niedziela, 26 kwietnia 2020

Tego jeszcze nie grali.

They haven't played that yet. [English version below.]

Globalizacja! Internet! Inne duże słowa! Wszystko to sprawiło, że pewne rzeczy powszednieją i docierają już niemal do wszystkich. Wszyscy słuchamy tego samego, zachwycamy się tą samą muzyką i nucimy te same piosenki, prawda?

Cóż, może nie do końca. Jeśli sięgnąć gdzieś poza "Toss a coin to your witcher" i szczyty list przebojów na Spotify i Tidalu, może uda się odkryć coś nieoczywistego. Warto ich szukać, bo ileż można słuchać tego samego? Gdzieś tam są rzeczy znane mniejszemu gronu odbiorców, a niektóre może prawie nikomu. Poniżej prezentuję listę kilku wspaniałych, a właśnie mniej popularnych artystów i dorzucam garaść wspomnień. To oczywiście nie znaczy, że na pewno ich nie znacie. Zresztą, nie ma co zwlekać - przekonajmy się. Uszeregowałem ich umownie według popularności, tj. od największej do najmniejszej liczby polubień na Facebooku i są to nie tylko aktywni aktualnie wykonawcy.

Zapraszam!

6. Angus & Julia Stone (998 311 polubień)

W porównaniu z innymi wymienionymi tu zespołami ten jest akurat całkiem popularny, ale na przykład spośród moich znajomych chyba mało kto o nim słyszał (a jeżeli tak, to ewentualnie ode mnie). Zresztą umówmy się: niecały milion polubień przy na przykład prawie 36 milionach Metalliki, ponad 76 milionach Justina Biebera czy 86,5 miliona Eminema to nie jest dużo. Nawet Kamil Bednarek (prawie 1,4 miliona) i kilku innych polskich artystów mają ich więcej.

Tutaj natomiast mówimy o rodzeństwie z Australii grającym indie pop z domieszką folku. Duże znaczenie ma gitara, ale w użyciu są też inne, często nieoczywiste instrumenty. Oprócz rodzeństwa na scenie pojawiają się też inni muzycy, ale to właśnie Julia i Angus są w centrum uwagi, Oboje śpiewają, choć ona więcej, ale oboje też grają. Jako zespół występują od 2006 r.

W jaki sposób poznałem ten zespół? Ha, nie mam pojęcia. To jedna z zagadek, których nie umiem rozwikłać. Nie jest to jednak bardzo istotne - najważniejsze, że do tego doszło, a ja mogę się zachwycać ich muzyką. Był okres, w którym towarzyszli mi niemal codziennie - teraz już odrobinę rzadziej, ale nadal bardzo chętnie do nich wracam. Prawie dwa lata temu udało mi się nawet być na ich koncercie w warszawskiej Stodole, zresztą pierwszym w Polsce.

Było przepięknie!

Zespół ma na swoim koncie dwie EP, cztery albumy studyjne (ostatni z 2017 r.) i nieco innych wydawnictw i naprawdę warto go posłuchać. Na zachętę jeden z moich ulubionych utworów w ich wykonaniu:



5. HVOB (87 760 polubień)

Akurat to, jak usłyszałem o tym austriackim zespole, pamiętam dość dobrze. Zauważyłem, że kolega z pracy wyraził zainteresowanie koncertem tych artystów w Krakowie, choć akurat byliśmy na delegacji w Warszawie. Podpytałem co to, posłuchałem i od tamtej pory, choć nie słucham tej muzyki regularnie, to co jakiś czas wracam do wybranych utworów.

Co do zespołu: rozwinięcie skrótu to Her Voice Over Boys i jest to duet od 2012 r. grający muzykę elektroniczną. Od tamtej pory zdążyli wydać między innymi cztery albumy. Ich twórczość jest hipnotyzująca, rytmiczna, świetna do pracy, ale nie tylko. Może pomóc wyciszyć się, uspokoić czy zrelaksować. To naprawdę kojące dźwięki. Zresztą posłuchajcie sami:


4. Ocean/OCN (21 997 polubień)

To polski rockowy zespół, który powstał w 2001 r., kiedyś nazywał się Ocean, potem OCN, a teraz od kilku lat nie widać go na muzycznej scenie. Wcześniej dynamicznie zmieniał się jego skład. Szkoda, ale tak czasem bywa. Zawsze można posłuchać - co prawda z siedmiu wydanych albumów tylko cztery znajdują się na Spotify (i to drugi i trzeci jako Ocean oraz szósty i siódmy jako OCN), ale chyba wszystkie są do wytropienia na YouTube'ie.

Niektórzy z Was mogą kojarzyć zespół z relatywnie popularnego swego czasu singla "Definicja", nagranego z Jamalem, który był polską wersją utworu "Waterfall" zespołu. Ja natomiast poznałem ich, ponieważ jeden z moich znajomych bardzo się nimi ekscytował w liceum - udało mu się nawet ze swoim ówczesnym zespołem zagrać przed nimi support. Wtedy to właśnie po raz pierwszy usłyszałem Ocean/OCN na żywo i byłem pod dużym wrażeniem mocnego, prawdziwie rockowego brzmienia. Da się je usłyszeć z wielu utworów zespołu, aczkolwiek wśród ich dorobku znajdą się też zdecydowanie bardziej balladowe, rzewne piosenki. Dla porównania wrzucam dwa utwory:



3. JÓGA (11 350 polubień)

Przyznam się, że spodziewałem się nawet mniejszej liczby polubień profilu tego zespołu i myślałem, że znajdzie się on na dole tej listy, ale nie i to bardzo miłe zaskoczenie. Jak o nim usłyszałem? Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że było to tak: wrzesień 2014, urodziny miasta Katowice. Poszedłem tam na The Dumplings, którzy jeszcze wtedy nie byli zbyt znani - pod sceną znalazło się chyba około dwudziestu osób. Zanim jednak wystąpił duet z Zabrza, na scenie grało dwóch młodych chłopaczków i choć słyszałem ich wówczas tylko przez chwilę, to zdążyłem się zachwycić. Zespół powstał w 2013 r. w Katowicach i zaczynał jako duet, potem przez chwilę należały do niego trzy osoby, by później wrócić do pierwotnego składu. 

Co prawda od roku nie było za bardzo o nich słychać, ale warto mieć nadzieję, że to się zmieni. Wcześniej zdążyli zagrać sporo koncertów, w tym na dużych festiwalach, wygrać międzynarodowy konkurs Converse Rubber Tracks oraz nagrać dwie EPki i trzy single. No dobrze, ale jaka jest ich muzyka? Piękna. Poruszająca. To alternatywa? Elektronika? Coś takiego, ale w sumie trudno powiedzieć. W dzisiejszych czasach katalogowanie muzyki bardzo często mija się z celem. Najprościej chyba będzie, jeśli posłuchacie sami:


Poza tym wyszukajcie też utwór "bones" i obejrzyjcie teledysk - naprawdę zachęcam.

2. très.b (8 903 polubienia)

W przypadku tego zespołu nie mam najmniejszych wątpliwości, skąd go znam - to zasługa wspaniałych algorytmów Spotify. Platforma podrzuciła mi jakieś jego utwory do playlist, a że niedługo potem jechałem na Wielkanoc pociągiem do Warszawy i z powrotem, miałem sporo czasu w podróży na osłuchiwanie się z tą wspaniałą muzyką.

Zespół powstał w 2005 r. jako współpraca Polki oraz dwóch muzyków o pochodzeniu holendersko-amerykańskim i duńsko-angielskim. Artyści koncertowali w całej Europie, wydali dwa oficjalne albumy, a wcześniej jeszcze jeden, EPkę i trzy single. Zdobyli także Fryderyka i paszport "Polityki". Niestety, w 2013 r. zawiesili działalność, ale nadal można posłuchać nagrań. Jak brzmią? Oryginalnie. Charakterystyczny wokal, wyraźnie słyszalna perkusja, czasem duża dynamika, a czasem konieczne spowolnienie. Czy to indie rock? Podobno. Na pewno warto sprawdzić:



1. Neony (7 295 polubień)

O tym polskim rockowym zespole mogłem usłyszeć na przykład w radiu Egida Uniwersytetu Śląskiego lub poprzez inne, bardziej popularne zespoły, promujące kolegów po fachu. Grupa powstała w 2008 r. we Wrocławiu i od tamtej pory zdążyła wydać trzy albumy, EPkę, kilka singli i inne wydawnictwa. 

Co grają? Rocka. Starego, dobrego rocka, choć może nieco po swojemu. Alternatywnie. Bawią się dźwiękiem, słowem, głosem. Warto posłuchać też ich tekstów - może nie są to największe mądrości świata, ale jest szansa, że jeśli nawet nie dotrą do Was ze swoim przesłaniem, to przynajmniej rozbawią. Posłuchajcie:


A poza tym Neony mogą się też pochwalić znakomitym coverem Maanaamu. O, proszę:


To tyle. Bardzo się ucieszę, jeśli muzyka któregoś z powyższych zespołów przypadnie Wam do gustu. Chętnie posłucham też Waszych propozycji mniej popularnej muzyki. Trzymajcie się ciepło i noście maseczki. Cześć!

ENG:

Globalization! Internet! Other big words! All this meant that some things became widespread, reaching almost everyone. We all listen to the same, admire the same music and hum the same songs, right?

Well, maybe not quite. If you reach somewhere beyond "Toss a coin to your witcher" and other top songs on Spotify and Tidal, you may discover something unobvious. It is worth looking for it, because how long can you listen to the same music? Somewhere there are things known to a smaller audience, and some maybe to almost no one. Below I present a list of some amazing, but not very popular artists and add some memories. This, of course, does not mean that you certainly do not know any of them. Anyway, there is no reason to wait - let's find out. I sorted them according to popularity, i.e. from the largest to the smallest number of Facebook likes and they are not only currently active artists.

Let's get started!

6. Angus & Julia Stone (998 311 likes)

Compared to the other bands mentioned here, this one is quite popular, but for example, among my friends, hardly anyone has heard of it (and if so, possibly from me). Anyway, let's agree: less than a million likes compared with, for example, Metallica's almost 36 million, Justin Bieber's over 76 million or Eminem's 86.5 million is not a lot. Even Kamil Bednarek (almost 1.4 million) and several other Polish artists have more of them.

Here we are talking about siblings from Australia playing indie pop with an admixture of folk. The guitar is of great importance, but other, often not obvious instruments are also in use. In addition to siblings, other musicians also appear on stage, but it is Julia and Angus who are in the spotlight, They both sing (although she does it more often) and also they both play. They've been performing as a band since 2006.

How did I discover this band? Well, I have no idea. This is one of the riddles that I can't solve. However, this is not very important - the main thing is that it happened and I can admire their music. There was a period when they accompanied me almost every day - now a little less often, but I still come back to them very willingly. Almost two years ago I even managed to take part in their first concert in Poland, in Warsaw Stodoła and it was amazing experience!

The band has recorded two EPs, four studio albums (the latest from 2017) and some other releases and it's really worth listening to. As an encouragement, one of my favorite songs performed by them - you can find it above.

5. HVOB (87 760 likes)

In case of this Austrian band I remember quite well how I have heard about it. I noticed that a colleague from work expressed interest in the concert of these artists in Krakow, although we were just on a delegation in Warsaw. I asked what it was, listened to it and since then, although I don't listen to this music regularly, I come back to selected songs from time to time.

As for the band: HVOB stands for Her Voice Over Boys and it is a duo playing electronic music since 2012. Since then, they have released four albums, among other recordings. Their songs are mesmerizing, rhythmic, great for work, but not only. It can help you calm down or relax. These are really soothing sounds. Listen for yourself - you can find an example above.

4. Ocean / OCN (21 997 likes)

This is a Polish rock band that was formed in 2001. It was once called Ocean, then OCN, and now it has not been seen on the music scene for several years. Earlier, its members have been changing dynamically. It is a pity, but sometimes it happens. You can always listen to its music - admittedly, of the seven albums released only four are on Spotify (the second and third as Ocean and the sixth and seventh as OCN), but probably all can be traced on YouTube. Most of the songs are in Polish, but there are also some in English.

People in Poland may associate the band with the relatively popular single "Definicja", recorded with Jamal, which was the Polish version of the band's song called "Waterfall". However, I heard about them because one of my friends was very excited about them when we were in high school - he even managed to support them at one concert with his band at the time. It was then that I heard Ocean / OCN live for the first time and was very impressed with the strong, truly rock sound. You can hear it in many of the band's songs, but they also recorded some tender ballads. For comparison, I posted here two different songs - you can find them above.

3. JÓGA (11,350 likes)

I admit that I expected there would be even fewer likes of this band's Facebook profile and thought that it would be at the bottom of this list, but no and it is a very pleasant surprise. How did I hear about it? I'm not sure, but I think it was like this: September 2014, the birthday of the city of Katowice. I went to listen to The Dumplings, not very well known yet at the time - there were probably about twenty people under the stage. However, before the duo from Zabrze performed, two young guys played on the stage and although I only heard them for a moment, I was delighted. The band was formed in 2013 in Katowice and started as a duo, then for a moment three people belonged to it, and later they returned to their original composition.

It is true that for a year it has not been heard about the JÓGA very much, but it is worth hoping that this will change. Earlier they managed to play a lot of concerts, including at large festivals, win the international Converse Rubber Tracks competition and record two EPs and three singles. Okay, but what is their music like? Beautiful. Touching. Is this an alternative? Electronics? Something like that, but it's hard to say. Nowadays, cataloging music is often pointless. The easiest way will probably be if you listen for yourself - you can find the song "Pod prąd" above. It is in Polish, but the band also has some music in English. You should definitely listen to the song "bones" and also watch the music video - I really encourage you.

2. très.b (8 903 likes)

In the case of this band, I don't have the slightest doubt about how I heard about it - it was thanks to the wonderful Spotify algorithms. The platform added some of its songs to my playlists, and because shortly after that I was going by train to Warsaw for Easter and back, I had a lot of time traveling to listen to this wonderful music.

The band was formed in 2005 as a collaboration of a Polish woman and two musicians of Dutch-American and Danish-English origin. The artists toured all over Europe, released two official albums, and one more before, one EP and three singles. They also won Frederick (Fryderyk - the most prestigious Polish music award) and the Polityka's passport. Unfortunately, in 2013 they suspended their activities, but you can still listen to the recordings. How do they sound? Originally. Characteristic vocals, clearly audible drums, sometimes high dynamics, and sometimes slow down. Is that indie rock? Supposedly. It's definitely worth checking out - above you can find one of my favourite songs of them.

1. Neon (7 295 likes)

I could hear about this Polish rock band, for example, on radio Egida of the University of Silesia or through other, more popular bands, promoting colleagues. The group was founded in 2008 in Wrocław and has released three albums, an EP, several singles and other stuff since then.

What are they playing? Rock. Old, good rock, though maybe a bit in their own way. Alternatively. They play with sound, word and voice. It is also worth listening to their lyrics - maybe they are not the greatest wisdom of the world, but there is a chance that even if they do not reach you with their message, they will at least amuse you. You can find some example above. And besides, Neony can also boast of an excellent cover of Maanaam song. That also can be found above.

That's all. I will be very happy if you like the music of any of the above bands. I would also love to hear your suggestions for less popular music. Keep warm and wear masks. Bye!

niedziela, 19 kwietnia 2020

Niekochane filmy.

Unloved movies. [No English version, since main part of this text relates to Polish movies and pop culture references. If you would like to read it anyway, let me know.]

Czasami mam takie wrażenie, że mój gust filmowy i ogólnie przyjęty mainstreamowy konsensus to dwie krzywe, które owszem, czasem się przecinają, ale zdarza się to niezmiernie rzadko. I cóż, nie chodzi o jakiekolwiek przechwalanie się, jaki to jestem alternatywny i nieszablonowy, ale o zwyczajne zdziwienie na zasadzie "Ale jak to, naprawdę uważacie, że to było złe?".

Panie i panowie, ladies and gentlemen, Damen und Herren, poniżej przedstawiam zestawienie pięciu filmów, które cieszą się nienajlepszą sławą, a moim zdaniem naprawdę warto dać im szansę i wyjaśniam dlaczego. Uszeregowałem je od najwyższej do najniższej oceny na Filmwebie (w skali 1-10), żeby mieć jakikolwiek punkt odniesienia do wspomnianego konsensusu, a wybrałem polski portal, ponieważ większość tych filmów pochodzi jednak z naszego kraju.

3... 2... 1... Zacznijmy!

5. Nie zadzieraj z fryzjerem (2008, 6,2 na Filmwebie)

Ten film nieco odróżnia się od innych tu wymienionych: nie jest polski i ma wyraźnie lepszą ocenę od pozostałych. Postanowiłem go jednak umieścić na tej liście, bo przy ostatniej rozmowie z żoną i szwagrem na temat tej produkcji brzmieli oni, jakby była to najgorsza rzecz na świecie.


Czy to po prostu kolejna komedia z Adamem Sandlerem? Można by rzec: nie, bo ta jest jeszcze głupsza. Fabuła opiera się na tym, że izraelski superkomandos marzy o byciu fryzjerem, toteż pozoruje własną śmierć i ucieka do Ameryki. Jednak nie jest w stanie tak łatwo odciąć się od swojej przeszłości... Do tego dorzućcie stertę dowcipów, z których większość opiera się na seksie i pozornie macie pełen obraz.

Póki co nie wygląda, jakbym Was zachęcał, prawda? Okej, pora zacząć. Humor w tym filmie, choć niewyszukany, to jednak działa. Spora część scen jest tak pokręcona, że aż bawi. Jeśli do tego jest się w tym czasie pod wpływem alkoholu, to nie może być lepszego połączenia. Tak naprawdę jednak pod płaszczykiem prymitywnej rozrywki film ten zawiera kilka całkiem ważnych rzeczy: przede wszystkim opowiada on o podążaniu za własnymi marzeniami, niezależnie od tego co mówią inni i jak bardzo by z tego drwili. Dotyczy to nie tylko głównego bohatera. Oprócz tego dochodzi tutaj wątek konfliktu między dwoma społecznościami: żydowską i palestyńską. Oczywiście nie jest on przedstawiony zanadto poważnie, ale jednak stanowi istotną przeszkodę na drodze bohaterów w osiąganiu swoich celów i komplikuje nieodzowny wątek romantyczny, który nie jest wcale najgorzej napisany.

W skrócie: to oczywiście nie jest film wybitny, ale może dostarczyć potrzebną czasami dawkę niezbyt ambitnego humoru, a jednocześnie niesie ze sobą niegłupie przesłanie. Sprawdźcie do piwka albo wódeczki.

4. Weekend (2010, 4,8 na Filmwebie)

Nieudana próba stworzenia komedii gangsterskiej? Widzę to zupełenie inaczej. Film Cezarego Pazury traktuję jako wspaniały pastisz tworów mających kilka (do dziesięciu) lat więcej, takich jak "Chłopaki nie płaczą" i pokrewne. Mamy więc dwóch gangsterów, wokół których kręci się akcja filmu, a oprócz tego całą plejadę innych przestępców, mniej lub bardziej kompetentnych oraz skorumpowanego gliniarza (w tej roli Jan Frycz) i innych bohaterów. Poza tym warto zwrócić uwagę na Tomasza Tyndyka jako Johnny'ego, Pawła Wilczaka grającego Normana czy Michała Lewandowskiego w roli Guli (tj. tego z dwóch głównych bohaterów, którego nie gra Małaszyński). Mimo tego, że minęło już sporo czasu od ostatniego razu, gdy oglądałem ten film, to znaczną część gagów nadal pamiętam: "Panie Normanie", "big deal" czy konflikt Gula-Johnny to pierwsze, które przychodzą mi do głowy.


 To oczywiście nie jest znakomite dzieło, ale bardzo dobrze odwzorowuje poczucie humoru polskich komedii gangsterskich z samego początku XXI wieku. Dzięki temu gagi bawią same w sobie, ale też jako nawiązanie do rzeczy starszych. Warto dać szansę tej produkcji!

3. Facet (nie)potrzebny od zaraz (2014, 4,7 na Filmwebie)

Ten film sklasyfikowano jako komedię romantyczną. Czy słusznie? Po prześledzeniu fabuły łatwo można się zorientować, że nie, ale wolę nie zdradzać szczegółów. Początek jednak na to wskazuje, bowiem akcja zaczyna się od tego, że główną bohaterkę trafia piorun i po tym zdarzeniu postanawia ona poukładać swoje życie, a w tym celu spotkać się ze swoimi dotychczasowymi partnerami. Tak naprawdę jednak ważnym wątkiem filmu jest podążanie za marzeniami. Po prostu. Fabuła naprawdę mnie kupiła, ale do tego jeszcze dochodzi obsada, a w niej między innymi Joasia Kulig jeszcze przed eksplozją popularności, Krzysztof Globisz, Maciej Stuhr i Michał Żebrowski. Czy coś pominąłem? Tak, muzykę, a ona jest w tym filmie absolutnie przecudowna i dzięki temu filmowi odkryłem wielu wspaniałych artystów. Dość wspomnieć, że wykorzystano tu utwory The Dumplings jeszcze przed tym jak ich kariera ruszyła z kopyta, a także takich zespołów jak Kamp!, Paula & Karol, Fismoll czy Micromusic. No złoto po prostu!

Nie ma co jednak ograniczać się do muzyki - to naprawdę dobry film i w tym przypadku nie mam zielonego pojęcia, z czego wynika tak niska jego ocena. Szczerze sugeruję jej zignorowanie i obejrzenie tego filmu. I jeszcze jedno: Joasia Kulig śpiewa w tym filmie i to śpiewa pięknie. Dajcie się zachwycić.

2. W lesie dziś nie zaśnie nikt (2020, 4,5 na Filmwebie)

Pierwszy polski slasher? Podobno. Na pewno rewelacyjna dawka humoru i rozrywki. Motywem przewodnim filmu jest obóz bez telefonów i wspólna wędrówka nastolatków przez las. Mam wrażenie, że główne zarzuty wobec tej produkcji dotyczą drewnianej gry aktorskiej i mocno przewidywalnego scenariusza. Tego pierwszego nie rozumiem, bo uważam, że większość postaci została przedstawiona naprawdę w porządku, a niektóre kreacje wręcz błyszczą: choćby Michał Lupa w roli Julka, Piotr Cyrwus jako Ksiądz czy Wojciech Mecwaldowski, Mirosław Zbrojewicz i Olaf Lubaszenko. Julia Wieniawa w głównej roli też prezentuje się całkiem okej. Co do scenariusza: nie ma tam wielu niespodzianek, ale też nikt chyba nie obiecywał, że będą. To dosyć sztampowa historia i taka właśnie miała być. Ot, ludzie idą do lasu i giną jeden po drugim. Nic dodać, nic ująć. Jednocześnie jednak niektóre sceny atakują z zaskoczenia: choćby początkowa z Listonoszem, fragment w kościele czy sceny śmierci Daniela i Anieli.

Jeśli ktoś oczekuje rewolucji gatunku, niesztampowych rozwiązań, zabawy konwencją, to... Niech przestanie. To dopiero początek gatunku w polskich realiach, toteż podejście jest klasyczne. Nie zmienia to faktu, że film sprawdza się jako niezobowiązująca rozrywka. Przekonajcie się sami.

1. Bad boy (2020, 4,4 na Filmwebie)

Obejrzałem na Netfliksie i stwierdziłem, że "spoko film", a okazuje się, że jest mocno krytykowany. Może ten dysonans wynika z tego, że nie oglądałem kilku ostatnich filmów Patryka Vegi, takich jak Kobiety mafii, Polityka, Botoks czy Plagi Breslau i nie miałem wrażenia, że po raz kolejny oglądam ten sam film. W każdym razie bawiłem się jak prosię w błocie. Fakt, że wszystko kręciło się wokół postaci inteligentnego fanatyka i pseudokibica, wykreowanej przez Antoniego Królikowskiego, tylko zadziałał na korzyść filmu, bo to rola skrajnie odmienna od tych, z których najbardziej znany jest ów aktor. 


Co poza tym? Widowiskowość. Sceny na stadionie, podczas rozgrywek i nie tylko, race, początkowa sekwencja w pociągu (choć akurat ona bardzo przypominała tę z Pitbulla. Nowych porządków) czy moment, w którym Paweł sam rozprawia się z kilkoma policjantami to tylko wierzchołek góry lodowej. Co do samego scenariusza, to może nie jest on szczególnie wybitny, ani zaskakujący, ale nie uważam, żeby był też jakiś szczególnie zły. Dzieją się te rzeczy, które powinny się zdarzyć. 

Nie potrafię przytoczyć więcej argumentów, ale, choć sam się trochę zdziwiłem, ten film autentycznie mi się podobał. Nic na to nie poradzę. Możecie przekonać się sami, czy jest coś w tym, o czym piszę powyżej. I pamiętajcie: "SIŁA, DUMA, UNIA, MY!".

Wszystko powyżej w formie graficznej.

To chyba tyle. Oczywiście nie gwarantuję, że opisane powyżej filmy Wam się spodobają. Wręcz przeciwnie, istnieje spore prawdopodobieństwo, że nie. Z jakiegoś powodu jednak mi te filmy bardzo przypadły do gustu i w każdej chwili obejrzałbym je ponownie. Może więc warto im dać chociaż jedną szansę?

Tymczasem utwór na dziś to jedna z piosenek wykorzystanych w filmie Facet (nie)potrzebny od zaraz. Posłuchajcie: 


To tyle. Oglądajcie filmy, myjcie ręce, trzymajcie się ciepło i w ogóle wszystkiego najlepszego!

niedziela, 12 kwietnia 2020

Zazwyczaj tego nie robię...

I usually do not do that... [English version below.]

Epidemia, pandemia i cyk, święta. Święta Wielkiej Nocy. Zazwyczaj nie bawię się na blogu w jakieś rozbudowane życzenia. Powód jest prosty. Zawsze życzę Wam wszystkim jak najlepiej. Niech każdemu się dobrze wiedzie.

Tegoroczne święta są jednak inne i wszyscy wiecie dlaczego. Nie będę więc Wam tego powtarzał, a zamiast tego dla odmiany złożę jednak życzenia. Toteż życzę Wam:
Spokojnych, Wesołych Świąt. pełnych miłości i radości. Bądźcie zdrowi i doceniajcie, co macie. Dbajcie o siebie i oglądajcie dużo seriali. Życzę Wam, żeby całe to szaleństwo niebawem się skończyło i kolejne święta były już bliższe normalności. Trzymajcie się cieplutko! A, i dobrego jedzonka!
 Zając dołącza się do życzeń!

A tak poza tym pamiętajcie, że zawsze mogłoby być gorzej. Kapitan Janeway ze Star Treka: Voyager utknęła wraz ze swoją załogą na drugim końcu galaktyki i czeka ją jakieś 75 lat podróży z powrotem na Ziemię. Bohaterów Stranger Things  cały czas coś chce zeżreć albo zrobić im jakąś inną krzywdę. Ogólnie: mogłoby być dużo gorzej.

I, tak, zgadliście: te dwa seriale to te, które aktualnie oglądam. A co Wam zajmuje czas? Dajcie znać, jeśli chcecie. A piosenka na dziś to utwór, który kojarzy mi się z ubiegłorocznymi świętami:


Trzymajcie się i raz jeszcze wszystkiego dobrego!

ENG:

Epidemic, pandemic and boom, holiday. Easter in particular. I usually don't post any extended wishes on the blog. The reason is simple. I always wish you all the best. Let everyone do well.

However, this year's holiday is different and you all know why. So I won't repeat it to you, but instead I would like to wish you instead. So I wish you:
Have a nice Happy Easter, full of love and joy. Be healthy and appreciate what you have. Take care of yourself and watch a lot of series. I wish you all this madness would end soon and the next Easter would be closer to normal. Take care warmly! And have a good food!
Anyway, remember that it could always be worse. Captain Janeway from Star Trek: Voyager has stuck with her crew at the other end of the galaxy and it will take about 75 years to travel back to Earth. Something wants to eat Stranger Things heroes or hurt them some other way all the time. Overall: it could be a lot worse.

And yes, you guessed it: these two series are the ones I'm watching right now. And what takes your time? Let me know if you want. And the song for today is a song that I associate with last year Easter. You can find it above.

Take care and all the best once again!

niedziela, 29 marca 2020

Więc zadzwoń do mnie...

So call me maybe... [English version below.]

Zaraza! Izolacja! Upływają kolejne dni i tygodnie epidemii, a nawet pandemii. Najlepiej nie wychodzić z domów. Trzeba zawiesić wszelkie spotkania towarzyskie. Ale zaraz, moment! Przecież są ludzie, za którymi tęsknimy...

Nie tylko rodzina, ale też przyjaciele, znajomi. I chcemy utrzymać z nimi jakiś kontakt. Szybki przegląd Messengera i telefonu w ostatnich tygodniach:

  • 17 marca - 1 godzina, 24 minuty łączonej rozmowy przez Messengera i telefon z parą naszych przyjaciół;
  • 22 marca - 32 minuty rozmowy z kumplem przez telefon (jego urodziny);
  • 26 marca - 24 minuty rozmowy przez Messengera z innym kumplem (jego urodziny);
  • 28 marca - 39 minut rozmowy przez telefon z inną parą przyjaciół;
  • 28 marca - prawie 25 minut rozmowy przez Messengera z kolejnym kumplem (tak, on też miał urodziny);
  • dzisiaj - 18 minut rozmowy ze szwagrem przez telefon.
Telefony w dłoń.

Na wypadek, gdyby to nie było jasne, dodam, że dla mnie to nie są standardowe liczby i czasy rozmów. Zazwyczaj dzwonię tylko szybko coś ustalić i rozmowa ma charakter zadaniowy. Osoby, z którymi zdarza mi "wisieć na telefonie", można by zapewne policzyć na palcach jednej ręki i to może pechowego drwala-amatora.

Obecna sytuacja jest więc dla mnie czymś dość niezwykłym, a to dopiero początek. Niektórzy z naszych znajomych jeszcze o tym nie wiedzą, ale i do nich zadzwonimy. Po co? Porozmawiać. Dowiedzieć się, co u nich słychać. Pośmiać się. Podpytać, co ciekawego robią w czasach izolacji i wymienić się pomysłami. Powodów jest mnóstwo, ale tak naprawdę sprowadzają się do jednego: chcielibyśmy się z nimi spotkać, ale lepiej tego teraz nie robić. Trzeba więc sobie radzić inaczej.

Jakiś czas temu pojawiła się akcja "Dwa telefony do babci", mająca na celu zdalne wspieranie starszych członków rodziny i okazywanie im troski. I super. Ale ja proponuję też akcje #telefondoziomka, #wideorozmowazpsiapsi czy #skypezprzyjaciółmi. Przecież to też ważni dla nas ludzie i nawet jeśli potrafią zadbać o siebie pod kątem zaopatrzenia czy zdrowia, to jednak większość ludzi potrzebuje relacji międzyludzkich. Utrzymujmy je tak jak możemy.

A utwór na dziś to piosenka sprzed kilku lat, na temat tylko z tytułu:


To chyba tyle. Dzwońcie do bliskich. Myjcie ręce. Jedzcie zdrowo. Howgh!

ENG:


Plague! Isolation! Days and weeks of epidemics and even pandemics pass. It's best not to leave your homes. You must suspend all social gatherings. But wait a moment! There are people we miss...

Not only family, but also friends and buddies. And we want to keep in touch with them. A quick overview of Messenger and phone in recent weeks:
  • March 17 - 1 hour, 24 minutes of combined Messenger and phone conversation with a pair of our friends;
  • March 22 - 32 minutes of conversation with a friend over the phone (his birthday);
  • March 26 - 24 minutes of Messenger conversation with another friend (his birthday);
  • March 28 - 39 minutes of talking on the phone with another pair of friends;
  • March 28 - almost 25 minutes of conversation by Messenger with another friend (yes, he also had a birthday);
  • today - 18 minutes of conversation with my brother-in-law on the phone.
In case this would not be clear, I mark that for me these are not standard amounts and duration of talks. Usually, I call only to establish something quickly and the conversation has a task character. People with whom I sometimes "hang on the phone" could probably be counted on the fingers of one hand, which could even belong to unlucky amateur woodcutter.

The current situation is something quite unusual for me, and this is just the beginning. Some of our friends do not know it yet, but we will call them. For what? To talk. To find out how they are doing. To laugh. To ask what are they doing in times of isolation and exchange ideas. There are plenty of reasons, but they really boil down to one: we would like to meet with them, but it's better not to do it now. So we have to deal differently.

Some time ago, the action "Two calls to grandma" started, aimed at remotely supporting older family members and showing care for them. That is great. However, I also propose actions #callyourbuddy, #videocallwithbff or #skypewithfriends. After all, they are also important to us and even if they can take care of themselves in terms of supply or health, most people need interpersonal relationships. Let's maintain them as we can.

And the song for today is from a few years ago, connected with subject only by its title. You can find it above. 

I think that's it. Call loved ones. Wash your hands. Eat healthy. Howgh!

niedziela, 22 marca 2020

Z domu dziś nie wyjdzie nikt...

Nobody will leave the house today... [Since this text relates mainly to polish culture and popculture, there is no english version. If you would like one, let me know.]

Pandemia, dramat, klęska. Wydaje się, że czasu na pisanie bloga powinno być jakoś więcej. A tu niespodzianka, wcale nie! Dalej ciężko zabrać się za tworzenie. Co gorsza, kiepsko z pomysłami. Nie chcę przecież snuć jakichś pseudofilozoficznych rozważań o życiu w izolacji. To pewnie robi teraz całe mnóstwo ludzi. 

No to lipa. Koniec wpisu. Proszę się rozejść.

O, ktoś jeszcze został? W takim razie polecę Wam przynajmniej kilka dobrych rzeczy na ten trudny czas. Łapcie:

MUZYKA

Prawdę powiedziawszy, nie bardzo śledzę nowinki muzyczne. Jedyny gatunek, z którym jestem w miarę na bieżąco, to rap, w dodatku polski. Tak się jednak składa, że w tym gatunku ostatnio dużo dobrego. Cztery albumy, które zdominowały mój Spotify, to:

  • Art Brut 2 - świeżutki, opublikowany 6 marca 2020 album grupy PRO8L3M to kontynuacja wcześniejszego nieoficjalnego mixtape'u i fanom jest już z pewnością dobrze znany, ale inni także powinni się z nim zapoznać. Rzecz wcale nie musi zachwycić za pierwszym razem, ale z każdym kolejnym odsłuchem podoba mi się coraz bardziej. Część utworów zawiera wątki autobiograficzne, część nawiązuje do polskiej popkultury, sample urzekają (przewija się przez nie nawet Maciej Orłoś), a na albumie goszczą Majka Jeżowska oraz Wanda i Banda. Zaintrygowani? Cóż, powinniście być. Sprawdźcie koniecznie.
  • Uśmiech - trzeci album Jana-Rapowanie miał swoją premierę pod koniec lutego 2020 i od tamtej pory towarzyszy mi bardzo często (zresztą chyba już o nim pisałem). To w dużej mierze autorefleksyjna płyta, w której fragmenty krzepiące mieszają się z przygnębiającymi. Jest Kraków, Warszawa, opowieści o karierze, kolegach, gdybanie o przyszłości. Na pewno warto posłuchać i to wielokrotnie.

  • 100 dni do matury - album Maty ze stycznia 2020 odbił się całkiem szerokim echem w Polsce, pewnie za sprawą głośnej "Patointeligencji", opisującej patologie wśród nastoletnich dzieci środowisk inteligenckich. Rzecz w tym, że niemal cała płyta odznacza się zupełnie inną stylistyką - są wspomnienia lat przedszkolnych, imprezki w czasach szkolnych, wyrażanie miłości do rodziców. jest dużo śmiechu i tylko troche refleksji. Jest Warszawa i zalety życia w niej. Jest przyjemnie, beztrosko i warto poczuć ten klimat.

  • Audiotele - debiutancki album Schaftera z listopada 2019 to prawdziwa gratka pod kątem technicznym. Intrygujące bity, zabawa słowem po polsku i angielsku, goście tacy jak m. in. Ras, Żabson czy Taco Hemingway. Frazy takie jak "jestem Andre3000, ty co najwyżej Seba30" to tylko wierzchołek góry lodowej. To zdecydowanie inny klimat niż pozostałe wymienione tu albumy - jest spokojniej, mniej tu przebojowości, ale cały album to spójny, przyjemny świat, w którym warto się zanurzyć i po prostu słuchać. 
Jeśli jednak ktoś nie lubi rapu i chciałby posłuchać czegoś innego, ale akurat nie ma pomysłu, to podrzucam dwie propozycje moich playlist na Spotify:
  • GOOD TIMES - kilka amerykańskich klasyków, rockowych i nie tylko (póki co lista jest króciutka, ale może będzie się wydłużać),

  • Another Valentine - kilkanaście nieoczywistych utworów na Walentynki (pop i alternatywa), ale sprawdza się również już po świecie zakochanych, być może dlatego, że to po prostu fantastyczne piosenki.

Zachęcam do odsłuchu!

FILM 

Pandemia mocno odbiła się na branży rozrywkowej. Kina pozamykano, premiery wielu filmów przesunięto. Te, które dopiero co zadebiutowały na wielkim ekranie, praktycznie nie mają szans na dobry wynik finansowy i ich wydawcy próbują choć trochę odrobić straty. Najlepszym i chyba jedynym wyjściem jest udostępnienie ich w internecie. Może to być na przykład VOD (to chyba patent studia Universal m. in. z z ich nowym horrorem "The Invisible Man"), ale też coś innego.

I tak w trybie ratunkowym na Netflixa trafiło "W lesie dziś nie zaśnie nikt...", ponoć pierwszy polski slasher. I mimo różnych negatywnych opinii polecam Wam go całym serduszkiem. Mimo tego, że fabuła nie jest szczególnie zaskakująca. Mimo tego, że efekty specjalne nie imponują. Mimo tego, że gra aktorska nie powala. Dlaczego? Bo po prostu przyjemnie się go ogląda. Rzecz dzieje się na odludziu, bohaterowie są uczestnikami obozu odwykowego bez telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych. Rzeczy się dzieją, ludzie biegają po lesie, a potem giną. Poza tym epizod Piotra Cyrwusa w roli księdza zachwyca, a postać Julka, grana przez Michała Lupę, niezwykle bawi. W każdym razie sprawdźcie koniecznie, tylko nastawcie się na kino klasy B!

Jeśli już jesteśmy przy streamingu, to polecam jeszcze dwa seriale:

  • SEX EDUCATION - już o nim wspominałem, ale warto się powtórzyć: dwa krótkie sezony świetnej komedii dziejącej sie w liceum chyba gdzieś w Wielkiej Brytanii i kręcącej się wokół seksu. Mimo, że to przezabawny serial, to jednak nie ucieka od wątków trudnych czy dramatycznych: narkomanii, problemów z własną orientacją seksualną, apodyktycznych lub nieodpowiedzialnych rodziców, a także całej gamy prostszych, ale przerażających nastoletnich problemów. Ja już z utęsknieniem czekam na sezon trzeci i odkrycie dalszych losów Otisa, Maeve, Erica, Oli, Adama, Jacksona, Aimee i ich rodziców. Związki, przyjaźnie, zdrady, decyzje? Oj, będzie się działo!

  • Chilling Adventures of Sabrina - o tym serialu też już pewnie slyszeliście. Netflix oferuje aktualnie trzy jego sezony i niedawno skończyliśmy z żoną oglądać ostatni z nich. I cóż, ten serial jest niepozbawiony wad, nie ma co się oczukiwać. Bywa chaotyczny, niektóre rozwiązania to wygodne wymyki fabularne, a trzeci sezon jest już zupełnie przeładowany wątkami, więc w efekcie większość z nich nie dostaje wystarczająco dużo czasu. Ale to nic. To nieważne, bo charakterystyczna stylistyka będąca mieszanką horroru i kiczu oraz plejada barwnych postaci, składająca się z ludzi, wiedźm, demonów i innych nadprzyrodzonych istot daje naprawdę dużo frajdy. A luki fabularne? Ignorować!
KSIĄŻKA

Tu muszę przyznać, że jestem w ogóle nie na bieżąco. Nie potrafię śledzić nowinek wydawniczych, gdy moja lista książek do przeczytania wcale nie wydaje się skracać. Mogę Wam jednak zdradzić, co ostatnio czytałem, czytam i zamierzam przeczytać. 

Jak wspominałem jakiś czas temu, byłem w trakcie lektury "Powołania trójki", czyli drugiej części serii "Mroczna wieża" Stephena Kinga. Niedawno udało mi się skończyć tę powieść i teraz z niecierpliwością czekam na koniec pandemii, ponieważ chcę, żeby otworzyli już biblioteki. Wtedy będę mógł sięgnąć po kolejne części i poznać dalsze losy Rolanda, ostatniego rewolwerowca w świecie, który poszedł naprzód. Po przeczytaniu dwóch pierwszych książek wiążę wielkie nadzieje z pięcioma kolejnymi. To kawał fantastyki niepodobnej do niczego innego, co czytałem. Polecam!

Książką, po którą sięgnąłem przed "Powołaniem trójki" jest "Kłamca 2. Bóg marnotrawny". To druga część serii o Lokim, pisana przez Jakuba Ćwieka. Rzecz nie jest może wybitna, ale bardzo mnie bawi. Obserwowanie nordyckiego boga kłamstwa i jego przygód we współczesnym świecie daje dużo przyjemności. Z radością dokończę tę część i zapoluję na kolejne.

Z kolei książką, którą dzisiaj dostrzegłem wśród rzeczy mojej żony, a którą już dawno temu chciałem przeczytać, jest "Ślepnąc od świateł" Jakuba Żulczyka. Nie wiem, czy trzeba wam przedstawiać tę powieść, skoro w 2018 r. ukazał się hitowy serial HBO na jej podstawie, ale dla formalności coś napiszę. Otóż powieść ta ukazała się w 2014 r. i opowiada o warszawskich gangsterach i dilerach. Była nominowana do Paszportu Polityki i już te kilka lat temu chciałem ją przeczytać. Może teraz, gdy umieszczę ją w widocznym miejscu w salonie, będzie łatwiej?

Widzę Cię. Przeczytam Cię.

To chyba tyle. Powyższe pozycje regularnie poprawiają mi humor, wypełniają czas i dostarczają rozrywki. A wy jakimi dziełami kultury raczycie się w tym trudnym czasie? Dajcie znać, jeśli chcecie. A piosenka na dziś to utwór, który jakiś czas temu usłyszeliśmy przypadkiem w radiu i kompletnie nas zachwycił. Posłuchajcie:


Trzymajcie się ciepło. Słuchajcie dobrych rzeczy, oglądajcie dobre rzeczy, czytajcie dobre rzeczy. I myjcie ręce!

niedziela, 15 marca 2020

Rozrywki przed końcem świata.

Entertainment before the end of the world. [English version may be added later.]

Epidemia. Pandemia. Apokalipsa. Koniec świata. Cóż... Może do tego ostatniego nie dojdzie, zobaczymy. Żeby nie doszło, musimy siedzieć w domu. Okej, nie wszyscy, ale wszyscy ci, którzy mogą. Czy grozi nam nuda?

Pewnie nie. Po pierwsze, praca zdalna dotyczy sporej części ludzi, a podobno wykłady, a może i nawet lekcje szkolne (a przynajmniej zadawanie zadań) też mają być prowadzone przez internet, więc wcale nie jest tak, że do zagospodarowania są całe dnie. Nie czarujmy się jednak, czasu i tak będzie więcej. Nie będziemy go tracić na przemieszczanie się do i z pracy, odpadną spotkania ze znajomymi, wyjścia na siłownię i niemal wszystkie inne możliwe, pozadomowe aktywności. Jakoś trzeba zagospodarować uwolnione godziny.

Dzięki Bogu istnieje internet, a wraz z nim zbiory Netflixa, HBO GO i innych platform streamingowych. Na bardziej konserwatywnych czeka telewizja. Dla jeszcze większych dziwaków są książki. Oczywiście żartuję i tak naprawdę serdecznie zachęcam do lektury, choć obawiam się, że wiele osób może nie mieć obfitego księgozbioru w domach. Cóż, zawsze można kupować ebooki przez internet.

Co poza tym? Gry! Pecety, konsole? Pewnie, jeśli chcecie, aczkolwiek mi bliżej do planszówek i innych gier towarzyskich. Chyba bardziej zintegrują ludzi spędzających wspólnie czas w zamkniętej przestrzeni. Poza tym pewnie każdemu na jakimś etapie przyjdzie do głowy zrobienie porządku. Odkurzanie, ścieranie kurzy, mycie podłóg, łazienki, kuchni i tak dalej? Oczywiście, skoro nawet ja o tym pomyślałem.

Wszystko to dostarczy zajęć na jakiś czas. Co jednak później? Co, gdy trochę nas to wszystko znuży? Gdy będziemy chcieli jakiegoś urozmaicenia? Oto trzy nieoczywiste sposoby na spędzanie czasu w kwarantannie czy też izolacji:

1. Naucz się czegoś nowego.

Brzmi banalnie? Może i tak. Szczerze powiedziawszy jednak wątpię, że dużo ludzi pomyślało sobie: "o, będę siędział teraz w domu, nauczę się w tym czasie X" czy "świetnie, wreszcie poświęcę więcej czasu na Y". Tymczasem mamy rok 2020 i możliwości uczenia się samodzielnie, z domu, jest całe mnóstwo. Ja osobiście zamierzam pobawić się bazami danych, a konkretnie Microsoft Accessem, ale to tylko ułamek tego, co jest dostępne. 

Nauka języków obcych czy programowania to pierwsze, najbardziej oczywiste pomysły, ale można też poświęcić czas na poznanie rozmaitego oprogramowania czy aplikacji - rzeczy, które mogą przydać nam się w trakcie obecnego szczególnego czasu lub już po nim. Inne na szybko wymyślone pomysły to ćwiczenie zdolności manualnych, rozmaite rękodzieło - choćby wykonywanie samodzielnie dekoracji, tworzenie biżuterii czy malowanie. Cokolwiek, byle się rozwinąć lub poznać coś nowego, mieć z tego frajdę, a przy okazji spędzić czas pożyteczniej niż tylko śledząc ciągle media społecznościowe i strumień negatywnych informacji.

2. Zrób porządek... Ze szpargałami.

Może to pora na porządek ze zdjęciami?

Zwykłe porządki i dbanie o czystość to jedno, ale warto pomyśleć też o tym, co kryje się we wnętrznach szaf, szafek i szuflad. Być może już od dawna czekają na was zdjęcia wymagające posortowania ich i pochowania w albumach czy dokumenty, które oczekują aż zrobi się z nimi porządek i podzieli na teczki. Może to dobry moment na przegląd wszystkich ubrań i zidentyfikowanie tych, które nie są już przez nas noszone i można je komuś oddać, a także tych, które nadają się tylko do wyrzucenia, a niepotrzebnie zajmują miejsce w szafach? To samo dotyczy rozmaitych drobiazgów w szufladach. Dobrze się im przyjrzeć. 

W ten sposób można nie tylko zrobić porządek ze swoimi rzeczami i potencjalnie odzyskać trochę miejsca. Niewykluczone też, że odnajdzie się skarby, które zaginęły nam dawno temu lub o których nawet zdążyliśmy już zapomnieć. Ubrania, akcesoria, figurki, zabawki, zdjęcia, pamiątki lub coś jeszcze innego - być może wzbudzające dużo wspomnień, a może takie, które mogą się nam jeszcze przydać. Na pewno warto spróbować.

3. Popijawa ze znajomymi... Przez Skype'a.

Spotkania na mieście? Wykluczone. Wizyty u znajomych? Nierozsądne. Co pozostaje, żeby zachować choć namiastkę życia towarzyskiego? Wzięcie przykładu z biznesu, pracy zdalnej i home-office. Czytałem na Twitterze Weroniki Truszczyńskiej, że w Chinach (chyba w Szanghaju) przez jakiś czas kluby działały przez internet. Ludzie łączyli się z DJami, ci puszczali muzykę na żywo i byli wynagradzani napiwkami.

Nie sądzę, żeby coś takiego zadziałało w Polsce, a przynajmniej nie na wielką skalę, ale działajmy z tym, co mamy. A mamy Skype'a, Messengera, a przy odrobinie szczęścia także znajomych i tematy do rozmowy z nimi. Domowe zapasy alkoholu nie są wymagane, ale z pewnością też nie zaszkodzą. Tak zebrane składniki łączymy i uzyskujemy imprezę... A przynajmniej jej namiastkę.

Żarty żartami, ale pewnym znajomym, którzy nie mogą teraz wychodzić z domu, już zapowiedziałem zdalną popijawę. Oni może nie zdają sobie jeszcze sprawy z tego, że mówiłem poważnie, ale dowiedzą się. Umówimy się na konkretny termin, uruchomimy wideokonferencję, każdy przygotuje sobie jakiegoś drinka i po prostu porozmawiamy. Oczywiście, to nie będzie to samo, co gdybyśmy się spotkali naprawdę. Tyle tylko, że wyboru nie ma. Trzeba sobie radzić.

To tyle z moich pomysłów. Oczywiście, nie są bardzo odkrywcze, wiem o tym. Sądzę jednak, że to takie rzeczy, które nie muszą nikomu przyjść do głowy w pierwszej chwili, a byłoby trochę szkoda, gdyby cały ten czas przeznaczyć tylko na oglądanie seriali. Nie ma co przesadzać. Jeśli chcecie, napiszcie, jakie wy macie nieszablonowe pomysły na zwiększoną ilość czasu spędzonego w domu. Może ktoś skorzysta.

Tymczasem zostawiam Was z piosenką, którą może już udostępniałem, ale to nic. Nadal jest cudowna:


Trzymajcie się! Nie nudźcie się! Bądźcie zdrowi! Myjcie ręce!

niedziela, 8 marca 2020

Dwie perspektywy.

Two perspectives. [English version may be added later.]

Wczoraj na zakupach spotkaliśmy znajomą, która pracuje w pewnym sklepie z tzw. home decor, czyli artykułami wyposażenia wnętrz. Pokazała nam różne drobiazgi, a wśród nich miękką i uroczą maskotkę królika. Wskazała nam jednak, że z zabawką tą coś poszło nie tak: mianowicie zwierzak oczy i nos miał na jednej wysokości, co sprawiało, że królik wyglądał na zdeformowanego. Niby wyglądał uroczo, ale trochę głupia sprawa.

Przyjrzałem się jednak maskotce uważniej, spojrzałem na nią pod innym kątem i nagle okazało się, że królik wcale nie jest zdeformowany, a wygląda jak groźny gangster, szef mafii, ktoś, kto mocno się wkurzył i zaraz każe swoim cynglom odstrzelić Twój głupi łeb.

Widzicie?

Ta pozornie głupia angedotka niesie jednak za sobą pewną treść. Jaką? Taką, że czasem obie strony mają rację. Królik jest jednocześnie zdeformowany i ma wygląd groźnego gangusa - wszystko zależy od tego, jak się na niego spojrzy. Perspektywa ma znaczenie. To jak w tej popularnej grafice, w której coś wydaje się kołem lub kwadratem, a tak naprawdę jest walcem z jednej strony rzucającym cień w kształcie koła, a z drugiej w kształcie kwadratu. Obie strony mają rację.

Tyle tylko, że to też nie jest reguła. Odmienne perspektywy odmiennymi perspektywami, ale wcale nie musi być tak, że obie strony mają rację. Ktoś może po prostu się mylić. Na przykład wczoraj w swoich mediach społecznościowych śmiałem się z ogłoszenia, że w pewnym sklepie wykupiono wszystkie środki antybakteryjne. Przyczyną jest oczywiście koronawirus i śmiałem się, z tego, bo przecież bakterie i wirusy to co innego. Tyle tylko, że jak mi szybko uświadomiono, nie oznacza to wcale, że środki antybakteryjne nie mogą zadziałać na wirusa. Wygłupiłem się trochę.

Okazuje się, że środki antybakteryjne to nawet przesadzona reakcja na koronawirusa. Zwykła higiena powinna wystarczyć. W związku z tym paniczne wykupywanie takich środków przez masy nadal jest zabawne, ale już nie jako świadectwo braku wiedzy biologicznej a wyolbrzymienia i braku spokojnej refleksji. To może jednak na tę sprawę też można różnie spojrzeć? Z jednej strony to działania, które można uznać za sensowne, ale z drugiej strony są mocno przesadzone. Gdzie leży prawda? Znowu pośrodku?

Idąc tym tropem można by zmierzać do przekonania, że dosłownie każda rzecz zależy od perspektywy i jest względna, a zatem biec radośnie w stronę relatywizmu. Cóż... Wydaje mi się, że jednak nie na wszystko da się spojrzeć na kilka sposobów. Są poglądy, zachowania czy zbrodnie nie do obronienia z żadnej perspektywy. Zdumiewające jest jednak to, że kwestii, na które można spojrzeć na kilka sposobów, jest całe mnóstwo. Wydaje się nawet, że taka jest zdecydowana większość wszystkiego. Co sądzicie? Napiszcie, jeśli chcecie.

Tymczasem zostawiam Was z bardzo przyjemnym utworem z zeszłego roku:


To chyba tyle. Dobrego tygodnia! Pamiętajcie, że inni mogą patrzeć na rzeczy z innej perspektywy niż wy. To nie znaczy, że mają rację, ale nie znaczy też, że jej nie mają. Rozpatrujcie każdy przypadek osobno. Miejscie otwarte, ale nie puste głowy!