaną satysfakcję.

Powiększcie dla lepszego zrozumienia.

Inna płaszczyzna sprzeczności to absurd versus rzeczywistość. Mówimy bowiem o serialu, w którym wszystkie stworzenia mogą koegzystować, przyjaźnić się, a nawet wchodzić między sobą w związki, uprawiać seks i mieć dzieci. Nieważne, czy to ludzie, myszy, koty, psy, lisy, orki, konie, wieloryby czy hipopotamy. Nie ma to znaczenia. Poza tym pojawiają się motywy takie jak wyścig narciarski o tytuł gubernatora Kalifornii, wybudowanie mostu prowadzącego z kontynentu na Hawaje, podwodny festiwal filmowy czy Los Angeles zagrożone atakiem ogromnego spaghetti. Warto jednak zauważyć, że sporo z tych rzeczy wynika tylko z delikatnej hiperbolizacji zjawisk rzeczywiście występujących w naszej rzeczywistości. Wspomniane wyścig czy most to efekty normalnego amerykańskiego procesu legislacyjnego, odpowiednio prowadzonego przez lobbystów. Mechanizmy rządzące na przykład procesem adopcyjnym, przemysłem filmowym, geografia i zdarzenia historyczne także są bardzo zbliżone do naszej rzeczywistości. Pojawia się nawet część znajomych celebrytów, jak Andrew Garfield, Daniel Radcliffe czy Jessica Biel.

Wszystko to wymieszane sprawia, że dostajemy doskonały serialowy koktajl, trochę słodki, trochę kwaśny, który wypija się duszkiem i zaraz pragnie więcej. To produkcja, której nawet słabsze odcinki ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Wiele epizodów bawi się rozmaitymi konwencjami: są śledztwa, odcinek niemy, retrospekcje. Serial raczy nas też doskonałymi zawieszeniami akcji na koniec sezonów i odcinków: to na przykład zgony istotnych postaci, ujawnienia mrocznych tajemnic czy zaskakujące rozpoznanie syna przez matkę z demencją. To rzeczy, które sprawiają, że od razu chcesz wiedzieć, co dalej. Włączasz kolejny odcinek i... Dany temat wcale niekoniecznie jest kontynuowany. To znaczy jest, ale nie od razu. Akcja toczy się dalej i dopiero później niemal zapomniany wątek zadaje niespodziewany cios. Serial jest też niesamowicie konsekwentny. Rzeczy z pierwszego sezonu, nawet drobiazgi, potrafią mieć niesamowity wpływ nawet na sezon piaty. 

W efekcie dostajemy serial, który nie męczy, ale prawdziwie wciąga. Potrafi zdołować, ale i rozśmieszyć. Gdzieś tam zawsze jednak tkwi maleńka iskierka nadziei. Dlatego całym serduszkiem go polecam. Jeśli jeszcze nie widzieliście "BoJacka Horsemana", a rozglądacie się za nowym serialem albo nawet nie rozglądacie się, ale gdzieś go jeszcze wepchniecie w swój grafik, nie wahajcie się. Warto!

Utwór na dziś nie jest szczególnie zaskakujący. Posłuchajmy:


To chyba tyle. Oglądajcie. Trzymajcie się. Dobrego tygodnia.

ENG:

I am slowly approaching the end of the fifth season of "BoJack Horseman". There is a good chance that you know it perfectly well. However, maybe you do not know what it is? This is an animated series on Netflix that takes place in Hollywood in a world where animals and people live exactly the same. The main hero is a horse, who in the 90s was a sitcom star. Years later he struggles with partial oblivion by the public, addiction to alcohol and other drugs, loneliness, inability to establish deeper relationships with others and childhood memories deprived of any tenderness from parents. Sounds weird? It's wonderful.

Why am I writing about it? Because this series is wonderful and I realized that this is probably due to the fact that it perfectly combines contradictions. On the one hand, it is hilarious. The dialogues are written perfectly. The heroes are either gushing with sarcasm or they are stunningly literal. Situational humor, provided in large quantities by the fascinating life of the stars, also holds the level. Similarly with numerous word games. On the other hand, as the description of the main character already indicates, the spectrum of topics discussed is very serious. The series tells about addictions, suffering, alienation, death of loved ones, divorces, inability to have children or attempts to adopt. It addresses the topics of attempts to understand one's asexuality, obtaining acceptance of others or finding a biological family. It shows that it is rarely the way we want it to be and even the success achieved does not necessarily give the expected satisfaction.

Another level of contradiction is absurd versus reality. We are talking about a series in which all creatures can co-exist, be friends and even enter into relationships, have sex and have children. It does not matter if they are people, mice, cats, dogs, foxes, orcs, horses, whales or hippos. In addition, there are motives such as the ski race for the title of governor of California, building a bridge leading from the mainland to Hawaii, an  film festival underwater or Los Angeles threatened by the attack of huge spaghetti. It is worth noting, however, that many of these things result only from the delicate hyperbolization of phenomena actually occurring in our reality. The race or bridge mentioned are the results of a normal American legislative process, properly run by lobbyists. Mechanisms that govern, for example, the adoption process, the film industry, geography and historical events are also very similar to our reality. There are even some familiar celebrities, such as Andrew Garfield, Daniel Radcliffe or Jessica Biel.

Everything mixed up makes us get a perfect serial cocktail, a bit sweet, a bit sour. You drink it quick and then you want more of it. It is a production, which even weaker episodes are watched with real pleasure. Many episodes are playing with various conventions: there are investigations, a silent episode, flashbacks. The series also catches us with excellent suspensions of action at the end of seasons and episodes: examples are deaths of important figures, revealing dark secrets or astonishing son recognition by a mother with dementia. These are the things that make you want to know what's next. You turn on the next episode and ... The subject is not necessarily continued. Well, it is, but not immediately. The action goes on and then the almost forgotten thread deals an unexpected blow. The series is also incredibly consistent. Things from the first season, even trinkets, can have an amazing impact even on the fifth season.

As a result, we get a series that is not exhausting, but really draws you in. It can depress you, but also make you laugh. However, there is always a tiny spark of hope. That is why I recommend it with the whole heart. If you have not seen "BoJack Horseman" yet, and you are looking for a new series or you do not even look around, but you can find some time, do not hesitate. It is really worth it!

The song for today is not particularly surprising. Find it above and enjoy.

I think that's all. Take care and have a good week.

niedziela, 26 maja 2019

Gdy studenci wydają się być młodzi...

When the students seem to be young... [English version below.]

W minionym tygodniu odbywały się Juwenalia Śląskie. Chociaż studia ukończyłem już kilka miesięcy temu, to jednak wczoraj i przedwczoraj postanowiłem wybrać się na tę imprezę. Wcześniej nie mogłem, ponieważ byłem na delegacji i właśnie przez to przegapiłem koncert Stachursky'ego z muzycznym odpowiednikiem młota pneumatycznego, czyli "Doskozzzy". Dorosłe życie jednak bywa przykre...

W każdym razie o dwa dni tego studenckiego wydarzenia udało mi się zahaczyć. Jak było? Hmmm...

Piątek

Najpierw fakty: właśnie w piątek wróciłem z delegacji, więc byłem dość zmęczony. Jedyny zespół, który mnie interesował, czyli PRO8L3M, grał dopiero o północy. Moja przyszła małżonka spędzała wieczór tego dnia z koleżankami z pracy i spotkaliśmy się dość późno. Efekt był taki, że na teren imprezy dotarliśmy znacznie po 23.

Pierwsze, co mnie zaskoczyło, to ilość ludzi wracających już w tym momencie. Jak rozumiałem, największa gwiazda miała dopiero grać, a sporo osób już uciekało. To jednak szybko się wyjaśniło, gdy idąc dalej zaczęliśmy się przeciskać przez jeszcze większy tłum. Po prostu tego dnia tam była naprawdę potężna masa ludzi, chyba znacznie większa niż gdy gwiazdami są artyści rockowi. To by zresztą potwierdzało trendy obserwowane od lat w powszechnych gustach muzycznych. Do tego w przeciwieństwie do mnie tłum wokół w zdecydowanej większości był już po kilka godzinach konsumpcji alkoholu, a niektórzy pewnie także po innych używkach. To sprawiało, że miałem wrażenie otaczającego mnie chaosu. Następnie okazało się, że w tym roku piwo na tej imprezie kosztuje 8 zł. To nie jest dużo za ten cudowny napój, ale jak na juwenalia to sporo. Ponadto do kas były spore kolejki (choć przyznaję, widywałem dużo gorsze), za żetony na piwo nie można było płacić kartą (jakaś awaria), a kasjer 26 zł reszty wydał mi jako jeden banknot 10 zł i 16 złotówek. Wiem, że pewnie nie miał inaczej, ale to kolejna irytująca kwestia. Potem okazało się jeszcze, że teren pod sceną pokryty jest dość głębokim błotem. Moje kupione tydzień temu buty trochę rozpaczały, ale na szczęście były dość tanie, więc nie miałem skrupułów podejmując decyzję o ich zbezczeszczeniu.

Wreszcie zaczął się koncert. Nie udało nam się spotkać z moimi znajomymi, o których wiedziałem, że gdzieś tam są, więc stanęliśmy wraz z Lubą Mą gdzieś z boku, obserwując scenę i słuchając występu. Ten okazał się najjaśniejszym punktem wieczoru. Jestem zdania, że istnieje wielu artystów, którzy brzmią inaczej na płytach i na żywo. Są tacy, których występy na scenie mają pewne niedociągnięcia, brakuje im dopracowania i są tacy, którzy z kolei na nagraniach tracą swoją energię, żywiołowość, atuty wykorzystywane podczas koncertów. Tu nic takiego nie miało miejsca. Okazało się, że PRO8L3M na żywo zachwyca tak samo jak na nagraniach. Do tego dołożyło się niezłe show świateł i animacji oraz niebanalna narracja między utworami, skupiona na dialogu.

Ostatecznie, kierując się zdrowym rozsądkiem (nie moim), nie zostaliśmy do samego końca. Wróciliśmy stamtąd mniej więcej czterdziestominutowym spacerem. Byłem jednak zadowolony, bo wcześniej większość tego, co chciałem usłyszeć, usłyszałem. Stwierdziłem jednocześnie, że jeśli kolejny dzień, już bardziej w moich klimatach, będzie mnie tak samo irytował różnymi rzeczami, to chyba faktycznie jestem już za stary na juwenalia. A potem przyszła...

Sobota

Tym razem dojechałem  na miejsce specjalnym, juwenaliowym autobusem. Nie dało się go pomylić z innymi, ponieważ był dość mocno zapełniony młodymi ludźmi, z których spora część już popijała piwo. To rzeczywiście było coś znajomego. Umówiłem się na miejscu z kumplem jeszcze z czasów liceum i spotkaliśmy się jakoś przed 20. Grał już KAMP!, czyli pierwszy z zespółów, których chciałem posłuchać. Ludzi było sporo, ale zdecydowanie mniej niż dzień wcześniej. Szybko zamieniliśmy żetony, które zostały mi z piątku, na ciemne piwo i ruszyliśmy w stronę sceny. Okazało się, że tego dnia położono jakiś długi dywan (albo raczej wykładzinę) prowadzącą od wybrukowanego chodnika do miejsca, w którym grunt był już trawiasty, a nie błotnisty i można było stać w cywilizowanych warunkach. Koncert okazał się bardzo przyjemny, można było posłuchać, potupać nóżką. Ekran za sceną został wykorzystany do hasłowej narracji np. tytułami utworów. W przerwie między występami cofnęliśmy się po kolejne żetony na piwo i tego dnia nabyliśmy je niemal bez kolejki. 

Niedługo potem zaczęły grać Strachy Na Lachy. O ich koncercie nie ma co za dużo pisać, bo był po prostu dobry jak zazwyczaj. Zostałem natomiast pozytywnie zaskoczony pojawieniem się niektórych utworów, o których miałem wrażenie, że zespół rzadko je grywa. Przykłady to choćby "Krew z szafy" czy "Dygoty". W trakcie koncertu mój kumpel wypatrzył w tłumie innego naszego kumpla, też jeszcze z czasów liceum, który teraz pracuje za granicą. Pogadaliśmy z nim trochę, po czym ruszył do innych swoich znajomych. Spotykanie przypadkowych znajomych też wpisuje się w rzeczy, które kojarzę z juwenaliami, a ci dwaj moi kumple spotykali jeszcze innych ludzi, których znali. To znaczy, że zjawisko nie umarło, nawet jeśli sam doświadczyłem go jedynie w mikroskali.

Na koniec naszej obecności na juwenaliach zagrała BOKKA. Zespół znany najbardziej z utworu "Town of strangers" także zrobił na mnie wrażenie. Muzycznie było to bardzo cenne doświadczenie, dodatkowo wspierane tym, iż artyści występują w maskach, a narracja była prowadzona jakby w formie czatu. Wokalistka od czasu do czasu pisała na komputerze coś do publiczności, a jej słowa wyświetlały się na wielkim ekranie za sceną. Ekran generalnie był zresztą elementem spektaklu, ponieważ pokazywano na nim animacje współgrające z muzyką.

Niestety na tym koncercie też nie zostaliśmy do końca (względy praktyczne związane z dalszymi planami mojego kumpla). Na szczęście to, czego zdążyłem doświadczyć, satysfakcjonuje mnie. Do centrum Katowic też wróciliśmy typowo juwenaliowym autobusem, choć brakowało poziomu ścisku, do którego się przyzwyczaiłem - największy exodus na pewno miał miejsce zaraz po koncercie Strachów. 

Tak wyglądała sobota.

Po sobocie nie jestem już przekonany o tym, że jestem za stary na juwenalia. To prawda, zaczyna mnie w nich irytować coraz więcej rzeczy. Przestaje to być impreza typowo dla mnie. Niemniej jednak, jeśli w kolejnych latach pojawią się jakieś interesujące mnie koncerty, będę miał ciekawe towarzystwo i czas, to chętnie wybiorę się to wydarzenie znowu. Bo w zasadzie: dlaczego nie?

A utwór na dziś to jeden z powodów, dla których chciałem się wczoraj wybrać na Juwenalia Śląskie:


Dobrego popołudnia i tygodnia!

ENG:

This week the Juwenalia Śląskie (Silesian yearly student carnival) took place. Although I graduated a few months ago, yesterday and the day before yesterday I decided to go to this event. I could not sooner, because I was on a delegation and that's why I missed the concert of Stachursky with the musical equivalent of a pneumatic hammer, that is "Doskozzza". Well, an adult life can be sad...

In any case, I was able to take part in two days of this student event. How was it? Well...

Friday

First, the facts: I came back from the delegation on Friday, so I was tired. The only band that interested me, PRO8L3M, was starting on midnight. My future wife spent the evening with her friends from work and we met quite late. The effect was that we arrived at the event area way after 11 PM.

The first thing that surprised me was the number of people coming already back at that moment. As I understood, the biggest star was just about to play, and a lot of people were running away. This, however, quickly cleared up as we continued to squeeze through an even larger crowd. It was just that day that there was a really huge mass of people, probably much bigger than when rock artists are stars. That matches with the trends observed for years in common music tastes. In contrast to me, the vast majority of the crowd around was after a few hours of alcohol consumption, and some probably also after other stimulants. It made me feel the chaos around me. Then it turned out that this year, beer at the event costs 8 zlotys. This is not much for this wonderful drink, but at this event it's a lot. In addition, there were queues to the cash desks (although I admit, I saw a lot worse), it was impossible to pay with a card for the beer chips (some breakdown of the system), and the cashier spent me the rest of 26 zlotys as one banknote 10 zlotys and 16 single 1 zloty coins. I know that he probably did not have any other option, but it's one another annoying issue. Then it turned out that the area in front of the stage was covered with quite deep mud. My shoes I bought a week ago were a bit despairing, but fortunately they were quite cheap, so I had no qualms about making them desecrate.

Finally the concert started. We were not able to meet my friends, whom I knew were there, so we stood with My Darling from the side, watching the stage and listening to the performance. This turned out to be the brightest point of the evening. I am of the opinion that there are many artists who sound different on CDs and live. There are those whose performances on the stage have some shortcomings, lack of refinement, and there are those who, when recorded, lose their energy, spontaneity, advantages used during concerts. Nothing like this happened here. It turned out that the PRO8L3M live impresses the same as on the recordings. This was accompanied by a good show of lights and animations and a remarkable narrative between the songs, focused on dialogue.

Ultimately, based on common sense (not mine), we did not stay until the very end. We returned from there by taking a forty-minute walk. However, I was happy, because before that I heard most of what I wanted to hear. At the same time, I said that if the next day, supposed to be more in my climates, would also irritate me with some things, then I'm actually too old for student carnival. And then came...

Saturday

This time I came to the place with a special bus. It could not be confused with others because it was quite full of young people, many of whom were already drinking beer. It really was something familiar. I made an appointment with a buddy from high school and we met somehow before the 8 PM. KAMP! was already playing, the first band I wanted to listen to. There were a lot of people, but definitely less than the day before. We quickly exchanged the chips that were left from Friday for a dark beer and headed towards the stage. It turned out that on that day a long carpet was placed leading from the pavement to the place where the ground was grassy, ​​not muddy and one could stand in civilized conditions. The concert turned out to be very pleasant, you could listen to it, you could stamp your foot. The screen behind the stage has been used for the narration with slogans, eg song titles. In the interval between performances, we went back for another beer chips and that day we bought them almost without a queue.

Soon afterwards, Strachy Na Lachy started playing. There is not much to write about their concert, because it was just as good as usual. I was positively surprised by the appearance of some songs, about which I had the impression that the band rarely plays them. Examples include "Krew z szafy" and "Dygoty". During the concert, my buddy spotted another friend of ours, also from high school, who is now working abroad. We talked to him a little, then he went to other friends. Meeting random friends also matches the things that I associate with student carnival, and these two of my friends met also other people they knew. It means that the phenomenon did not die, even if I experienced it only in a micro scale.

At the end of our presence at this event, BOKKA played. The band known mostly from the song "Town of strangers" also impressed me. Musically it was a very valuable experience, additionally supported by the fact that artists perform in masks, and the narrative was conducted as if in a chat. The vocalist from time to time was writing something on the computer to the audience, and her words were displayed on the big screen behind the stage. In general, the screen was an element of the show, because animations harmonizing with music were shown on it.

Unfortunately, at this concert, we also did not stay until the end (practical reasons related to further plans of my friend). Fortunately, what I managed to experience satisfies me. We also came back to the center of Katowice with a typical carnival's bus, although there was no level of crowd, which I got used to - the biggest exodus certainly took place right after the concert of Strachy Na Lachy.

After Saturday, I am no longer convinced that I am too old for yearly student carnival. That's true, more and more things start to irritate me. It ceases to be an event addressed for me. Nevertheless, if in the following years some interesting concerts will appear, I will have interesting companions and time, I will gladly choose this event again. Because in principle: why not?

And the song for today is one of the reasons why I wanted to take part in Juwenalia Śląskie yesterday. You can find it above.

Have a good afternoon and a week!

niedziela, 19 maja 2019

Bądź bohaterem!

Be a hero! [English version below.]

Stań się bohaterem swoich rodaków. Nie musisz w tym celu wcale jechać na front, walczyć, a może nawet oddać życia za kraj. Nie musisz wymyślić czegoś, co zrewolucjonizuje polską gospodarkę i sprawi, że wszystkim będzie żyło się lepiej. Nie musisz brać udziału w spotkaniach dyplomatycznych, które poprawią pozycję państwa na arenie międzynarodowej. Nie musisz nawet segregować śmieci (choć powinieneś).

Musisz za to wziąć udział w wyborach. Te już w niedzielę za tydzień. Musisz, bo to Twój obowiązek, choć nie wiążą się z nim żadne środki przymusu (ale o tym za chwilę). Idź do lokalu wyborczego, weź kartę, zaznacz tylko jedną kratkę i wrzuć kartę do urny. To proste. Ach, jeszcze jedno! Wcześniej się zastanów. Pomyśl nad tym, jaką przyszłość dla kraju wybierasz. Jak będzie wyglądała gospodarka? Jakie przestępstwa będą ścigane? Kto otrzyma pomoc od państwa? Do jakich międzynarodowych organizacji będzie należał nasz kraj? Oczywiście, wybory do Parlamentu Europejskiego nie mają bezpośredniego wpływu na wszystkie te kwestie, ale częściowo mogą na nie oddziaływać. 

Zastanów się więc nad tym, jaką listę wybierzesz, ale nie tylko. To nie załatwia sprawy. Musisz jeszcze wybrać osobę na tej liście. Nasz system liczenia głosów jest co prawda daleki od ideału, ale to, kogo zaznaczysz, jednak ma znaczenie. Na jednej liście bowiem mogą się znaleźć ludzie, którzy w pewnych kwestiach się zgadzają, ale w innych mają zupełnie przeciwne opinie i czasem będą głosować różnie. Przejrzyj więc listy kandydatów i wybierz tego, który najbardziej Ci odpowiada lub tego, który najmniej Ci się nie podoba. Nie ograniczaj się do plakatów i spotów. Szukaj. Czytaj. Myśl.

Wybierz mądrze!

Tymczasem wszystko to to moje pobożne życzenia. Póki co frekwencja w wyborach w naszym kraju jest zatrważająca. W ostatnich wyborach (samorządowych 2018) udział wzięło jedynie 54,96% uprawnionych. To naprawdę mało. Niemal co drugi obywatel cieszący się pełnią swoich praw zignorował wybór władz lokalnych, będących najbliżej niego i zajmujących się sprawami codziennymi. W uproszczeniu: to niemal połowa dorosłych ludzi, których znacie. W praktyce tak oczywiście nie jest, bo raczej obracacie się głównie w jednym lub w drugim towarzystwie. 

To jednak nie koniec. Znacznie gorzej było w przypadku ostatnich analogicznych wyborów, tj. tych do Parlamentu Europejskiego w 2014 r. W nich wzięło udział ledwie 23,83% uprawnionych! To zatrważająco mało. Pamiętajmy, że nie biorąc udziału w wyborach, odbieramy sobie prawo do krytyki działań władzy. Przecież mogliśmy chociaż próbować wybrać inną, ale tego nie zrobiliśmy. Skoro nie chcieliśmy się zaangażować sami, musimy żyć z wyborem innych. Może należałoby więc rozpocząć szeroką debatę na temat wpowadzenia przymusu wyborczego? Rozwiązanie to na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo dobre i rzeczywiście funkcjonuje w niektórych cywilizowanych krajach. Można by się tylko obawiać, że w ten sposób pogorszy się jakość wyboru, bo ludzie zmuszani do niego będą wybierali kogokolwiek lub osoby najbardziej obecne w mediach. To nie jest świadome głosowanie i takich postaw nie należy wspierać. Sam przymus to jednak na pewno temat, do którego warto wracać, zwłaszcza jeśli nikt nie ma lepszego pomysłu na poprawienie frekwencji.

Tymczasem Wy, Drodzy Czytelnicy, idźcie za tydzień na wybory. Spełnijcie swój obywatelski obowiązek. Bądźcie bohaterami kraju. A najpierw posłuchajcie piosenki:



To tyle! Dobrego tygodnia.

ENG:

Become a hero of your countrymen. You do not have to go to the front, fight or maybe even die for the country. You do not have to come up with something that will revolutionize the Polish economy and make everyone live better. You do not need to take part in diplomatic meetings that will improve state's position in the international arena. You do not even have to segregate the rubbish (though you should).

You must take part in the election. Those are on Sunday in a week. You must, because it is your duty, although no coercive measures are associated with it (but about that in a moment). Go to the polling station, take the voting card, select only one checkbox and put the card in the ballot box. It's easy. Ah, one more thing! Think beforehand. Think about the future you choose for the country. What will the economy look like? What crimes will be prosecuted? Who will receive help from the state? What international organizations will our country belong to? Of course, the elections to the European Parliament do not have a direct impact on all these issues, but they can partly affect them.

Think about what list you choose, but not only. It does not do the whole trick. You still have to choose a person on this list. Our vote counting system is far from ideal, but who you choose, however, matters. There may be people on one list who agree on some issues, but in others they have completely opposite opinions and will sometimes vote differently. So check the lists of candidates and choose the one that suits you best or the one you do not like the least. Do not limit yourself to posters and spots. Search. Read. Think.

In the meantime, all these are my pious wishes. So far, the turnout in the elections in our country is alarming. In the last elections (local government 2018) only 54.96% of those entitled took part. It's really not enough. Almost every second citizen enjoying his full rights ignored the choice of local authorities who are closest to him and dealing with everyday matters. Simply put, it's almost half of the adults you know. In practice, of course, it is not, because you tend to revolve mainly in one or the other society.

However, this is not the end. It was much worse in the case of the last similar elections, ie those to the European Parliament in 2014. Only 23.83% of those eligible participated in them! It is alarmingly little. Remember that by not taking part in the election, we resign from the right to criticize the actions of the authorities. After all, we could at least try to choose another one, but we did not do it. If we did not want to get involved ourselves, we would have to live with the choice of others. Perhaps, then, should a wide debate be initiated about introducing electoral coercion? At first glance, this solution seems very good and it actually works in some civilized countries. One could only be afraid that in this way the quality of the choice will deteriorate, because the people forced to choose will choose anyone or people who are most present in the media. This is not a conscious vote and such attitudes should not be supported. However, the coercion itself is certainly a topic worth coming back to, especially if no one has a better idea to improve attendance.

Meanwhile, you, Precious Readers, go to the elections next week. Fulfill your civic duty. Be the heroes of the country. And first listen to the song, which you can find above.

That's it. Have a nice week.

niedziela, 12 maja 2019

Zaćwierkaj wiadomość.

Tweet a news. [English version below.]

Ostatnio założyłem Twittera. Nie, wróć! Ostatnio odgrzebałem moje konto na Twitterze, założone dawno temu i w ogóle nie używane, odkurzyłem je miotełką, nieco odświeżyłem i jest. Teraz rozglądam się tam z pewną taką nieśmiałością, przeglądam możliwości, sprawdzam jakie osoby i strony warto obserwować itd. Coś też sam napisałem, ale póki co bardziej na rozgrzewkę niż serio. Można mnie znaleźć pod linkiem: https://twitter.com/DenysJedyny.

Tak naprawdę jednak, chociaż format króciutkiego wpisu jest dla mnie kuszący, skupiłem na Twitterze swoją uwagę wcale nie po to, żeby dużo tam publikować. Bardziej chcę czytać, a konkretniej: pozyskiwać wiadomości.

Takie statystyki na początek.

Nie oglądam programów informacyjnych w telewizji (głównie dlatego, że nie mam na to czasu, ale też dlatego, że nie posiadam telewizora). Czasem czytam jeden tygodnik, gdy akurat mam chwilę i uda mi się go podebrać ojcu. Zdarza mi się zaglądać na portale informacyjne, ale głównie przy okazji - w autobusie czy pociągu, czekając na windę, stojąc gdzieś w kolejce itd. 

W efekcie za najwygodniejsze dla mnie narzędzie pozyskiwania informacji o tym, co dzieje się na świecie, już dawno temu uznałem media społecznościowe. Wiadomości wyświetlają mi się tam pomiędzy statusami moich znajomych, tworząc oryginalny miks prywatno-ogólny. Widzę też od razu komentarze i reakcje ludzi. W bardzo prosty sposób mogę wejść z kimś w dyskusję, jeśli zechcę, a jednocześnie jestem w stanie od razu sprawdzić, kim jest ta druga osoba. Przeglądając inne wpisy publikujących mogę bardzo szybko zrozumieć ich poglądy i kontekst danej wypowiedzi. Widzę też, z jakimi reakcjami spotykają się różne treści.

Oczywiście wykorzystywanie mediów społecznościowych w ten sposób jest obarczone pewnego rodzaju ryzykiem. Pisałem o tym w tekście Życie w bańce. To, że sami wybieramy osoby, które obserwujemy, oznacza, że dostarczane nam informacje mogą nieprecyzyjnie odzwierciedlać stan faktyczny, a tym bardziej pełen przekrój poglądów społeczeństwa. Z drugiej strony jednak wybór tylko jednej konkretnej stacji telewizyjnej zapewne jeszcze bardziej zniekształcałby obraz rzeczywistości. 

Może więc mimo wszystko media społecznościowe są bardziej wiarygodne? Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie i tak w celu pozyskania informacji o wydarzeniach posiłkowałem się ostatnio głównie nimi. Zresztą, postawmy sprawę jasno: chodziło głównie o Facebooka, bo Snapchat czy Instagram raczej nie pełnią funkcji nośnika informacji powszechnie istotnych. Ah, jest jeszcze LinkedIn, ale to już głównie wiadomości gospodarcze, Zresztą tam zaglądam rzadziej, na ogół w konkretnym celu. 

Doszedłem jednak do wniosku, że Facebook to za mało. Właśnie w ten sposób dochodzimy do Twittera. Tu tych wiadomości może być i jest więcej. Tu cały układ portalu jest zaprojektowany w ten sposób, by skupić się na wieściach. Dlatego właśnie zamierzam korzystać z tego medium. Co sądzicie? Pozyskujecie informacje przez media społecznościowe? A może uważacie to za niepraktyczne? Dajcie znać.

Utwór na dziś nie jest związany z mediami społecznościowymi ani wiadomościami. Jest za to ważny (i piękny):


Dobrego popołudnia i tygodnia!

P S Zapewne jednak od czasu do czasu będę na tym moim Twitterze publikował coś, co będzie próbowało być mądre lub zabawne i może czasami się uda. Zachęcam więc do obserwowania.

ENG:

I have recently launched my Twitter. No, wait! Recently, I have dug out my Twitter account, created a long time ago and not used at all, I vacuumed it with a brush, I refreshed it a bit. Now I look there with some kind of shyness, look through the possibilities, check which people and sites are worth watching, etc. I've also written something, but it is rather the warm up than writing for serious. You can find me at the link: https://twitter.com/DenysJedyny.

In fact, although the format of a short entry is tempting me, I did not focus my attention on Twitter to publish a lot. I would rather read, more specifically: acquire news.

I do not watch TV news programs (mainly because I do not have time for it, but also because I do not have a TV). Sometimes I read one weekly newspaper when I have just a moment and I can get it from my father. I scroll news portals, but usually by the way - on a bus or train, waiting for the elevator, standing somewhere in the queue, etc.

As a result, long time ago I recognized social media as the most convenient tool for me to obtain information about what is happening in the world. News are displayed there between my friends' statuses, creating an original private-general mix. I also see comments and reactions from people right away. In a very simple way, I can enter into a discussion with someone if I want, and at the same time I am able to immediately find out who the other person is. By browsing other posts of the authors, I can quickly understand their views and the context of a given statement. I also see what reactions the various contents meet.

Of course, the use of social media in this way is burdened with some kind of risk. I wrote about it in the text Life in a bubble. The fact that we select the people we are observing means that the information provided to us may be unsufficient to reflect the actual state, let alone the full cross-section of the views of the society. On the other hand, however, the choice of only one particular TV station would probably distort the picture of reality even more.

So maybe social media are more reliable after all? Regardless of the answer to this question, in order to obtain information about events worldwide, I have recently been using mainly them. OK, let's make it clear: it was Facebook above others, because Snapchat or Instagram do not work well as a medium of generally relevant information. Ah, there is also LinkedIn, but there are mainly economic news, Anyway, I visit it more rarely, usually for a specific purpose.

However, I came to the conclusion that Facebook is not enough. That's how we get to Twitter. Here, there can be and is more news than on Zuckerberg's portal. Here, the entire layout of the portal is designed to focus on news. That is why I intend to use this medium. What do you think? Do you get information through social media? Or do you consider it impractical? Let me know.

The song for today is not related to social media or news. However, it is important (and beautiful). You can find it above and you should also look for a translation.

Have a good afternoon and week!

P S Besides everything I wrote above, probably from time to time I will be publishing something on Twitter that will try to be wise or fun and maybe sometimes it will be. So I encourage you to observe me.

sobota, 4 maja 2019

Łydka mnie boli, pieprzyć to.

The calf hurts me, screw it. [English version below.]

Jak co roku, wybraliśmy się ze znajomymi w góry na długi weekend majowy. Ponieważ spędzamy razem czas już od środy, z różną intensywnością, sygnalizowałem wszystkim, że po dotychczasowych wędrówkach boli mnie łydka. W związku z tym wolałem spędzić sobotę na mniej wymagających aktywnościach, jak zwiedzanie zamku czy termy. Nikt jednak nie przejmował się za bardzo moim marudzeniem. Liczyłem więc na to, że uratuje mnie pogoda. Prognozy zwiastowały deszcz. Niestety, ich nieco wnikliwsza analiza pokazywała, że opady mogą się pojawić na chwilę, ale nie będą permanentne. Wyglądało to kiepsko.

Minęła noc, wstaliśmy dzisiaj i okazało się, że nie tylko nie padało, ale nawet momentami świeciło słońce. Pobiadoliłem jeszcze trochę, ale wszyscy to zignorowali. Nie było żadnej dyskusji, tylko ruszyliśmy w drogę, zdobywać Pradziada. Dotarliśmy do szlaku, zrobiliśmy pierwszy krok, drugi, trzeci i...

Zdjęcie z drogi powrotnej.

Szybko okazało się, że podczas marszu łydka boli mnie mniej niż przy staniu w miejscu. Trasa, którą przeszliśmy, też nie była jakoś nadzwyczajnie trudna. Pojawiło się chyba tylko jedno miejsce ze znacznym podejściem i obszary pokryte śniegiem, przez które szło się niewygodnie. Jednak świeże powietrze, widoki, urocze zdjęcia i piwo wypite w schronisku potrafiły wynagrodzić te drobne trudności.

Teraz, gdy po wycieczce siedzę już w apartamencie i czekam na posiłek, myślę sobie, że bardzo dobrze, iź ruszyliśmy na szlak. Czasem żeby coś osiągnąć lub przeżyć coś fajnego, trzeba zignorować swoje bolączki. Może być łatwiej, jeśli najpierw zignoruje je ktoś inny. Boli mnie łydka? Pieprzyć to! Tak pomyśleli inni, więc i ja musiałem tak pomyśleć. Wyszło dobrze. 

Jeśli macie więc coś zrobić, ale coś stoi na przeszkodzie, zastanówcie się, czy na pewno. Może możecie to po prostu... Zignorować? Na ogół pewnie nie, ale może czasem tak będzie. Z tą myślą Was zostawiam. Piosenka na dziś jest w związku z tytułem dość oczywista:


Dobrego tygodnia!

ENG:

As every year, we went with friends to the mountains for the long May weekend. Because we have been spending time together from Wednesday, with varying intensity, I signaled to everyone that after our previous wanderings my calf hurts. Therefore, I preferred to spend Saturday on less demanding activities, such as visiting the castle or enjoying the thermal baths. Nobody, however, cared much for me. So I hoped that the weather would save me. Forecasts promised rain. Unfortunately, their somewhat more thorough analysis showed that precipitation may occur for a while, but it will not be permanent. It looked bad.

The night passed, we got up today and it turned out that it was not only not raining, but sometimes the sun was shining. I grumbled a little bit more, but everyone just ignored it. There was no discussion, only we went to reach the Praděd. We got to the trail, we took the first step, the second, third and...

It soon turned out that during the walk the calf hurts me less than when standing in a place. The route we went through was also not extremely difficult. There was probably only one place with a significant climb and some areas covered with snow, which made walking uncomfortable. However, fresh air, views, charming photos and drinking beer in the shelter were able to compensate for these minor difficulties.

Now that after the trip I am already sitting in the apartment and waiting for a meal, I think that it is very good that we went on the trail. Sometimes to achieve something or to experience something cool, you have to ignore your ills. It may be easier if someone else ignores them first. Does my calf hurt? Screw it! Others thought so, so I had to think like that. It went well.

So if you have something to do, but something is an obstacle, think about it. Maybe you can just ... Ignore it? i guess that usually you can't, but maybe it is possible. I leave you with this thought. The song for today is quite obvious regarding the title (it is "calf" in Polish). You can find it above.

Have a nice week!

sobota, 27 kwietnia 2019

Część większej maszyny.

Part of a greater machine. [English version below.]

Niedawno zwróciłem uwagę bliskiej mi osobie, że na schodach ruchomych powinna stanąć z prawej strony, lewą pozostawiając pustą. Reakcją była delikatna obraza, więc do tematu nie wracałem. Zacząłem się jednak później zastanawiać, jaki mógłby być kontrargument i doszedłem do wniosku, że zapewne brzmiałby mniej więcej tak:
"Po lewej stronie przede mną i tak stoją ludzie, więc nawet jeśli ja zejdę na prawo, to i tak to nic nie da."
Mogłoby się nawet wydawać, że jest w tym trochę sensu, ale to nieprawda. Przecież ktoś musi zacząć. Jeśli dana osoba nie zejdzie na prawo, to te za nią będą mogły użyć dokładnie tego samego argumentu. Jeśli natomiast ktoś zrobi miejsce z lewej strony, ludzie za nim mogą wziąć przykład, dotychczas blokujący przejście chwilę później zjadą do końca i zrobią miejsce innym, a mechanizm stanie się drożny.

Problemem jest chyba jednak to, że popularny tok rozumowania to "przecież ja i tak nic nie zmienię". To błąd. W dodatku dotyka on bardzo często spraw znacznie poważniejszych niż schody ruchome. Dobrym przykładem jest segregacja śmieci. Trochę się to ostatnio poprawia, ale jeszcze niedawno popularną wypowiedzią na ten temat było "po co mam segregować, skoro inni tego nie robią?". Nie pomagało nawet rozwiązanie, w którym w przypadku braku segregacji miały być podnoszone opłaty za wywóz odpadów,  a to dlatego, że nie sposób dojść do tego, kto nie przestrzega zasad. Płacić więcej musieliby więc wszyscy. Aspołeczne zachowanie jednej osoby miałoby negatywne konsekwencje dla wszystkich.

Jest jeszcze jeden, znacznie ważniejszy przykład. To wybory. Stwierdzenie "jeden głos nic nie zmieni" pada zdecydowanie za często. To idiotyzm. Po pierwsze, nie ma co patrzeć w skali całego kraju, bo, pomijając wybory prezydenckie, nie tak głosujemy. W wyborach do parlamentu z 2015 r. pomiędzy ostatnim a przedostatnim posłem wybranymi z okręgu katowickiego było raptem 187 głosów różnicy. Zakładam zatem, że gdyby wszyscy mieszkańcy mojego bloku zagłosowali inaczej, wynik mógłby być inny. Prawda, że to niestety i tak by się nie przełożyło od razu na podział mandatów w sejmie, a to ze względu na nieszczęsną metodę D'Hondta.

Na szczęście mam jeszcze jeden, lepszy przykład. Te same wybory, ale w skali całego kraju: uprawnionych do głosowania w kraju było 30 629 150 osób, a zagłosowało tylko 15 595 335. Oznacza to, że ponad 15 milionów Polaków nie poszło do urn, choć mogło. Gdyby to zrobili, wyniki mogłyby stanąć na głowie. Tak pewnie by się nie stało, ale niewykluczone, że zmieniłyby się one istotnie. O tym jednak się już nie przekonamy. Smutne jest to, że pewnie większość z tej masy ludzi pomyślała właśnie, że jej głos nic nie zmieni. Mógłby.

Człowiek jako trybik w naoliwionej maszynie społeczeństwa?

Te wszystkie kwestie prowadzą mnie do myśli, że może każdy powinien zadawać sobie pytanie: "jaki byłby efekt, gdyby wszyscy postępowali tak jak ja?". To mogłoby się sprawdzić nia wielu płaszczyznach. Gdyby wszyscy na schodach ruchomych stawali od razu po prawej stronie, mechanizm funkcjonowałby perfekcyjnie. Gdyby każdy zakładał, że jeśli on posegreguje śmieci, to wszyscy to zrobią, tak właśnie by się stało. Gdyby każdy obywatel szedł na wybory i głosował zgodnie z własnymi przekonaniami, wyniki elekcji wreszcie odzwierciedlałyby rzeczywiste poglądy całego społeczeństwa. 

Jest w tym chyba trochę sensu, co? Zacznijmy więc od siebie. Postępujmy tak, jak chcielibyśmy, żeby zachowywali się wszyscy. Nie widzę innego wyjścia. 

Zostawiam Was z utworem, który mógłby być klasykiem, a ma dopiero 3 lata:


Dobrego tygodnia!

ENG:

Recently, I have reprimanded my close person, to stand on the right side of the escalator, leaving the left empty. The reaction was to feel offended, so I did not return to the topic. However, I began to wonder what the counter-argument might be and came to the conclusion that it would probably be something like this:
"People are standing in front of me on the left, so even if I come down to the right, it will give no result."
It might even seem to make sense, but it is not true. Someone has to start. If a particular person does not come down to the right, then those behind him/her will be able to use exactly the same argument. If, however, someone makes a place on the left, people behind him/her can take an example, the others blocking the passage will go down to the end and make some space, and the mechanism will work as it should.

The problem is probably that the popular reasoning is "after all I cannot change anything". Well, that is bullshit! In addition, it often affects matters much more serious than escalators. A good example is the segregation of rubbish. This has been improving lately, but until recently, a popular statement on the subject was "why should I segregate if others are not doing that?". Even a solution in which, in the absence of segregation, fees for waste disposal were supposed to be raised was not helpful, because it is impossible to find out who does not comply with the rules. So everyone would have to pay more. The antisocial behavior of one person would have negative consequences for everyone.

There is one more, much more important example. It's an election. The statement "one vote will not change anything" is used much too often. It's idiocy. First of all, there is no point in looking at across the country, because, apart from the presidential election, we do not vote like that. In the 2015 parliamentary elections between the two last deputies elected from the Katowice constituency, there were only 187 votes of difference. I assume, therefore, that if all the inhabitants of my block of flats voted differently, the result could be different. It is true that it would not affect the allocation of seats in the Seym, due to the unfortunate D'Hondt method.

Fortunately, I have one more, better example. The same elections, but on a national scale: there were 30 629 150 people entitled to vote in the country, and only 15 595 335 voted. This means that over 15 million Poles did not go to the polls, though they could. If they did, the results could be completely different. It probably would not happen, but it is possible that they would change significantly. We will not find out about this, however. The sad thing is that probably most of this mass of people just thought that their voices would not change anything. They could.

All these issues lead me to the thought that maybe everyone should ask themselves: "what would be the effect if everyone acted like me?" It could work on so many levels. If everyone on the escalator were on the right side from the beginning, the mechanism would function perfectly. If everyone assumed that if they were segregating the garbage, everyone would do it, that's what would happen. If every citizen went to elections and vote in accordance with his/her own convictions, the results of the election would finally reflect the real views of the whole society.

There's probably some sense in that, huh? Let's start with ourselves. Let us act as we would like everyone to behave. I do not see any other solution.

I leave you with a song that could be a classic, but it is only 3 years old. You can find it above.

Have a nice week!

sobota, 20 kwietnia 2019

Wielkanoc jest lepsza.

Easter is better. [English version below.]

Lepsza? Wielkanoc lepsza? Niż co? Niż Boże Narodzenie. Innej konkurencji nie ma, bo w powszechnej świadomości to dwa największe święta w ciągu roku. Zdaję sobie sprawę, że większość z Was pewnie woli to grudniowe, ale...

  • W Wielkanoc jest lepsze jedzenie. Tu pewnie większość z Was się nie zgodzi, ale ja naprawdę nie jestem fanem potraw wigilijnych, a w polskiej tradycji to one są kluczowe przy okazji Bożego Narodzenia. Przy Wielkanocy natomiast chyba nie ma bardzo powszechnych zwyczajów w tym zakresie, co daje większą swobodę. W ten sposób u mnie w domu na przykład pojawia się biała kiełbasa na winie, z oliwkami i rozmarynem. To lepsze niż groch z kapustą i inne dziwactwa. Kluczowe są jednak słodkości. Przy okazji Bożego Narodzenia nie jest z tym źle (sernik i makowiec), ale tu Wielkanoc bezapelacyjnie wygrywa. Sernik jak najbardziej jest, makowiec czasem też, do tego inne ciasta, babki drożdżowe, jakieś cukrowe lub czekoladowe figurki, ale przede wszystkim najważniejsze: mazurki! Te małe skurczybyki są boskie, a najlepsze oczywiście te robione przez moją mamę. To kulinarne cuda. Z mazurkami jest jednak tak, że u każdego mogą wyglądać zupełnie inaczej. To jednak tym lepiej, bo te inne też są na ogół wspaniałe. Wielkanoc 1 - Boże Narodzenie 0.


Ależ śliczności!
  • Merytorycznie Wielkanoc jest ważniejsza. Części z Was może to nie obchodzić, ale to jednak chrześcijaństwo jest źródłem tego, że mamy teraz wolne, możemy odpocząć, spotkać się z bliskimi i poopychać pysznościami. W przypadku Bożego Narodzenia nazwa mówi wszystko. Wielkanoc natomiast to celebracja tego, że Jezus oddał życie za nasze grzechy, dlatego każdy w Kościele bez wątpienia stwierdzi, że to najważniejsza uroczystość w roku liturgicznym.  Nie trzeba nic więcej dodawać. Wielkanoc 2 - Boże Narodzenie 0.

  • Poziom komercjalizacji. Boże Narodzenie stało się tak bardzo odpustowym świętem, wykorzystywanym do sprzedania absolutnie wszystkiego, że to zatrważające. Marki uczą się od najlepszego, czyli od Coca-Coli, która od lat robi to z sukcesami. Spotkania z Mikołajami, Aniołkami, wystawy, promocje i tak dalej pojawiają się obecnie przy okazji tych świąt w jakiejś obłędnej ilości. W tym wszystkim rozmywa się meritum: dla wierzących aspekt religijny, a dla wszystkich czas spędzony z rodziną lub przyjaciółmi. Z Wielkanocą też się to poniekąd dzieje, pojawiają się zajączki, kaczuszki itd., ale skala jest dużo mniejsza. Oczywiście wszystko to wynika w dużej mierze z tradycji dawania prezentów, ale o tym w następnym punkcie. Wielkanoc 3 - Boże Narodzenie 0.
  • Prezenty. W Boże Narodzenie są one oczywiście gdzieś na końcu listy ważnych rzeczy. To nie o nie chodzi. Nie zmienia to jednak faktu, że większość z nas lubi dostawać różne rzeczy - nieważne czy to książka, płyta, skarpetki, telefon czy Porsche. Miło jest coś otrzymać. Co prawda zwyczaj podarunków jest chyba źródłem komercjalizacji z poprzedniego punktu, ale jedno wcale nie musi przekładać się na drugie. Wystarczy do tematu upominków podchodzić z głową. Przy okazji Wielkanocy na ogół nie ma tematu prezentów (chyba, że u Was wygląda to inaczej?). Można się zastanawiać, czy to dobrze, czy to źle, ale uznajmy, że Boże Narodzenie wygrywa w tym aspekcie, przyznając mu honorowy punkt. Wielkanoc 3 - Boże Narodzenie 1.
I to koniec. Można by oczywiście mnożyć kryteria, ale myślę, że dla większości z nich dało by się wykazać wyższość wiosennego święta. W związku z tym Wielkanoc jest lepsza. Poza tym jest też... Formalnie dopiero od jutra. Zgodnie z moimi własnymi zasadami nie powinienem więc jeszcze składać Wam życzeń, ale zrobię to, żeby jutro nie zapomnieć. Oto one:
Na jutrzejsze święto życzę Wam przede wszystkim spokojnego czasu. Odpocznijcie trochę w gronie bliskich od codziennego pędu. Uspokójcie umysły. Znajdźcie może chwilę na refleksję. Nie jakąś konkretną, a taką, jaka Wam się przyda. Pamiętajcie, że nie wszystko musi być idealnie. Wszystkiego najlepszego! Wesołych Świąt!

Piosenka na dziś to cudo, które podesłała mi Luba Ma. Świeżutka, aktualna, posłuchajcie:


To tyle. Dobrego czasu!

ENG:

Better? Easter is better? Than what? Than Christmas. There are no other competitiors, because in the general consciousness they are the two biggest holidays in a year. I realize that most of you probably prefer this in December, but ...

  • There is better food at Easter. Probably most of you will not agree, but I really am not a fan of Christmas Eve dishes, and in Polish tradition they are key on the occasion of Christmas. At Easter, however, there are probably no common customs in this area, which gives more freedom. And so at my home, for example, there is a white sausage on the wine, with olives and rosemary. It's better than peas with cabbage and other quirks. The key, however, are the sweets. It is not bad at Christmas (cheesecake and poppyseed cake), but here Easter definitely wins. Cheesecake is present, the other one sometimes also appears, but there are also other cakes, like yeast cakes, some figures made of sugar or chocolate, but most importantly: shortcrust tarts! These little bastards are divine, and the best, of course, those made by my mother. They are culinary wonders. However, each shortcrust tart can look completely different, depending on who made it. Anyway, it's all the better because these others are also great. Easter 1 - Christmas 0.
  • Substantially, Easter is more important. Some of you may not care, but Christianity is the source of the fact that we have a day off now, we can relax, meet with relatives and indulge in delicacies. In the case of Christmas, the polish name says it all (it's God's Birth). Easter, on the other hand, is the celebration of the fact that Jesus gave his life for our sins, so everyone in the church will with no doubt say that this is the most important celebration in the liturgical year. You do not need to add anything. Easter 2 - Christmas 0.
  • The level of commercialization. Christmas has become such a shoddy holiday and is used to sell absolutely everything. That is frightening. Brands learn from the best, that is from Coca-Cola, which has been doing it successfully for years. Plenty of exhibitions, promotions, meetings with Santa Clauses, Angels, and so forth appear on this occasion in an insane amount. In all this, the point is lost: for believers the religious aspect, and for everyone the time spent with family or friends. With Easter it also happens a bit, there are bunnies, ducklings, etc., but the scale is much smaller. Of course, all this results to a large extent from the tradition of giving presents, but about it at the next point. Easter 3 - Christmas 0.
  • Gifts. At Christmas, they are obviously somewhere at the end of the list of important things. It is not about them. However, this does not change the fact that most of us like to receive things - whether it's a book, a CD, the socks, a phone or a Porsche. It's nice to get something. Although the custom of gifts is probably a source of commercialization from the previous point, it does not have to be like this. It is enough to wisely approach the matter of gifts. When it comes to Easter, this matter usually does not appear (unless it is different for you?). You might wonder if it's good or bad, but let's admit that Christmas wins in this aspect. That results in awarding it with an honorary point. Easter 3 - Christmas 1.

And this is the end. One could, of course, find more criteria, but I think that for most of them it would be possible to demonstrate the superiority of the spring holiday. Therefore, Easter is better. Besides, it is also ... Formally starting only from tomorrow. According to my own rules, I should not give you wishes yet, but I will do so not to forget tomorrow. Here they are:

For tomorrow's holiday, I wish you a quiet time above all. Rest a little among your loved ones from the daily rush. Calm your mind. You can find a moment for reflection. Not a specific one, but the one that will be useful to you. Remember that not everything must be perfect. All the best! Happy Easter!

The song for today is a miracle that My Darling sent to me. It is so fresh and current, so listen to it immediately (but is in Polish). You can find it above.

That's it. Have a good time!